Tytuł: Just be
Parring: Grimmjow x Ulquiorra
Anime: Bleach
Narracja: pierwszoosobowa
Od autorki : Yo kochani! Na wstępie chcę coś wyjaśnić. Wcale nie skończyłam z Bleachem. Wierzę, że w dalszym ciągu będę pisać z niego parringi, choć nieco sporadycznie.
Już wkrótce uraczę was kolejną częścią Only love :) Byłabym również wdzięczna za komentarze, czy to opko przypadło Wam do gustu ^^
Część: 2 (ostatnia)
*
- Nie jestem dla ciebie odpowiednią osobą. - powiedziałeś cicho. Twój głos był kojący jak nigdy.
- W przeciwieństwie do ciebie, ja nigdy nie żałuje swoich decyzji.
Patrzyłem na ciebie pewnie. Chciałem, żebyś wiedział, że nie żartuje. W takiej sytuacji nie śmiałbym.
Uśmiechnąłeś się, co szczerze mnie zdziwiło. Nigdy wcześniej nie widziałem, żebyś tak się uśmiechał. Nie kpiąco, nie psychopatycznie. Normalnie. Jak ktoś, kto nigdy nie doświadczył tyle bólu, ran i łez, co ty.
Skąd wiem, że płakałeś? Cóż, każdy ma swoje tajemnice. Jednak będę szczery. Nie pierwszy już raz cię obserwuję. Nie mam pojęcia, co to oznacza. Widziałem już parę razy, jak z twoich pięknych, błękitnych oczu płyną łzy. Płakałeś u siebie, na korytarzu, a raz nawet przed moją komnatą. Fakt, byłeś niesamowicie silny. Nieustępliwy, niecierpliwy, łatwo wpadający w złość i pewny siebie. Lecz nawet ktoś taki jak ty musi czasem odreagować. Inaczej nie byłby sobą. Oszalałby. Negatywne emocje oraz słabość zawładnęłyby tobą, gdybyś w porę się ich nie pozbył.
- Niesamowicie rozmowny dzisiaj jesteś. - mruknąłeś cicho i zwilżyłeś wargi. Doroby, acz seksowny gest.
- Boli cię?
Wskazałem w miejsce, gdzie powinna znajdować się twoja ręka.
- Bardzo, kurwa.
Nie miałem pojęcia, czy się nabijałeś, czy mówiłeś serio. Przejąłem się. Wydawało mi się to niemożliwe, a jednak. Obudziłeś w moim sercu dziwne emocje. Nie znałem ich. Aż do wtedy.
- Idziemy do mnie? - zapytałeś. W jakim celu? Ah, no tak. Za żadne skarby nie chciałem ci wyznawać miłości. Jednak mamy swoje potrzeby. Ludzkie słabości. Nie chciałem ci ulec, ale było już za późno. Kiwnąłem głową, na znak, że się zgadzam.
Ruszyliśmy ramię w ramię przed siebie. Nie rozmawialiśmy za wiele, w powietrzu wyczuwałem napięcie. Nerwowym(!) ruchem odgarnąłem włosy z twarzy. Nie minęła chwila, jak znaleźliśmy się w twojej komnacie.
Znacznie różniła się od mojej. To potwierdzało, że żaden z nas nie jest ananimowy. Ma swoje uczucia, potrzeby, kaprysy.
Ściany były niebieskie, a sklepienie opuszczone znacznie niej, niż u mnie. Ogromna, biała szafa naprzeciw nie mniejszego łóżka ze srebrną pościelą. Obok niego stała mała, kamienna szafka z lampką nocną, która była jedynym aktywnym źródłem światła w pokoju.
Tylko chwilę miałem na rozejrzenie się. Potem popchnąłeś mnie na łóżko i rzuciłeś na mnie. Wbiłeś się w moje usta, a dążącą ręką rozerwałeś górę mojego stroju. Wstąpiło w ciebie zwierzę. Chciałem to zrobić nieco wolniej, ale uprzedziłeś mnie. Zacząłeś oddychać dwa razy szybciej niż normalnie. Twoja ręka zjechała na mój tors i zaczęła masować moją bladą skórę.
- Ale ty jesteś biały. - skomentowałeś cicho, całując mnie po szyi.
- Nie narzekaj. - westchnąłem, gdy zassałeś się, tworząc czerwony punkcik tuż pod linią mojej szczęki.
- Gdzież bym śmiał.
Zjechałeś wargami o parę milimetrów w dół, zahaczając zębami o mój wystający obojczyk. Syknąłem, a ty zacisnąłeś palce na moich sutkach.
Spotkałem się z czymś, na co trudno mi było zareagować. Zacząłem wierzgać nogami, skopując śliska pościel. Następnie głośno jęknąłem, odchylając głowę w tył.
- Co jest? Nigdy tego nie robiłeś? - mruknąłeś tuż przy moim uchu, ponownie zasypując moją szyję malinkami. Poczułem, jak się czerwienię.
- Nie. - odpowiedziałem szybko, nieśmiało zsuwając ci kurtkę z pleców. - A ty...?
Zaśmiałeś się pod nosem.
- A od czego ma się fraccion..?
Gwałtownie odwróciłeś mnie na brzuch.
- Wypnij się...
Spełniłem twój rozkaz, a ty zsunąłeś moje spodnie, które luźno opadły w dół. Zacisnąłem dłonie na prześcieradle.
Dźwięk rozpinanego rozporka, dotyk, ból.
Wszedłeś we mnie za jednym razem. Zarzuciłeś mi rękę na szyję, tworząc coś na wzór niezdarnego uścisku. Czułem twój oddech na szyi i ciebie samego we mnie. Twój członek pulsował w moim wnętrzu. Nie ruszałeś się, chcąc dać mi chwilę na przyzwyczajenie się. Przygryzłeś skórę na mojej łopatce i zacząłeś poruszać biodrami. Wychodziłeś i wchodziłeś we mnie raz po raz, warcząc głucho. Prócz początkowego bólu zacząłem odczuwać...przyjemność. Ręką jeszcze bardziej mnie ścisnąłeś, zwiększając tym samym intensywność pchnięć.
Jęknąłem, gdy natrafiłeś na pewien punkt wewnątrz mnie. Zacząłem wić się i sapać niekontrolowanie.
- Grimm..jow...szybciej...
Spełniłeś moje żądanie. Zacząłeś poruszać się dwa razy szybciej. Do moich oczu cisnęły się łzy, a we wnętrzu szalał prawdziwy ogień. Nie wiem kiedy, moja ręka znalazła się na moim członku i zaczęła poruszać. Było mi cholernie dobrze i nie mogłem uwierzyć, że to właśnie ty dajesz mi tę przyjemność. Pchnąłeś mocno jeszcze parę razy i to wystarczyło. Wgryzłeś się w mój kark, a ja wygiąłem się w tył, drgając przy tym niekontrolowanie. Krzyknąłem, zalewając ciepłą, gęstą cieczą swoją dłoń i podbrzusze.
Warknąłeś i również doszedłeś w moim wnętrzu. Spazmy rozkoszy rozeszły się po moim ciele, gdy zmęczony padłem na twarz na łóżko.
Wyszedłeś ze mnie i opadłeś na moje plecy. Czułem w sobie rozchodzące się ciepło, gdy wypływało ze mnie twoje nasienie. Bez ciebie we mnie czułem się niekompletny.
Leżałeś na mnie jeszcze chwilę, po czym zsunąłeś się na miejsce obok. Nie wiedziałem, co mam o nas myśleć. Wolałem cię nie pytać. Jeszcze mógłbym usłyszeć coś, co wywarłoby na mnie wrażenie. Pozytywne, a może całkiem odwrotne.
Wsłuchałem się w twój oddech, bicie serca i z przerażeniem odkryłem, że przy tobie czuję się bezpiecznie.
Za nic w świecie nie chciałem cię stracić.
Patrzyłem, jak powoli zasypiasz. Musiałeś mi ufać. Gdyby tak nie było, zachowałbyś ostrożność, w obecności kogoś o wyższym stopniu.
Ja też zacząłem ci ufać. I to mnie niepokoiło.
Minęło trochę czasu. Odzyskałeś rękę, dzięki umiejętnościom rudowłosej kobiety. Od tego czasu kochaliśmy się niemal codziennie. Było mi dobrze. Przyjemnie.
Kobieta została oddana pod moją opiekę. Wiedziałem, że jesteś zazdrosny, czemu upust dawałeś w sypialni. To do ciebie pasowało. Czułem się nawet troszkę dopieszczony. Zależało ci na mnie. Wiesz, Grimmjow...mi na tobie też...
Ichigo Kurosaki wtargnął do Last Noches. Uratować ludzką kobietę, która, muszę przyznać, okazała się bardzo dziwna. Mówiła dziwne rzeczy, zachowywała się dziwnie. Jej obecność zaczęła mnie męczyć.
Jednak...coś się zmieniło. Napięcie wisiało w powietrzu. Znałem cię zbyt dobrze, żeby nie wiedzieć co zrobisz. Spotkałem cię na chwilę przed tym, jak stoczyłeś walkę.
- Grimmjow. Gdzie idziesz? - zapytałem, choć dobrze znałem odpowiedź.
- Odegrać się, kurwa. Tylko nie próbuj mnie zatrzymywać. - warknąłeś ostrzegawczo.
- Nie zamierzam. Chcę jedynie, żebyś mi coś obiecał.
Podszedłeś tak blisko mnie...Miałem ochotę porwać się w ramiona i już nigdy nie wypuszczać.
- Uważaj na siebie.
Zaśmiałeś się cicho i pocałowałeś krótko w usta.
- Przecież wiem. Wrócę z głową tego pieprzonego shinigami.
- Jasne.
Uśmiechnąłeś się dziko i pobiegłeś.
Gdyby wiedział...gdybym tylko wiedział...
Już nigdy nie wróciłeś do naszej sypialni. Już nigdy nie poczułem twoich warg na moich. Co mi pozostało? Zemsta.
Jestem gotów zginąć. Ale najpierw niech zginie Ichigo Kurosaki.
Grimmjow...jeszcze się spotkamy. Może wtedy będę gotów ci powiedzieć, jak bardzo cię kochałem.
end.
STRONY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grimmjow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grimmjow. Pokaż wszystkie posty
15.04.2015
14.04.2015
Just be (GrimmUlqui) cz.1
Tytuł: Just be
Parring: Grimmjow x Ulquiorra
Anime: Bleach
Narracja: pierwszoosobowa
Od autorki: Yo kochani! Przepraszam za opóźnienie, ale jeśli mam być szczera to zapomniałam o dodaniu notki, gdyż takowa była już nieco dawno napisana :'DD
Dzisiaj serwuję Wam coś z 'wybielacza'. Bardzo lubię ten parring. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu w moim wydaniu. Dodatkowo, art na koniec to mój rysunek - stary bo stary, ale za to ponadczasowy ^^ Cd już w sobote ^^ A Only love jest już w drodze :)
Muzyka : http://m.youtube.com/watch?v=M0k_i8PPM40
Część: 1
*
Moje istnienie. Czym było, nim pojawił się Aizen-sama? Nie wiem. Na pewno nie było to nic przyjemnego. Byłem, egzystowałem, ale to nie miało sensu. Mam wrażenie, że nie tylko ja tak o tym myślę. Sosuke Aizen dał mi oraz reszcie, poczucie wolności. Złudnej wolności, ale dzięki temu odnalazłem w życiu sens.
Wytatuowana mi cyfrę 4 na piersi. Przydzielono komnatę oraz fraccion. Byłem wdzięczny, za wyrwanie mnie z objęć nicości. Dlatego tak wiernie ci służę, Aizen-sama.
Znam poczucie własnej wartości, czuję swoją siłę. Jestem tego w pełni świadom. Delektuję się tym w głębi serca, jednak na co dzień przybieram maskę obojętności. Nie obchodzą mnie "problemy" Last Noches. Nie obchodzi mnie nic, oprócz wypełniania rozkazów.
Tak jest. Więc czemu, gdy patrzę na te niebieskie, pełne nienawiści, kpiące oczy, mam wrażenie, że ich właściciel nie jest mi obojętny? Każdego dnia, ukradkiem na ciebie spoglądam, Grimmjow. Zauważyłeś to, ale nie dajesz tego po sobie poznać. Nie uważasz mojego spojrzenia za nic godnego twojej uwagi, prawda?
I to mnie rani.
Nienawidzę cię, irytuje mnie twój sposób bycia, twoja porywczość. Ale jednak nie jesteś mi obojętny. Niechęć przerodziła się w ciekawość. Ciekawość w zainteresowanie. A dalej...?
To niewiarygodne, jesteś takim idiotą. Jak mogłeś bez pozwolenia udać się do świata żywych, pozbawiając przy tym Aizena-same o kilku fraccion? Jestem tym zbulwersowany, na szczęście poniosłeś odpowiednią karę. Brak ręki bardzo narazi twoją pozycję.
- I po co ci to było?
Widząc cię na korytarzu nie mogłem pozostać obojętny.
- Spieprzaj.
Nawet się nie odwróciłeś. Nie wiedziałem, co we mnie wstąpiło w tamtym momencie. Zazwyczaj opanowany, w tamtym momencie puściły mi hamulce. Poszedłem za tobą, choć normalnie nigdy bym tego nie zrobił.
- Grimmjow.
Nie zatrzymałeś się, tylko jeszcze bardziej przyspieszyłeś. Jak na kogoś bez ręki, kto teoretycznie powinien być choć trochę osłabiony, sprawiałeś zupełnie inne wrażenie. Jak dziki kot. Osaczony, bez wyjścia. Musiałeś zachować podwójną ostrożność. Nnoitra już pewnie ostrzył sobie zęby na twoją pozycję.
Wyszliśmy z obrębu ciasnych, białych korytarzy na dach jednego z zabudowań. Tam, gdzie w przyszłości miałem stoczyć moją ostatnią walkę.
Dopiero wtedy przystanąłeś i gwałtownie obróciłeś się w moją stronę.
- Czego, do nędzy, ode mnie chcesz?? - wydarłeś się tak, że po raz pierwszy poczułem jakikolwiek respekt w stosunku do ciebie.
- To co zrobiłeś, było nierozsądne.
- Co ty, kurwa, nie powiesz??
W twoich oczach szalała prawdziwa furia. Wydawało mi się, że nie cofniesz się przed niczym. Mimowolnie spojrzałeś w miejsce, gdzie powinna znajdować się twoja lewa ręka. Zapewne, gdybyś ją miał, zacisnąłbyś ją w pięść.
Zamiast tego wykrzywiłeś swoją twarz w grymasie złości. Podszedłeś nieco bliżej mnie. Instynktownie cofnąłem się o jeden krok w tył.
- No proszę. - parsknąłeś cicho. Potrafiłeś równie szybko się zdenerwować, co i odpuścić. - Boisz się mnie?
- Nie żartuj, Grimmjow. - odpowiedziałem ze stoickim spokojem, cały czas wbijają w ciebie spojrzenie moich oczu.
- O co ci chodzi? - wwestchnąłeś i pokręciłeś głową. - Nigdy nie mogę cię zrozumieć.
- Ja podobnie. - przyznałem. - Zawsze musisz zrobić coś głupiego...Żałujesz potem choć trochę?
- Trochę.
Wzruszyłeś ramionami.
- Nienawidzę Aizena. - wyrzuciłeś z siebie w końcu. Byłem tym lekko zaskoczony. Zdawałem sobie sprawę, że nie do końca za nim przepadałeś, ale nienawidzić...?
- To nasz stwórca.
- Że co proszę? Przecież...
Dobrze wiedziałem, co próbujesz powiedzieć.
- Chcesz nazwać życiem swoją wcześniejszą, żałosną egzystencję? Nie bądź śmieszny.
- W takim razie zwalaj stąd, Ulquiorra. - niemalże wysyczałeś, mrużąc ze złością oczy. Jeszcze bardziej przypominałeś mi kota...
- Nie.
Nastąpiła cisza. Próbowałeś mnie rozgryźć? Nie tym razem.
- Zapytam po raz ostatni. Czego ode mnie chcesz?
- Nie wiem...
Było mi bardzo trudno przyznać się samemu przed sobą. Dlaczego w ogóle mnie obchodzisz? Co poszło nie tak..?
- Brawo. - warknąłeś i zmarszczyłeś brwi. - Czy to ma coś wspólnego z tym, że ostatnim czasem podejrzanie często się na mnie gapisz?
Niemożliwe. Jak do tego doszedłeś?
- Więc jednak zauważyłeś...
- Trudno nie zauważyć. - westchnąłeś. - Nigdy nie wiem, co mam o tobie myśleć. Jestem teraz w tak popieprzonej sytuacji, że nie mam siły zaprzątać sobie głowy jeszcze tobą...
Czemu twoje słowa mnie raniły...?
- ...a ty nawet sam nie wiesz, czego chcesz...
Czemu twój głos odbijał się echem w mojej głowie...?
- ...Nic nie mówisz? Dobra. To ja stąd pójdę.
Odwróciłeś się. A ja nie miałem już sił.
Grimmjow...
Chciałem cie dotknąć..
Chciałem posmakować...
Chciałem...ciebie...
- Grimmjow...
Nie poznawałem sam siebie. Czy przed chwilą z moich ust wydobył się jęk..? To...było coś zupełnie innego. Po raz pierwszy w moim głosie zawarły się jakiekolwiek emocje. Przystanąłeś. Byłeś odwrócony do mnie tyłem, ale wiedziałem, że jesteś tak samo zaskoczony jak ja. Opuściłem głowę i tępo wpatrywałem się w podłoże.
Nie uchwyciłem momentu, kiedy odwróciłeś się w moją stronę, zbliżyłeś i chwyciłeś mój podbródek, zmuszając mnie tym samym do patrzenia ci w oczy. Twoje ciepłe wargi delikatnie przykrywały moje. Byłeś szczerze zdumiony. To się nazywa...pocałunek, czyż nie? Twój śliski, ruchliwy język przedarł się przez moje usta i znalazł we wnętrzu. Moje tętno przyspieszyło. Jedną nogę wsunąłeś między moje uda. Nigdy nie czułem się tak słabo. Jakbym miał stracić zmysły. Tak..bezbronnie...
Mój język odpowiadał niezdarnie na twoje pieszczoty sprawiając, że nasz pocałunek stawał się jeszcze bardziej namiętny. W końcu jednak odsunąłeś się na odległość wyciągniętej ręki. Miałem wrażenie, że za chwilę osunę się na ziemię.
- Nie jestem dla ciebie odpowiednią osobą. - powiedziałeś cicho. Twój głos był kojący jak nigdy.
- W przeciwieństwie do ciebie, ja nigdy nie żałuje swoich decyzji.
cdn.
Parring: Grimmjow x Ulquiorra
Anime: Bleach
Narracja: pierwszoosobowa
Od autorki: Yo kochani! Przepraszam za opóźnienie, ale jeśli mam być szczera to zapomniałam o dodaniu notki, gdyż takowa była już nieco dawno napisana :'DD
Dzisiaj serwuję Wam coś z 'wybielacza'. Bardzo lubię ten parring. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu w moim wydaniu. Dodatkowo, art na koniec to mój rysunek - stary bo stary, ale za to ponadczasowy ^^ Cd już w sobote ^^ A Only love jest już w drodze :)
Muzyka : http://m.youtube.com/watch?v=M0k_i8PPM40
Część: 1
*
Moje istnienie. Czym było, nim pojawił się Aizen-sama? Nie wiem. Na pewno nie było to nic przyjemnego. Byłem, egzystowałem, ale to nie miało sensu. Mam wrażenie, że nie tylko ja tak o tym myślę. Sosuke Aizen dał mi oraz reszcie, poczucie wolności. Złudnej wolności, ale dzięki temu odnalazłem w życiu sens.
Wytatuowana mi cyfrę 4 na piersi. Przydzielono komnatę oraz fraccion. Byłem wdzięczny, za wyrwanie mnie z objęć nicości. Dlatego tak wiernie ci służę, Aizen-sama.
Znam poczucie własnej wartości, czuję swoją siłę. Jestem tego w pełni świadom. Delektuję się tym w głębi serca, jednak na co dzień przybieram maskę obojętności. Nie obchodzą mnie "problemy" Last Noches. Nie obchodzi mnie nic, oprócz wypełniania rozkazów.
Tak jest. Więc czemu, gdy patrzę na te niebieskie, pełne nienawiści, kpiące oczy, mam wrażenie, że ich właściciel nie jest mi obojętny? Każdego dnia, ukradkiem na ciebie spoglądam, Grimmjow. Zauważyłeś to, ale nie dajesz tego po sobie poznać. Nie uważasz mojego spojrzenia za nic godnego twojej uwagi, prawda?
I to mnie rani.
Nienawidzę cię, irytuje mnie twój sposób bycia, twoja porywczość. Ale jednak nie jesteś mi obojętny. Niechęć przerodziła się w ciekawość. Ciekawość w zainteresowanie. A dalej...?
To niewiarygodne, jesteś takim idiotą. Jak mogłeś bez pozwolenia udać się do świata żywych, pozbawiając przy tym Aizena-same o kilku fraccion? Jestem tym zbulwersowany, na szczęście poniosłeś odpowiednią karę. Brak ręki bardzo narazi twoją pozycję.
- I po co ci to było?
Widząc cię na korytarzu nie mogłem pozostać obojętny.
- Spieprzaj.
Nawet się nie odwróciłeś. Nie wiedziałem, co we mnie wstąpiło w tamtym momencie. Zazwyczaj opanowany, w tamtym momencie puściły mi hamulce. Poszedłem za tobą, choć normalnie nigdy bym tego nie zrobił.
- Grimmjow.
Nie zatrzymałeś się, tylko jeszcze bardziej przyspieszyłeś. Jak na kogoś bez ręki, kto teoretycznie powinien być choć trochę osłabiony, sprawiałeś zupełnie inne wrażenie. Jak dziki kot. Osaczony, bez wyjścia. Musiałeś zachować podwójną ostrożność. Nnoitra już pewnie ostrzył sobie zęby na twoją pozycję.
Wyszliśmy z obrębu ciasnych, białych korytarzy na dach jednego z zabudowań. Tam, gdzie w przyszłości miałem stoczyć moją ostatnią walkę.
Dopiero wtedy przystanąłeś i gwałtownie obróciłeś się w moją stronę.
- Czego, do nędzy, ode mnie chcesz?? - wydarłeś się tak, że po raz pierwszy poczułem jakikolwiek respekt w stosunku do ciebie.
- To co zrobiłeś, było nierozsądne.
- Co ty, kurwa, nie powiesz??
W twoich oczach szalała prawdziwa furia. Wydawało mi się, że nie cofniesz się przed niczym. Mimowolnie spojrzałeś w miejsce, gdzie powinna znajdować się twoja lewa ręka. Zapewne, gdybyś ją miał, zacisnąłbyś ją w pięść.
Zamiast tego wykrzywiłeś swoją twarz w grymasie złości. Podszedłeś nieco bliżej mnie. Instynktownie cofnąłem się o jeden krok w tył.
- No proszę. - parsknąłeś cicho. Potrafiłeś równie szybko się zdenerwować, co i odpuścić. - Boisz się mnie?
- Nie żartuj, Grimmjow. - odpowiedziałem ze stoickim spokojem, cały czas wbijają w ciebie spojrzenie moich oczu.
- O co ci chodzi? - wwestchnąłeś i pokręciłeś głową. - Nigdy nie mogę cię zrozumieć.
- Ja podobnie. - przyznałem. - Zawsze musisz zrobić coś głupiego...Żałujesz potem choć trochę?
- Trochę.
Wzruszyłeś ramionami.
- Nienawidzę Aizena. - wyrzuciłeś z siebie w końcu. Byłem tym lekko zaskoczony. Zdawałem sobie sprawę, że nie do końca za nim przepadałeś, ale nienawidzić...?
- To nasz stwórca.
- Że co proszę? Przecież...
Dobrze wiedziałem, co próbujesz powiedzieć.
- Chcesz nazwać życiem swoją wcześniejszą, żałosną egzystencję? Nie bądź śmieszny.
- W takim razie zwalaj stąd, Ulquiorra. - niemalże wysyczałeś, mrużąc ze złością oczy. Jeszcze bardziej przypominałeś mi kota...
- Nie.
Nastąpiła cisza. Próbowałeś mnie rozgryźć? Nie tym razem.
- Zapytam po raz ostatni. Czego ode mnie chcesz?
- Nie wiem...
Było mi bardzo trudno przyznać się samemu przed sobą. Dlaczego w ogóle mnie obchodzisz? Co poszło nie tak..?
- Brawo. - warknąłeś i zmarszczyłeś brwi. - Czy to ma coś wspólnego z tym, że ostatnim czasem podejrzanie często się na mnie gapisz?
Niemożliwe. Jak do tego doszedłeś?
- Więc jednak zauważyłeś...
- Trudno nie zauważyć. - westchnąłeś. - Nigdy nie wiem, co mam o tobie myśleć. Jestem teraz w tak popieprzonej sytuacji, że nie mam siły zaprzątać sobie głowy jeszcze tobą...
Czemu twoje słowa mnie raniły...?
- ...a ty nawet sam nie wiesz, czego chcesz...
Czemu twój głos odbijał się echem w mojej głowie...?
- ...Nic nie mówisz? Dobra. To ja stąd pójdę.
Odwróciłeś się. A ja nie miałem już sił.
Grimmjow...
Chciałem cie dotknąć..
Chciałem posmakować...
Chciałem...ciebie...
- Grimmjow...
Nie poznawałem sam siebie. Czy przed chwilą z moich ust wydobył się jęk..? To...było coś zupełnie innego. Po raz pierwszy w moim głosie zawarły się jakiekolwiek emocje. Przystanąłeś. Byłeś odwrócony do mnie tyłem, ale wiedziałem, że jesteś tak samo zaskoczony jak ja. Opuściłem głowę i tępo wpatrywałem się w podłoże.
Nie uchwyciłem momentu, kiedy odwróciłeś się w moją stronę, zbliżyłeś i chwyciłeś mój podbródek, zmuszając mnie tym samym do patrzenia ci w oczy. Twoje ciepłe wargi delikatnie przykrywały moje. Byłeś szczerze zdumiony. To się nazywa...pocałunek, czyż nie? Twój śliski, ruchliwy język przedarł się przez moje usta i znalazł we wnętrzu. Moje tętno przyspieszyło. Jedną nogę wsunąłeś między moje uda. Nigdy nie czułem się tak słabo. Jakbym miał stracić zmysły. Tak..bezbronnie...
Mój język odpowiadał niezdarnie na twoje pieszczoty sprawiając, że nasz pocałunek stawał się jeszcze bardziej namiętny. W końcu jednak odsunąłeś się na odległość wyciągniętej ręki. Miałem wrażenie, że za chwilę osunę się na ziemię.
- Nie jestem dla ciebie odpowiednią osobą. - powiedziałeś cicho. Twój głos był kojący jak nigdy.
- W przeciwieństwie do ciebie, ja nigdy nie żałuje swoich decyzji.
cdn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)