Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BL. Pokaż wszystkie posty

15.07.2015

Only love [part XI]

Tytuł : Only love
Podtytuł : Pytania i odpowiedzi
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no Basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : XI
Muzyka : https://m.youtube.com/watch?v=b-3BI9AspYc

*
     Po powrocie do domu zamknąłem się u siebie w pokoju. Nie wyszedłem stamtąd nawet, kiedy moja mama prosiła mnie na kolację. Czułem się źle z powodu, który trzymałem tylko i wyłącznie dla siebie.
   Haizaki Shougo. To o nim myślałem. Odkąd po raz pierwszy zobaczyłem go w sobotni poranek z okna u Kagamiego, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż od tamtej pory wszystko się zmieni.
   Czwartek nadszedł zdecydowanie szybciej, niż bym sobie tego życzył. Do tego dnia starałem się zachowywać tak, jak zazwyczaj, ale chyba niezbyt mi to wyszło.
   Najbardziej bolał mnie jednak fakt, że swoim postępowaniem sprawiałem ból Kagamiemu. Był moim chłopakiem, a mimo to nie mówiłem mu o wszystkim. Nie chciałem. Nie, żebym nie miał o niego zaufania, ale...Sprawy, o których ostatnio tak intensywnie rozmyślałem były związane z moją przeszłością. Kagami niezbyt wiele o niej wiedział wolałem, aby tak pozostało. Niestety, obiecałem mu szczerą rozmowę właśnie w czwartek. W naszą miesięcznicę.
   Po lekcjach udaliśmy się do jego mieszkania. Po drodze panowała między nami cisza, która strasznie mi się dłużyła. W końcu jednak dotarliśmy na miejsce. Zajęliśmy buty w przedpokoju i przeszliśmy do salonu.
- Chcesz coś do picia? - spytał Kagami. Skinąłem głową.
- Herbatę, jeśli masz.
- Jasne.
   Usiadłem na miękkiej, ciemnej sofie. Pragnąłem, aby jej wnętrze pochłonęło mnie do środka. Tak, bym nie musiał rozgrzebywać dawnych ran.
   Kagami powrócił po chwili ze swojej kuchni, niosąc w rękach 2 kubki z parującą herbatą. Podał mi jeden z nich. Z udawanym zaciekawieniem zacząłem przyglądać się jego zawartości.
- Więc...Jesteśmy ze sobą już miesiąc. - zaczął Kagami. Zrobił to zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałem. Myślałem, że od razu przejdziemy do 'przesłuchania'.
- Cóż...na to wygląda. - odpowiedziałem po chwili, wciąż na niego nie patrząc.
- Hah, nigdy nie miałem nikogo na tak długo.
   Podniosłem wzrok na mojego chłopaka. Siedział naprzeciw mnie. Przestrzeń pomiędzy nami wypełniał szklany, niski stolik. Kagami czerwienił się lekko. Widocznie rozmowa, którą mieliśmy dziś odbyć, będzie krępująca dla nas obu.
- Byłeś wcześniej z kimś w związku? - zdziwiłem się lekko.
- N-Niezupełnie...To znaczy, jesteś moim pierwszym oficjalnym chłopakiem.
   Uśmiechnął się lekko.
- Ehh, to ty miałeś się pierwszy spowiadać. Ale...skoro już zacząłem...Nie sądzę, abym kiedykolwiek wcześniej się zakochał. Jeśli już, przeżyłem tylko zwykłe zauroczenia. Konkretniej, dwa. Pierwsze, w wieku 9 lat. To śmieszne, nie pamiętam nawet jej imienia...W każdym razie była młodsza o rok. Poznaliśmy się, kiedy raz obroniłem ją przed chuliganami w naszej dzielnicy. Od tamtego czasu zaczęliśmy się przyjaźnić. Jednak kiedy zdawało mi się, że zaczynam coś do niej czuć - wyjechaliśmy z rodzicami do Ameryki.
- Och...- westchnąłem cicho. - Ale, Kagami-kun. Skąd możesz wiedzieć, że to nie była prawdziwa miłość..?
- Dała mi swojego maila na dzień przed odlotem. Powiedziała, że mogę zawsze do niej napisać. Nigdy tego nie zrobiłem. Może to brzmieć trochę okrutnie, ale ani razu nie poczułem chęci, by się odezwać.
- Rozumiem...A to drugie zauroczenie?
- To...To...Nawet nie jestem pewien.
   Kagami zaczerwienił się jeszcze bardziej i podrapał w tył głowy w geście zakłopotania. Przełknął ślinę i kontynuował :
- Kojarzysz jeszcze Tatsuye..?
   Skinąłem nerwowo głową. Jak miałbym nie kojarzyć swojego rywala? Tak. W głębi serca przeczuwałem już wcześniej, że Himuro Tatsuya nie był nigdy dla Kagamiego zwyczajnym "bratem". Byłem pewien, że w ich przyszłości znajduje się ta jedna, jedyna chwila - gdyby doprowadzić do jej rozwinięcia, zapewne nigdy nie byłbym z Kagamim.
- Ehrm...Bo widzisz...On od samego początku był dla mnie przyjacielem. Bardzo...bliskim, przyjacielem. W sumie, ja dla niego też. A wszystko zaczęło się od tych pierścieni... - To mówiąc, wyjął spod t-shirtu łańcuszek, na którym wisiał owy pierścień. Widząc go, nasunęła mi się tylko jedna myśl.
- Byliście zaręczeni? - wypaliłem.
- C-Co??
   Kagami wypluł herbatę, którą akurat pił. Zakaszlał parę razy i wytarł mokrą twarz rękawem bluzy.
- Oszalałeś???
- No...przecież zlegalizowali tam małżeństwa homoseksualne...
   Mój chłopak palnął się otwartą dłonią w twarz.
- Te pierścienie to tylko symbol. Przyjaźni. Musiało minąć trochę czasu, żebym uświadomił sobie, co Tatsuya do mnie czuje...i co ja czuję do niego.
   Z niewiadomych dla mnie przyczyn, moje ręce zaczęły drżeć. Czemu Kagami wkładał w swą opowieść tyle emocji..? Ciepła..? Uczucia..? Chwyciłem w dłonie kubek z herbatą i upiłem łyk, starając się uspokoić.
- Wszystko rozwiązało się samo. Byliśmy u niego w domu. Miałem tam nocować. Biorąc pod uwagę okoliczności, chyba nie był to najlepszy pomysł. W każdym razie byliśmy sami. Właśnie wtedy Tatsuya wyznał mi swoje uczucia i...pocałował mnie.
   Miałem wrażenie, iż zaraz to ja wypluję swoją herbatę. Coś mocno ścisnęło mój żołądek.
- I...I co dalej? - spytałem drżącym głosem.
- W sumie to nic. Byłem jeszcze młody i nie wiedziałem, jak powinienem się zachować.Wybiegłem z jego domu. Od tamtej chwili udawaliśmy, że nic się nie stało, ale raczej domyślasz się, że nie było nam łatwo. Coś w naszej relacji pękło. Czułem się przytoczony. Jego uczuciem, swoim...
- Co konkretniej do niego czułeś? Kagami-kun?
- Mówiłem już. To było zauroczenie. Nie miłość.
- Czemu tak sądzisz?
- Kiedy Tatsuya przyjechał do Japonii nie poczułem nic. No, może było mi trochę przykro, bo chciał odrzucić mnie jako brata. To wszystko.
- Mhmm..- mruknąłem tylko. Wciąż nie byłem do końca przekonany. Jednak w porównaniu do tego, co ja miałem zaraz opowiedzieć..!
- A jak było z tobą, Kuroko?
   Kagami spróbował się uśmiechnąć, jednak grymas na jego twarzy za nic nie przypominał uśmiechu. Czyżby jego uczucia do Tatsuyi wygasły zupełnie? A może część z nich wciąż żażyła się na dnie jego serca..?
- Ja...naprawdę doceniam, Kagami-kun, że mi to wszystko mówisz. - powiedziałem cicho. Przerwałem na chwilę, by móc dokończyć herbatę. - Jednak moja przeszłość diametralnie różni się od twojej. Nie mówię, oczywiście, o wszystkim. Chodzi mi bardziej o to, co działo się w gimnazjum...Ale zanim to - wyjawię ci, co takiego stało się w sobotę. Poszedłeś otworzyć drzwi, prawda? Ja w tym czasie odsunąłem zasłony. Chwilę rozglądałem się po okolicy, kiedy nagle zobaczyłem...Haizakiego-kuna.
- Więc to dlatego..?
   Pokręciłem przecząco głową.
- On patrzył wprost na mnie. Tak, jakby wiedział gdzie jestem. Wiedział, że na niego spojrzę już wcześniej. Jakby wiedział...jaka będzie moja reakcja.
- Kuroko...
- To nie wszystko, Kagami-kun. Moja przeszłość...nigdy z nikim się z nią nie dzieliłem. Ty będziesz pierwszy...Kiedy Haizaki-kun był jeszcze w naszej drużynie, miałem wrażenie, że jestem tam dla niego jedyną osobą, z którą może się porozumieć. Dlatego nie odmawiałem mu nigdy pomocy, czy rady. Jednak...pewnego dnia coś się stało. - Mój głos z każdym wypowiadanym słowem trząsł się coraz bardziej. - Pewnego dnia po treningu...Haizaki-kun poprosił mnie o rozmowę...Wyraźnie zaznaczył, że jest to dosyć delikatna sprawa...Poszliśmy do szatni jako ostatni i zostaliśmy w niej sami..I..wtedy on...ugh..
   Pusty kubek, który trzymałem w dłoni upadł na podłogę z brzdękiem. Oczy zaszły mi łzami, aż w końcu jedna z nich spłynęła po moim policzku. Kagami wydawał się kompletnie zaskoczony. Jego mina mówiła za niego. Usta miał otwarte, oczy patrzły na mnie pytającym, a zarazem smutnym spojrzeniem. Gdy upuściłem kubek, poderwał się do góry.
- Zgwałcił cię? - zapytał Kagami. W jego oczach zapłonęła wściekłość. Pokręciłem głową w geście zaprzeczenia. Przetarłem mokre od łez policzki.
- On...Haizaki...kun...Zapytał mnie, co sądzę...o gejach. Powiedziałem, że...to sprawa danej osoby...i nie należy się w to wtrącać...Zapytał też, czy ja nim jestem. Nie...Nie odpowiedziałem. Wtedy Haizaki-kun...powiedział, że ktoś taki jak ja nie ma prawa istnieć. Że...nigdy nie znajdę miłości...Powiedział, że jako "pedał" nadaję się tylko do jednego.
   Głośno pociągnąłem nosem. Kagami zaczął przeszedł stolik dookoła i usiadł tuż przy mnie. Czując jego zapach i bliskość nieco się uspokoiłem. Położył mi dłoń na kolanie. Poczułem, że chce mnie wesprzeć. Mogłem kontynuować.
- Kazał mi...mu...a ja...bałem się odmówić...zmusił mnie do tego...
- Kazał ci mu obciągnąć?
- Tak...zrobiliśmy to jeszcze raz. Dwa dni później. A następnego...Akashi-kun się dowiedział. - wyszeptałem. - Wpadł w szał... Był wściekły. Dlatego...Haizaki-kun został usunięty z drużyny, a Akashi-kun pomógł mi się jakoś pozbierać. Nie wiem, jak się dowiedział, ale byłem mu wdzięczny, że nie powiedział nikomu...
- Boże...Kuroko...
   Żaden z nas nie mówił nic więcej przez chwilę. Kagami wpatrywał mi się w oczy, a ja starałem się nie płakać. W końcu lekko pochylił się nade mną i...mocno przytulił. Dłużej nie mogłem się opierać. Wstrząsnął mną szloch, coś we mnie pękło. Jednak byłem zadowolony, że przemogłem się i powiedziałem o wszystkim Kagamiemu.
   Trwaliśmy w mocnym uścisku jeszcze chwilę. To ja odsunąłem się pierwszy, gdy już przestałem płakać i uspokoiłem się nieco.
- Wiesz, czego on może chcieć? - szepnął Kagami.
- Nie. Nie mam pojęcia. - odparłem szczerze.
- Słowo daję, jeśli jeszcze kiedykolwiek odważy się ciebie tknąć, to..!
- Kagami-kun. - przerwałem mu szybko. - Myślę, że nie powinienem wiedzieć. Mogliby mnie wtedy oskarżyć o współudział w morderstwie.
   Kagami uśmiechnął się słabo i poczochrał moje włosy.
- Dobrze. Możesz...zostać dzisiaj na noc? - zapytał nieśmiało.
- Raczej tak. Napiszę tylko do mamy maila.

   Nie mieliśmy ochoty na seks. Każdy z nas dowiedział się o tym drugim może nieco więcej, niż chciałby wiedzieć. A może nie? Może w związku rzeczywiście nie powinno się mieć żadnych sekretów?
   Położyliśmy się do łóżka dużo wcześniej, niż ja robię to zwykle. Nie narzekałem jednak. Byłem zmęczony, nie miałem siły wykonać nawet ćwiczeń od Riko. Swoją drogą, okazało się, że Kagami zgubił swoją kartkę. Bał się poprosić trenerkę o kolejną, dlatego co wieczór ćwiczył własne, wymyślone ćwiczenia.
   W czasie, gdy mój chłopak zajmował się wykonywaniem swojego autorskiego treningu, ja myślałem o naszej rozmowie. Przebiegła ona o wiele lepiej, niż sobie ja wyobrażałem. Moją najgorszą, wyimaigonowaną reakcją Kagamiego na dowiedzenie się prawdy o Haizakim, było zerwanie ze mną. Na szczęście, nic takiego się nie wydarzyło, a zdarzenia potoczyły się wręcz odwrotnie - zbliżyliśmysię do siebie.
   Gdy leżeliśmy już z Kagamim po ciemku w jego łóżku, on nagle przyciągnął mnie do siebie i przytulił delikatnie, szepcząc do ucha :
- Dziękuję, że powiedziałeś mi o wszystkim. Od teraz będę się chronił, aby nic podobnego nie miało miejsca...Kocham cię.
   Pierwszy, od jakiegoś czasu prawdziwy, uśmiech wykwitł na moich ustach.
- Ja ciebie też, Taiga-kun.
   Zaciągnąwszy się jego cudownym, truskawkowo-męskim zapachem udało mi się zasnąć. W moim śnie panował spokój, dlatego uznałem to za dobry omen na przyszłość.

   Sny nie zawsze się sprawdzają.

13.07.2015

Moments (MikoRei)

Tytuł: Moments
Parring: Mikoto x Reisi
Anime: K project
Narracja:  trzecioosobowa
Rodzaj: one-shot
Od autorki: Yo kochani! W trakcie pisania cały tekst usunął mi się 2 razy...stąd drobne opóźnienie. Jestem po prostu wściekła na siebie, na swój sprzęt, na bloggera...Ehh...Jednakże specjalnie dla Was napisałam to opowiadnie po raz 3 i jestem z niego ostatnecznie zadowolona. Dziękuję Wam również za 15 000 wejść na bloga :') Jesteście niesamowici ^^ Ale na to będzie osobna notka. Cóż, zapraszam do czytania i komentowania :)
*
     Obaj czekali na cud. Czekali, ponieważ nie mogli być razem. Jednak, gdy w końcu przewrotny los zdecydował się im go podarować - było już za późno. Przynajmniej obaj tak myśleli.
   Chłodna, wiosenna noc. Księżyc oświetlał swoim bladym blaskiem dwa nagie ciała, splecione ze sobą. Mikoto jak i Reisi oddychali głęboko i niespokojnie. Jeszcze chwilę temu znajdowali się w stanie, któremu sprzyjał wszelaki kontakt fizyczny i wysiłek.
   Suoh miał lekko przymknięte oczy i gładził swojego kochanka po granatowych włosach. Bardzo chciał zapalić, jednak za nic w świecie nie zamierzał teraz wypuścić Munakaty ze swoich objęć. Napięta sytuacja pomiędzy czerwonymi, a berłem 4 sprawiała, że ostatnio prawie w ogóle się nie widywali. Odbiło się to oczywiście na ich życiu łóżkowym. Spragnieni dotyku, czułości i miłości nie ruszali się z niego już od przeszło 4 godzin.
   Reisi leżał z głową opartą o pierś Munakaty. Zawsze skrycie zazdrościł mu pięknie wyrzeźbionych mięśni i typowo męskiej postury. On sam był o wiele drobniejszy. Smukła sylwetka, wrażliwa na wszelkie rany i obtarcia skóra, delikatne rysy twarzy...Te cechy nie ułatwiły mu walki. Wiedział, iż jego podwładni zastanawiali się, jakim cudem dostał się on na tak wysokie stanowisko. Choć nikt w Berle 4 nie mówił tego na głos, Munakata dobrze wiedział co mogli sobie myśleć. Ci, którzy śmieli w niego wątpić szybko jednak przekonywali się o jego doskonałych zdolnościach przywódczych i szermierce. I tyle wystarczało.
   Gdy zaś Suoh zobaczył po raz pierwszy ciało kochanka w pełnej okazałości, zapragnął go mieć jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Od tamtej pory zaczął utożsamiać Reisiego z czymś wyjątkowo cennym, delikatnym i kruchym. Zapragnął go chronić. Być przy nim, by móc w każdej chwili zasłonić go własnym ciałem.
   - Suoh...chcesz zapalić?
   Głos Munakaty zabrzmiał tak nagle, że serce Mikoto zabiło szybciej.
- Nie. - skłamał gładko.
- Jasne. - prychnął Reisi. - W takim razie ja to zrobię. Podaj mi okulary.
- Ty nie palisz. - mruknął Mikoto, ale mimo to wypełnił polecenie kochanka. Jeszcze chwilę przyglądał się, jak ten zakłada okulary i siada na łóżku. Wtedy na twarzy Munakaty pojawił się grymas bólu.
- Znowu to zrobiłem..?
   Suoh dobrze wiedział, co było powodem cierpienia jego partnera.
- Taa...Ale nie przejmuj się. W końcu sam prosiłem, abyś poszedł na całość.
   Reisi zacisnął zęby i wstał, wydając przy tym cichy syk. Następnie obszedł łóżko dookoła i wyszedł na balkon. Dobrze, że pamiętał, aby po seksie założyć bokserki.
   Mikoto ziewnął przeciągle. Następnie udał się w ślad za ukochanym, zgarniając przy okazji paczkę papierosów i zapalniczkę ze stołu.
   W małym, ciasnym, zastępczym mieszkanku Mikoto, które ochrzcili niedawno mianem ich mieszkania było tego dnia wyjątkowo duszno. Mimo to rześkie, nocne powietrze wynagradzało im teraz wszelkie niedogodności. Suoh zapalił pierwszego papierosa i zaciągnął się nim głęboko.
- Nie chcę cię ranić. - wyrzucił z siebie wraz z papierosowym dymem.
- Ha? Ty ciągle o tym? Nie pierwszy raz już o tym rozmawiamy.
- No tak...Ale jesteś taki...delikatny.
   Reisi zacisnął lekko dłonie na zimnej, metalowej barierce. Nie lubił, gdy ktokolwiek mówił na głos o jego słabościach. Nawet, jeśli tym kimś był Suoh. Wystarczyło mu, że sam był ich świadom.
- Za to ty...jesteś zbyt obojętny.
- Sprecyzuj.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi. - Reisi zaśmiał się gorzko. - Wszyscy rozmawiają tylko o jednym. O bezbarwnym królu. Wszyscy się tym przejmują i zastanawiają się, co mogą zrobić w tej sprawie. Jestem pewien, że wy, czerwoni również. Z jednym wyjątkiem...Ty nim jesteś. Nie przejmujesz się tą sytuacją, prawda?
- Może. - westchnął wymijająco Mikoto.
- Wiesz, że jeśli dojdzie do walki...
- Wiem.
   To zawsze utrudniało im rozmowę. Mikoto wiedział wszystko, a przynajmniej starał się sprawiać takie wrażenie. To Munakate denerwowało w nim najbardziej, jeśli nie licząc tej obojętności...
- Obiecaj mi chociaż jedno. - W tamtym momencie głos Reisiego drżał. - Będziesz na siebie uważać.
   Suoh wymruczał w odpowiedzi coś, co prawdopodobnie miało oznaczać zgodę. W głębi serca wiedział, że będzie to dla niego trudne. Kochał Munakate. Był gotów oddać za niego życie. Jak jednak miał go ochronić, zachować i nie zawieść jednocześnie..?
   Reisi zmierzył uważnym spojrzeniem ukochanego. Beznamiętny wyraz twarzy, wpatrzone w dal, nieobecne spojrzenie złotych tęczówek, niedopałek w ręku. Miał dość tego, że Mikoto nie potrafił sam dobrze zadbać o swoje bezpieczeństwo. Zwłaszcza w tych czasach.
   Odepchnął się od barierki i wrócił do mieszkania. Na nowo powitała go parność i duchota. Uchylił zatem okno. Następnie usiadł na łóżku, zdjął okulary i ukrył twarz w dłoniach. "Czy ten dureń nie może zrozumieć, że ja bez niego..."
- Płaczesz? - spytał cicho Mikoto, klęcząc przed granatowowłosym. Tamten szybko przetarł oczy.
- Chciałbyś. - mruknął tylko.
   Ból, jaki tym razem poczuł Suoh sprawił, że nie był on w stanie się przez chwilę poruszyć. Kiedy w reszcie mu się to udało, zdobył się tylko na pogładzenie mokrego policzka partnera.
- Obiecuję. Będziemy razem już na zawsze.
- 'Zawsze' to pojęcie względne.
   Mikoto wiedział, że nie będzie im dane aż tyle czasu. Wiedział to tak dobrze, jak nic innego.
   Moment. Tylko moment - prędzej tak określiłby to, co im zostało.
   "Może...przy odrobinie szczęścia...tych chwil będzie więcej...?"
- Kocham cię...
- Mówisz, jakby to miało coś zmienić. - Munakata wzruszył ramionami. - Tymczasem dalej będziesz robić, co ci się będzie podobać. Dalej będziesz lekkomyślny i obojętny na tak wiele spraw...Możemy tylko marzyć, że wszystko będzie w porządku. Jednak...Ja też cię kocham. Dlatego tak bardzo mi na tobie zależy...
   Reisi zsunął się z łóżka na podłogę, wprost w ramiona Mikoto. Odszukał jego ust i złączył je w pocałunku, nad którym kontrolę szybko przejął Mikoto.
   Słowa już dawno przestały im wystarczać. Jednak cisza...Była zła. Bolała. Zwiastowała coś niedobrego. Dlatego też obaj chcieli ją przerwać jak najszybciej.
   Przenieśli się z powrotem na łóżko, które skrzypnęło cicho pod naporem ich rozgrzanych ciał. Ich bokserki po raz kolejny tej nocy wylądowały na podłodze.
   Mikoto zaczął naznaczać szyję i obojczyki Reisiego malinkami. Robił to bardzo powoli i zmysłowo. Jego prawa dłoń zakradła się na pierś kochanka i zaczęła drażnić jego sutek. Do drugiego zaraz dotarł ustami, by móc ssać go i podgryzać lekko.
   Złowrogą ciszę jako pierwszy przerwał głośny jęk Reisiego. Starając się pozostać przy zmysłach, wygiął się lekko i wysapał :
- S-Suoh...daruj to sobie...Przejdź do rzeczy..
   Mikoto zdecydował się spełnić jego żądanie. Przeciągłe jęki granatowowłosego zdążyły już go dostatecznie pobudzić. Oderwał się zatem od torsu mężczyzny i wyciągnął z szuflady szafki nocnej jagodowy lubrykant, który był ich ulubionym. Wylał sporą ilość płynu na dłonie i zaczął rozprowadzać ją po bladej skórze kochanka. Zaczynając od podbrzusza i powoli zmierzając ku jego wejściu. Pogładził jeszcze uda i pachwiny, po czym jego dłonie wylądowały na pośladkach Munakaty. Zaczął ugniatać je delikatnie. Ciekawskie palce co chwila wkradały się między dwie jędrne półkule, badając wejście Reisiego. Tym razem zamierzał dobrze go przygotować.
   Munakata mimo zmęczenia, znów wił się pod dotykiem kochanka. Znów jęczał z przyjemności. Znów błagał o więcej. Suoh był nieugięty. Cały czas robił to samo - jego palce wbijały się lekko w odbyt Munakaty, by po chwili nacisk ustąpił i pojawił się na zmianę. Jedyną różnicę stanowiło to, iż czerwony król pochylił się nad kochankiem i całował jego wargi.
- Suoh...p-proszę..aah!... - stęknął Reisi, gdy Mikoto oderwał się od jego warg, jednocześnie zagłębiając jednego palca. Po nim poszedł kolejny, a potem i trzeci.
   Suoh w końcu wyciągnął palce, by zastąpić je czymś o wiele większym. Wsunął główkę swojego penisa do wnętrza Munakaty, by po chwili zatopić w nim cały trzon, aż po jądra.
   Reisi jęknął, czując ból. Był on jednak niewielki w porównaniu do brutalności wcześniejszego stosunku. Tym razem wystarczyła tylko chwila, aby granatowowłosy przyzwyczaił się i wypchnął biodra w stronę kochanka. Tamten potraktował to jako zgodę do kontynuowania. Zaczął powoli poruszać się w Reisim, którego ból przeplatał się z silną przyjemnością. Mikoto nie musiał długo czekać, by usłyszeć kolejne prośby, które z ulgą spełnił.
- Szybciej...a-aaah..! Suoooh!..mmmm!
   Munakata nie czuł już żadnego dyskomfortu. Przepełniała go rozkosz, po którą sięgał, wypychając biodra naprzeciw ruchom kochanka. Mikoto na ten gest zaczął cicho pojękiwać i wzdychać, jeszcze bardziej przyśpieszając swoje ruchy. Był już na skraju rozkoszy. Do spełnienia wystarczyły mu gorące, zacieśniające się wokół jego męskości mięśnie Munakaty, który doszedł pierwszy. W spazmach rozkoszy i z głuchym warknięciem na ustach rozlał się w kochanku. Następnie, pozbawiony resztki sił, wyszedł z niego i opadł tuż obok na łóżku.
   Znów obaj oddychali ciężko, niespokojnie, głęboko. Znów tkwili w swoich objęciach. Znów zapadła przesycona zapachem seksu, cisza.
- Suoh..Masz mnie nigdy nie opuścić. Rozumiesz? - zapytał szeptem Reisi.
- No jasne. Nie muszę nawet rozumieć. Taki miałem plan od początku. Wiesz...zdradzę ci sekret. Jestem obojętny na wiele rzeczy. Ale nie na ciebie.
   Munakata poczuł, jak się rumieni. Więc to tak...Jedyne, czego mógł teraz pragnąć bardziej, to więcej takich momentów.
end.

11.07.2015

Only love [part X]

Tytuł : Only love
Podtytuł : Niepewność
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no Basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : X
Od autorki : Yo kochani! Doskonale zdaję sobię sprawę, iż notka jest strasznie krótka. Musiałam jednak skończyć ją w tym właśnie momencie z powodu kolejnej cześci, w której znajdziecie odpowiedzi na wiele, wiele pytań :) Ta z kolei będzie miała swoją premierę w najbliższą środę i będzie wynagrodzeniem tej dzisiejszej ^^ O, i jeszcze jedno. W kolejnej części Only Love Kuroko i Kagami będą obchodzić swoją miesięcznicę. Czego życzycie im z tej okazji...? :3
Muzyka : https://m.youtube.com/watch?v=azFIFBUYeeM
*
   Po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Zlekceważyłem go, pragnąc za wszelką cenę pozostać w ciepłym łóżku, u boku mojego chłopaka.
   Niestety, mój jakże wspaniały, wyższej wspomniany chłopak, drgnął lekko i szturchnął mnie w ramię. Niechętnie uchyliłem powieki i zmierzyłem go pytającym spojrzeniem.
- Ktoś dzwoni do drzwi. - oznajmił mi spokojnym głosem.
- Haaaa? Która godzina?
- 10.15.
   Pokręciłem głową zrezygnowany i dźwignąłem się z łóżka. Ziewając, podniosłem z podłogi pierwsze lepsze ciuchy i wciągnąłem je na siebie, nie śpiesząc się. Ten, kto ośmielił się przerwać mój spokojny poranek, miał szybko tego pożałować - przynajmniej tak mi się wydawało.
   Nieco chwiejnym krokiem udałem się do przedpokoju. Otworzyłem drzwi, gotów zrobić niezłą awanturę, kiedy okazało się, że przed nimi nie było nikogo. Zdezorientowany, wychyliłem głowę na korytarz, ale i tam nie dostrzegłem żywej duszy.
   Wkurzony, niewyspany i poirytywany wróciłem szybko do sypialni. Kuroko odsłonił w międzyczasie zasłony i siedział na w miarę ogarniętym łóżku. Już chciałem zacząć narzekać, gdy jedno spojrzenie na twarz mojego chłopaka sprawiło, że stanąłem w bezruchu.
   Zbladł, w jego mętnie-błękitnych oczach z łatwością dostrzegłem dezorientację i głęboko zakorzeniony niepokój. Natychmiast podszedłem do łóżka i usiadłem tuż obok niego. Chwyciłem jego podbórek w dłoń, w razie gdyby chciał odwrócić wzrok, i spytałem, siląc się na spokój :
- Co się stało?
   Jego oczy zdawały się krzyczeć odpowiedź za niego. Wiedziałem, że się waha, aby po chwili udzielić mi nie do końca wiarygodnej odpowiedzi :
- Nic....nic takiego. Po prostu źle się czuję...
- No jasne. - prychnąłem cicho. - Skoro nie chcesz mówić to proszę bardzo. Fajnie, że mi ufasz. - zakpiłem i puściłem go. Zdjąłem ubrania, które jeszcze nie tak dawno włożyłem i z powrotem położyłem się do łóżka. Nakryłem głowę kołdrą, dając wyraźny znak, że jestem obrażony i westchnąłem głęboko.
- Kagami-kun...- usłyszałem zniekształcony przez pościel jęk. - To nie tak, że ci nie ufam. Po prostu nie stało się nic, nad czym trzeba by się rozwodzić. Przepraszam...chyba pójdę już do siebie.
   Po tych słowach poczułem, jak wstaje. Wyszedł z pokoju, a jego ciche kroki jeszcze przez jakiś czas dudniły mi echem w głowie. Trzask drzwi rozwiał wszelkie moje wątpliwości. Stało się coś ważnego. Coś, co sprawi, że nic już nie będzie takie samo.
   W poniedziałek wszystko zdawało się wrócić do normalności. Przyszedłem do szkoły zziajany i tuż po dzwonku. Kuroko siedział w swojej ławce i skinął mi głową na powitanie. Odwzajemniłem ten gest z lekką ulgą. Przez resztę weekendu nie miałem kontaktu z moim chłopakiem, dlatego trochę się bałem, że jesteśmy w stanie kolejnej kłótni. Na szczęście myliłem się.
   Mimo to, cały czas nie przestawałem myśleć o tym, co mogło wprowadzić Kuroko w tamten stan. Byliśmy razem, więc to chyba normalne, że się o niego martwiłem. Prawda?
   Cały dzień w szkole zlecił nam błyskawicznie, a Kuroko wciąż zachowywał się normalnie. Nie dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak. Rozmawialiśmy jak zwykle. W czasie przerwy na 2 śniadanie, gdy siedzieliśmy na dachu szkoły, pocałowaliśmy się. W trakcie po-lekcyjnego treningu naszej drużyny, podawaliśmy do siebie, współgrając. Innymi słowy - nic się nie zmieniło. Po sobotnich wydarzeniach u mnie w domu nie było śladu. "Może to i lepiej?" - myślałem. - "Może Kuroko naprawdę wtedy źle się poczuł..?"
   Po treningu zebraliśmy się wszyscy na korytarzu przebieralni. Riko oznajmiła nam tam, że 12 maja odbędą się zawody. Następnie każdemu z nas rozdała osobną kartkę. Były na niej wszystkie informacje - z kim będziemy grać i o której. Oprócz tego, każdy z nas miał na kartce rozpisaną serię ćwiczeń, które miał wykonywać codziennie, do dnia zawodów. Byłem już trochę zmęczony, dlatego złożyłem kartkę i wepchnąłem ją sobie do tylnej kieszeni spodni. Kuroko postąpił tak samo. Następnie obaj pożegnaliśmy się z drużyną i ruszyliśmy do domu.
   Po drodze rozmowa się nie kleiła. Męczyły mnie wyrzuty sumienia za to, jak zachowałem się w sobotę. Postanowiłem więc dowiedzieć się prawdy. Najdelikatniej, jak umiałem.
- Kuroko...Co do tamtej soboty...Chcę wiedzieć tylko jedno : czy na pewno nic się nie stało? Zależy mi na tobie i chcę wiedzieć. - dodałem szybko, widząc jego zaskoczone spojrzenie.
   Między nami zapadła cisza, przerywana jedynie ćwierkaniem ptaków, których gniazda znajdowały się na pobliskich drzewach. Powoli zapadał zmrok.
- Kagami-kun...Myślę, że to nie jest odpowiednia pora, by o tym rozmawiać. - powiedział cicho Kuroko. Drgnąłem. Niby kiedy miała być lepsza?
- Czyli jednak coś się stało. - Zabrzmiało to bardziej, jak stwierdzenie, aniżeli pytanie. Mój chłopak jakby z namysłem skinął ostrożnie głową. Zaraz potem dodał :
- Nie mam pewności, czy jest w ogóle powód, by się tym przejmować. Wybacz, Kagami-kun. Nie mam teraz czasu ani ochoty, by o tym rozmawiać. Dokończymy ten temat w czwartek, dobrze? Wtedy nie mamy treningu i będziemy mieli siłę spokojnie o tym porozmawiać. O tym, i nie tylko...
- No dobra. Na razie ci to odpuszczam. - westchnąłem ciężko. - Do czwartku.
- Do czwartku. - potwierdził Kuroko i słabo się uśmiechnął. Nawet nie zauważyłem, kiedy znaleźliśmy się pod jego domem. Stanęliśmy przed furtką twarzą w twarz. W reszcie mogłem mu się przyjrzeć. Włosy miał zmierzwione przez wiatr, policzki lekko zaróżowione, oczy podkrążone, spojrzenie lekko stroskane. Mój kochany. Serce ścisnęło mi się lekko na myśl, że coś jednak go trapi.
- Do jutra, Kagami-kun.
   Kuroko szybko odwrócił wzrok. Zamierzał chyba powoli się wycofać, jednak ja szybko przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem. Niemalże od razu uchylił wargi, dzięki czemu mogłem pogłębić pocałunek. Smak, jaki czułem podchodził pod wanilię. Nie mam pojęcia, czemu tak było, w końcu Kuroko nie pił dzisiaj szejka...
   Odsunęliśmy się od siebie chwilę później. Chyba obaj wyczuliśmy ten moment. Całowanie się pod domem mojego chłopaka nie stanowiło najbezpieczniejszego zajęcia. Z tego, co mi mówił, jego rodzice nie wiedzieli, że jest gejem.
- Do jutra. - odpowiedziałem mu na wcześniejszą jego wypowiedź i wolnym krokiem udałem się w kierunku mojego mieszkania.
   Po drodze do domu wstąpiłem jeszcze na chwilę do supermarketu. Zrobiłem małe zakupy, ponieważ moja lodówka świeciła pustkami. Miałem także ukryty powód - w czasie, kiedy szedłem do siebie miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, jednak gdy się obracałem, nie widziałem nikogo. Uznałem więc, że wstąpienie na chwilę do sklepu nie jest głupim pomysłem.
   Po wyjściu z supermarketu skręciłem w prawo. Zrobiłem to jednak zbyt gwałtownie, gdyż na kogoś wpadłem. Nie wiem, kto to był, ponieważ równie szybko jak się pojawił - zniknął. Jedyne, co w tamtej chwili udało mi się zarejestrować to to, iż miał szare włosy. Dość niespotykany kolor, dlatego zapadł mi w pamięć.
   Gdy znalazłem się już u siebie i zająłem przygotowaniem kolacji odkryłem kolejną, intrygującą sprawę. Moja kartka od trenerki dziwnym sposobem wyparowała mi ze spodni...Czyżby tamten szarowłosy chłopak miał z tym coś wspólnego..?
  

9.07.2015

Telefoniczne problemy (AoKise)


Od: daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Problemy z Kise
Treść: 
   Hej Tetsu.
   Piszę do ciebie, ponieważ mam wrażenie, że jakieś fatum się na mnie uwzięło. Wszystko się pieprzy. Dosłownie wszystko.
   Pamiętasz tego maila, którego wysłałem ci w sobotę? Ja i Kise mieliśmy nasz pierwszy raz - teoretycznie od tamtego czasu nasz związek powinien mieć się ku lepszemu. Dupa. Jak zwykle los ze mnie zakpił i musi być totalnie na odwrót. 
   Pewnie myślisz, o co mi chodzi. Już tłumaczę! Zaczęło się od tego, że Kise zaczął trochę narzekać, że potraktowałem go wtedy niedelikatnie. To oczywiście bzdury. Po prostu jest przewrażliwiony. Dzień wcześniej Akashi dał mu szczególny wycisk na treningu, a teraz mnie o to obwinia. Kolejną kwestią jest to, że ponoć nie poświęcam mu „należycie dużo uwagi”. Nie mam pojęcia, o co w tym chodzi. Ryota przesadza i myślę, że się ze mną zgodzisz.
   Stroi fochy jak jakaś rozkapryszona księżniczka od wtorku. Kompletnie nie wiem, co mam robić. Szczerze mówiąc, męczy mnie już słuchanie jego ciągłych narzekań. Cóż... może tak jak kobieta, raz na jakiś czas, przez pewien okres czasu jest zbytnio na wszystko uczulony…?
   Przepraszam, że cię tym zamęczam, ale nie wiem już, jak mam z nim postępować. Myślę, że już prościej by było, gdybyśmy nie byli razem... Nie, co ja piszę. Przecież go kocham... Dobra, zaczynam pierdolić, więc kończę. Byłbym wdzięczny za jakieś... rady. Tak, jak robisz to zwykle.
 ~ Od: Tetsu
    Do: daiki.aomine
    Temat: Problemy z Kise – odpowiedź
    Treść: 
    Aomine-kun, uważam, że nie powinieneś pisać tak o swoim chłopaku. Rozumiem, że możesz być wzburzony   całą sytuacją, ale to cię nie usprawiedliwia. Gdyby Kise-kun przeczytał tego maila, mógłby nawet z tobą zerwać. Na pewno byłoby mu przykro. Więc proszę - pohamuj się trochę, jeśli chcesz, bym ci doradzał.
    Przede wszystkim nie powinieneś ignorować uwag Kise-kuna. W końcu to on był na dole. Nie masz pewności, czy rzeczywiście byłeś tak delikatny, jak ci się wydawało. W dodatku byłbym wdzięczny, gdybyś nie mieszał mnie do swojego życia seksualnego...
    Jesteś pewien, Aomine-kun, że poświęcasz Kise-kunowi swój czas i uwagę, tak, jak on tego potrzebuje? Bo jak cię znam, wychodzisz pewnie na boisko, żeby znowu poćwiczyć. Ewentualnie grasz w jakieś gry (na które z resztą cały czas mnie do siebie zapraszasz t-t).
    Sugerowałbym, żebyś jeszcze raz zastanowił się nad swoim zachowaniem i uwagami, jakie kieruje do ciebie Kise-kun. Gdy już to zrobisz, porozmawiaj z nim szczerze. I pamiętaj. NIE RÓB GŁUPSTW, AOMINE-KUN.
~~ Od: daiki.aomine
     Do: Tetsu
     Temat: Problemy z Kise – odpowiedź
     Treść: 
     Yhh... Jasne, Tetsu. Postaram się. Dzięki.

Od: daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Nieudana próba pogodzenia
Treść: 
   Tetsu... Może jednak wpadłbyś do mnie w coś pograć? Kise jest ciągle obrażony. Chciałem coś z nim porobić, ale nie odbiera. Dlatego mam czas dla ciebie ;)
   A tak serio. Próbowałem z nim pogadać. Nawet nie pytaj, jak mi poszło. Nie umiałem nawet wymyśleć 3 argumentów, dlaczego z nim jestem. Poprosił mnie o to, a ja jak debil 10 minut myślałem nad odpowiedzią. W rezultacie wybiegł z mojego mieszkania i teraz nie ma sposobu, żeby się z nim skontaktować.
   Jestem w chuj zmęczony. Nie mam nawet ochoty grać w kosza. Cały czas myślę, czy to wszystko mi się opłaca. Wiesz, taki szybki rachunek zysków i strat. 
   Tym razem jestem na minusie.
   To chyba niezbyt dobrze? Bo jeśli mamy się tak ciągle kłócić, to ja dziękuję.

Od: daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Pogoda, a mój nastrój
Treść: 
   Yo.
   Cały dzień leje deszcz. Mam wrażenie, że pogoda odzwierciedla mój nastrój. To już kolejny dzień, który spędzam dosłownie na niczym. Nie było mnie na lekcjach, co pewnie z resztą zauważyłeś. Nie miałem na to siły. Na trening też nie przyjdę, więc postaraj się mnie usprawiedliwić przed Akashim... :')
   Jeśli chcesz wiedzieć, co z Kise, to nie mam ci nic do powiedzenia. W dalszym ciągu nie odbiera. Mimo to - będę próbował dalej.
~ Od: Tetsu
   Do: daiki.aomine
   Temat: Pogoda, a mój nastrój – odpowiedź
   Treść: 
   Nawet nie myśl, Aomine-kun, że będę usprawiedliwiał cię przed Akashim-kunem. Jeśli chodzi o notatki z lekcji, mogę ci je jutro pożyczyć. Swoją drogą, ciekawe czy i Kise-kuna nie będzie na treningu. Może powinieneś do niego pójść..?

Od : daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Kise mnie wystawił
Treść: 
   Yo, Tetsu.
   Zgadnij, gdzie do cholery teraz jestem. Day's cafe. Nie wierzę. Kise mnie wystawił. Wczoraj udało mi się do niego dodzwonić. Umówiliśmy się tutaj na dzisiaj, na 16. Wiesz, która jest? 17.30. Mam dość. Jestem po prostu wściekły. Dopijam kolejną szklankę wody, bo ten idiota nie odbiera! 
   Zaraz zapłacę za tę wodę i stąd spadam. Już dawno nie byłem tak wkurzony. Słowo daję, zrobiłem już wszystko. Jeśli on nie chce gadać i ma mnie w dupie to okey. Cóż, i tak planowaliśmy iść do innych liceum.
  
                Dłonie zaczynają mi się trząść, a wraz z nimi, trzymany przeze mnie telefon. Telefon, który mimo wszystko, nie należy do mnie. Jest to komórka mojego chłopaka, jeśli wciąż mogę go tak nazywać.
                Ale od początku.
                Umówiłem się z nim w tej kawiarni wczoraj. Wreszcie zdecydowałem się od niego odebrać. Wcześniej tego nie robiłem, ponieważ byłem - i jestem - na niego zły. Dlaczego? Ah, jest wiele powodów, ale on oczywiście nie potrafi wziąć za to odpowiedzialności...
                Odbiegłem od tematu. Umówiliśmy się w Day's cafe na 16, a tymczasem dochodzi 18. Spóźniłem się, ponieważ jestem modelem. Miałem dzisiaj sesję zdjęciową, która przedłużyła się przez wadliwy sprzęt. Na dodatek, zgubiłem telefon, gdy jak szalony pędziłem na spotkanie z Aomine.
                Gdy wszedłem do kawiarni, jego już nie było. Rozejrzałem się uważnie po całym lokalu, gdy moje spojrzenie przykuł pewien bezpański telefon. Leżał na stoliku przy oknie. Osoba, która go zapomniała, musiała pewnie niecierpliwym wzrokiem omiatać spieszących się ludzi za oknem.
                Podszedłem bliżej, a wtedy okazało się, że jest to telefon Aomine. Chwyciłem go natychmiast, oglądając ze wszystkich stron. „Aominecchi pewnie denerwuje się, gdzie też mógł zostawić swój telefon...” - pomyślałem. Odblokowałem go też zaraz, chcąc zadzwonić do Kuroko, by ten przekazał przyjacielowi, iż jego komórka jest bezpieczna. 
                Wszedłem w kontakty, ale przez pomyłkę wcisnąłem wiadomości z Kurokocchim, zamiast do niego zadzwonić.
Mój wzrok wędruje od jednej litery do drugiej, chcę połączyć je w logiczną całość. Wiem, że nie powinienem tego czytać. Wiem, że jest to z mojej strony bardzo niegrzeczne. Nawet, jeśli jestem jego chłopakiem. Mimo to... Dobrze, że tak wyszło. Przynajmniej teraz wiem, co tak naprawdę myśli o mnie Aomine.
                Wychodzę z kawiarni ze spuszczoną głową i telefonem Aomine w dłoni. Po przeczytaniu maili, jakie wysyłał ostatnio do Kurokocchiego jestem wstrząśnięty. Nie wiem, czy powinienem się śmiać, czy płakać. Mój własny chłopak ma mnie autentycznie dość. A na dodatek pisze o wszystkim Kurokocchiemu. Naprawdę nie wiem, jak powinienem zareagować. Może ostatnio rzeczywiście przesadzałem? Chociaż nie wydaje mi się.
                Podczas naszego pierwszego razu doszedłem tylko raz, podczas, gdy mój chłopak cztery. W dodatku miałem wrażenie, że stara się zaspokoić tylko siebie. Nie był delikatny. Nie tak, jak się tego spodziewałem. Gdy powiedziałem mu o swoich odczuciach, wyśmiał mnie. Powiedział, że zachowuję się jak baba. Jeny...w kim ja się zakochałem?
                To jednak nie wszystko. Najbardziej zdenerwowało mnie to, że wolał pograć w durne gry, czy kosza, zamiast spędzić czas ze mną. Właśnie dlatego miałem „focha”. 
                Idę przez miasto, a w dłoni wciąż mam telefon tego debila. Przed oczami mam to, co ten głupek wypisywał do Kurokocchiego. Wszystko się pieprzy, Po prostu jest przewrażliwiony, Ryota przesadza, stroi fochy jak jakaś rozkapryszona księżniczka, i tak planowaliśmy iść do innych liceum - co to w ogóle ma znaczyć? Czy on... mnie już nie kocha?
                Ja też mam już dość jego ignorancji. Dość dziwnych fetyszy, bezduszności, mówienia o wszystkim Kurokocchiemu. Może faktycznie będzie lepiej, jeśli...
                Nie zdążam dokończyć myśli. Nieświadom, wchodzę na jezdnię. Kątem oka dostrzegam błysk czerwonego światła, do moich uszu dochodzi przeraźliwy pisk opon. Wstrzymuje powietrze. Nie jestem w stanie się ruszyć. Mogę tylko bezradnie czekać na najgorsze.
                Aominecchi...
                Nagle czyjeś silne ramię oplata mnie od tyłu i gwałtownie ciągnie w swoją stronę, ratując mi tym samym życie przed rozpędzonym autem. Siła, z jaką pociągnął mnie mój wybawiciel sprawia, że lecę w tył - wprost na niego. Oboje upadamy na ziemię. Wokół nas kręci się pełno przerażonych ludzi. To jednak jest nieważne. Przekręcam ostrożnie głowę, by móc spojrzeć w oczy wybawcy.
                Przepiękne, ciemno-granatowe tęczówki informują mnie o tym, że to właśnie Aominecchi jest moim wybawcą. Patrzy na mnie z przerażeniem. Trochę tak, jakby zamiast mnie widział już tylko ducha. Skrajne emocje, które jeszcze przez chwilę mną targały, odchodzą natychmiast. Jedno, jedyne spojrzenie przepełnione strachem i troską o mnie sprawia, że znów cały jestem jego.
                – Kise, odbiło ci?! 
                Aominecchi dopiero teraz odzyskał mowę. Czuję, że drżę, a mimo to wstaję z niego na chwiejących się pode mną nogach. Aomine również podciąga się w górę. Stoi naprzeciw mnie, nie spuszczając ze mnie czujnego spojrzenia.
                – Ja... Zagapiłem się – mruczę pod nosem, wlepiając wzrok w swoje adidasy. Nie śmiem spojrzeć mu w oczy.
                – Myśl nad tym, co robisz! - gani mnie, choć wiem, że to z obawy o mnie. Chcę jeszcze coś powiedzieć, ale naszą wymianę zdań przerywa pewna kobieta, która najprawdopodobniej była świadkiem całego zdarzenia.
                – Przepraszam, mam zadzwonić po pogotowie? Nic się wam nie stało?
                Czuję suchość w gardle. Pozwalam, żeby odpowiedzi udzielił jej mój chłopak.
                –Nie, dziękujemy. Wszystko jest już w porządku.
                Po chwili jego ciepła dłoń zdecydowanie zaciska się na moim nadgarstku. Ciągnie mnie przed siebie, a ludzie, którzy zrobili zbiegowisko, rozstępują się przed nami. W końcu udaje nam się ich wszystkich minąć, gdy skręcamy w jakąś boczną uliczkę. Aominecchi wciąż mnie nie puszcza, a ja posłusznie idę za nim. Do oczu cisną mi się łzy. Ulgi? Szczęścia? Strachu? Nie jestem pewien. Pociągam nosem, przez co mój wybawiciel przystaje i zwraca się do mnie:
                – Rany... Czego ryczysz? Przecież nic się nie stało.
                Ton jego głosu wskazuje na to, że stara się pozostać obojętny. Patrzę mu w oczy. Tam wciąż mogę doszukać się strachu o moje życie, jakiego przed chwilą doświadczył. To sprawia, że rozklejam się coraz bardziej.
                – Oi, Kise… Nie becz. Pójdziemy do mnie, okey?
                Kiwam głową na znak, że akceptuję jego propozycję. W dalszym ciągu nie mam odwagi się odezwać. Modle się w duchu, by Aominecchi nie puścił mojej dłoni. Ku mojej radości, spełnia tę niemą prośbę. Przychodzimy do niego; wciąż trzymając się mocno za ręce.
                Już nie pierwszy raz mam zaszczyt tu gościć, ale tym razem jest jakoś inaczej - cieplej. Nie wiem do końca, jak powinienem określić to, co odczuwam, po przekroczeniu progu jego mieszkania.
                – Moi rodzice wyjechali na weekend, więc nie musisz się krępować – słyszę cichy głos Aomine. Ściągamy buty w przedpokoju, a następnie udajemy się do salonu połączonego z niewielką kuchnią. Siadam na podłużnej sofie o czarnym obiciu. Mam stąd doskonały widok na Aominecchiego krzątającego się po kuchni. O nic nie pytając, przyrządza nam obu po kubku herbaty. Gotująca się woda w czajniku daje o sobie znać cichym bulgotaniem. Z dość mieszanymi uczuciami lustruję wzrokiem plecy mojego chłopaka. Ma bardzo ładnie łopatki, odznaczające się na czarnym podkoszulku.
                Czekam z niecierpliwością, aż usiądzie obok mnie i porozmawiamy. Obaj wiemy, że ta chwila musi nastąpić.
                W końcu Aominecchi zalewa herbatę wrzątkiem. Bierze dwa identyczne kubki w dłonie. Chwilę później już jest przy mnie, odkładając na szklany stolik przed nami napoje. Trochę się krępuje. Wygląda na to, że ostatnio obaj mamy się dość. Co z tego wyniknie? Nie odzywam się. Milczeniem pozwalam zacząć mu naszą rozmowę.
                – Kise, czemu nie patrzyłeś na światła, kiedy przechodziłeś przez ulicę? Rodzice nigdy nie mówili, że kiedy jest czerwone, trzeba czekać?
                –Zamyśliłem się. 
                Wzdycham lekko. Pozwalam wypytywać się o szczegóły.
                – Co było dla ciebie aż tak ważne, żeby lekceważyć swoje bezpieczeństwo?
                – A od kiedy ono jest dla ciebie takie ważne? Co, Aominecchi? Jakoś nie przejmowałeś się tym, co czuje, kiedy zaspokajałeś tylko swoje potrzeby! 
                Posyłam mu najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie mnie stać. On jednak nie pozostaje dłużny.
                – Ah, znowu zaczynasz? To wcale nie było tak! Starałem się, żeby było ci dobrze! To nie moja wina!
                – No jasne. Przecież ty nigdy nie jesteś niczemu winien, prawda?! – podnoszę głos. Wzburzony, szukam sprawcy mojego dzisiejszego zamyślenia. Jest. Telefon Aomine. Po upadku na ziemię szybko wsunąłem go do kieszeni.
                – Skąd to masz? – pyta mój chłopak i ogląda telefon, jakby sprawdzał, czy aby na pewno należ on do niego.
                – Spóźniłem się na nasze spotkanie przez pracę. Sprzęt, na którym pracowaliśmy był wadliwy, przez co cała sesja trwała dłużej. Ale... i tak przyszedłem.
                – Nie mogłeś zadzwonić? Albo coś...? – burczy mój chłopak pod nosem, czerwieniąc się lekko. – Myślałem, że mnie wystawiłeś.
                – Zgubiłem swój telefon – wzdycham. W sumie najbardziej szkoda mi naszych wspólnych zdjęć, jakie miałem na nim zapisane. – I dobrze wiem, co myślałeś. Pisałeś do Kurokocchiego, prawda?
                Aomine patrzy na mnie lekko zdziwiony. Chyba nie spodziewał się, że przeczytam jego maile.
                – Skąd wiesz? – pyta ostrożnie, chcąc się upewnić.
                – Widziałem. To, i nie tylko. Ale zanim się wkurzysz, posłuchaj mnie – dodaję szybko, widząc jego zniesmaczony wyraz twarzy. – Wszedłem w wiadomości niechcący. Byłem pewien, że martwisz się o telefon, dlatego chciałem zadzwonić do Kurokocchiego, że go znalazłem. Jednak przez przypadek wszedłem w maile. Wiem, że nie powinienem ich czytać. W przeciwieństwie do ciebie potrafię się przyznać do winy. I... to dlatego omal nie wpadłem pod samochód. Czy ty naprawdę chcesz ze mną zerwać…? – Złość na niego błyskawicznie przemienia się w żal, smutek i wyrzuty. – Masz mnie dość? Rozumiem, ostatnio może rzeczywiście nie byłem do końca fer... Ale ty również, Aominecchi. I wiesz co? To dziwne, ale nie widzę twojego ducha walki. Tego, którego pokazujesz podczas meczów. Kiedy się starasz i za wszelką cenę walczysz, by wygrać. Czemu nie możesz też zwalczyć o mnie?
                Zapada cisza. Słowa, które przed chwilą wypowiedziałem, trafiły Aominecchiego prosto w serce. Widzę to po nim. Przygaszone spojrzenie, stroskany wyraz twarzy. Właśnie tak wygląda człowiek, któremu coś zabrano. Wyrwano podstępem, ponieważ dobrze tego nie pilnował. Ale jeszcze nie jest za późno. Wciąż możesz o mnie zawalczyć, Aominecchi.
                – Ryota...Wiem, że nie jestem idealny. Jednak… chcę być. Chcę grać przed tobą kogoś, kogo możesz podziwiać. Do kogo zawsze możesz się zwrócić. Ostatnio, nie było dobrze. Musisz mnie też zrozumieć. Obraziłeś się, nie odbierałeś ode mnie telefonów. I jeszcze to spóźnienie. Ehh... Przepraszam cię za wszystko. Wcale nie chcę z tobą zerwać. Chcę się postarać. He? Kise? Co ty masz dzisiaj z tym płakaniem??
                Już nie potrafię powstrzymywać łez. Jedna po drugiej spływają po moich policzkach, a następnie wsiąkają w mój t-shirt.
                – Aominecchi... Jestem po prostu szczęśliwy. Bardzo szczęśliwy... Kocham cię.
                – Ja ciebie też, głuptasie...
                Obserwuję, jak Aominecchi delikatnie pochyla się w moją stronę. Chwyta moją twarz w dłonie i przykrywa moje wargi swoimi. Pozwalam, by jego język wkradł się w głąb moich ust i zaczął delikatnie pieścić mój własny. Nieśmiało odpowiadam na tę pieszczotę. Nasze języki splatają się i drażnią nawzajem. Bicie mojego serca przyspiesza, słyszę wyraźnie jak dudni w mojej klatce piersiowej. 
                Aomine odrywa się od moich lekko spuchniętych warg i zjeżdża z pocałunkami na szyję. Pod jego dotykiem przechodzą mnie dreszcze. Zasysa się lekko, tworząc na mojej jasnej skórze malinki. Jego dłonie wędrują wzdłuż mojego torsu. Czuję narastające podniecenie. Głośny, przyspieszony oddech mojego chłopaka utwierdza mnie w przekonaniu, że on również znajduję się już na skraju wytrzymałości.
                Naszą namiętną grę wstępną przerywa głośny dzwonek telefonu. Aomine stara się go zignorować, ale mi nie przychodzi to tak łatwo.
                – Aominecchi, odbierz – nakazuję mu cicho, odpychając jego rozgrzane ciało od siebie. Słyszę, jak warczy gniewie pod nosem. Mimo to, odbiera.
                – Tak? Tetsu? Co się stało?….. mhmm….. no jasne….. Spokojnie, nic się nie stało! Już jest dobrze….. No. U mnie….. Okey….. Na razie.
                Aomine odkłada telefon na szklany stolik i uśmiecha się pod nosem.
                – Co chciał Kurokocchi? – pytam zaciekawiony.
                – Zamierzał mnie właśnie ochrzanić za tego ostatniego maila.
                – Chyba trochę się z tym spóźnił.
                – Trochę. Ale mówił, że i jego telefon się gdzieś zapodział. Eh... Same problemy z tym cholerstwem.
                – Nie da się nie zgodzić... – mruczę, kiedy tylko przypominam sobie maile, które Aominecchi wysyłał do Kurokocchiego. – Ale wiesz, Aominecchi, telefony czasem się przydają.
                – Po to, żeby robić zdjęcia przypadkowo spotykanym, cycatym laskom...?
                – Nie, zboczeńcu. Po to, żebyś mógł do mnie dzwonić i mówić, jak bardzo mnie kochasz. 
                Wyszczerzam zęby w uśmiechu, kiedy na twarzy Aomine pojawia się lekka irytacja.
                – Najpierw kup sobie nowy, potem pogadamy o dzwonieniu.
                Uśmiech spełza mi z twarzy. Rzeczywiście. Z telefonami są jednak same problemy. 


3.06.2015

I know (SobiRitsu)

Tytuł : I know
Parring : Soubi x Ritsuka
Anime : Loveless
Narracja : pierwszoosobowa
Rodzaj : króciusieńki one-shot
Okoliczności : Ritsuka ma dość ciągłych kłamstw ze strony Soubiego. Jest zagubiony i potrzebuje wsparcia - nie kolejnych rozczarowań. Agatsuma stara się zmienić opinię o sobie w oczach ukochanego, ale wygląda na to, że zmieni o wiele więcej, niż mu się wydaje.
Od autorki : Yo kochani! Dzisiaj mam dla was coś naprawę krótkiego. Jest to dość spontaniczne opko, napisane przez mnie już dawno. Dopiero dzisiaj doczekało się publikacji. Mam nadzieję, że pomimo jego długości, przypadnie Wam ono do gustu ^^

*
     Ach, jak on mnie wkurza! Normalnie nienawidzę takich osób. Jednak Soubi...on jest inny. Ile razy bym nie próbował, nie potrafię go znienawidzić. To takie głupie...
     Tamtego dnia jak zwykle czekał na mnie przed szkołą. Yuiko zauważyła go jako pierwsza i z uśmiechem na zarumienionej twarzy, trąciła mnie łokciem. Czy ona zawsze musi się tak ze wszystkiego cieszyć..? A szczególnie ze spraw, które jej nie dotyczą. Serio, irytujące to to jest.
    Mimo wszystko, odburknąłem, że się cieszę. W tym samym czasie zadzwonił dzwonek. Nasza ostatnia lekcja minęła zdecydowanie za szybko. Spakowałem się i wyszedłem z klasy. W ślad za mną podążyli Yuiko i Yayoi.
- Ne ne, Ritsuka-kun, Yayoi-kun, chcecie przyjść do mnie do domu? Soubi-san też może przyjść! - zaświergotała różowowłosa. Ja jednak nie miałem na to ochoty. Ani na pójście do Yuiko, ani na spędzenie czasu z Soubim. Wczoraj się pokłóciliśmy. No...chociaż w sumie to bardziej ja się wkurzyłem. A wszystko przez to, że znowu nie dotrzymał pewnej obietnicy...
- Przykro mi, Yuiko, już umówiłem się z Soubim. Do jutra! - skłamałem szybko i pobiegłem w stronę wyjścia.
     - Po co tu przyszedłeś? - zapytałem chłodno, mierząc najbardziej nienawistnym wzrokiem, na jaki było mnie stać, mężczyznę przede mną.
- Tęskniłem za tobą. - odparł Soubi.
    Stał oparty o mur otaczający naszą szkołę. Uśmiechał się lekko, a chłodny wiatr rozwiewał jego długie włosy.
- Ta, jasne. - prychnąłem. - Widzieliśmy się przecież wczoraj! Nie jesteś moją niańką, żeby ciągle tu przychodzić! - wykrzyczałem jednym tchem. Czułem do niego ogromny żal, a spokój, jaki w tamtej chwili zachowywał, nie ułatwiał mi panowania nad sobą.
- Czyli..Mam więcej nie przychodzić..? To twój rozkaz? - spytał smutno. Był moim żołnierzem, musiał się podporządkować. Tylko...czy ja naprawdę tego chciałem..?
- Tak! To znaczy...nie. To nie rozkaz. Po prostu...zawiodłem się na tobie! - krzyknąłem. W tym samym momencie zapiekły mnie oczy. Przetarłem je szybko, odwróciłem się i pobiegłem przed siebie.
- Ritsuka! - usłyszałem krzyk Soubiego. Ja jednak nie oglądałem się za siebie.
    Nie wiedziałem dokąd, byleby jak najdalej od niego. Nie chciałem, żeby widział, jak płacze. Jak okazuje słabość z jego powodu. Aż wstyd się przyznać, ale za każdym razem, kiedy mi coś obieca, a potem nie dotrzyma danego słowa, czuję niewyobrażalny smutek i złość. A to przez to, że tak naprawdę to ja...
- Ritsuka!
    To on. Dogonił mnie, złapał za ramie i przekręcił w swoją stronę tak szybko, że omal nie straciłem równowagi.
- Zostaw mnie! - wrzasnąłem i próbowałem mu się wyrwać, ale on mnie nie puszczał. Wręcz przeciwnie - przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Czułem jego ciepło, równomierne bicie serca. Poczułem się bezpiecznie. Mój opór słabł z każdą chwilą, aż w końcu znikł zupełnie. Czy on zawsze musi mi to robić..?
- Czemu płaczesz? Co się stało? - zapytał cicho.
- To wszystko twoja wina...- wyszeptałem cicho. Łzy znowu napłynęły mi do oczu. - Kłamiesz na każdym kroku, nie mogę ci ufać...A tak bardzo bym chciał!
    Świeże, gorące łzy spłynęły mi po obu policzkach. Już za długo trzymałem w sobie szczelnie zamknięte uczucia. Przybrałem maskę obojętności, kiedy chodziło o Soubiego. Jedyne co okazywałem w stosunku do niego, to złość. Ale wtedy...Coś we mnie pękło. Już nie mogłem dłużej udawać.
- Możesz mi ufać. To naprawdę nie jest tak jak myślisz. - Soubi również zniżył głos do szeptu. Zaczął głaskać mnie po głowie.
- To jak?!
- Nieważne. Nie płacz...Zapomnij już o tym, proszę. Obiecuję, że już się na mnie nie zawiedziesz. Kocham Cię, Ritsuka.
    Jakby na uwieńczenie swoich słów, zmniejszył dystans między nami do minimum. Przylgnął swoimi dużymi, ciepłymi wargami do moich. Nie sprzeciwiałem się, nie wyrywałem. Tak dawno tego nie robiliśmy. Myślę, że pragnąłem tej sytuacji w głębi serca.
    Tymczasem Soubi pogłębił pocałunek, a ja zacząłem nieporadnie go odwzajemniać. Nasze języki trącały się wzajemnie, doprowadzając do szału. Nagle Agatsuma wsunął swoją dłoń pod moją koszulę. Gładził nią mój brzuch. Niekontrolowane jęknięcie wyrwało się z moich ust, przerywając tym samym nasz pocałunek. Zachowałem resztki zamroczonego przyjemnością rozumu. Byliśmy przecież na środku ulicy! Odepchnąłem go szybko od siebie, na co on spojrzał na mnie zaskoczony.
- Oszalałeś? - burknąłem, rumieniąc się momentalnie. - Jesteśmy w miejscu publicznym!
- Jasne, jasne...- odparł i uśmiechnął się promiennie.
    Ruszyliśmy przed siebie. Żaden z nas się nie odzywał. Po chwili Soubi chwycił mnie za rękę, splatając nasze palce ze sobą. Speszony, odwróciłem głowę w drugą stronę. Mimo wszystko, nie cofnąłem dłoni.
- Kocham Cię Ritsuka.
- Przecież dobrze to wiem...

end.

1.06.2015

To będzie trwać (AoKise)


Niski, złotowłosy chłopczyk stał na palcach i próbował sięgnąć swojej ulubionej książki z biblioteczki. W końcu mała rączka pochwyciła grzbiet okładki i pociągnęła mocno. Razem z pożądaną przez młodego Kise książką, na ziemię upadło parę innych tomów. Chłopiec zachwiał się i przewrócił.
                Po dużym mieszkaniu dał się słyszeć głośny płacz. Zaalarmował on piękną, zgrabną kobietę, która akurat sprzątała w salonie. Natychmiast rzuciła ściereczkę i sprey do ścierania kurzy, i pobiegła do gabinetu swojego męża. Tam, na podłodze, przed pół-pełną biblioteczką, leżał jej pięcioletni synek, którego twarz cała była mokra od łez. Otoczony był ze wszystkich stron książkami.
− Ryota, aniołku... − jęknęła kobieta i podeszła do niego. − Co tu się stało? − zapytała i pomogła mu wstać. Malec natychmiast przytulił się do niej, chlipiąc cicho.
− No... No bo... Chciałem, żebyś mi poczytała... – wyjąkał, pociągając nosem.
                Jego matka westchnęła i z wielu porozwalanych wokół książek podniosła tę jedną, jedyną.
− ,,Mały książę”, he? Jeszcze ci się nie znudziła?
                Kise pokręcił przecząco głową. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie i razem z synkiem przeniosła na sofę. Miała jeszcze bardzo dużo do zrobienia, ale jej ukochany aniołek zawsze był najważniejszy.
                Otarła malcowi łzy chusteczką i posadziła go sobie na kolana, zaczynając czytać.
*
                Mały Aomine Daiki, który niemal ciągle się uśmiechał, płakał teraz rzewnie, trzymając się za krwawiące kolano. Ściskał je z całych sił, mając nadzieję, że czerwona ciecz przestanie płynąć.
                Rana nie była głęboka, jednak rozchodziła się na całej długości kolana granatowowłosego chłopczyka. Znów grał samotnie w koszykówkę na betonowym boisku. Choć grą trudno było nazwać ciągłe kozłowanie. Od czasu do czasu padał rzut i chociaż kosz był niesamowicie wysoki jak dla 5-cio latka, piłka za każdym razem wpadała przez obręcz.
                W końcu jednak przewrócił się i zdarł kolano. A przecież mama tyle razy powtarzała mu, by uważał...! Cały mokry od łez, dźwignął się na nogi, chwycił piłkę i kulejąc udał się do domu.
                Zaraz po przestąpieniu progu małego mieszkania dostał ścierą po głowie.
− Przecież mówiłam, żebyś uważał! Same z tobą problemy! Zobacz tylko, ile masz sińców i strupów na nogach! − zawołała jego mama - niska, przysadzista, czarnowłosa kobieta. Mimo to, Aomine przestał płakać. Wiedział, że mama kocha go i troszczy się o niego. Nic nie mówiąc, powlókł się za nią do łazienki, by mogła oczyścić jego ranę, a następnie owinąć bandażem.
*
                Z okazji 7 urodzin małego Kise zostało wyprawione przyjęcie. Przyszli na nie wszyscy jego koledzy i koleżanki z jego nowej klasy. Został obdarowany górą prezentów, ale mimo trwającej zabawy siedział z podkulonymi nogami na podłodze. Obserwował bawiących się w salonie przyjaciół i mimo licznych zachęt z ich strony, nie dołączył do konkursu karaoke. Lubił śpiewać. Nawet bardzo. Jednak pewna rzecz nie dawała mu spokoju.
− Kiseee, czemu się nie bawiiisz?
                Ryota drgnął, gdy okazało się, że obok niego usiadł Naoki - jego przyjaciel. Chłopiec miał krótkie, czarne włosy, brązowe oczy i rumieńce na twarzy.
− Nie mam ochoty − odburknął tylko blondyn i odwrócił wzrok.
− Jak chcesz. Ja tam mogę posiedzieć z tobą.
                Nie ruszali się z miejsca przez parę minut, wsłuchując się w lepiej lub gorzej wykonane piosenki rówieśników. W końcu Kise nie wytrzymał.
− Mój tata zostaje do późna w pracy i nawet nie zadzwonił, żeby złożyć mi życzenia.
− Och...To rzeczywiście smutne.
                Naoki pokiwał głową ze zrozumieniem.
− Może zapomniał o twoich urodzinach?
− Może.
                Kise wzruszył ramionami.
− Ostatnio jest bardzo zajęty.
                W tym samym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
− Ryota, otworzysz? − zawołała z kuchni mama chłopaka.
− Tak!
                Kise pobiegł do przedpokoju, zapalił światło i otworzył drzwi. Zamarł z wrażenia, gdy stanął w nich...
− Wszystkiego najlepszego, synu. Oto twój prezent.
− Rower! − pisnął blondyn i uścisnął swojego tatę. − Już myślałem, że zapomniałeś...
− Jak mógłbym zapomnieć o urodzinach swojego ukochanego syna?
*
Aomine miał imieniny. Z wielką niecierpliwością wyczekiwał końca lekcji, a gdy wreszcie takowe się skończyły, od razu popędził do domu.
− Mamo, już jestem! − krzyknął od progu. Rzucił plecak na podłogę i udał się do kuchni.
                Coś było nie tak.
                Jego mama nie krzątała się przy kuchence, jak to miała w zwyczaju. Garnki ustawione na niezapalonych palnikach stały puste. Stół nie był nakryty, a dodatkowo nie było na nim żadnego ciasta. Daiki zdziwił się i zmarszczył brwi. Przecież mama obiecała mu ciasto.
                Z lodówki wyciągnął jogurt, który pochłonął w mniej niż minutę. Otarł usta rękawem swojej bluzy. Postanowił przeszukać dom.
                Chłopiec zajrzał w każdy, nawet najmniejszy zakamarek mieszkania. Niestety, nigdzie nie było ani śladu jego rodzicielki. Lekko zaniepokojony, poszedł do siebie. W pokoju przesiedział cztery godziny. W końcu, zmęczony czekaniem, zapadł w sen.
                Obudziło go światło w przedpokoju i głośne krzyki. Usiadł na łóżku, przetarł zaspane oczka i ziewnął. Następnie, zaciekawiony kto narobił tyle hałasu, wychylił głowę za drzwi.
                W jednej chwili szeroko otworzył oczy. Nie rozumiał, co się działo. Jego tata trzymał w ręku ogromną walizkę. Próbował wyjść z domu, ale drogę zajmowała mu jego żona - matka Aomine. Po jej policzkach spływały łzy.
− Kobieto, odsuń się w końcu i daj mi wyjść!
− Nie możesz! Nie możesz odejść! − krzyknęła histerycznie i chwyciła męża za przód koszuli. − Chcesz mnie samą zostawić z dzieckiem?!
                Huk urwał dalszą ,,rozmowę”. Mężczyzna odepchnął kobietę, a ta upadła na podłogę. Sam winowajca otworzył drzwi i wyszedł, trzaskając nimi.
                Matka Daikiego podciągnęła się z ziemi i oparła o ścianę. Łzy rozmyły jej makijaż, pozostawiając na policzkach czarne smugi. Aomine schował się z powrotem do swojego pokoju. Panująca w nim ciemność sprawiała, że czuł się bezpiecznie. Wdrapał się na łóżko i przytulił misia leżącego obok. Gdzie poszedł jego tata? Czemu mama płakała? Dlaczego wszyscy o nim zapomnieli?
                Był dopiero w pierwszej klasie, kiedy musiał zmierzyć się z tak poważną sytuacją, jak odejście członka rodziny.
*
                Piękna dziewczyna o długich, kasztanowych włosach i fiołkowych oczach powitała swojego chłopaka, wykrzywiając śliczną twarz w grymasie złości.
− Ryota-kun. Powiesz mi, dlaczego w sobotę spotkałeś się z Mią-chan?
− Yuno... Mówiłem ci, żebyś nie mówiła mi po imieniu.
− Dlaczego nie? Chodzimy ze sobą już tydzień! − prychnęła dziewczyna, splatając ręce na piersiach.
Kise pokręcił zrezygnowany głową. Zawsze chciał, aby po imieniu mówiły mu tylko te osoby, które są dla niego kimś wyjątkowym. Mimo, iż chodził z Yuno, nie uważał jej za kogoś takiego.
− Po prostu tego nie lubię. A co do Mii...
                Podrapał się nerwowo w tył głowy.
− Too… To ona mnie wyciągnęła i jakoś tak...
− Jasne! Po prostu przyznaj, że już ci się znudziłam!
− Nie znudziłaś! Przysięgam! Przecież wiesz, że cię lubię... Jeśli ci to przeszkadza, mogę się już z nią nie spotykać.
− Ehh... No dobrze.
− Wiem! W ramach przeprosin chodźmy po lekcjach do kina! Tylko już się nie złość...
                Dziewczyna momentalnie się rozpromieniła.
− Masz szczęście, Ryouta-kun! Na ciebie po prostu nie da się długo gniewać!
− Kise... Mów mi Kise...
*
Daiki chciał wtopić się w ścianę. Zniknąć. Ten miesiąc był zdecydowanie najgorszym miesiącem w jego życiu. Może i wygrał wraz z drużyną kolejny turniej koszykówki. Może i do zakończenia podstawówki został mu już tylko miesiąc. Jednak to, co się stało, sprawiło, że się załamał.
                Był gejem. Definitywnie tak. Dużo wcześniej nie wiedział, że to, że niektórzy chłopcy mu się podobają, jest ,,złe”. Dopiero tego dnia się o tym przekonał. Po wygranym meczu razem z kolegami z drużyny poszedł, jak zwykle, pod prysznic. Z tym, że nieco się na nich zapatrzył. Wszystko byłoby jednak okey, gdyby nie stało się to.
                Prysznic po wzmożonym wysiłku - coś cudownego! Strugi wody spływały po młodych, dobrze zbudowanych, chłopięcych ciałach, a wśród nich był i Aomine. Stał jak zwykle, w tak intymnych chwilach, trochę dalej od reszty, jednak intensywnie się im przypatrywał. Jeden z nich, wysoki, szczupły brunet imieniem Shinji w sposób szczególny przyciągał jego spojrzenie. Znał go już od ponad roku - chwili, gdy dołączył do drużyny. Chłopak był bardzo przystojny. Grał jako mocny środkowy i był pewny siebie. Jednak w chwili, gdy poczuł na sobie czyjś wzrok, drgnął nerwowo. Odwrócił się w stronę Aomine. Wystarczyło jedno spojrzenie, by stwierdzić, że chłopak jest kompletnie podniecony.
− Erm... Aomine... Stoi ci - powiedział Shinji, starając się, by jego głos brzmiał naturalnie. Wszystkie rozmowy ucichły.
− Tca... To chyba przez tę temperaturę - skłamał bez mruknięcia okiem.
− Nie powiedziałbym... Kręci cię widok czyjś kutasów? − zapytał Matsuda - wyjątkowo wyrośnięty obrońca.
− Zamknij się. Co jak co, ale jarają mnie cycki − wywarczał przez zaciśnięte zęby Daiki. Szybko spłukał pianę z włosów i wyszedł spod prysznica.
                Koniec końców cała drużyna uwierzyła w to, że jednak woli hojnie obdarzone przez naturę dziewczyny i sprawa przycichła. Mimo wszystko to, jakiego wstydu się najadł i chwila, gdy serce stanęło mu w gardle, pozostaną jeszcze na długo w jego pamięci.
                Nie rozumiał, czemu tylko on tak reagował. Nie rozumiał, czemu było to coś złego. W domu nie mógł o to zapytać mamy - za bardzo się wstydził. Ojca stracił już dawno.
                Został całkiem sam, na progu dojrzałości i nowych, niespotykanych dotąd reakcji jego ciała. Musiał pogodzić koszykówkę ze swoją orientacją. Na szczęście, podstawówka się skończyła i trafił do gimnazjum.
_______________________________________________________________________________________
                Aomine siedział na podłużnej kanapie w swoim małym mieszkaniu i z uwagą przypatrywał się mrygającej lampce w żyrandolu. Zastanawiał się, kiedy w końcu się przepali. Nieco już znużony czekaniem na swojego chłopaka, ziewnął i przeciągnął się. Za oknem zaczęło się już ściemniać, dlatego Kise najprawdopodobniej zostanie u niego na noc. Nie tłumaczyło to jednak w żaden sposób ponad dwu godzinnego spóźnienia modela.
                W końcu w mieszkaniu dał się słyszeć głośny dźwięk dzwonka do drzwi. Aomine drgnął. Zaczął zastanawiać się, co zrobiłby jego chłopak, gdyby mu teraz nie otworzył… Szybko jednak przerwał te rozmyślania, wstał z kanapy i poszedł otworzyć.
                Do przedpokoju wpadł zziajany i spocony Kise. Blondyn oddychał ciężko i jako przejaw ogromnego wysiłku, skulił się w pół i oparł ręce o kolana.
− Już myślałem, że nie przyjdziesz − mruknął Daiki i zamknął drzwi na zasuwę.
− Prze...Przepraszam, Aominecchi... − wysapał ciężko Ryota. Jego dłonie zaczęły drżeć. Nie odważył się spojrzeć w oczy lekko zirytowanego czekaniem, Daikiego.
− Co cię zatrzymało?
− Okazało się, że przedłużyły mi się zdjęcia... − wyszeptał blondyn.
− Mogłeś napisać.
− Mogłem… Ale myślałem, że zdążę, a potem rozładowała mi się bateria.
− Wiesz co, Kise, może przełóżmy to spotkanie na jutro.
                Kise szybko poderwał głowę w górę, zaskoczony. Wiedział, że Aomine będzie na niego zły z powodu spóźnienia, ale nie podejrzewał, że aż tak.
− Aominecchi, ja naprawdę...
− Kise − przerwał modelowi Daiki.
− Ale Aominecchi…
− Lepiej będzie, jeśli przyjdziesz jutro.
− Aominecchi posłuchaj mnie!
                Ryota wyprostował się całkowicie. Poczuł, jak łzy cisną mu się do oczu, dlatego szybko je potarł.
− Nie chcę tego przekładać − powiedział cicho, acz stanowczo. − Przepraszam za to spóźnienie. Jestem w trakcie realizacji czegoś wielkiego. I tak biorę sobie wiele razy wolne, żeby móc się z tobą spotkać.
                Aomine zamrugał szybko. Nie miał o tym pojęcia.
− A tego po prostu nie dało się przełożyć. Dlatego proszę...
− Nie musisz o nic prosić, Kise. To ja przepraszam...
                Aomine nieśmiało przyciągnął do siebie blondyna i delikatnie pogładził go dłonią po złocistych włosach. Model westchnął cicho z ulgą i odwzajemnił uścisk. Stali tak chwilę w swoich objęciach, wsłuchując się wzajemnie w swoje oddechy i bicie serc, aż Daiki nie odsunął się od Kise. Chwycił go za rękę i pociągnął za sobą, przez cały przedpokój.
− Aominecchi. Mieliśmy porozmawiać.
− Wiem.
                Aomine usadził swojego chłopaka na kanapie, a sam zgasił światło w salonie i otworzył okno. Następnie wrócił do modela i usiadł obok niego. W pokoju panowała całkowita ciemność. Blondyn ledwo mógł dostrzec w niej Daikiego.
                Nagle Aomine przysunął się do Ryoty i zaczął łapczywie go całować. Kise jęknął mu w usta i położył się na kanapie, ciągnąc ukochanego za sobą. Język Aomine błądził w jego ustach, trącając jego własny. Jego ciepłe, duże dłonie wsunęły się pod jego koszulę i zaczęły gładzić tors.
− Aominecchi… − wyszeptał Kise między pocałunkami. - Powiedziałeś, że zrobimy to dopiero, kiedy będziesz pewny, co do mnie czujesz...
− Jestem pewny − mruknął Daiki i zsunął t-shirt ze swojego chłopaka, odsłaniając jego mleczno-białą skórę.
− Więc...więc...
− Kocham cię, Ryota.
                Kise pisnął cicho i schował zaczerwienioną twarz w dłonie.
− Jestem taki szczęśliwy... − wyszeptał. Aomine uśmiechnął się leciutko i zabrał dłonie z jego twarzy. Model spojrzał na Daikiego spod wachlarza długich, czarnych, wilgotnych od łez, rzęs.
− Ja ciebie też.
− Wybacz, że kazałem ci czekać.
− To przecież tylko pół roku...
                W istocie. Kise musiał czekać na te dwa słowa bardzo długo, mimo, że byli w związku już pół roku. Powodem tego była rozmowa, do której doszło między nimi na samym początku ich relacji:
Teraz nie jestem pewien, co do Ciebie czuję. Wiesz, dopiero co przeżyłem zawód miłosny, jeśli mogę tak to w ogóle nazwać...               
Erm... Czyżby Mai-chan okazała się lesbijką...?
Nie, idioto! Chodzi o Tetsu.
Kurokocchi? A co on ma do tego?            
Naprawdę nie wiesz? Ehh... Byłem w nim zakochany. Jednak już jakiś czas temu okazało się, że jest z tym debilem, Kagamim. Dlatego... Nie miej mi tego za złe, ale seks i tak dalej możemy zacząć uprawiać dopiero wtedy, kiedy się w Tobie zakocham i będę tego pewny...
                Kise był wdzięczny Aomine za to, że tamten stawia sprawę jasno. Nie chciał być przez niego wykorzystany nawet, jeśli darzył go uczuciem. Nie, żeby tamta rozmowa była dla niego prosta, ale dzięki niej wiedział, na czym obaj stoją. Od tamtego czasu bez przerwy zabiegał o względy Daikiego, mimo, iż tworzyli ,,związek”. Aż w końcu nadszedł ten dzień. Aomine wyznał mu uczucie. To, że sprawy zmierzał do jednego tylko potwierdzało jego słowa. Dlatego właśnie blondyn był w tamtej chwili tak szczęśliwy.
                Daiki zjechał z pocałunkami na klatkę piersiową blondyna. Zaczął lizać i ssać jego sutki. Kise prężył się pod nim i jęczał głośno.
− Aominecchi… a-ah… zaa-zamknij okno… ah…!
− Nie. Jest gorąco − mruknął Aomine i zaczął ocierać się kroczem o erekcję Ryoty, którą widać było mimo spodni.
                Kise zaczął sapać i wić się pod dotykiem Daikiego. Odszukał jego ust i zaczął je ponownie, zatapiając w nim nieustające jęki. Aomine przymrużył oczy i wsunął rękę w bokserki modela. Chwycił w dłoń jego męskość i zaczął go tam pieścić, wykonując szybkie ruchy w górę i w dół. Blondyn był tak bardzo wrażliwy na dotyk, że niemal od razu doszedł z jego imieniem na ustach.
                Aomine wyciągnął rękę i zaczął zlizywać pozostałość nasienia. Następnie zaczął powoli się rozbierać. W tym samym czasie Kise chłonął go wzrokiem. Podziwiał każdy milimetr jego nagiej, ciemnej skóry. Nieśmiało wyciągnął przed siebie dłoń i zaczął przejeżdżać opuszkami palców po skórze Aomine. W głowie kłębiło mu się mnóstwo myśli. Czekał na tę chwilę pół roku, a mimo to zaczął się nieco niepokoić.
                Daiki ściągnął z siebie bokserki - ostatni element swojego ubrania. Delikatnie przyłożył usta do czoła modela i zaczął zsuwać się z pocałunkami kolejno: na drobny nos, lekko opuchnięte usta, obojczyki, mostek, dobrze wyrzeźbiony brzuch, pępek i podbrzusze. W międzyczasie miał okazję wysłuchać całej symfonii jęków przerywanych donośnymi westchnieniami. W końcu dotarł do linii spodni. Rozpiął szybko guziki i zębami zsunął z Kise spodnie wraz z bokserkami. Następnie ucałował jego lewą pachwinę i wsunął język w jego odbyt. Zaczął go nawilżać, przy okazji samemu zaspokajając się ręką. Kise wypchnął biodra w jego stronę, a ręce zacisnął na obiciu kanapy. Kiedy Daiki uznał, że jest już wystarczająco rozluźniony, przyciągnął go do siebie.
− Aominecchi... Będzie boleć? − spytał nagle Kise, rzucając swojemu chłopakowi niepewne spojrzenie.
− Tylko trochę. Odpręż się.
                Ryota zrobił tak, jak nakazał mu Daiki. Ułożył się wygodniej na kanapie. Aomine podłożył mu pod biodra poduszkę i zaczął powoli w niego wchodzić.
                Kise miał wrażenie, że męskość kochanka rezerwie go od środka. Był rozciągnięty, ale odczuwał ból. Zaczął wiercić się niespokojnie, uniemożliwiając Daikiemu dalszą penetrację.
− Ryota...
                Aomine chwycił twarz modela w dłonie i pchnął mocno. Tamten szybko zarzucił ręce na szyję chłopaka i ponownie złączy ich wargi. Za każdym razem, gdy go całował miał wrażenie, że wszystkie zebrane w nim emocje znikają. Zostaje tylko ta jedna. Miłość do Aomine.
                Daiki zaczął się poruszać. Wykonywał biodrami powolne, głębokie pchnięcia, sprawiając, że ciało pod nim drżało z przyjemności. Stopniowo przyspieszał coraz bardziej, aż na jego czole nie zalśniły krople potu. Kise przez cały czas jęczał i wypychał biodra w jego stronę. Dzięki tak intensywnemu tempu stosunku obaj nie potrzebowali wiele czasu, by dojść. Przylgnęli do siebie, kurczowo się obejmując. Aomine schował twarz w zagłębieniu szyi kochanka i tam wgryzł się w jego ramię. Mięśnie Ryoty zacisnęły się na jego penisie i doszedł, rozlewając we wnętrzu blondyna swoje nasienie. Sam Kise również dotarł na skraj rozkoszy. Odrzucił głowę w tył i przycisnął do siebie Daikiego jeszcze mocniej.
                Aomine opadł zmęczony na swojego chłopaka. Tamten jęknął głucho, jednak nie wyraził cienia sprzeciwu. Wręcz przeciwnie - ciężar Aomine na nim uważał za coś, co jest oznaką tego, że ta noc nie jest kolejnym mokrym snem. Jeśli jednak by tak było, nie chciałby się obudzić. Blondyn chciał zostać tam, gdzie był. Przygnieciony rozgrzanym, ubrudzonym nasieniem ciałem swojego chłopaka. Chłopaka, który w końcu go pokochał.
− Oi, Kise... − odezwał się nagle Aomine. Ryota zaczął wolną ręką zgładzić jego włosy. − Czemu przez te pół roku w ogóle mnie nie pośpieszałeś? Nie pytałeś, czy już jestem w tobie zakochany?
− Nie myśl o tym, Aominecchi − westchnął Kise. - Fakt, było mi ciężko, ale… teraz już jest dobrze.
− Dlaczego ja?
− He?
− Dlaczego to mnie kochasz? Czemu przez tyle czasu się nie poddałeś? Jesteśmy zupełnie inni. Nasze przeszłości, charaktery, tak bardzo się różnią...Więc chcę wiedzieć, Ryota.
                Daiki podniósł głowę z piersi blondyna i spojrzał mu prosto w oczy. Miał wrażenie, że spojrzenie tych dwóch, złotych tęczówek przeszywa go na wylot.
− Jesteś dla mnie jedyny, Aominecchi − wyznał cicho Kise. Spąsowiał na twarzy i delikatnie się uśmiechnął. − Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. To chyba coś znaczy, prawda? Dlatego właśnie czekałem, aż i ty mnie pokochasz. Wiedziałem, że warto.
− Przepraszam cię. Gdybym wiedział...
− Nic nie szkodzi, Aominecchi. Nic nie szkodzi...
                Ryota poczuł, jak po policzku spływa mu łza, a za nią, kolejna. Nie mógł już dłużej ich powstrzymywać. Zaczął łkać w ramię Aomine, który nie do końca wiedział, co zrobić. W końcu jednak ucałował krótko usta blondyna i oparł czoło o jego.
− Nie płacz. Nic już nas nie rozdzieli, okey?
                Kise pokiwał powoli głową. Zamknął oczy. Spod przymkniętych powiek wydostało się jeszcze parę słonych kropel. Uspokoił swój oddech i zaczął starać się zasnąć. Tu, w objęciach Aomine, otulony jego ciepłem i zapachem czuł, że to jego azyl. Miejsce, do którego pasuje. Postanowił zostać w nim na zawsze i liczył na to, że następnego dnia Daiki znów szepnie mu do ucha te dwa, czułe słowa. 

Kocham cię.