Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yaoi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yaoi. Pokaż wszystkie posty

13.07.2015

Moments (MikoRei)

Tytuł: Moments
Parring: Mikoto x Reisi
Anime: K project
Narracja:  trzecioosobowa
Rodzaj: one-shot
Od autorki: Yo kochani! W trakcie pisania cały tekst usunął mi się 2 razy...stąd drobne opóźnienie. Jestem po prostu wściekła na siebie, na swój sprzęt, na bloggera...Ehh...Jednakże specjalnie dla Was napisałam to opowiadnie po raz 3 i jestem z niego ostatnecznie zadowolona. Dziękuję Wam również za 15 000 wejść na bloga :') Jesteście niesamowici ^^ Ale na to będzie osobna notka. Cóż, zapraszam do czytania i komentowania :)
*
     Obaj czekali na cud. Czekali, ponieważ nie mogli być razem. Jednak, gdy w końcu przewrotny los zdecydował się im go podarować - było już za późno. Przynajmniej obaj tak myśleli.
   Chłodna, wiosenna noc. Księżyc oświetlał swoim bladym blaskiem dwa nagie ciała, splecione ze sobą. Mikoto jak i Reisi oddychali głęboko i niespokojnie. Jeszcze chwilę temu znajdowali się w stanie, któremu sprzyjał wszelaki kontakt fizyczny i wysiłek.
   Suoh miał lekko przymknięte oczy i gładził swojego kochanka po granatowych włosach. Bardzo chciał zapalić, jednak za nic w świecie nie zamierzał teraz wypuścić Munakaty ze swoich objęć. Napięta sytuacja pomiędzy czerwonymi, a berłem 4 sprawiała, że ostatnio prawie w ogóle się nie widywali. Odbiło się to oczywiście na ich życiu łóżkowym. Spragnieni dotyku, czułości i miłości nie ruszali się z niego już od przeszło 4 godzin.
   Reisi leżał z głową opartą o pierś Munakaty. Zawsze skrycie zazdrościł mu pięknie wyrzeźbionych mięśni i typowo męskiej postury. On sam był o wiele drobniejszy. Smukła sylwetka, wrażliwa na wszelkie rany i obtarcia skóra, delikatne rysy twarzy...Te cechy nie ułatwiły mu walki. Wiedział, iż jego podwładni zastanawiali się, jakim cudem dostał się on na tak wysokie stanowisko. Choć nikt w Berle 4 nie mówił tego na głos, Munakata dobrze wiedział co mogli sobie myśleć. Ci, którzy śmieli w niego wątpić szybko jednak przekonywali się o jego doskonałych zdolnościach przywódczych i szermierce. I tyle wystarczało.
   Gdy zaś Suoh zobaczył po raz pierwszy ciało kochanka w pełnej okazałości, zapragnął go mieć jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Od tamtej pory zaczął utożsamiać Reisiego z czymś wyjątkowo cennym, delikatnym i kruchym. Zapragnął go chronić. Być przy nim, by móc w każdej chwili zasłonić go własnym ciałem.
   - Suoh...chcesz zapalić?
   Głos Munakaty zabrzmiał tak nagle, że serce Mikoto zabiło szybciej.
- Nie. - skłamał gładko.
- Jasne. - prychnął Reisi. - W takim razie ja to zrobię. Podaj mi okulary.
- Ty nie palisz. - mruknął Mikoto, ale mimo to wypełnił polecenie kochanka. Jeszcze chwilę przyglądał się, jak ten zakłada okulary i siada na łóżku. Wtedy na twarzy Munakaty pojawił się grymas bólu.
- Znowu to zrobiłem..?
   Suoh dobrze wiedział, co było powodem cierpienia jego partnera.
- Taa...Ale nie przejmuj się. W końcu sam prosiłem, abyś poszedł na całość.
   Reisi zacisnął zęby i wstał, wydając przy tym cichy syk. Następnie obszedł łóżko dookoła i wyszedł na balkon. Dobrze, że pamiętał, aby po seksie założyć bokserki.
   Mikoto ziewnął przeciągle. Następnie udał się w ślad za ukochanym, zgarniając przy okazji paczkę papierosów i zapalniczkę ze stołu.
   W małym, ciasnym, zastępczym mieszkanku Mikoto, które ochrzcili niedawno mianem ich mieszkania było tego dnia wyjątkowo duszno. Mimo to rześkie, nocne powietrze wynagradzało im teraz wszelkie niedogodności. Suoh zapalił pierwszego papierosa i zaciągnął się nim głęboko.
- Nie chcę cię ranić. - wyrzucił z siebie wraz z papierosowym dymem.
- Ha? Ty ciągle o tym? Nie pierwszy raz już o tym rozmawiamy.
- No tak...Ale jesteś taki...delikatny.
   Reisi zacisnął lekko dłonie na zimnej, metalowej barierce. Nie lubił, gdy ktokolwiek mówił na głos o jego słabościach. Nawet, jeśli tym kimś był Suoh. Wystarczyło mu, że sam był ich świadom.
- Za to ty...jesteś zbyt obojętny.
- Sprecyzuj.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi. - Reisi zaśmiał się gorzko. - Wszyscy rozmawiają tylko o jednym. O bezbarwnym królu. Wszyscy się tym przejmują i zastanawiają się, co mogą zrobić w tej sprawie. Jestem pewien, że wy, czerwoni również. Z jednym wyjątkiem...Ty nim jesteś. Nie przejmujesz się tą sytuacją, prawda?
- Może. - westchnął wymijająco Mikoto.
- Wiesz, że jeśli dojdzie do walki...
- Wiem.
   To zawsze utrudniało im rozmowę. Mikoto wiedział wszystko, a przynajmniej starał się sprawiać takie wrażenie. To Munakate denerwowało w nim najbardziej, jeśli nie licząc tej obojętności...
- Obiecaj mi chociaż jedno. - W tamtym momencie głos Reisiego drżał. - Będziesz na siebie uważać.
   Suoh wymruczał w odpowiedzi coś, co prawdopodobnie miało oznaczać zgodę. W głębi serca wiedział, że będzie to dla niego trudne. Kochał Munakate. Był gotów oddać za niego życie. Jak jednak miał go ochronić, zachować i nie zawieść jednocześnie..?
   Reisi zmierzył uważnym spojrzeniem ukochanego. Beznamiętny wyraz twarzy, wpatrzone w dal, nieobecne spojrzenie złotych tęczówek, niedopałek w ręku. Miał dość tego, że Mikoto nie potrafił sam dobrze zadbać o swoje bezpieczeństwo. Zwłaszcza w tych czasach.
   Odepchnął się od barierki i wrócił do mieszkania. Na nowo powitała go parność i duchota. Uchylił zatem okno. Następnie usiadł na łóżku, zdjął okulary i ukrył twarz w dłoniach. "Czy ten dureń nie może zrozumieć, że ja bez niego..."
- Płaczesz? - spytał cicho Mikoto, klęcząc przed granatowowłosym. Tamten szybko przetarł oczy.
- Chciałbyś. - mruknął tylko.
   Ból, jaki tym razem poczuł Suoh sprawił, że nie był on w stanie się przez chwilę poruszyć. Kiedy w reszcie mu się to udało, zdobył się tylko na pogładzenie mokrego policzka partnera.
- Obiecuję. Będziemy razem już na zawsze.
- 'Zawsze' to pojęcie względne.
   Mikoto wiedział, że nie będzie im dane aż tyle czasu. Wiedział to tak dobrze, jak nic innego.
   Moment. Tylko moment - prędzej tak określiłby to, co im zostało.
   "Może...przy odrobinie szczęścia...tych chwil będzie więcej...?"
- Kocham cię...
- Mówisz, jakby to miało coś zmienić. - Munakata wzruszył ramionami. - Tymczasem dalej będziesz robić, co ci się będzie podobać. Dalej będziesz lekkomyślny i obojętny na tak wiele spraw...Możemy tylko marzyć, że wszystko będzie w porządku. Jednak...Ja też cię kocham. Dlatego tak bardzo mi na tobie zależy...
   Reisi zsunął się z łóżka na podłogę, wprost w ramiona Mikoto. Odszukał jego ust i złączył je w pocałunku, nad którym kontrolę szybko przejął Mikoto.
   Słowa już dawno przestały im wystarczać. Jednak cisza...Była zła. Bolała. Zwiastowała coś niedobrego. Dlatego też obaj chcieli ją przerwać jak najszybciej.
   Przenieśli się z powrotem na łóżko, które skrzypnęło cicho pod naporem ich rozgrzanych ciał. Ich bokserki po raz kolejny tej nocy wylądowały na podłodze.
   Mikoto zaczął naznaczać szyję i obojczyki Reisiego malinkami. Robił to bardzo powoli i zmysłowo. Jego prawa dłoń zakradła się na pierś kochanka i zaczęła drażnić jego sutek. Do drugiego zaraz dotarł ustami, by móc ssać go i podgryzać lekko.
   Złowrogą ciszę jako pierwszy przerwał głośny jęk Reisiego. Starając się pozostać przy zmysłach, wygiął się lekko i wysapał :
- S-Suoh...daruj to sobie...Przejdź do rzeczy..
   Mikoto zdecydował się spełnić jego żądanie. Przeciągłe jęki granatowowłosego zdążyły już go dostatecznie pobudzić. Oderwał się zatem od torsu mężczyzny i wyciągnął z szuflady szafki nocnej jagodowy lubrykant, który był ich ulubionym. Wylał sporą ilość płynu na dłonie i zaczął rozprowadzać ją po bladej skórze kochanka. Zaczynając od podbrzusza i powoli zmierzając ku jego wejściu. Pogładził jeszcze uda i pachwiny, po czym jego dłonie wylądowały na pośladkach Munakaty. Zaczął ugniatać je delikatnie. Ciekawskie palce co chwila wkradały się między dwie jędrne półkule, badając wejście Reisiego. Tym razem zamierzał dobrze go przygotować.
   Munakata mimo zmęczenia, znów wił się pod dotykiem kochanka. Znów jęczał z przyjemności. Znów błagał o więcej. Suoh był nieugięty. Cały czas robił to samo - jego palce wbijały się lekko w odbyt Munakaty, by po chwili nacisk ustąpił i pojawił się na zmianę. Jedyną różnicę stanowiło to, iż czerwony król pochylił się nad kochankiem i całował jego wargi.
- Suoh...p-proszę..aah!... - stęknął Reisi, gdy Mikoto oderwał się od jego warg, jednocześnie zagłębiając jednego palca. Po nim poszedł kolejny, a potem i trzeci.
   Suoh w końcu wyciągnął palce, by zastąpić je czymś o wiele większym. Wsunął główkę swojego penisa do wnętrza Munakaty, by po chwili zatopić w nim cały trzon, aż po jądra.
   Reisi jęknął, czując ból. Był on jednak niewielki w porównaniu do brutalności wcześniejszego stosunku. Tym razem wystarczyła tylko chwila, aby granatowowłosy przyzwyczaił się i wypchnął biodra w stronę kochanka. Tamten potraktował to jako zgodę do kontynuowania. Zaczął powoli poruszać się w Reisim, którego ból przeplatał się z silną przyjemnością. Mikoto nie musiał długo czekać, by usłyszeć kolejne prośby, które z ulgą spełnił.
- Szybciej...a-aaah..! Suoooh!..mmmm!
   Munakata nie czuł już żadnego dyskomfortu. Przepełniała go rozkosz, po którą sięgał, wypychając biodra naprzeciw ruchom kochanka. Mikoto na ten gest zaczął cicho pojękiwać i wzdychać, jeszcze bardziej przyśpieszając swoje ruchy. Był już na skraju rozkoszy. Do spełnienia wystarczyły mu gorące, zacieśniające się wokół jego męskości mięśnie Munakaty, który doszedł pierwszy. W spazmach rozkoszy i z głuchym warknięciem na ustach rozlał się w kochanku. Następnie, pozbawiony resztki sił, wyszedł z niego i opadł tuż obok na łóżku.
   Znów obaj oddychali ciężko, niespokojnie, głęboko. Znów tkwili w swoich objęciach. Znów zapadła przesycona zapachem seksu, cisza.
- Suoh..Masz mnie nigdy nie opuścić. Rozumiesz? - zapytał szeptem Reisi.
- No jasne. Nie muszę nawet rozumieć. Taki miałem plan od początku. Wiesz...zdradzę ci sekret. Jestem obojętny na wiele rzeczy. Ale nie na ciebie.
   Munakata poczuł, jak się rumieni. Więc to tak...Jedyne, czego mógł teraz pragnąć bardziej, to więcej takich momentów.
end.

1.06.2015

To będzie trwać (AoKise)


Niski, złotowłosy chłopczyk stał na palcach i próbował sięgnąć swojej ulubionej książki z biblioteczki. W końcu mała rączka pochwyciła grzbiet okładki i pociągnęła mocno. Razem z pożądaną przez młodego Kise książką, na ziemię upadło parę innych tomów. Chłopiec zachwiał się i przewrócił.
                Po dużym mieszkaniu dał się słyszeć głośny płacz. Zaalarmował on piękną, zgrabną kobietę, która akurat sprzątała w salonie. Natychmiast rzuciła ściereczkę i sprey do ścierania kurzy, i pobiegła do gabinetu swojego męża. Tam, na podłodze, przed pół-pełną biblioteczką, leżał jej pięcioletni synek, którego twarz cała była mokra od łez. Otoczony był ze wszystkich stron książkami.
− Ryota, aniołku... − jęknęła kobieta i podeszła do niego. − Co tu się stało? − zapytała i pomogła mu wstać. Malec natychmiast przytulił się do niej, chlipiąc cicho.
− No... No bo... Chciałem, żebyś mi poczytała... – wyjąkał, pociągając nosem.
                Jego matka westchnęła i z wielu porozwalanych wokół książek podniosła tę jedną, jedyną.
− ,,Mały książę”, he? Jeszcze ci się nie znudziła?
                Kise pokręcił przecząco głową. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie i razem z synkiem przeniosła na sofę. Miała jeszcze bardzo dużo do zrobienia, ale jej ukochany aniołek zawsze był najważniejszy.
                Otarła malcowi łzy chusteczką i posadziła go sobie na kolana, zaczynając czytać.
*
                Mały Aomine Daiki, który niemal ciągle się uśmiechał, płakał teraz rzewnie, trzymając się za krwawiące kolano. Ściskał je z całych sił, mając nadzieję, że czerwona ciecz przestanie płynąć.
                Rana nie była głęboka, jednak rozchodziła się na całej długości kolana granatowowłosego chłopczyka. Znów grał samotnie w koszykówkę na betonowym boisku. Choć grą trudno było nazwać ciągłe kozłowanie. Od czasu do czasu padał rzut i chociaż kosz był niesamowicie wysoki jak dla 5-cio latka, piłka za każdym razem wpadała przez obręcz.
                W końcu jednak przewrócił się i zdarł kolano. A przecież mama tyle razy powtarzała mu, by uważał...! Cały mokry od łez, dźwignął się na nogi, chwycił piłkę i kulejąc udał się do domu.
                Zaraz po przestąpieniu progu małego mieszkania dostał ścierą po głowie.
− Przecież mówiłam, żebyś uważał! Same z tobą problemy! Zobacz tylko, ile masz sińców i strupów na nogach! − zawołała jego mama - niska, przysadzista, czarnowłosa kobieta. Mimo to, Aomine przestał płakać. Wiedział, że mama kocha go i troszczy się o niego. Nic nie mówiąc, powlókł się za nią do łazienki, by mogła oczyścić jego ranę, a następnie owinąć bandażem.
*
                Z okazji 7 urodzin małego Kise zostało wyprawione przyjęcie. Przyszli na nie wszyscy jego koledzy i koleżanki z jego nowej klasy. Został obdarowany górą prezentów, ale mimo trwającej zabawy siedział z podkulonymi nogami na podłodze. Obserwował bawiących się w salonie przyjaciół i mimo licznych zachęt z ich strony, nie dołączył do konkursu karaoke. Lubił śpiewać. Nawet bardzo. Jednak pewna rzecz nie dawała mu spokoju.
− Kiseee, czemu się nie bawiiisz?
                Ryota drgnął, gdy okazało się, że obok niego usiadł Naoki - jego przyjaciel. Chłopiec miał krótkie, czarne włosy, brązowe oczy i rumieńce na twarzy.
− Nie mam ochoty − odburknął tylko blondyn i odwrócił wzrok.
− Jak chcesz. Ja tam mogę posiedzieć z tobą.
                Nie ruszali się z miejsca przez parę minut, wsłuchując się w lepiej lub gorzej wykonane piosenki rówieśników. W końcu Kise nie wytrzymał.
− Mój tata zostaje do późna w pracy i nawet nie zadzwonił, żeby złożyć mi życzenia.
− Och...To rzeczywiście smutne.
                Naoki pokiwał głową ze zrozumieniem.
− Może zapomniał o twoich urodzinach?
− Może.
                Kise wzruszył ramionami.
− Ostatnio jest bardzo zajęty.
                W tym samym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
− Ryota, otworzysz? − zawołała z kuchni mama chłopaka.
− Tak!
                Kise pobiegł do przedpokoju, zapalił światło i otworzył drzwi. Zamarł z wrażenia, gdy stanął w nich...
− Wszystkiego najlepszego, synu. Oto twój prezent.
− Rower! − pisnął blondyn i uścisnął swojego tatę. − Już myślałem, że zapomniałeś...
− Jak mógłbym zapomnieć o urodzinach swojego ukochanego syna?
*
Aomine miał imieniny. Z wielką niecierpliwością wyczekiwał końca lekcji, a gdy wreszcie takowe się skończyły, od razu popędził do domu.
− Mamo, już jestem! − krzyknął od progu. Rzucił plecak na podłogę i udał się do kuchni.
                Coś było nie tak.
                Jego mama nie krzątała się przy kuchence, jak to miała w zwyczaju. Garnki ustawione na niezapalonych palnikach stały puste. Stół nie był nakryty, a dodatkowo nie było na nim żadnego ciasta. Daiki zdziwił się i zmarszczył brwi. Przecież mama obiecała mu ciasto.
                Z lodówki wyciągnął jogurt, który pochłonął w mniej niż minutę. Otarł usta rękawem swojej bluzy. Postanowił przeszukać dom.
                Chłopiec zajrzał w każdy, nawet najmniejszy zakamarek mieszkania. Niestety, nigdzie nie było ani śladu jego rodzicielki. Lekko zaniepokojony, poszedł do siebie. W pokoju przesiedział cztery godziny. W końcu, zmęczony czekaniem, zapadł w sen.
                Obudziło go światło w przedpokoju i głośne krzyki. Usiadł na łóżku, przetarł zaspane oczka i ziewnął. Następnie, zaciekawiony kto narobił tyle hałasu, wychylił głowę za drzwi.
                W jednej chwili szeroko otworzył oczy. Nie rozumiał, co się działo. Jego tata trzymał w ręku ogromną walizkę. Próbował wyjść z domu, ale drogę zajmowała mu jego żona - matka Aomine. Po jej policzkach spływały łzy.
− Kobieto, odsuń się w końcu i daj mi wyjść!
− Nie możesz! Nie możesz odejść! − krzyknęła histerycznie i chwyciła męża za przód koszuli. − Chcesz mnie samą zostawić z dzieckiem?!
                Huk urwał dalszą ,,rozmowę”. Mężczyzna odepchnął kobietę, a ta upadła na podłogę. Sam winowajca otworzył drzwi i wyszedł, trzaskając nimi.
                Matka Daikiego podciągnęła się z ziemi i oparła o ścianę. Łzy rozmyły jej makijaż, pozostawiając na policzkach czarne smugi. Aomine schował się z powrotem do swojego pokoju. Panująca w nim ciemność sprawiała, że czuł się bezpiecznie. Wdrapał się na łóżko i przytulił misia leżącego obok. Gdzie poszedł jego tata? Czemu mama płakała? Dlaczego wszyscy o nim zapomnieli?
                Był dopiero w pierwszej klasie, kiedy musiał zmierzyć się z tak poważną sytuacją, jak odejście członka rodziny.
*
                Piękna dziewczyna o długich, kasztanowych włosach i fiołkowych oczach powitała swojego chłopaka, wykrzywiając śliczną twarz w grymasie złości.
− Ryota-kun. Powiesz mi, dlaczego w sobotę spotkałeś się z Mią-chan?
− Yuno... Mówiłem ci, żebyś nie mówiła mi po imieniu.
− Dlaczego nie? Chodzimy ze sobą już tydzień! − prychnęła dziewczyna, splatając ręce na piersiach.
Kise pokręcił zrezygnowany głową. Zawsze chciał, aby po imieniu mówiły mu tylko te osoby, które są dla niego kimś wyjątkowym. Mimo, iż chodził z Yuno, nie uważał jej za kogoś takiego.
− Po prostu tego nie lubię. A co do Mii...
                Podrapał się nerwowo w tył głowy.
− Too… To ona mnie wyciągnęła i jakoś tak...
− Jasne! Po prostu przyznaj, że już ci się znudziłam!
− Nie znudziłaś! Przysięgam! Przecież wiesz, że cię lubię... Jeśli ci to przeszkadza, mogę się już z nią nie spotykać.
− Ehh... No dobrze.
− Wiem! W ramach przeprosin chodźmy po lekcjach do kina! Tylko już się nie złość...
                Dziewczyna momentalnie się rozpromieniła.
− Masz szczęście, Ryouta-kun! Na ciebie po prostu nie da się długo gniewać!
− Kise... Mów mi Kise...
*
Daiki chciał wtopić się w ścianę. Zniknąć. Ten miesiąc był zdecydowanie najgorszym miesiącem w jego życiu. Może i wygrał wraz z drużyną kolejny turniej koszykówki. Może i do zakończenia podstawówki został mu już tylko miesiąc. Jednak to, co się stało, sprawiło, że się załamał.
                Był gejem. Definitywnie tak. Dużo wcześniej nie wiedział, że to, że niektórzy chłopcy mu się podobają, jest ,,złe”. Dopiero tego dnia się o tym przekonał. Po wygranym meczu razem z kolegami z drużyny poszedł, jak zwykle, pod prysznic. Z tym, że nieco się na nich zapatrzył. Wszystko byłoby jednak okey, gdyby nie stało się to.
                Prysznic po wzmożonym wysiłku - coś cudownego! Strugi wody spływały po młodych, dobrze zbudowanych, chłopięcych ciałach, a wśród nich był i Aomine. Stał jak zwykle, w tak intymnych chwilach, trochę dalej od reszty, jednak intensywnie się im przypatrywał. Jeden z nich, wysoki, szczupły brunet imieniem Shinji w sposób szczególny przyciągał jego spojrzenie. Znał go już od ponad roku - chwili, gdy dołączył do drużyny. Chłopak był bardzo przystojny. Grał jako mocny środkowy i był pewny siebie. Jednak w chwili, gdy poczuł na sobie czyjś wzrok, drgnął nerwowo. Odwrócił się w stronę Aomine. Wystarczyło jedno spojrzenie, by stwierdzić, że chłopak jest kompletnie podniecony.
− Erm... Aomine... Stoi ci - powiedział Shinji, starając się, by jego głos brzmiał naturalnie. Wszystkie rozmowy ucichły.
− Tca... To chyba przez tę temperaturę - skłamał bez mruknięcia okiem.
− Nie powiedziałbym... Kręci cię widok czyjś kutasów? − zapytał Matsuda - wyjątkowo wyrośnięty obrońca.
− Zamknij się. Co jak co, ale jarają mnie cycki − wywarczał przez zaciśnięte zęby Daiki. Szybko spłukał pianę z włosów i wyszedł spod prysznica.
                Koniec końców cała drużyna uwierzyła w to, że jednak woli hojnie obdarzone przez naturę dziewczyny i sprawa przycichła. Mimo wszystko to, jakiego wstydu się najadł i chwila, gdy serce stanęło mu w gardle, pozostaną jeszcze na długo w jego pamięci.
                Nie rozumiał, czemu tylko on tak reagował. Nie rozumiał, czemu było to coś złego. W domu nie mógł o to zapytać mamy - za bardzo się wstydził. Ojca stracił już dawno.
                Został całkiem sam, na progu dojrzałości i nowych, niespotykanych dotąd reakcji jego ciała. Musiał pogodzić koszykówkę ze swoją orientacją. Na szczęście, podstawówka się skończyła i trafił do gimnazjum.
_______________________________________________________________________________________
                Aomine siedział na podłużnej kanapie w swoim małym mieszkaniu i z uwagą przypatrywał się mrygającej lampce w żyrandolu. Zastanawiał się, kiedy w końcu się przepali. Nieco już znużony czekaniem na swojego chłopaka, ziewnął i przeciągnął się. Za oknem zaczęło się już ściemniać, dlatego Kise najprawdopodobniej zostanie u niego na noc. Nie tłumaczyło to jednak w żaden sposób ponad dwu godzinnego spóźnienia modela.
                W końcu w mieszkaniu dał się słyszeć głośny dźwięk dzwonka do drzwi. Aomine drgnął. Zaczął zastanawiać się, co zrobiłby jego chłopak, gdyby mu teraz nie otworzył… Szybko jednak przerwał te rozmyślania, wstał z kanapy i poszedł otworzyć.
                Do przedpokoju wpadł zziajany i spocony Kise. Blondyn oddychał ciężko i jako przejaw ogromnego wysiłku, skulił się w pół i oparł ręce o kolana.
− Już myślałem, że nie przyjdziesz − mruknął Daiki i zamknął drzwi na zasuwę.
− Prze...Przepraszam, Aominecchi... − wysapał ciężko Ryota. Jego dłonie zaczęły drżeć. Nie odważył się spojrzeć w oczy lekko zirytowanego czekaniem, Daikiego.
− Co cię zatrzymało?
− Okazało się, że przedłużyły mi się zdjęcia... − wyszeptał blondyn.
− Mogłeś napisać.
− Mogłem… Ale myślałem, że zdążę, a potem rozładowała mi się bateria.
− Wiesz co, Kise, może przełóżmy to spotkanie na jutro.
                Kise szybko poderwał głowę w górę, zaskoczony. Wiedział, że Aomine będzie na niego zły z powodu spóźnienia, ale nie podejrzewał, że aż tak.
− Aominecchi, ja naprawdę...
− Kise − przerwał modelowi Daiki.
− Ale Aominecchi…
− Lepiej będzie, jeśli przyjdziesz jutro.
− Aominecchi posłuchaj mnie!
                Ryota wyprostował się całkowicie. Poczuł, jak łzy cisną mu się do oczu, dlatego szybko je potarł.
− Nie chcę tego przekładać − powiedział cicho, acz stanowczo. − Przepraszam za to spóźnienie. Jestem w trakcie realizacji czegoś wielkiego. I tak biorę sobie wiele razy wolne, żeby móc się z tobą spotkać.
                Aomine zamrugał szybko. Nie miał o tym pojęcia.
− A tego po prostu nie dało się przełożyć. Dlatego proszę...
− Nie musisz o nic prosić, Kise. To ja przepraszam...
                Aomine nieśmiało przyciągnął do siebie blondyna i delikatnie pogładził go dłonią po złocistych włosach. Model westchnął cicho z ulgą i odwzajemnił uścisk. Stali tak chwilę w swoich objęciach, wsłuchując się wzajemnie w swoje oddechy i bicie serc, aż Daiki nie odsunął się od Kise. Chwycił go za rękę i pociągnął za sobą, przez cały przedpokój.
− Aominecchi. Mieliśmy porozmawiać.
− Wiem.
                Aomine usadził swojego chłopaka na kanapie, a sam zgasił światło w salonie i otworzył okno. Następnie wrócił do modela i usiadł obok niego. W pokoju panowała całkowita ciemność. Blondyn ledwo mógł dostrzec w niej Daikiego.
                Nagle Aomine przysunął się do Ryoty i zaczął łapczywie go całować. Kise jęknął mu w usta i położył się na kanapie, ciągnąc ukochanego za sobą. Język Aomine błądził w jego ustach, trącając jego własny. Jego ciepłe, duże dłonie wsunęły się pod jego koszulę i zaczęły gładzić tors.
− Aominecchi… − wyszeptał Kise między pocałunkami. - Powiedziałeś, że zrobimy to dopiero, kiedy będziesz pewny, co do mnie czujesz...
− Jestem pewny − mruknął Daiki i zsunął t-shirt ze swojego chłopaka, odsłaniając jego mleczno-białą skórę.
− Więc...więc...
− Kocham cię, Ryota.
                Kise pisnął cicho i schował zaczerwienioną twarz w dłonie.
− Jestem taki szczęśliwy... − wyszeptał. Aomine uśmiechnął się leciutko i zabrał dłonie z jego twarzy. Model spojrzał na Daikiego spod wachlarza długich, czarnych, wilgotnych od łez, rzęs.
− Ja ciebie też.
− Wybacz, że kazałem ci czekać.
− To przecież tylko pół roku...
                W istocie. Kise musiał czekać na te dwa słowa bardzo długo, mimo, że byli w związku już pół roku. Powodem tego była rozmowa, do której doszło między nimi na samym początku ich relacji:
− Teraz nie jestem pewien, co do Ciebie czuję. Wiesz, dopiero co przeżyłem zawód miłosny, jeśli mogę tak to w ogóle nazwać...               
− Erm... Czyżby Mai-chan okazała się lesbijką...?
− Nie, idioto! Chodzi o Tetsu.
− Kurokocchi? A co on ma do tego?            
− Naprawdę nie wiesz? Ehh... Byłem w nim zakochany. Jednak już jakiś czas temu okazało się, że jest z tym debilem, Kagamim. Dlatego... Nie miej mi tego za złe, ale seks i tak dalej możemy zacząć uprawiać dopiero wtedy, kiedy się w Tobie zakocham i będę tego pewny...
                Kise był wdzięczny Aomine za to, że tamten stawia sprawę jasno. Nie chciał być przez niego wykorzystany nawet, jeśli darzył go uczuciem. Nie, żeby tamta rozmowa była dla niego prosta, ale dzięki niej wiedział, na czym obaj stoją. Od tamtego czasu bez przerwy zabiegał o względy Daikiego, mimo, iż tworzyli ,,związek”. Aż w końcu nadszedł ten dzień. Aomine wyznał mu uczucie. To, że sprawy zmierzał do jednego tylko potwierdzało jego słowa. Dlatego właśnie blondyn był w tamtej chwili tak szczęśliwy.
                Daiki zjechał z pocałunkami na klatkę piersiową blondyna. Zaczął lizać i ssać jego sutki. Kise prężył się pod nim i jęczał głośno.
− Aominecchi… a-ah… zaa-zamknij okno… ah…!
− Nie. Jest gorąco − mruknął Aomine i zaczął ocierać się kroczem o erekcję Ryoty, którą widać było mimo spodni.
                Kise zaczął sapać i wić się pod dotykiem Daikiego. Odszukał jego ust i zaczął je ponownie, zatapiając w nim nieustające jęki. Aomine przymrużył oczy i wsunął rękę w bokserki modela. Chwycił w dłoń jego męskość i zaczął go tam pieścić, wykonując szybkie ruchy w górę i w dół. Blondyn był tak bardzo wrażliwy na dotyk, że niemal od razu doszedł z jego imieniem na ustach.
                Aomine wyciągnął rękę i zaczął zlizywać pozostałość nasienia. Następnie zaczął powoli się rozbierać. W tym samym czasie Kise chłonął go wzrokiem. Podziwiał każdy milimetr jego nagiej, ciemnej skóry. Nieśmiało wyciągnął przed siebie dłoń i zaczął przejeżdżać opuszkami palców po skórze Aomine. W głowie kłębiło mu się mnóstwo myśli. Czekał na tę chwilę pół roku, a mimo to zaczął się nieco niepokoić.
                Daiki ściągnął z siebie bokserki - ostatni element swojego ubrania. Delikatnie przyłożył usta do czoła modela i zaczął zsuwać się z pocałunkami kolejno: na drobny nos, lekko opuchnięte usta, obojczyki, mostek, dobrze wyrzeźbiony brzuch, pępek i podbrzusze. W międzyczasie miał okazję wysłuchać całej symfonii jęków przerywanych donośnymi westchnieniami. W końcu dotarł do linii spodni. Rozpiął szybko guziki i zębami zsunął z Kise spodnie wraz z bokserkami. Następnie ucałował jego lewą pachwinę i wsunął język w jego odbyt. Zaczął go nawilżać, przy okazji samemu zaspokajając się ręką. Kise wypchnął biodra w jego stronę, a ręce zacisnął na obiciu kanapy. Kiedy Daiki uznał, że jest już wystarczająco rozluźniony, przyciągnął go do siebie.
− Aominecchi... Będzie boleć? − spytał nagle Kise, rzucając swojemu chłopakowi niepewne spojrzenie.
− Tylko trochę. Odpręż się.
                Ryota zrobił tak, jak nakazał mu Daiki. Ułożył się wygodniej na kanapie. Aomine podłożył mu pod biodra poduszkę i zaczął powoli w niego wchodzić.
                Kise miał wrażenie, że męskość kochanka rezerwie go od środka. Był rozciągnięty, ale odczuwał ból. Zaczął wiercić się niespokojnie, uniemożliwiając Daikiemu dalszą penetrację.
− Ryota...
                Aomine chwycił twarz modela w dłonie i pchnął mocno. Tamten szybko zarzucił ręce na szyję chłopaka i ponownie złączy ich wargi. Za każdym razem, gdy go całował miał wrażenie, że wszystkie zebrane w nim emocje znikają. Zostaje tylko ta jedna. Miłość do Aomine.
                Daiki zaczął się poruszać. Wykonywał biodrami powolne, głębokie pchnięcia, sprawiając, że ciało pod nim drżało z przyjemności. Stopniowo przyspieszał coraz bardziej, aż na jego czole nie zalśniły krople potu. Kise przez cały czas jęczał i wypychał biodra w jego stronę. Dzięki tak intensywnemu tempu stosunku obaj nie potrzebowali wiele czasu, by dojść. Przylgnęli do siebie, kurczowo się obejmując. Aomine schował twarz w zagłębieniu szyi kochanka i tam wgryzł się w jego ramię. Mięśnie Ryoty zacisnęły się na jego penisie i doszedł, rozlewając we wnętrzu blondyna swoje nasienie. Sam Kise również dotarł na skraj rozkoszy. Odrzucił głowę w tył i przycisnął do siebie Daikiego jeszcze mocniej.
                Aomine opadł zmęczony na swojego chłopaka. Tamten jęknął głucho, jednak nie wyraził cienia sprzeciwu. Wręcz przeciwnie - ciężar Aomine na nim uważał za coś, co jest oznaką tego, że ta noc nie jest kolejnym mokrym snem. Jeśli jednak by tak było, nie chciałby się obudzić. Blondyn chciał zostać tam, gdzie był. Przygnieciony rozgrzanym, ubrudzonym nasieniem ciałem swojego chłopaka. Chłopaka, który w końcu go pokochał.
− Oi, Kise... − odezwał się nagle Aomine. Ryota zaczął wolną ręką zgładzić jego włosy. − Czemu przez te pół roku w ogóle mnie nie pośpieszałeś? Nie pytałeś, czy już jestem w tobie zakochany?
− Nie myśl o tym, Aominecchi − westchnął Kise. - Fakt, było mi ciężko, ale… teraz już jest dobrze.
− Dlaczego ja?
− He?
− Dlaczego to mnie kochasz? Czemu przez tyle czasu się nie poddałeś? Jesteśmy zupełnie inni. Nasze przeszłości, charaktery, tak bardzo się różnią...Więc chcę wiedzieć, Ryota.
                Daiki podniósł głowę z piersi blondyna i spojrzał mu prosto w oczy. Miał wrażenie, że spojrzenie tych dwóch, złotych tęczówek przeszywa go na wylot.
− Jesteś dla mnie jedyny, Aominecchi − wyznał cicho Kise. Spąsowiał na twarzy i delikatnie się uśmiechnął. − Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. To chyba coś znaczy, prawda? Dlatego właśnie czekałem, aż i ty mnie pokochasz. Wiedziałem, że warto.
− Przepraszam cię. Gdybym wiedział...
− Nic nie szkodzi, Aominecchi. Nic nie szkodzi...
                Ryota poczuł, jak po policzku spływa mu łza, a za nią, kolejna. Nie mógł już dłużej ich powstrzymywać. Zaczął łkać w ramię Aomine, który nie do końca wiedział, co zrobić. W końcu jednak ucałował krótko usta blondyna i oparł czoło o jego.
− Nie płacz. Nic już nas nie rozdzieli, okey?
                Kise pokiwał powoli głową. Zamknął oczy. Spod przymkniętych powiek wydostało się jeszcze parę słonych kropel. Uspokoił swój oddech i zaczął starać się zasnąć. Tu, w objęciach Aomine, otulony jego ciepłem i zapachem czuł, że to jego azyl. Miejsce, do którego pasuje. Postanowił zostać w nim na zawsze i liczył na to, że następnego dnia Daiki znów szepnie mu do ucha te dwa, czułe słowa. 

Kocham cię.

17.05.2015

Cause you (YuRinShi)

Tytuł: Cause you
Parring: Yukio x Rin x Shima
Anime: Ao no exorcist
Narracja: trzecioosobowa
Od autorki: ehrm...Yo kochani! Muszę przyznać, iż to opko stanowiło dla mnie wyzwanie...Na szczęście - uwielbiam wyzwania ^^ Będę się bardzo cieszyć, jeśli Wam się spodoba - ze względu na czas, jaki mu poświęciłam, no i oczywiście, moje niedoświadczenie, jeśli chodzi o taki potrójny parring...W dodatku jeszcze raz przepraszam za to opóźnienie, ale miałam naprawdę maaaase nauki do testów .-.
Dedyk: Opowiadanie dedykuję Danielowi - dziękuję ci, że jesteś, czytasz i komentujesz.
*
     Yukio przejechał językiem po rozgrzanym podbrzuszu swojego brata. Tamten westchnął cicho i zaczął niespokojnie się kręcić. Wypchnął biodra do przodu, co postanowił wykorzystać Yukio. Zsunął się z pocałunkami niżej, na stojącego członka Rina. Jedną ręką zaczął delikatnie pięścić jego jądra. Następnie wsunął go sobie do ust, zasysając się na żołędzi. Rin jęknął przeciągle, wplatając mu dłonie we włosy.
   Yukio zaczął poruszać głową, pieszcząc językiem męskość brata.
- Aaa..aah..~ Yuki..o...
   Rin sapał i jęczał coraz głośniej. W końcu wygiął się w łuk i doszedł w ustach młodszego Okumury. Yukio połknął jego nasienie i poprawił okulary, które lekko zsunęły mu się z nosa.
- No dobrze...Teraz możesz w końcu zająć się nauką? - zapytał, odsuwając się od brata na bezpieczną odległość.
   Jęk, tym razem zawodu, rozległ się po pokoju.
- Jenyyy, czemu ty zawsze tylko o jednym? - zapytał Rin, rzucając się na poduszki.
- Ekhm, i kto to mówi...
   Yukio uśmiechnął się lekko i przetarł usta wierzchem dłoni. Nie przepadał za smakiem spermy, ale dla swojego brata był gotów na wszystko. Byli już razem od ponad 3 miesięcy. O dziwo, to Yukio pierwszy wyznał Rinowi uczucie. Kochał go, ale nie jak brata. Wiedział to już od dawna. Rin mu się podobał, podnicał go. Sprawy nie ułatwiło to, że mieszkali w jednym pokoju i dość często przebierali przy sobie. W tych niezliczonych momentach, gdy Yukio mógł podziwiać jasną, nieskazitelną skórę brata, dosłownie pochłaniał go wzrokiem. Pewnego dnia Rin to zauważył i nawiązała się między nimi rozmowa, która zmieniła wszystko.
   Starszy Okumura czuł do swojego brata dokładnie to samo. Może i byli spokrewnioni, może i obaj byli chłopakami, jednak to, co czuli, było prawdziwe i trudne do pohamowania. Jeszcze tego samego dnia 'przypieczętowali' swój związek na łóżku, które od tamtej pory służyło im do czegoś więcej, niż do spania.
   Oczywiście, postanowili nie chwalić się swoją orientacją i uczuciem, by było im łatwiej. Czułość okazywali sobie tylko i włącznie, kiedy byli sami. Przez to Rin czuł się ostatnio trochę niedopieszczony. W dodatku, zbliżał się koniec roku, a co za tym idzie, egzaminy końcowe. Egzorcyści również takowe mieli, w dodatku na bardzo wysokim poziomie. Dlatego właśnie Yukio zmuszał swojego brata-kochanka do ciągłej nauki, czego tamten po prostu nieznosił...
   - Oi..Yukio...ja wciąż mam ochotę na więcej... - mruknął Rin i podciągnął sobie spodnie, które w wyniku pewnych wcześniejszych działań brata, zostały z niego zsunięte.
- Wiem...- westchnął Yukio i pocałował brata w czubek głowy. - Jeśli pomyślnie zaliczysz egzaminy obiecuję, że w końcu poczujesz się w pełni zaspokojony.
   Rin parsknął śmiechem.
- No nie wiem, nie wiem...Myślisz, że tak łatwo mnie zaspokoić?
- Myślę, że szybko kończysz.
   Rin przestał się śmiać i zmierzył Yukio morderczym wzrokiem.
- Powtórz to jeszcze raz, a będziesz zbierać okulary z podłogi.
- Nie zamierzam. - mruknął Yukio. Dobrze wiedział, że jego brata było stać na rozbicie mu okularów. Co prawda, miał całą szufladę zapasowych, ale przecież każda para kosztowała...
- No właśnie. Ty za to za bardzo zwlekasz z orgazmem. Dupa mnie boli następnego dnia...
- Bracie, proszę, zacznij się uczyć...
   Yukio spłonął rumieńcem i odwrócił w stronę okna. Za chwilę jednak poczuł za sobą uścisk Rina, który objął go zaborczo.
- Swoją drogą...czemu to ja muszę być na dole...? Nie masz może ochoty się zamienić..?
- N-Nie! Jest dobrze tak jak jest! A teraz zacznij się uczyć, bo jak nie zaliczysz, nie będziemy uprawiać seksu przez tydzień!
- Heee? Naprawdę byłbyś do tego zdolny?? - zdziwił się Rin, ale na wszelki wypadek puścił brata.
- Oczywiście! To raczej ty nie byłbyś w stanie się bez tego obejść. Czasami nawet się zastanawiam, czy nie jesteś od tego uzależniony...
   Rin usiadł przy swoim biurku i odchylił na krześle w tył.
- Może i jestem..? Ale to twoja wina.
- No jasne. - prychnął Yukio i wywrócił oczyma. Chwycił ze swojego stolika książkę i rzucił ją na blat biurka Rina.
- Ucz się. Teraz wychodzę, ale jak przyjdę, to cię przepytam.
- A gdzie idziesz? Na misję? - zapytał szybko Rin, unosząc się z krzesła.
- Tak. Ale ty zostajesz.
- Dlaczego?? Też chcę iść! Możesz potrzebować pomocy, a poza tym to będzie doskonały trening do egzami....
- Najpierw zalicz pisemną część egzaminów, dopiero potem będziesz się martwić praktycznymi. - przerwał bratu młodszy Okumura i założył na siebie płaszcz. Na dworze było upalnie - najchętniej poszedłby bez dodatkowego okrycia, jednak jako egzorcysta po prostu musiał mieć swój płaszcz przy sobie. Miał w nim broń, dokumenty i wiele innych ważnych rzeczy, bez których nie mógłby się obejść.
- Jezzz, no ja nie mogę, ile mam się jeszcze uczyć??
- Aż się nie nauczysz. Na razie. - rzucił Yukio i wyszedł z pokoju, otworzywszy wpierw drzwi specjalnymy kluczem.
   Rin zaklął pod nosem i z całej siły kopnął bogu ducha winne biurko. Zaraz jednak krzyknął i złapał się za pulsującą bólem nogę. Miał dość nauki i tego, jak jego brat go do niej zmuszał. Tym razem nie zamierzał być posłuszny - chwycił swój miecz i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. Kręcący się po korytarzu akademika Kuro zmierzył go pytającym spojrzeniem, jednak Rin przeszedł obok niego obojętnie. Miał ochotę przejść się na miasto, ale był niemal pewny, że nie zdąży wrócić stamtąd przed powrotem Yukio. Więc, gdzie miał iść..?
   Wyszedł z akademika i skierował się w stronę głównego budynku Akademii Prawdziwego Krzyża.
   Dzień był nadzwyczaj piękny. Na bezchmurnym niebie świeciło słońce, drzewa dawały schronienie w postaci cienia, a ptaki ćwierkały wesoło. Rin żałował, że nie wziął swoich okularów przeciwsłonecznych. Ponieważ zdążył się już zgrzać, ściągnął z siebie kurtkę i przewiązał ją sobie wokół bioder.
   Rin był już w budynku Akademii. Skierował swoje kroki do stołówki, by kupić sobie coś do picia. Stanął przy pierwszym lepszym automacie z mlekiem owocowym i włożył rękę do kieszeni spodni, gdzie zwykle trzymał drobne. Nagle przebiegł go dreszcz.
   W kieszeni miał dziurę, przez którą musiały wypaść mu pieniądze. "Super! Po prostu pięknie!" - pomyślał Rin. "Czemu wszystko musi być przeciwko mnie..?"
   Nagle ktoś złapał go za ramię. Chłopak odwrócił się szybko i ze zdziwieniem odkrył, że był to Shima.
- Hej. - przywitał się różowowłosy i uśmiechnął. Rinowi przemknęło przez myśl, że jest naprawdę uroczy, jednak szybko odpędził od siebie podobne pomysły.
- H-Hej...- odpowiedział po chwili.
- Co tu robisz? Myślałem, że uczysz się do egzaminów.
- Tca...Yukio ciągle zmusza mnie do nauki. Mam tego dość. W dodatku zgubiłem drobne..!
- Zmusza cię, bo się martwi. - stwierdził Shima i wyciągnął ze swojej kieszeni portfel. Otworzył go, wyjął pieniądze i wcisnął parę monet do automatu. - Chce, żebyś był dobrym egzorcystą, to wszystko. - powiedział i pochylił się, żeby wyjąć z automatu dwa opakowania mleka owocowego. Jedno z nich podał Rinowi.
- Dzięki.
- Nie ma za co. Masz ochotę się gdzieś przejść? - zapytał Shima, otwierając swój napój. Rin ochoczo skinął głową. Następnie obaj udali się w stronę wyjścia.
*
   We dwójkę spędzili łącznie półtorej godziny. Przechadzali się po całym terenie Akademii, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Rin ze ździwieniem pomyślał, że chyba jeszcze nigdy tak dobrze mu się z nikim nie rozmawiało. Yukio zawsze sprowadzał rozmowę na nudne tematy, z dziewczynami prawie nic go nie łączyło, a z Bonem praktycznie non stop się kłócił. Nie miał przyjaciela, z którym mógłby pogadać ot tak, na ciekawe dla siebie tematy. Aż do teraz. Shima okazał się dla niego idealnym rozmówcą. Potrafił go wysłuchać, od czasu do czasu wtrącając do rozmowy swoje trzy grosze.
   W końcu jednak słońce zaczęło zachodzić i dopiero wtedy Rin zorientował się, która godzina. Shima odprowadził go pod jego akademik.
- Miło było z tobą pogadać. - powiedział i nachylił się w kierunku Okumury. Jego miękkie, pełne wargi musnęły jego policzek. - Do jutra!
- Do jutra...- wyszeptał Rin, lekko zaczerwieniony. Jeszcze chwilę stał i patrzył, jak Shima oddala się od niego, aż w końcu znika w oddali. Przez moment nie mógł ruszyć się z miejsca. Czemu go pocałował? A czemu jemu, Rinowi Okumurze, który już miał chłopaka, tak bardzo się to spodobało..?
*
   - Gdzie byłeś?
   Yukio siedział na krześle i zmierzył swojego brata surowym spojrzeniem. Ręce miał splecione na piersi i wyglądał na naprawdę zdenerwowanego.
- Przejść się. - odparł Rin wymijająco i jak gdyby nigdy nic, usiadł przy swoim biurku.
- Nauczyłeś się już wszystkiego?
- Nie.
- To dlaczego wyszedłeś?
- Bo chciałem.
   Yukio zerwał się z krzesła i podszedł do Rina.
- Jeśli nie zaliczysz tych testów to naprawdę...
- Daj mi spokój! Zalicze je, a ty mógłbyś się zająć sobą! - krzyknął Rin. Miał dość ciągłej kontroli ze strony swojego brata. Cała ta sytuacja go męczyła i nie miał ochoty ciągle się z nim o to sprzeczać.
- Proszę bardzo. Od teraz więcej na mnie nie licz! - odgryzł się Yukio i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. Chłopak został sam. Westchnął głośno i ułożył głowę na blacie biurka, tępo wybijając wzrok w książkę. Chciał, żeby ten okres w jego życiu w końcu się skończył. Chciał napisać te cholerne egzaminy i mieć to już z głowy...
   Niestety. Czekał go jeszcze tydzień nauki.
*
   Rankiem Rin obudził się przy swoim biurku. Okazało się, że zasnął przy nim, gdy do późna zajmował się nauką. Z miłym zaskoczeniem odkrył, że był przykryty swoją bluzą, która wcześniej była w jego szafie. Domyślił się zatem, że to jego brat go nią przykrył. Może ta ich kłótnia wcale nie była tak poważna, jak myślał..?
   Ziewnął potężnie, przeciągnął się i podszedł pod prysznic. Po skończonej kąpieli udał się do kuchni, gdzie czekała go dość miła niespodzianka.
   Przy kuchennym blacie stali Yukio i Shima. Rozmawiali o czymś, ale Rin nie mógł usłyszeć, o czym. Jedyne, co udało mu się wyłapać, to jego imię. Padło ono łącznie 2 razy. Zaciekawiony, wszedł do kuchni, uśmiechając się lekko.
- Hej. O czym gadacie? - zapytał, kradnąc z talerza jedną kanapkę.
- Hej. Tak sobie plotkujemy...- zaśmiał się Shima. - Chyba będę się już zbierać. Musicie pogadać. - stwierdził i spojrzał znacząco na Yukio. - Papa!
- Pa.
   Rin jeszcze chwilę wybijał wzrok w drzwi. W końcu jednak opamiętał się, odchrząknął cicho i zapytał :
- Więc...o czym mamy rozmawiać?
   Jego brat poprawił okulary i spojrzał na niego.
- Przepraszam cię. Wiem, że masz mnie dosyć, ale naprawdę zależy mi, żeby zdał. To dlatego ciągle zmuszam się do nauki...
   Rin był naprawdę zdziwiony.
- Ehm...Wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej, ale nie musisz się tak martwić. Nie jestem aż taki kiepski. Odkąd jesteśmy razem przecież się poprawiłem...więc...odpuść trochę. - powiedział i przytulił się do brata, który objął go czule. Nabrał powietrza w płuca i przez chwilę je tam zatrzymał. Uwielbiał jego zapach - męski, przesycony nutką świerzości i starych ksiąg, które czytywał w wolnym czasie.
- Mmm..jasne. Jeszcze raz cię przepraszam. Kocham cię.
- Ja ciebie też...- wyszeptał Rin i nadstawił usta do pocałunku. Yukio chwycił w dłoń jego podbródek i delikatnie przycisnął swoje wargi do jego lekko uchylonych. Wprowadził przez nie język i zaczął tracąć ten Rina. Jego brat objął go za szyję, jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek.
   Po chwili, gdy już odsunęli się od siebie, a Rin zajął się kolejną kanapką, Yukio odchrząknął cicho i zaczął mówić :
- Dzisiaj, kiedy jeszcze spałeś, przyszedł Shima. Chce się dzisiaj z nami spotkać, jeśli nie masz nic przeciwko.
- Więc to o to chodziło z tym "do jutra"... - powiedział do siebie Rin. Yukio spojrzał na niego podejrzliwie. - Ah, no tak. Nie mówiłem ci. Wczoraj, kiedy wyszedłem, natknąłem się na niego. Kupił mi mleko i trochę pospacerowaliśmy.
- Mmm..- mruknął cicho Yukio, słuchając uważnie brata.
- Swoją drogą...Nie myśl sobie nic, ale nie uważasz, że Shima jest przystojny?
   Młodszy Okumura omal nie zadławił się kawą, którą właśnie zaczął pić.
- Co...Co ty tak nagle..?
- Sam nie wiem. Po prostu...Ma niezwykłe włosy. Dodają mu uroku. Sprawiają, że nie można oderwać od niego wzroku. Ty tak nie uważasz..?
- No w sumie...Chyba masz rację. I co w związku z tym?
- Nic. Nie jesteś zazdrosny?
- Jakoś niespecjalnie. Może dlatego, że tak ci ufam..? Czasem nawet za bardzo.
- Mhmm, a szczególnie, kiedy chodzi o egzaminy. - zakpił Rin i wziął łyka kawy z kubka Yukio.
- Feee! Gorzka!
   Skrzywił się, a jego brat powstrzymał parsknięcie.
- Bo jest dla mnie. Mogłeś poprosić, żeby ci zrobić.
- Nie chcę tego świństwa.
   Rin wzdrygnął się i zabrał się szybko za jedzenie kolejnej kanapki, by zniwelować smak gorzkiej kawy.
   Cieszył się, że brat nie jest o niego zazdrosny. W końcu...Shima naprawdę był przystojny. "Czy jest możliwe, żeby zakochać się w dwóch osobach jednocześnie..?" - przemknęło Rinowi nagle przez myśl. Jeszcze tego nie wiedział, ale tego samego dnia miał poznać odpowiedź na to pytanie - zupełnie inne niż te, których odpowiedzi wymagały testy.
*
   Po południu bracia wyszli z akademika i udali się w ustalone miejsce spotkania - pobliski park. Shima już tam na nich czekał, a jego różowe włosy iskrzące się w promieniach słońca były dla nich niczym drogowskaz.
   Shima siedział na ławce obok fontanny. Gdy bracia do niego podeszli, szybko przywitał się z nimi i zrobił im miejsce obok siebie. Następnie wbił spojrzenie w swoje buty. Był skrępowany, ale starał się, by nie było tego po nim widzieć. Ten dzień był tym, kiedy wreszcie postanowił to zrobić.
   Rozmowę zaczął jednak od niepozornego tematu :
- Denerwujecie się egzaminami?
   Rin uśmiechnął się i odpowiedział pierwszy.
- Ani trochę. Bardziej martwię się tym, co zrobi ze mną Yukio, jeśli czegoś nie zaliczę...
- Oh, nie chcesz wiedzieć. - odparł Yukio. Obaj jego towarzysze roześmiali się.
- A ty, Shima?
- Trochę. Najgorsze jest to, że Bona prawie nigdy nie ma w pokoju i nie mam się z kim pouczyć.
- Na przyszłość wpadaj do nas.- zaproponował Rin.
- Dzięki. Na pewno skorzystam. Ale teraz...muszę wam coś powiedzieć.
   Na krótki moment zapadła cisza, którą przerwał tylko huk wody z fontanny. Shima w końcu zebrał się na odwagę, zacisnął dłonie na kolanach i wypalił :
- Zakochałem się w was obu!
   Rin i Yukio otworzyli szeroko oczy i w tym samym czasie spojrzeli na Shime. Chłopak był czerwony i wciąż wpatrywał się w swoje adidasy. Nie kłamał. Naprawdę stracił głowę dla obu braci Okumura już od chwili, gdy po raz pierwszy ich zobaczył.
- Haaa? Ale...jak to? - zapytał Rin, niewiele rozumiejąc.
- No...sam do końca nie wiem. Zakochać się w dwóch osobach jednocześnie..! Myślałem, że to niemożliwe. Aż nie spotkałem was. Jesteście bliźniakami, ale kompletnie się różnicie. Obaj macie w sobie coś, do czego mnie ciągnie. Więc...proszę...jeśli macie mnie teraz za idiotę, to po prostu zapomnijmy o sprawie...
- Nie można tak po prostu o tym zapomnieć! - powiedział Yukio i wstał z ławki. - Chodźmy do nas. Park nie jest najlepszym miejscem, żeby rozmawiać o takich rzeczch...
   Rin i Shima skinęli głowami i udali się za Yukio w stronę ich akademika. Droga do niego upłynęła im w ciszy. Każdy z nich myślał nad zaistniałą sytuacją oraz nad tym, co dalej.
   W końcu znaleźli się w akademiku. W chwilach takich jak ta, Yukio cieszył się, że wraz z bratem mieszkają tutaj sami.
   Jako, że szedł na początku, zaprowadził Shime i Rina do ich pokoju na piętrze. Tam usiedli wszyscy na łóżku i kontytuowali rozpoczętą w parku rozmowę.
- Mówisz, że się w nas zakochałeś...- podjął Yukio. - Ale pewnie nie wiesz o tym, że ja i Rin ze sobą jesteśmy..
- Wiem. Gdybym nie był tego pewien, nie wyznawał bym wam uczucia...- wyszeptał Shima. - Naprawdę, nie trudno było się domyśleć. Widzę, jak na siebie patrzcie. Zawsze chciałem, żebyście patrzyli tak i na mnie...
   Rin w końcu nie wytrzymał. Przyciągnął do siebie Shime i pocałował go.
- Dość tłumaczeń. Rozumiem, że chcesz stworzyć z nami związek.
   Na chwilę zapadła cisza.
- Ja...nawet nie wiem, czy wy tego chcecie...
- Myślę...że możemy spróbować. - wtrącił Yukio. Poprawił okulary i również na krótko przylgnął do warg różowowłosego.
- Ja też tak myślę. - dodał Rin. - Byłeś kiedyś w związku..?
- Taak. Chodziłem z Bonem. Zanim was poznałem. - dodał szybko. - Bon stał się strasznie zazdrosny. Podejrzewam, że wiedział, co czuję. Dlatego właśnie zakończyliśmy nasz związek.
- Rozumiem...W takim razie możemy być razem. - powiedział Yukio.
   Zapadła cisza. Chłopcy niepewnie patrzyli po sobie. Pierwszy ruch wykonał Yukio. Przyciągnął do siebie brata i złożył na jego ustach czuły, delikatny pocałunek. Shima przypatrywał im się z ciekawością. Rin oderwał się od brata i ściągnął z siebie t-shirt odsłaniając doskonale zbudowany, jasny tors. Położył się na plecach, a głowę ułożył na kolanach Shimy. Tamten pochylił się nad nim i nieśmiało zaczął całować.
   Yukio ściągnął z brata spodnie i bokserki. Zaczął językiem zataczać kółka na czubku jego męskości. Rin westchnął w usta Shimy. Jego brat nie chciał go dłużej torturować, dlatego szybko zaczął poruszać głową, pomagając sobie ręką.
   Starszy Okumura zaczął poruszać gwałtownie biodrami. Penetrując językiem wnętrze ust Shimy nie miał jak inaczej okazywać swojego zadowolenia. Podobnie jak dzień wcześniej, nie potrzebował za dużo czasu, by dojść.
   Yukio połknął nasienie i zaczął się rozbierać. W tym samym czasie Rin obkręcił się na brzuch, wypiął w kierunku brata i zaczął rozpinać rozporek Shimy. Zsunął z niego spodnie wraz z bokserkami. Różowowłosy zajęczał głośno i rozłożył szerzej nogi, kiedy jego stojąca męskość znalazła się w gorącym wnętrzu ust Rina. W czasie, kiedy starszy Okumura zaczął mu obciągać, klęczący za nim Yukio poślinił palec i wsunął go w odbyt brata. Tamten wypiął się jeszcze bardziej, jednocześnie przyspieszając ruchy głową.
   Shima odchylił się do tyłu. Zaczął sapać głośno. Przystawił rękę do ust, chcąc jakoś zatrzymać jęki, ale nie za bardzo mu to wyszło. Zaczął niecierpliwie wypychać biodra, chcąc zaznać jeszcze więcej przyjemności.
- Rin..ja...zaraz...a..! Ah..! Dojdę...aa!
   Rin poruszał głową jeszcze przez chwilę, biodrąc jego penisa głęboko, aż do gardła, tak, że wchodził cały.
   W końcu Shima doszedł. Krzyknął krótko i rozlał swoje nasienie w ustach Rina. Tamten podbnie jak brat, połknął wszystko i oblizał na koniec usta. Dzięki Yukio był już rozluźniony, dlatego teraz przekręcił na brzuch Shime i kazał mu się wypiąć. Różowowłosy wykonał jego polecenie, a wtedy Rin zaczął lizać jego wejście. Nawilżył je językiem, wsłuchując się w całą gamę jęków. Siedzący za nim Yukio zdjął okulary i zaczął powoli przejeżdżać dłonią po całej długości swojej męskości.
   Rin wsunął w Shime dwa palce i zaczął go nimi rozluźniać, wykonując ruchy podobne do ruchów nożyczek. Słyszał jak onanizujący się za nim Yukio jęczy cicho i oddycha nierówno, dlatego też chciał jakk najszybciej odpowiednio przygotować kochanka. Gdy uznał, iż tamten jest już gotowy, wyciągnął z niego palce, zastępując je swoim penisem i przylgnął do jego pleców. Zaczął powoli w niego wchodzić.
   Shima zacisnął dłonie na poduszce, którą miał przed sobą. Do oczu cisnęły mu się łzy, ale nie pozwolił ani jednej z nich wypłynąć.
   W końcu i Yukio przystawił czubek męskości do pośladków brata. Chwycił go za biodra i wbił się w jego ciepłe, rozluźnione, pulsujące wnętrze. Rin również wsunął się do końca Shimy i czekał chwilę w bezruchu, aby tamten mógł rozluźnić zaciśnięte na jego członku mięśnie.
   Zarówno Yukio jak i Rin zaczęli poruszać się w tym samym momencie. Łzy, które powstrzymywał Shima, wypłynęły z kącików jego przymkniętych oczu i wsiąknęły w poduszkę. W ślad za nimi wsiąkły w nią jego jęki. Rin uderzał prosto w jego prostatę, przez co czuł ogromną przyjemność, a po jego ciele przechodziły dreszcze.
   Yukio poruszał się zdecydownie szybciej niż jego brat. Jego ruchy były już niemal mechaniczne. Razem z Rinem robili to wiele razy, dlatego doskonale wiedzieli, gdzie i jak się dotknąć, aby sprawić sobie przyjemność.
   Łóżko pod nimi skrzypiało, a na czole młodszego Okumury pojawiły się kropelki potu. Mięśnie jego brata zaciskały się na jego członku powodując, że nie mógł dłużej hamować sapnięć i przeciągłych jęków. W końcu doszedł, z imieniem swojego brata na ustach.
   Rin i Shima doszli chwilę później. Starszy Okumura poruszał się w różowowłosym jeszcze chwilę, po czym wyszedł z niego i opadł zmęczony na łóżko. Tak samo zrobił jego brat, naciagając kołdrę na ich trójkę.
   Chłopcy oddychali głęboko, szybko i nierówno. Obajmowali się wzajemnie. Rin miał przymknięte oczy, jednak mimo to nie spał. Nie czuł się spiący, wręcz przeciwnie - rozpierała go energia. Był jednak zmęczony, dlatego nie stać go było na wypowiedzenie ani jednego słowa. To, co właśnie przeżył było niezwykle przyjemne i intensyne. Był szczęśliwy, że razem z bratem przyjęli Shime do ich związku. W końcu, różowowłosy już od paru dni przyciągał jego uwagę...
   Jakby na potwierdzenie swoich myśli, mocniej przycisnął do siebie nagie ciało Shimy. Na karku czuł oddech Yukio, a na biodrze jego dłoń, co tylko utwierdzało go w przekonaniu, że miał swoje dwa największe skarby przy sobie.
- Kocham was...- wyszeptał w końcu. Żaden jednak tego nie usłyszał, ponieważ obaj zapadli w sen. Rin uspokoił już swój oddech i spróbował zmusić się do snu. "Nic nie szkodzi, że śpicie...W końcu powiem wam to jeszcze wiele razy..." - obiecał sobie i uśmiechnął sennie.
end.

10.05.2015

Only love [part IX]

Tytuł : Only love
Podtytuł : Nagroda
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no Basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : IX
Od autorki : Yo kochani! Rozdział dopiero co napisany, tak więc wybaczcie ewentualne błędy. Poddam go korekcie dopiero jutro, bo jestem teraz zmęczona :/ No nic, zapraszam do czytania ^^
Muzyka : https://www.youtube.com/watch?v=t27cykHMFQo
*
   W weekend praktycznie nie wychodziłem z domu. Wyjątkiem były dwa spacery, na które wybrałem się z No#2, by rozprostować trochę kości.
   Cały nasz wyjazd nad jezioro wyjątkowo nadwyrężył wszystkie moje mięśnie. Pomimo tego, był udany i cieszyłem się, że mogłem w nim uczestniczyć.
   W piątek wieczorem, kiedy wróciliśmy do Tokyo, Kagami odprowadził mnie pod sam dom. Nie chciałem, by to robił, bo było późno i coś mogło mu się potem stać, jednak on nie dawał za wygraną. Od tamtego czasu się nie widzieliśmy, ale napisał mi maila, że u niego wszystko ok.
   Moja mama bardzo ucieszyła się z mojego powrotu. Zawsze tak było. Nigdy nie lubiła spędzać sama czasu w mieszkaniu, a teraz, gdy mój tata pracował za granicą, była szczególnie samotna.
   W sobotę rano przy śniadaniu zdałem jej relację z całego wyjazdu. Pewne rzeczy, oczywiście, pominąłem. Resztę wolnego czasu poświęciłem na czytanie książek.
   Moje myśli zaprzątała pewna sprawa, która nie dawała mi spokoju...Mianowicie, Kagami spytał, czy dostanie nagrodę, jeśli dobrze poszły mu egzaminy. Nie miałem jednak pomysłu, co mogło by się stać ową nagrodą. Seks..? Nie...Od czasu wyjazdu nie musiała być to już tylko forma wynagrodzenia.
   W moim życiu zaszła wielka zmiana. Razem z moim chłopakiem wykonaliśmy wielki krok naprzód w naszym związku. Chciałem móc się tym komuś pochwalić, jednak do głowy przychodziły mi tylko pewne 2 osoby, którym nie zamierzałem zawracać teraz głowy.
   Poniedziałek nadszedł zdecydowanie zbyt szybko. Wciąż nieco bolały mnie mięśnie, jednak musiałem iść do szkoły.
   Dzisiaj mieli ogłosić wyniki testów.
*
   W szkole znalazłem się na 15 minut przed dzwonkiem. Na głównym korytarzu, pod ogromna tablicą, na której wywieszony został ranking najlepszych wyników uzyskanych na egzaminach, stało mnóstwo uczniów. Dostrzegłem wśród nich paru kolegów z klasy, jak również Kiyoshiego i Hyuuge, którzy stali bardziej na uboczu. Podszedłem do nich i przywitałem się. Dopiero wtedy zwrócili na mnie uwagę.
- Hej, Kuroko! Widziałeś już, jak ci poszły egzaminy? - zapytał Kiyoshi przyjaźnie. Uśmiechał się lekko. Jego policzek był wciąż delikatnie czerwony.
- Nie, jeszcze nie.
- W takim razie powinieneś. - wtrącił Hyuuga. - Zobaczysz coś, co nieźle zaskoczyło nas wszystkich.
   Skinąłem głową i zacząłem przedzierać się przez tłum. Ponieważ nikt nie zwracał na mnie uwagi, było mi stosunkowo łatwo to zrobić.
   Stanąłem przed tablicą, na której wisiał ranking egzaminu z zakresu historii i wspiąłem się na palce. Mój wzrok instynktownie zawędrował na samą górę, a tam...
- Niemożliwe... - szepnąłem sam do siebie. Jak najszybciej wycofałem się i pobiegłem pod klasę. Po drodze wpadłem na parę osób, jednak te nie wiedziały nawet, co lub kto spowodował, że leżeli na podłodze.
   Wpadłem do klasy równo z dzwonkiem. Tak, jak myślałem, Kagami już siedział w swojej ławce.
- Kagami-kun!
   Stanąłem przed nim i oparłem ręce o blat.
- Widziałeś wyniki z historii?
- Yyy..nie, dopiero przyszedłem. - odpowiedział i zmarszczył nieco brwi. - Co się stało? Twoje włosy wyglądają, jakby w życiu nie widziały szczotki.
   Zaczerwieniłem się lekko i nerwowym ruchem przygładziłem parę kosmyków.
- Po drodze wpadłem na kogoś...
- Aż tak ci się spieszyło..?
- Kagami-kun. - zacząłem poważnie. - Moje gratulacje. Zająłeś pierwsze miejsce w rankingu z historii.
   Kagami oniemiał. Otworzył lekko usta i wpatrywał się we mnie.
- S-Serio...?
- Jak najbardziej.
- Wow...Nie wiem, jakim cudem...
   Wstał nagle, a krzesło za nim upadło z trzaskiem na podłogę.
- Kuroko...
   W tym samym momencie do klasy wszedł nauczyciel.
- Kagami - kun, podnieś krzesło... - powiedziałem cicho i zasiadłem w swojej ławce. Kagami jeszcze przez chwilę stał w miejscu, po czym szybko podniósł krzesło i na nim usiadł. Wyglądał na takiego, co nie wie co ze sobą zrobić. Nie dziwiłem mu się. Nawet ja nigdy nie uzyskałem 100% na żadnym egzaminie.
*
   Na dłuższej, śniadaniowej przerwie wyciągnąłem Kagamiego na dach szkoły. Na poprzedniej lekcji nauczyciel rozdał nam wyniki wszystkich testów. W czasie, gdy Kagami zajadał się swoim niemałym śniadaniem, składającym się głównie z kilku ogromnych kanapek, ja porównywałem nasze karty odpowiedzi.
   Tak, jak myślałem. Wszystko poszło mi lepiej, niż mojemu chłopakowi. Wszystko, z wyjątkiem historii, z której uzyskał 100%. Było to dla mnie niewiarygodne...Nie, żebym w niego wątpił! Po prostu nie uważałem, aby nasze wspólne uczenie się mogło przynieść aż takie osiągnięcia.
   Moje wyniki wahały się między 70-85 %. Natomiast Kagamiego 50-60 %. Naprawdę, nie wiedziałem czemu aż tak dobrze sobie poradził...
- Powiesz wreszcie, po co mnie tu zaciągnąłeś? - mruknął Kagami.
   Pierwszy szok i niesamowite przejęcie, spowodowane najwyższym wynikiem z historii, już minęło. Emocje opadły, a Kagami nie był zbyt zadowolony, że nie dałem mu spokojnie zjeść w klasie. Patrzył na mnie spode łba, żując ostatnią bułkę.
- Chciałem ci jeszcze raz pogratulować. - oznajmiłem poważnym, oficjalnym tonem i skłoniłem się lekko. - Bardzo się cieszę, że tak dobrze ci poszło...
   Kagami przełknął to, co miał w ustach i lekko spąsowiał na twarzy. Powolnym ruchem podrapał się w tył głowy.
- Wiesz...Tak naprawdę to jeszcze sporo sam ćwiczyłem. Grając w kosza, oczywiście! Miałeś rację - najlepiej mi idzie utrwalanie materiału, gdy robię coś pożytecznego w międzyczasie. Chciałem ci udowodnić, że ten czas spędzony wtedy na naukę ze mną nie poszedł na marne...
- Żaden czas spędzony z tobą nie idzie na marne. - powiedziałem szybko. Nagle zrobiło mi się jakoś lekko na sercu.
- To dobrze.
   Na twarzy Kagamiego malowała się ulga.
- Więc...może wpadniesz do mnie w sobotę..? - zapytał nieśmiało.
   Uśmiechnąłem się.
- Mmm.Jasne. W końcu, musisz dostać jeszcze nagrodę, Kagami-kun.
   Nie zważając na jego pytające spojrzenie, odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę schodów. Jedynie dźwięk dzwonka przerwał nasyconą niecierpliwością ciszę.
   W końcu udało mi się wymyślić, co mogło stanowić ową nagrodę.
*
   Kolejne dni tygodnia upłynęły mi bardzo szybko. Codziennie mieliśmy po lekcjach treningi, ponieważ już niedługo czekały nas międzyszkolne zawody okręgowe.
  Ogromnym plusem, jeśli mogę to tak nazwać, okazały się wspólne prysznice po treningach. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, jednak ja, owszem. Na tę jedną, konkretną osobę.
   Ciało Kagamiego było niezwykle piękne. Miałem już okazję przyjrzeć mu się z bliska, ale teraz mogłem robić to bezkarnie. Bez obawy przed tym, że powie coś zawstydzającego lub gorszącego.
   Jego mięśnie rysowały się na lekko opalonej klatce piersiowej i nogach. Ah, jak pragnąłem go wtedy dotknąć..! Zresztą, nie tylko tam.
   Wiem, mogę wyjść na niezłego zboczeńca, jednak moje myśli, gdy wzrok mimowolnie wędrował w nieco niżej położone partie ciała, po prostu krzyczały.
   Wcześniej byłem zbyt skrępowany albo zmęczony. Jednak w tamtej chwili, stojąc obok niczego nieświadomego Kagamiego, zdałem sobie sprawę, jak wielki jest jego członek. Na oko dałbym mu z 17-18 cm w stanie "spoczynku".
   Przyglądając mu się, zastanawiałem się, jak to mogło się we mnie wcisnąć. Mimo ciekawości, postanowiłem zachować swoje pytanie na inną chwilę.
   Liczył się tylko Kagami. Woda leniwie spływająca po jego ujmującym ciele, przymknięte oczy, dłonie błąkające się po jego głowie, w celu spłukania piany z włosów. Tak...widok zupełnie nagiego Kagamiego pod prysznicem był godny zapamiętania. Obiecałem sobie również, przy najbliższej okazji przyjrzeć mu się dokładniej i zachować w pamięci obraz jego nagiej skóry. utworzyć w głowie mapę wklęśnięć i wypukleń mięśni oraz ścięgien, by móc potem w każdej chwili na nowo przeżyć bliskie spotkanie z moim chłopakiem.
*
   W sobotę rano powiadomiłem moją mamę, że udam się do Kagamiego. Zgodziła się, ale prosiła bym przyszedł an kolację.
   Przed wyznaczoną godziną wyszedłem jeszcze na krótki spacer z No#2, po czym wziąłem krótki prysznic, przebrałem się i zszedłem na dół, do przedpokoju.
- Oi, Tetsuya...
   Moja mama stała przy drzwiach, opierając się o framugę. Wyglądała na rozbawioną.
- szykujesz się, jakbyś szedł na randkę. - stwierdziła.
   Momentalnie spaliłem buraka, jak najszybciej umiałem, wciągnąłem buty na nogi i wyszedłem z domu. Moja mama jeszcze chwile wpatrywała się w moje plecy i kręciła głową. Ten instynkt macierzyński...
   Kagami nie mieszkał zbyt daleko ode mnie. Minąłem jedno skrzyżowanie, sklep i parę innych uliczek. Cały czas męczyło mnie dziwne uczucie. Zupełnie, jakby ktoś za mną szedł, jednak gdy się odwracałem, nie było nikogo. Zrzuciłem więc winę na własne zmęczenie i nie ociągając się więcej, wszedłem do bloku Kagamiego.
   Zapukałem, a po chwili otworzył mi mój chłopak.
- Hey. - rzucił krótko i cmoknął mnie w usta. - Pomożesz przy obiedzie.
   To nie była prośba, tylko stwierdzenie. Chwycił mój nadgarstek i wciągnął do swojego mieszkania. Ledwo zdążyłem zdjąć buty, Kagami pociągnął mnie przez korytarz do swojego ogromnego salonu połączonego z kuchnią.
- Więc...Co mam robić? - zapytałem, rozglądając się dookoła i wciągając w płuca smakowity zapach unoszący się dookoła.
- Obierzesz warzywa. - odpowiedział i pokazał mi co i w jakiś ilościach mam przygotować. Jak najlepiej potrafiłem, umyłem warzywa i zacząłem obierać pierwszą marchewkę. Szło mi to trochę opornie, jednak chciałem wykonać moją pracę jak najlepiej.
   - Haa? Jeszcze nie skończyłeś? - zapytał Kagami po jakimś czasie. Szczerze mówiąc, dopiero zacząłem... - Jeśli będziesz tak w tym rzeźbić zmarnujemy cały dzień. - westchnął. - Pokaż.
   Chwycił moje dłonie w swoje i zaczął nakierowywać je tak, że dość sprawnie pozbyliśmy się skórki z kolejnego warzywa. Przez jego bliskość, o której tak intensywnie myślałem przez ten tydzień zaczęła mnie lekko krępować. Poczułem, jak na policzkach wykwita mi rumieniec. Jeny, niech on się już odsunie...
   Kagami jednak ani myślał spełniać mojej niemej prośby. W ciszy i skupieniu dalej mi pomagał. czułem jego ciepły oddech i zapach. Zapach, jaki posiadał tylko on jeden, który byłem w stanie rozpoznać z pośród dziesięciu innych. Odetchnąłem głęboko, zaciągając się nim. Udało mi się trochę uspokoić.
   Mój chłopak dopiero po chwili zdał sobie sprawę, co właściwie się ze mną dzieje. Odsunął się i stanął tuż przede mną.
- Oi..Co ci..? - zapytał, niezbyt rozumiejąc moje rumieńce, przyspieszony oddech i zamglone spojrzenie. - Przecież nic jeszcze nie zrobiłem... - mruknął.
- Wystarczy sama twoja obecność... - wyszeptałem, nie patrząc mu w oczy. Powiedzenie tego przy pełnym kontakcie wzrokowym zbyt wiele by mnie kosztowało.
- Szlag...Jesteś bardzo głodny?
   Pokręciłem głową.
- To świetnie się składa.
   Kagami zakręcił gaz, wrzucił warzywa i nożyk do zlewu, po czym...wziął mnie na ręce.
- Kagami-kun, odstaw mnie na...
- Zaraz. - przerwał mi stanowczym tonem.
   Zaniósł mnie aż do samej sypialni i rzucił na łóżko. Panował w niej półmrok. Jedynym źródłem światła wdzierało się z salonu, przez niedomknięte drzwi. Moje oczy szybko przyzwyczaiły się do ciemności. Widziałem, jak Kagami zdejmuje swój t-shirt i rzuca go za siebie na podłogę. Przełknąłem ślinę. Ten widok był taki podniecający..!
   Kagami doskonale zdawał sobie sprawę, że wlepiam w niego spojrzenie. Podszedł do mnie i usiadł na moich biodrach. Jego duże, ciepłe ręce wsunęły się pod moją koszulę i zaczęły prześlizgiwać się po moim torsie. Stłumiłem jęk, gdy zaczął szczypać moje sutki. Na szczęście ta drobna tortura nie trwała zbyt długo. Kagami wyciągnął ręce spod materiału koszuli i zaczął ją rozpinać. Kiedy góra mojego stroju wylądowała już na podłodze. Pochylił się nade mną i zaczął całować, ocierając się biodrami o moje przyrodzenie. Westchnąłem cicho, przyciskając jego głowę do swojej rozgrzanej szyi. Zassał się na niej parę razy, tworząc małe, blado czerwone punkciki.
   Chwilę później zsunął się niżej. Zaznaczał mój brzuch mokrymi ścieżkami językiem. Jego włosy łaskotały mnie w klatkę piersiową. Drgnąłem, gdy jego mokry, śliski i ruchliwy organ zawitał do moje pępka. Tego było już za wiele. Usiadłem gwałtownie, odpychając Kagamiego. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, zająłem mu usta pocałunkiem. Przekręciliśmy się tak, ze to teraz ja byłem na górze.
- Twoja nagroda, Kagami-kun... - wyszeptałem cicho i delikatnie zsunąłem z niego spodnie, wraz z bokserkami. Serce zabiło mi szybciej, gdy przed oczami pojawił mi się jego nabrzmiały członek.
- Kuroko, czy ty na pewno chcesz...
   Przerwałem mu, chwytając jego stojącą męskość w dłoń. Wysunąłem język i polizałem jej czubek. Kagami jęknął głucho i opadł na poduszki, już bez jakiegokolwiek sprzeciwu.
    Splunąłem i rozprowadziłem ślinę po całej długości jego penisa. Dopiero wtedy wziąłem go w usta. Był ciepły i lekko pulsował. Zacząłem poruszać głową w przód i w tył, chcąc sprawić mojemu chłopakowi jak najwięcej przyjemności.
- K-Kuroko...- wysapał Kagami i ułożył swoją dłoń na mojej głowie, dociskając lekko. Bezustannie pracowałem językiem. Pieściłem wolną ręką jego jądra, a drugą przetrzymywałem członka u jego nasady. Cały czas zastanawiałem się, czy aby na pewno wszystko dobrze robię. Cóż, nie pierwszy raz to robiłem, ale od tamtego czasu wyszedłem już z wprawy.
   Kagami uspokoił mnie swoimi jękami, których nie mógł już hamować. Ukradkiem spojrzałem na niego. Miał przymknięte oczy, ręką kurczowo ściskał pościel i przygryzał wargę. Wyglądał naprawdę słodko...
   W pewnym momencie Kagami zaczął wypychać biodra tak, że końcówkę jego członka miałem w gardle. Niespodziewanie poczułem dziwny, lekko słonawy smak w ustach. Domyśliłem się, co to było, jednak nie zaprzestałem poruszać głową.
- A...Ach....Ku...Kuroko..D-Dochodzę... - wychrypiał Kagami. - Odsuń się...
   Nie posłuchałem go. Zamiast tego jedynie mocniej zassałem się na żołędzi. Kagami spuścił się we mnie z warknięciem, a ja połknąłem jego nasienie. Wytarłem usta wierzchem dłoni i uśmiechnąłem się do niego słabo. Natychmiast przyciągnął mnie do siebie tak, że na nim leżałem. Pocałował mnie, wysuwając język między moje wargi, trącając nim mój własny. Westchnąłem błogo, gdy wsunął kolano między moje uda.
- Dziwny smak..- mruknął cicho, marszcząc śmiesznie swoje brwi. - Nie musiałeś tego robić.
- Wiem - wzruszyłem ramionami. - ale chciałem.
   Kagami uśmiechnął się dziko. Znów wylądowałem pod nim, a on dosłownie zerwał ze mnie spodnie i bieliznę. Poślinił palec i delikatnie wsunął go we mnie. Nie bolało, ale podobnie jak za pierwszym razem poczułem uczucie dyskomfortu. Po chwili dodał kolejny i zaczął mnie rozciągać.
- Muszę kupić jakiś lubrykant. - szepnął po chwili, nieco czerwony na twarzy.
- Po co ci on, Kagami-kun?
   Wiedziałem, co to lubrykant i do czego służy, jednak chciałem jeszcze trochę się z nim podroczyć. Mimo panującej ciemności zauważyłem jego skrępowanie.
- No..yrm...wiesz...jednak ślina nie daje takiego poślizgu...
   Uśmiechnąłem się i skinąłem głową. Kagami dołożył kolejny, trzeci już palec. Czułem je w sobie coraz głębiej, gdy nagle jeden z nich zahaczył o bardzo wrażliwy punkt wewnątrz mnie. Drgnąłem i krzyknąłem z rozkoszy. Kagami ponownie dotknął palcem ten punkt. Rozsunąłem szerzej nogi i wysiliłem się, by coś powiedzieć. A raczej wyjęczeć.
- Kagami...kun...A..aa!~ Mmmm...włóż go już...
   Natychmiast spełnił moją prośbę. Wyjął palce zastępując je czymś znacznie większym. Mimo, iż przed chwilą doszedł, teraz znowu był we wzwodzie.
   Mój chłopak usiadł na piętach, chwycił moje biodra i naciągnął je na swoje uda, wchodząc we mnie powoli. Instynktownie zacisnąłem się na nim, co sprawiło, że jęknął głucho. Chwycił mojego członka i zaczął przesuwać po nim dłonią. To sprawiło, że się rozluźniłem, a on mógł kontynuować.
   Wsunął się we mnie do końca i dał mi chwilę, bym się przyzwyczaił. Przedtem dobrze mnie rozciągnął, dzięki czemu ból był naprawdę znikomy. Poruszyłem zniecierpliwiony biodrami, a on zaczął się we mnie na nowo wsuwać i wysuwać. Jego ręką wciąż pieściła moją męskość, a druga podtrzymywała moje biodra. Czułem go w sobie każdym niemalże mięśniem. Jego ciepło i dreszcze, gdy trącał moją prostatę. Nie panowałem nad swoim głosem, który słychać było teraz w całym pokoju. Próbowałem zagryzać wargę, ale niewiele mi to dawało. Przyjemność była zbyt duża.
- Ka-Kagami..kun..! Sz-szybciej...ah..! - wyjęczałem i zacząłem poruszać biodrami, dopasowując ich ruch do jego coraz szybszych i głębszych pchnięć.
   Na jego czole pojawiły się kropelki potu. Sam zresztą czułem się, jakby moje ciało stanęło w ogniu. Jego nieustanny dotyk palił i nie pozwalał mi myśleć o czymkolwiek innym, niż sprawca całego tego uczucia. Kagami Taiga.
- Kagami-kun...- westchnąłem po raz kolejny. Czułem, że zbliża się mój kres?
- Mmm?
    Zadziwiające, jak mój chłopak potrafił jednocześnie ze mną rozmawiać i do tego robić te rzeczy...
- Kocham cię. - wypaliłem. - Pocałuj mnie.
   Na jego ustach znów zawitał ten dziki, nieokiełznany, szaleńczy uśmiech. Pochylił się nade mną i choć pozycja była trochę niewygodna, zaczął nasze usta w pocałunku. Jego język natychmiast odnalazł mój i pomimo lekkiej brutalności całego stosunku, pocałunek był niezwykle łagodny.
   To mi wystarczyło, aby zaznać spełnienia. Doszedłem, budząc spermą rękę mojego kochanka i swój brzuch. Moje mięśnie nagle zacisnęły się na członku Kagamiego, przez co on również zaczął szczytować. Pchnął mocno jeszcze parę razy, po czym wlał we mnie swoje nasienie i wyjęczał głośno moje imię :
- Tetsuya...!
   Wysunął się ze mnie i opadł zmęczony na łóżko. Oddychał ciężko i nierównomiernie. W końcu, gdy chwilę odsapnął, przekręcił się w moją stronę. Przytuliłem się do jego nagiej, rozgrzanej piersi i splotłem nasze nogi.
- Też cię kocham...- wyszeptał, w odpowiedzi na moje wcześniejsze wyznanie. - W ogóle to sorry...Zapomniałem o prezerwatywie...
- Och, nie przejmuj się, Kagami-kun. Najwyżej zostaniesz tatą.
   Kagami zachłysnął się powietrzem i spojrzał na mnie dziwnie.
- Mężczyzna nie może zajść w ciążę... - powiedział, jakby z lekkim wahaniem.
- Co ty nie powiesz, Kagami-kun...
- Ugh! Ja mówię serio, a ty sobie robisz żarty...No i ten...jeszcze jedno. Ta cała "nagroda"...mógłbyś robić tak częściej...- wyszeptał. Jego serce biło jak szalone.
- Dobrze, że ci się podobało.
   Wypuściłem powietrze z płuc i odszukałem jego warg. Zaczęliśmy się całować. Albo mi się wydawało, albo jego smak zmienił się na słodszy...
*
    W łóżku wylegiwaliśmy się jeszcze kolejną godzinę, pieszcząc się delikatnie. Z zadowoleniem odkryłem, że słaby punkt mojego chłopaka znajduje się na jego szyi. Naznaczyłem go tam paroma malinkami.
- Nie poznaje cię dzisiaj. Wydajesz się być bardziej napalony niż zwykle...
   Może i była to prawda. Jednak to wszystko winą było naszych wspólnych prysznicy..! No, tak to sobie tłumaczyłem. Zacząłem zastanawiać się, czy w czasie ich trwania również i Kiyoshiemu trudno było nad sobą panować..? Była to dla mnie kolejna zagadka, a dopiero co rozwiązałem jedną, dotyczącą wielkości mojego chłopaka. Wystarczyło poświęcić parę minut, by odpowiednio mnie przygotować i penis Kagamiego mógł bez większych przeszkód wejść we mnie cały.
   Było już późne popołudnie, gdy wreszcie zdecydowaliśmy się wstać. Kagami poszedł pod prysznic, a ja korzystając z jego nieobecności, założyłem swoje bokserki i jego t-shirt z jakimś nadrukiem. Był przesiąknięty zapachem mojego chłopaka i lekką nutą perfum. Ta woń bardzo mi odpowiadała.
   By zrobić Kagamiemu niespodziankę, obrałem i pokroiłem wszystkie warzywa na obiad. Gdy kończyłem siekać ostatnią pietruszkę, Kagami wszedł do kuchni. Z jego włosów spływała woda, a wokół bioder miał przewiązany ręcznik.
- Dzięki za pomoc. - powiedział i wrzucił wszystkie składniki do garnka, pod którym znów był zapalony gaz. Nie wiedziałem, co szykował, ale pachniało nieziemsko. Stał do mnie tyłem i dodawał odpowiednie przyprawy.
   W tamtym momencie przypomniała mi się "zabawa", którą uwielbiałem, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Tego czasu byłem dość chorowity, więc rodzice zawieźli mnie do dziadków. Ponieważ nie było tam za wiele do roboty, zacząłem psocić z nudów. Moje ulubione zajęcie polegało na zakradnięciu się do kuchni (co nie było takie trudne...), w której krzątała się moja babcia, rozwiązaniu jej wiązanego na plecach fartuszka i błyskawicznej ucieczce.
   Przełknąłem ślinę i niewiele myśląc, zerwałam z bioder mojego chłopaka ręcznik. Trwało to ułamek sekundy, gdy mogłem podziwiać jego nagie, jędrne pośladki. Nigdy wcześniej jakoś specjalnie ich nie eksponował, a było na co popatrzeć.
   Z ręcznikiem w dłoni rzuciłem się biegiem w bliżej nieokreślonym kierunku, byle tylko uciec jak najdalej. Kagami potrzebował chwili, by rozeznać się w sytuacji, ale gdy już to zrobił, udał się w pogoń za mną, trzymając się za krocze.
   Ponieważ był znacznie szybszy, dopadł mnie jeszcze w salonie. Chwycił mnie jedną ręką w pół, a drugą wyrwał mi ręcznik. Jego mina była ciężka do opisania. Malowało się na niej zdziwienie, ale i lekka złość.
- Zanim coś powiesz, Kagami-kun, wiedz, że twoje pośladki są po prostu piękne.
- Co ty, kurde, nie powiesz?? Oczywiście, że są. Powiedz mi lepiej, dlaczego żeś to zrobił?? - wykrzyknął, śmiesznie marszcząc brwi.
- Erm...dla zabawy..?
   Kagami przyłożył mi dłoń do czoła.
- Dziwne, nie masz temperatury...Kim jesteś i co zrobiłeś z Kuroko..?
   W tym momencie wyrwałem się z jego uścisku.
- O co ci chodzi, Kagami-kun?
- ZRYWASZ ZE MNIE RĘCZNIK, UCIEKASZ, A POTEM SIĘ PYTASZ O CO MI CHODZI????
- Nie znasz się na żartach, Kagami-kun. - powiedziałem, starając się udawać obrażonego.
- Ty nie żartujesz. - stwierdził dobitnie, na nowo zawiązując ręcznik dookoła bioder. - Tsk. Mniejsza z tym. Lepiej zadzwoń do rodziców i powiedz, że wrócisz dopiero jutro. Teraz to ja sobie pożartuje...
   Nie mam pojęcia, czy to miała być groźba, ale jedno wiedziałem na pewno. Długo potem nie będę mógł normalnie chodzić, zwłaszcza, że już teraz zacząłem odczuwać tępy ból w dole kręgosłupa...
***
   W niedzielę rano obudziłem się u boku Kagamiego. Jeszcze spał. Oddychał miarowo przez nos, a na jego twarz padały promienie słoneczne. Odetchnąłem głęboko i przytuliłem się do niego. Był ciepły i pachniał żelem pod prysznic. Mruknął cicho i objął mnie ramieniem, jeszcze bardziej przyciągając mnie do siebie. "Chciałbym móc budzić się przy nim codziennie..." - pomyślałem i zaczerwieniłem się lekko. Przecież...czy to nierównoznaczne było z tym, że w przyszłości chciałbym z nim zamieszkać..? Do tego czasu musielibyśmy być razem. Na razie było dobrze, podejrzanie dobrze, a przecież w każdym związku z czasem pojawiają się jakieś mniejsze czy większe problemy. Czy będziemy w stanie dojść do porozumienia..?
   W mojej głowie kłębiło się od pytań. Na żadne z nich nie znałem odpowiedzi. Kochałem go - tylko tego byłem pewien. A co z resztą..? Co przyniesie przyszłość..?
   Nagle po mieszkaniu rozległ się głuchy odgłos dzwonka do drzwi. Drgnąłem lekko i szturchnąłem Kagamiego, którego w tamtym momencie odgłos wystrzeliwanej rakiety by nie obudził. Uchylił powieki i pytająco na mnie spojrzał.
- Ktoś dzwoni do drzwi. - oznajmiłem.
- Haaaa? Która godzina?
- 10:15.
   Mój chłopak pokręcił głową i bez słowa podniósł się z łóżka. Tym razem nie miałem tej przyjemności widzieć go nagiego w pełnej krasie, ponieważ miał na sobie bokserki w piłki do koszykówki. Lekko się chwiejąc, założył na siebie pierwsze lepsze spodnie i t-shirt. Zaraz potem wyszedł z pokoju.
   Przeciągnąłem się leniwie i również postanowiłem wstać. Wciągnąłem na siebie bokserki, spodnie i swoją lekko pogniecioną koszulę. Wygładziłem kołdrę na łóżku, której podszewka, szczerze mówiąc, nadawała się tylko do prania i podszedłem do okna, by odsłonić zasłony. Zrobiłem to i jeszcze zerknąłem okiem na okolicę.
   Zamarłem, gdy ujrzałem Haizakiego. Stał na chodniku naprzeciw okna, na samym dole. To, co mnie najbardziej przeraziło to to, że wpatrywał się centralnie we mnie. Odległość nas dzieląca była dość spora, ale byłem pewien. Poczułem na karku dreszcz. Haizaki przysunął do twarzy rękę i przesunął opuszkiem palca po języku - tak, jak to miał w zwyczaju. Uśmiechał się kpiąco i odszedł. Zniknął tuż za zakrętem, a ja wciąż ani drgnąłem. Nie miałem zielonego pojęcia, co miałem o tym myśleć...
*rozdział już posiada korektę*