Od: daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Problemy z Kise
Treść:
Hej Tetsu.
Piszę do ciebie, ponieważ mam wrażenie, że jakieś fatum się na mnie uwzięło. Wszystko się pieprzy. Dosłownie wszystko.
Pamiętasz tego maila, którego wysłałem ci w sobotę? Ja i Kise mieliśmy nasz pierwszy raz - teoretycznie od tamtego czasu nasz związek powinien mieć się ku lepszemu. Dupa. Jak zwykle los ze mnie zakpił i musi być totalnie na odwrót.
Pewnie myślisz, o co mi chodzi. Już tłumaczę! Zaczęło się od tego, że Kise zaczął trochę narzekać, że potraktowałem go wtedy niedelikatnie. To oczywiście bzdury. Po prostu jest przewrażliwiony. Dzień wcześniej Akashi dał mu szczególny wycisk na treningu, a teraz mnie o to obwinia. Kolejną kwestią jest to, że ponoć nie poświęcam mu „należycie dużo uwagi”. Nie mam pojęcia, o co w tym chodzi. Ryota przesadza i myślę, że się ze mną zgodzisz.
Stroi fochy jak jakaś rozkapryszona księżniczka od wtorku. Kompletnie nie wiem, co mam robić. Szczerze mówiąc, męczy mnie już słuchanie jego ciągłych narzekań. Cóż... może tak jak kobieta, raz na jakiś czas, przez pewien okres czasu jest zbytnio na wszystko uczulony…?
Przepraszam, że cię tym zamęczam, ale nie wiem już, jak mam z nim postępować. Myślę, że już prościej by było, gdybyśmy nie byli razem... Nie, co ja piszę. Przecież go kocham... Dobra, zaczynam pierdolić, więc kończę. Byłbym wdzięczny za jakieś... rady. Tak, jak robisz to zwykle.
~ Od: Tetsu
Do: daiki.aomine
Temat: Problemy z Kise – odpowiedź
Treść:
Aomine-kun, uważam, że nie powinieneś pisać tak o swoim chłopaku. Rozumiem, że możesz być wzburzony całą sytuacją, ale to cię nie usprawiedliwia. Gdyby Kise-kun przeczytał tego maila, mógłby nawet z tobą zerwać. Na pewno byłoby mu przykro. Więc proszę - pohamuj się trochę, jeśli chcesz, bym ci doradzał.
Przede wszystkim nie powinieneś ignorować uwag Kise-kuna. W końcu to on był na dole. Nie masz pewności, czy rzeczywiście byłeś tak delikatny, jak ci się wydawało. W dodatku byłbym wdzięczny, gdybyś nie mieszał mnie do swojego życia seksualnego...
Jesteś pewien, Aomine-kun, że poświęcasz Kise-kunowi swój czas i uwagę, tak, jak on tego potrzebuje? Bo jak cię znam, wychodzisz pewnie na boisko, żeby znowu poćwiczyć. Ewentualnie grasz w jakieś gry (na które z resztą cały czas mnie do siebie zapraszasz t-t).
Sugerowałbym, żebyś jeszcze raz zastanowił się nad swoim zachowaniem i uwagami, jakie kieruje do ciebie Kise-kun. Gdy już to zrobisz, porozmawiaj z nim szczerze. I pamiętaj. NIE RÓB GŁUPSTW, AOMINE-KUN.
~~ Od: daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Problemy z Kise – odpowiedź
Treść:
Yhh... Jasne, Tetsu. Postaram się. Dzięki.
Do: daiki.aomine
Temat: Problemy z Kise – odpowiedź
Treść:
Aomine-kun, uważam, że nie powinieneś pisać tak o swoim chłopaku. Rozumiem, że możesz być wzburzony całą sytuacją, ale to cię nie usprawiedliwia. Gdyby Kise-kun przeczytał tego maila, mógłby nawet z tobą zerwać. Na pewno byłoby mu przykro. Więc proszę - pohamuj się trochę, jeśli chcesz, bym ci doradzał.
Przede wszystkim nie powinieneś ignorować uwag Kise-kuna. W końcu to on był na dole. Nie masz pewności, czy rzeczywiście byłeś tak delikatny, jak ci się wydawało. W dodatku byłbym wdzięczny, gdybyś nie mieszał mnie do swojego życia seksualnego...
Jesteś pewien, Aomine-kun, że poświęcasz Kise-kunowi swój czas i uwagę, tak, jak on tego potrzebuje? Bo jak cię znam, wychodzisz pewnie na boisko, żeby znowu poćwiczyć. Ewentualnie grasz w jakieś gry (na które z resztą cały czas mnie do siebie zapraszasz t-t).
Sugerowałbym, żebyś jeszcze raz zastanowił się nad swoim zachowaniem i uwagami, jakie kieruje do ciebie Kise-kun. Gdy już to zrobisz, porozmawiaj z nim szczerze. I pamiętaj. NIE RÓB GŁUPSTW, AOMINE-KUN.
~~ Od: daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Problemy z Kise – odpowiedź
Treść:
Yhh... Jasne, Tetsu. Postaram się. Dzięki.
Od:
daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Nieudana próba pogodzenia
Treść:
Tetsu... Może jednak wpadłbyś do mnie w coś pograć? Kise jest ciągle obrażony. Chciałem coś z nim porobić, ale nie odbiera. Dlatego mam czas dla ciebie ;)
A tak serio. Próbowałem z nim pogadać. Nawet nie pytaj, jak mi poszło. Nie umiałem nawet wymyśleć 3 argumentów, dlaczego z nim jestem. Poprosił mnie o to, a ja jak debil 10 minut myślałem nad odpowiedzią. W rezultacie wybiegł z mojego mieszkania i teraz nie ma sposobu, żeby się z nim skontaktować.
Jestem w chuj zmęczony. Nie mam nawet ochoty grać w kosza. Cały czas myślę, czy to wszystko mi się opłaca. Wiesz, taki szybki rachunek zysków i strat.
Tym razem jestem na minusie.
To chyba niezbyt dobrze? Bo jeśli mamy się tak ciągle kłócić, to ja dziękuję.
Do: Tetsu
Temat: Nieudana próba pogodzenia
Treść:
Tetsu... Może jednak wpadłbyś do mnie w coś pograć? Kise jest ciągle obrażony. Chciałem coś z nim porobić, ale nie odbiera. Dlatego mam czas dla ciebie ;)
A tak serio. Próbowałem z nim pogadać. Nawet nie pytaj, jak mi poszło. Nie umiałem nawet wymyśleć 3 argumentów, dlaczego z nim jestem. Poprosił mnie o to, a ja jak debil 10 minut myślałem nad odpowiedzią. W rezultacie wybiegł z mojego mieszkania i teraz nie ma sposobu, żeby się z nim skontaktować.
Jestem w chuj zmęczony. Nie mam nawet ochoty grać w kosza. Cały czas myślę, czy to wszystko mi się opłaca. Wiesz, taki szybki rachunek zysków i strat.
Tym razem jestem na minusie.
To chyba niezbyt dobrze? Bo jeśli mamy się tak ciągle kłócić, to ja dziękuję.
Od: daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Pogoda, a mój nastrój
Treść:
Yo.
Cały dzień leje deszcz. Mam wrażenie, że pogoda odzwierciedla mój nastrój. To już kolejny dzień, który spędzam dosłownie na niczym. Nie było mnie na lekcjach, co pewnie z resztą zauważyłeś. Nie miałem na to siły. Na trening też nie przyjdę, więc postaraj się mnie usprawiedliwić przed Akashim... :')
Jeśli chcesz wiedzieć, co z Kise, to nie mam ci nic do powiedzenia. W dalszym ciągu nie odbiera. Mimo to - będę próbował dalej.
Do: Tetsu
Temat: Pogoda, a mój nastrój
Treść:
Yo.
Cały dzień leje deszcz. Mam wrażenie, że pogoda odzwierciedla mój nastrój. To już kolejny dzień, który spędzam dosłownie na niczym. Nie było mnie na lekcjach, co pewnie z resztą zauważyłeś. Nie miałem na to siły. Na trening też nie przyjdę, więc postaraj się mnie usprawiedliwić przed Akashim... :')
Jeśli chcesz wiedzieć, co z Kise, to nie mam ci nic do powiedzenia. W dalszym ciągu nie odbiera. Mimo to - będę próbował dalej.
~ Od: Tetsu
Do: daiki.aomine
Temat: Pogoda, a mój nastrój – odpowiedź
Treść:
Nawet nie myśl, Aomine-kun, że będę usprawiedliwiał cię przed Akashim-kunem. Jeśli chodzi o notatki z lekcji, mogę ci je jutro pożyczyć. Swoją drogą, ciekawe czy i Kise-kuna nie będzie na treningu. Może powinieneś do niego pójść..?
Do: daiki.aomine
Temat: Pogoda, a mój nastrój – odpowiedź
Treść:
Nawet nie myśl, Aomine-kun, że będę usprawiedliwiał cię przed Akashim-kunem. Jeśli chodzi o notatki z lekcji, mogę ci je jutro pożyczyć. Swoją drogą, ciekawe czy i Kise-kuna nie będzie na treningu. Może powinieneś do niego pójść..?
Od : daiki.aomine
Do: Tetsu
Temat: Kise mnie wystawił
Treść:
Yo, Tetsu.
Zgadnij, gdzie do cholery teraz jestem. Day's cafe. Nie wierzę. Kise mnie wystawił. Wczoraj udało mi się do niego dodzwonić. Umówiliśmy się tutaj na dzisiaj, na 16. Wiesz, która jest? 17.30. Mam dość. Jestem po prostu wściekły. Dopijam kolejną szklankę wody, bo ten idiota nie odbiera!
Zaraz zapłacę za tę wodę i stąd spadam. Już dawno nie byłem tak wkurzony. Słowo daję, zrobiłem już wszystko. Jeśli on nie chce gadać i ma mnie w dupie to okey. Cóż, i tak planowaliśmy iść do innych liceum.
Do: Tetsu
Temat: Kise mnie wystawił
Treść:
Yo, Tetsu.
Zgadnij, gdzie do cholery teraz jestem. Day's cafe. Nie wierzę. Kise mnie wystawił. Wczoraj udało mi się do niego dodzwonić. Umówiliśmy się tutaj na dzisiaj, na 16. Wiesz, która jest? 17.30. Mam dość. Jestem po prostu wściekły. Dopijam kolejną szklankę wody, bo ten idiota nie odbiera!
Zaraz zapłacę za tę wodę i stąd spadam. Już dawno nie byłem tak wkurzony. Słowo daję, zrobiłem już wszystko. Jeśli on nie chce gadać i ma mnie w dupie to okey. Cóż, i tak planowaliśmy iść do innych liceum.
Dłonie
zaczynają mi się trząść, a wraz z nimi, trzymany przeze mnie telefon. Telefon,
który mimo wszystko, nie należy do mnie. Jest to komórka mojego chłopaka, jeśli
wciąż mogę go tak nazywać.
Ale od początku.
Umówiłem się z nim w tej kawiarni wczoraj. Wreszcie zdecydowałem się od niego odebrać. Wcześniej tego nie robiłem, ponieważ byłem - i jestem - na niego zły. Dlaczego? Ah, jest wiele powodów, ale on oczywiście nie potrafi wziąć za to odpowiedzialności...
Odbiegłem od tematu. Umówiliśmy się w Day's cafe na 16, a tymczasem dochodzi 18. Spóźniłem się, ponieważ jestem modelem. Miałem dzisiaj sesję zdjęciową, która przedłużyła się przez wadliwy sprzęt. Na dodatek, zgubiłem telefon, gdy jak szalony pędziłem na spotkanie z Aomine.
Gdy wszedłem do kawiarni, jego już nie było. Rozejrzałem się uważnie po całym lokalu, gdy moje spojrzenie przykuł pewien bezpański telefon. Leżał na stoliku przy oknie. Osoba, która go zapomniała, musiała pewnie niecierpliwym wzrokiem omiatać spieszących się ludzi za oknem.
Podszedłem bliżej, a wtedy okazało się, że jest to telefon Aomine. Chwyciłem go natychmiast, oglądając ze wszystkich stron. „Aominecchi pewnie denerwuje się, gdzie też mógł zostawić swój telefon...” - pomyślałem. Odblokowałem go też zaraz, chcąc zadzwonić do Kuroko, by ten przekazał przyjacielowi, iż jego komórka jest bezpieczna.
Wszedłem w kontakty, ale przez pomyłkę wcisnąłem wiadomości z Kurokocchim, zamiast do niego zadzwonić.
Ale od początku.
Umówiłem się z nim w tej kawiarni wczoraj. Wreszcie zdecydowałem się od niego odebrać. Wcześniej tego nie robiłem, ponieważ byłem - i jestem - na niego zły. Dlaczego? Ah, jest wiele powodów, ale on oczywiście nie potrafi wziąć za to odpowiedzialności...
Odbiegłem od tematu. Umówiliśmy się w Day's cafe na 16, a tymczasem dochodzi 18. Spóźniłem się, ponieważ jestem modelem. Miałem dzisiaj sesję zdjęciową, która przedłużyła się przez wadliwy sprzęt. Na dodatek, zgubiłem telefon, gdy jak szalony pędziłem na spotkanie z Aomine.
Gdy wszedłem do kawiarni, jego już nie było. Rozejrzałem się uważnie po całym lokalu, gdy moje spojrzenie przykuł pewien bezpański telefon. Leżał na stoliku przy oknie. Osoba, która go zapomniała, musiała pewnie niecierpliwym wzrokiem omiatać spieszących się ludzi za oknem.
Podszedłem bliżej, a wtedy okazało się, że jest to telefon Aomine. Chwyciłem go natychmiast, oglądając ze wszystkich stron. „Aominecchi pewnie denerwuje się, gdzie też mógł zostawić swój telefon...” - pomyślałem. Odblokowałem go też zaraz, chcąc zadzwonić do Kuroko, by ten przekazał przyjacielowi, iż jego komórka jest bezpieczna.
Wszedłem w kontakty, ale przez pomyłkę wcisnąłem wiadomości z Kurokocchim, zamiast do niego zadzwonić.
Mój wzrok wędruje od jednej litery do
drugiej, chcę połączyć je w logiczną całość. Wiem, że nie powinienem tego
czytać. Wiem, że jest to z mojej strony bardzo niegrzeczne. Nawet, jeśli jestem
jego chłopakiem. Mimo to... Dobrze, że tak wyszło. Przynajmniej teraz wiem, co
tak naprawdę myśli o mnie Aomine.
Wychodzę z kawiarni ze spuszczoną głową i telefonem Aomine w dłoni. Po przeczytaniu maili, jakie wysyłał ostatnio do Kurokocchiego jestem wstrząśnięty. Nie wiem, czy powinienem się śmiać, czy płakać. Mój własny chłopak ma mnie autentycznie dość. A na dodatek pisze o wszystkim Kurokocchiemu. Naprawdę nie wiem, jak powinienem zareagować. Może ostatnio rzeczywiście przesadzałem? Chociaż nie wydaje mi się.
Podczas naszego pierwszego razu doszedłem tylko raz, podczas, gdy mój chłopak cztery. W dodatku miałem wrażenie, że stara się zaspokoić tylko siebie. Nie był delikatny. Nie tak, jak się tego spodziewałem. Gdy powiedziałem mu o swoich odczuciach, wyśmiał mnie. Powiedział, że zachowuję się jak baba. Jeny...w kim ja się zakochałem?
To jednak nie wszystko. Najbardziej zdenerwowało mnie to, że wolał pograć w durne gry, czy kosza, zamiast spędzić czas ze mną. Właśnie dlatego miałem „focha”.
Idę przez miasto, a w dłoni wciąż mam telefon tego debila. Przed oczami mam to, co ten głupek wypisywał do Kurokocchiego. Wszystko się pieprzy, Po prostu jest przewrażliwiony, Ryota przesadza, stroi fochy jak jakaś rozkapryszona księżniczka, i tak planowaliśmy iść do innych liceum - co to w ogóle ma znaczyć? Czy on... mnie już nie kocha?
Ja też mam już dość jego ignorancji. Dość dziwnych fetyszy, bezduszności, mówienia o wszystkim Kurokocchiemu. Może faktycznie będzie lepiej, jeśli...
Nie zdążam dokończyć myśli. Nieświadom, wchodzę na jezdnię. Kątem oka dostrzegam błysk czerwonego światła, do moich uszu dochodzi przeraźliwy pisk opon. Wstrzymuje powietrze. Nie jestem w stanie się ruszyć. Mogę tylko bezradnie czekać na najgorsze.
Aominecchi...
Wychodzę z kawiarni ze spuszczoną głową i telefonem Aomine w dłoni. Po przeczytaniu maili, jakie wysyłał ostatnio do Kurokocchiego jestem wstrząśnięty. Nie wiem, czy powinienem się śmiać, czy płakać. Mój własny chłopak ma mnie autentycznie dość. A na dodatek pisze o wszystkim Kurokocchiemu. Naprawdę nie wiem, jak powinienem zareagować. Może ostatnio rzeczywiście przesadzałem? Chociaż nie wydaje mi się.
Podczas naszego pierwszego razu doszedłem tylko raz, podczas, gdy mój chłopak cztery. W dodatku miałem wrażenie, że stara się zaspokoić tylko siebie. Nie był delikatny. Nie tak, jak się tego spodziewałem. Gdy powiedziałem mu o swoich odczuciach, wyśmiał mnie. Powiedział, że zachowuję się jak baba. Jeny...w kim ja się zakochałem?
To jednak nie wszystko. Najbardziej zdenerwowało mnie to, że wolał pograć w durne gry, czy kosza, zamiast spędzić czas ze mną. Właśnie dlatego miałem „focha”.
Idę przez miasto, a w dłoni wciąż mam telefon tego debila. Przed oczami mam to, co ten głupek wypisywał do Kurokocchiego. Wszystko się pieprzy, Po prostu jest przewrażliwiony, Ryota przesadza, stroi fochy jak jakaś rozkapryszona księżniczka, i tak planowaliśmy iść do innych liceum - co to w ogóle ma znaczyć? Czy on... mnie już nie kocha?
Ja też mam już dość jego ignorancji. Dość dziwnych fetyszy, bezduszności, mówienia o wszystkim Kurokocchiemu. Może faktycznie będzie lepiej, jeśli...
Nie zdążam dokończyć myśli. Nieświadom, wchodzę na jezdnię. Kątem oka dostrzegam błysk czerwonego światła, do moich uszu dochodzi przeraźliwy pisk opon. Wstrzymuje powietrze. Nie jestem w stanie się ruszyć. Mogę tylko bezradnie czekać na najgorsze.
Aominecchi...
Nagle
czyjeś silne ramię oplata mnie od tyłu i gwałtownie ciągnie w swoją stronę,
ratując mi tym samym życie przed rozpędzonym autem. Siła, z jaką pociągnął mnie
mój wybawiciel sprawia, że lecę w tył - wprost na niego. Oboje upadamy na
ziemię. Wokół nas kręci się pełno przerażonych ludzi. To jednak jest nieważne.
Przekręcam ostrożnie głowę, by móc spojrzeć w oczy wybawcy.
Przepiękne, ciemno-granatowe tęczówki informują mnie o tym, że to właśnie Aominecchi jest moim wybawcą. Patrzy na mnie z przerażeniem. Trochę tak, jakby zamiast mnie widział już tylko ducha. Skrajne emocje, które jeszcze przez chwilę mną targały, odchodzą natychmiast. Jedno, jedyne spojrzenie przepełnione strachem i troską o mnie sprawia, że znów cały jestem jego.
– Kise, odbiło ci?!
Aominecchi dopiero teraz odzyskał mowę. Czuję, że drżę, a mimo to wstaję z niego na chwiejących się pode mną nogach. Aomine również podciąga się w górę. Stoi naprzeciw mnie, nie spuszczając ze mnie czujnego spojrzenia.
– Ja... Zagapiłem się – mruczę pod nosem, wlepiając wzrok w swoje adidasy. Nie śmiem spojrzeć mu w oczy.
– Myśl nad tym, co robisz! - gani mnie, choć wiem, że to z obawy o mnie. Chcę jeszcze coś powiedzieć, ale naszą wymianę zdań przerywa pewna kobieta, która najprawdopodobniej była świadkiem całego zdarzenia.
– Przepraszam, mam zadzwonić po pogotowie? Nic się wam nie stało?
Czuję suchość w gardle. Pozwalam, żeby odpowiedzi udzielił jej mój chłopak.
–Nie, dziękujemy. Wszystko jest już w porządku.
Po chwili jego ciepła dłoń zdecydowanie zaciska się na moim nadgarstku. Ciągnie mnie przed siebie, a ludzie, którzy zrobili zbiegowisko, rozstępują się przed nami. W końcu udaje nam się ich wszystkich minąć, gdy skręcamy w jakąś boczną uliczkę. Aominecchi wciąż mnie nie puszcza, a ja posłusznie idę za nim. Do oczu cisną mi się łzy. Ulgi? Szczęścia? Strachu? Nie jestem pewien. Pociągam nosem, przez co mój wybawiciel przystaje i zwraca się do mnie:
– Rany... Czego ryczysz? Przecież nic się nie stało.
Ton jego głosu wskazuje na to, że stara się pozostać obojętny. Patrzę mu w oczy. Tam wciąż mogę doszukać się strachu o moje życie, jakiego przed chwilą doświadczył. To sprawia, że rozklejam się coraz bardziej.
– Oi, Kise… Nie becz. Pójdziemy do mnie, okey?
Kiwam głową na znak, że akceptuję jego propozycję. W dalszym ciągu nie mam odwagi się odezwać. Modle się w duchu, by Aominecchi nie puścił mojej dłoni. Ku mojej radości, spełnia tę niemą prośbę. Przychodzimy do niego; wciąż trzymając się mocno za ręce.
Już nie pierwszy raz mam zaszczyt tu gościć, ale tym razem jest jakoś inaczej - cieplej. Nie wiem do końca, jak powinienem określić to, co odczuwam, po przekroczeniu progu jego mieszkania.
– Moi rodzice wyjechali na weekend, więc nie musisz się krępować – słyszę cichy głos Aomine. Ściągamy buty w przedpokoju, a następnie udajemy się do salonu połączonego z niewielką kuchnią. Siadam na podłużnej sofie o czarnym obiciu. Mam stąd doskonały widok na Aominecchiego krzątającego się po kuchni. O nic nie pytając, przyrządza nam obu po kubku herbaty. Gotująca się woda w czajniku daje o sobie znać cichym bulgotaniem. Z dość mieszanymi uczuciami lustruję wzrokiem plecy mojego chłopaka. Ma bardzo ładnie łopatki, odznaczające się na czarnym podkoszulku.
Czekam z niecierpliwością, aż usiądzie obok mnie i porozmawiamy. Obaj wiemy, że ta chwila musi nastąpić.
W końcu Aominecchi zalewa herbatę wrzątkiem. Bierze dwa identyczne kubki w dłonie. Chwilę później już jest przy mnie, odkładając na szklany stolik przed nami napoje. Trochę się krępuje. Wygląda na to, że ostatnio obaj mamy się dość. Co z tego wyniknie? Nie odzywam się. Milczeniem pozwalam zacząć mu naszą rozmowę.
– Kise, czemu nie patrzyłeś na światła, kiedy przechodziłeś przez ulicę? Rodzice nigdy nie mówili, że kiedy jest czerwone, trzeba czekać?
–Zamyśliłem się.
Wzdycham lekko. Pozwalam wypytywać się o szczegóły.
– Co było dla ciebie aż tak ważne, żeby lekceważyć swoje bezpieczeństwo?
– A od kiedy ono jest dla ciebie takie ważne? Co, Aominecchi? Jakoś nie przejmowałeś się tym, co czuje, kiedy zaspokajałeś tylko swoje potrzeby!
Posyłam mu najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie mnie stać. On jednak nie pozostaje dłużny.
– Ah, znowu zaczynasz? To wcale nie było tak! Starałem się, żeby było ci dobrze! To nie moja wina!
– No jasne. Przecież ty nigdy nie jesteś niczemu winien, prawda?! – podnoszę głos. Wzburzony, szukam sprawcy mojego dzisiejszego zamyślenia. Jest. Telefon Aomine. Po upadku na ziemię szybko wsunąłem go do kieszeni.
– Skąd to masz? – pyta mój chłopak i ogląda telefon, jakby sprawdzał, czy aby na pewno należ on do niego.
– Spóźniłem się na nasze spotkanie przez pracę. Sprzęt, na którym pracowaliśmy był wadliwy, przez co cała sesja trwała dłużej. Ale... i tak przyszedłem.
– Nie mogłeś zadzwonić? Albo coś...? – burczy mój chłopak pod nosem, czerwieniąc się lekko. – Myślałem, że mnie wystawiłeś.
– Zgubiłem swój telefon – wzdycham. W sumie najbardziej szkoda mi naszych wspólnych zdjęć, jakie miałem na nim zapisane. – I dobrze wiem, co myślałeś. Pisałeś do Kurokocchiego, prawda?
Aomine patrzy na mnie lekko zdziwiony. Chyba nie spodziewał się, że przeczytam jego maile.
– Skąd wiesz? – pyta ostrożnie, chcąc się upewnić.
– Widziałem. To, i nie tylko. Ale zanim się wkurzysz, posłuchaj mnie – dodaję szybko, widząc jego zniesmaczony wyraz twarzy. – Wszedłem w wiadomości niechcący. Byłem pewien, że martwisz się o telefon, dlatego chciałem zadzwonić do Kurokocchiego, że go znalazłem. Jednak przez przypadek wszedłem w maile. Wiem, że nie powinienem ich czytać. W przeciwieństwie do ciebie potrafię się przyznać do winy. I... to dlatego omal nie wpadłem pod samochód. Czy ty naprawdę chcesz ze mną zerwać…? – Złość na niego błyskawicznie przemienia się w żal, smutek i wyrzuty. – Masz mnie dość? Rozumiem, ostatnio może rzeczywiście nie byłem do końca fer... Ale ty również, Aominecchi. I wiesz co? To dziwne, ale nie widzę twojego ducha walki. Tego, którego pokazujesz podczas meczów. Kiedy się starasz i za wszelką cenę walczysz, by wygrać. Czemu nie możesz też zwalczyć o mnie?
Zapada cisza. Słowa, które przed chwilą wypowiedziałem, trafiły Aominecchiego prosto w serce. Widzę to po nim. Przygaszone spojrzenie, stroskany wyraz twarzy. Właśnie tak wygląda człowiek, któremu coś zabrano. Wyrwano podstępem, ponieważ dobrze tego nie pilnował. Ale jeszcze nie jest za późno. Wciąż możesz o mnie zawalczyć, Aominecchi.
– Ryota...Wiem, że nie jestem idealny. Jednak… chcę być. Chcę grać przed tobą kogoś, kogo możesz podziwiać. Do kogo zawsze możesz się zwrócić. Ostatnio, nie było dobrze. Musisz mnie też zrozumieć. Obraziłeś się, nie odbierałeś ode mnie telefonów. I jeszcze to spóźnienie. Ehh... Przepraszam cię za wszystko. Wcale nie chcę z tobą zerwać. Chcę się postarać. He? Kise? Co ty masz dzisiaj z tym płakaniem??
Już nie potrafię powstrzymywać łez. Jedna po drugiej spływają po moich policzkach, a następnie wsiąkają w mój t-shirt.
– Aominecchi... Jestem po prostu szczęśliwy. Bardzo szczęśliwy... Kocham cię.
– Ja ciebie też, głuptasie...
Obserwuję, jak Aominecchi delikatnie pochyla się w moją stronę. Chwyta moją twarz w dłonie i przykrywa moje wargi swoimi. Pozwalam, by jego język wkradł się w głąb moich ust i zaczął delikatnie pieścić mój własny. Nieśmiało odpowiadam na tę pieszczotę. Nasze języki splatają się i drażnią nawzajem. Bicie mojego serca przyspiesza, słyszę wyraźnie jak dudni w mojej klatce piersiowej.
Aomine odrywa się od moich lekko spuchniętych warg i zjeżdża z pocałunkami na szyję. Pod jego dotykiem przechodzą mnie dreszcze. Zasysa się lekko, tworząc na mojej jasnej skórze malinki. Jego dłonie wędrują wzdłuż mojego torsu. Czuję narastające podniecenie. Głośny, przyspieszony oddech mojego chłopaka utwierdza mnie w przekonaniu, że on również znajduję się już na skraju wytrzymałości.
Naszą namiętną grę wstępną przerywa głośny dzwonek telefonu. Aomine stara się go zignorować, ale mi nie przychodzi to tak łatwo.
– Aominecchi, odbierz – nakazuję mu cicho, odpychając jego rozgrzane ciało od siebie. Słyszę, jak warczy gniewie pod nosem. Mimo to, odbiera.
– Tak? Tetsu? Co się stało?….. mhmm….. no jasne….. Spokojnie, nic się nie stało! Już jest dobrze….. No. U mnie….. Okey….. Na razie.
Aomine odkłada telefon na szklany stolik i uśmiecha się pod nosem.
– Co chciał Kurokocchi? – pytam zaciekawiony.
– Zamierzał mnie właśnie ochrzanić za tego ostatniego maila.
– Chyba trochę się z tym spóźnił.
– Trochę. Ale mówił, że i jego telefon się gdzieś zapodział. Eh... Same problemy z tym cholerstwem.
– Nie da się nie zgodzić... – mruczę, kiedy tylko przypominam sobie maile, które Aominecchi wysyłał do Kurokocchiego. – Ale wiesz, Aominecchi, telefony czasem się przydają.
– Po to, żeby robić zdjęcia przypadkowo spotykanym, cycatym laskom...?
– Nie, zboczeńcu. Po to, żebyś mógł do mnie dzwonić i mówić, jak bardzo mnie kochasz.
Wyszczerzam zęby w uśmiechu, kiedy na twarzy Aomine pojawia się lekka irytacja.
– Najpierw kup sobie nowy, potem pogadamy o dzwonieniu.
Uśmiech spełza mi z twarzy. Rzeczywiście. Z telefonami są jednak same problemy.
Przepiękne, ciemno-granatowe tęczówki informują mnie o tym, że to właśnie Aominecchi jest moim wybawcą. Patrzy na mnie z przerażeniem. Trochę tak, jakby zamiast mnie widział już tylko ducha. Skrajne emocje, które jeszcze przez chwilę mną targały, odchodzą natychmiast. Jedno, jedyne spojrzenie przepełnione strachem i troską o mnie sprawia, że znów cały jestem jego.
– Kise, odbiło ci?!
Aominecchi dopiero teraz odzyskał mowę. Czuję, że drżę, a mimo to wstaję z niego na chwiejących się pode mną nogach. Aomine również podciąga się w górę. Stoi naprzeciw mnie, nie spuszczając ze mnie czujnego spojrzenia.
– Ja... Zagapiłem się – mruczę pod nosem, wlepiając wzrok w swoje adidasy. Nie śmiem spojrzeć mu w oczy.
– Myśl nad tym, co robisz! - gani mnie, choć wiem, że to z obawy o mnie. Chcę jeszcze coś powiedzieć, ale naszą wymianę zdań przerywa pewna kobieta, która najprawdopodobniej była świadkiem całego zdarzenia.
– Przepraszam, mam zadzwonić po pogotowie? Nic się wam nie stało?
Czuję suchość w gardle. Pozwalam, żeby odpowiedzi udzielił jej mój chłopak.
–Nie, dziękujemy. Wszystko jest już w porządku.
Po chwili jego ciepła dłoń zdecydowanie zaciska się na moim nadgarstku. Ciągnie mnie przed siebie, a ludzie, którzy zrobili zbiegowisko, rozstępują się przed nami. W końcu udaje nam się ich wszystkich minąć, gdy skręcamy w jakąś boczną uliczkę. Aominecchi wciąż mnie nie puszcza, a ja posłusznie idę za nim. Do oczu cisną mi się łzy. Ulgi? Szczęścia? Strachu? Nie jestem pewien. Pociągam nosem, przez co mój wybawiciel przystaje i zwraca się do mnie:
– Rany... Czego ryczysz? Przecież nic się nie stało.
Ton jego głosu wskazuje na to, że stara się pozostać obojętny. Patrzę mu w oczy. Tam wciąż mogę doszukać się strachu o moje życie, jakiego przed chwilą doświadczył. To sprawia, że rozklejam się coraz bardziej.
– Oi, Kise… Nie becz. Pójdziemy do mnie, okey?
Kiwam głową na znak, że akceptuję jego propozycję. W dalszym ciągu nie mam odwagi się odezwać. Modle się w duchu, by Aominecchi nie puścił mojej dłoni. Ku mojej radości, spełnia tę niemą prośbę. Przychodzimy do niego; wciąż trzymając się mocno za ręce.
Już nie pierwszy raz mam zaszczyt tu gościć, ale tym razem jest jakoś inaczej - cieplej. Nie wiem do końca, jak powinienem określić to, co odczuwam, po przekroczeniu progu jego mieszkania.
– Moi rodzice wyjechali na weekend, więc nie musisz się krępować – słyszę cichy głos Aomine. Ściągamy buty w przedpokoju, a następnie udajemy się do salonu połączonego z niewielką kuchnią. Siadam na podłużnej sofie o czarnym obiciu. Mam stąd doskonały widok na Aominecchiego krzątającego się po kuchni. O nic nie pytając, przyrządza nam obu po kubku herbaty. Gotująca się woda w czajniku daje o sobie znać cichym bulgotaniem. Z dość mieszanymi uczuciami lustruję wzrokiem plecy mojego chłopaka. Ma bardzo ładnie łopatki, odznaczające się na czarnym podkoszulku.
Czekam z niecierpliwością, aż usiądzie obok mnie i porozmawiamy. Obaj wiemy, że ta chwila musi nastąpić.
W końcu Aominecchi zalewa herbatę wrzątkiem. Bierze dwa identyczne kubki w dłonie. Chwilę później już jest przy mnie, odkładając na szklany stolik przed nami napoje. Trochę się krępuje. Wygląda na to, że ostatnio obaj mamy się dość. Co z tego wyniknie? Nie odzywam się. Milczeniem pozwalam zacząć mu naszą rozmowę.
– Kise, czemu nie patrzyłeś na światła, kiedy przechodziłeś przez ulicę? Rodzice nigdy nie mówili, że kiedy jest czerwone, trzeba czekać?
–Zamyśliłem się.
Wzdycham lekko. Pozwalam wypytywać się o szczegóły.
– Co było dla ciebie aż tak ważne, żeby lekceważyć swoje bezpieczeństwo?
– A od kiedy ono jest dla ciebie takie ważne? Co, Aominecchi? Jakoś nie przejmowałeś się tym, co czuje, kiedy zaspokajałeś tylko swoje potrzeby!
Posyłam mu najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie mnie stać. On jednak nie pozostaje dłużny.
– Ah, znowu zaczynasz? To wcale nie było tak! Starałem się, żeby było ci dobrze! To nie moja wina!
– No jasne. Przecież ty nigdy nie jesteś niczemu winien, prawda?! – podnoszę głos. Wzburzony, szukam sprawcy mojego dzisiejszego zamyślenia. Jest. Telefon Aomine. Po upadku na ziemię szybko wsunąłem go do kieszeni.
– Skąd to masz? – pyta mój chłopak i ogląda telefon, jakby sprawdzał, czy aby na pewno należ on do niego.
– Spóźniłem się na nasze spotkanie przez pracę. Sprzęt, na którym pracowaliśmy był wadliwy, przez co cała sesja trwała dłużej. Ale... i tak przyszedłem.
– Nie mogłeś zadzwonić? Albo coś...? – burczy mój chłopak pod nosem, czerwieniąc się lekko. – Myślałem, że mnie wystawiłeś.
– Zgubiłem swój telefon – wzdycham. W sumie najbardziej szkoda mi naszych wspólnych zdjęć, jakie miałem na nim zapisane. – I dobrze wiem, co myślałeś. Pisałeś do Kurokocchiego, prawda?
Aomine patrzy na mnie lekko zdziwiony. Chyba nie spodziewał się, że przeczytam jego maile.
– Skąd wiesz? – pyta ostrożnie, chcąc się upewnić.
– Widziałem. To, i nie tylko. Ale zanim się wkurzysz, posłuchaj mnie – dodaję szybko, widząc jego zniesmaczony wyraz twarzy. – Wszedłem w wiadomości niechcący. Byłem pewien, że martwisz się o telefon, dlatego chciałem zadzwonić do Kurokocchiego, że go znalazłem. Jednak przez przypadek wszedłem w maile. Wiem, że nie powinienem ich czytać. W przeciwieństwie do ciebie potrafię się przyznać do winy. I... to dlatego omal nie wpadłem pod samochód. Czy ty naprawdę chcesz ze mną zerwać…? – Złość na niego błyskawicznie przemienia się w żal, smutek i wyrzuty. – Masz mnie dość? Rozumiem, ostatnio może rzeczywiście nie byłem do końca fer... Ale ty również, Aominecchi. I wiesz co? To dziwne, ale nie widzę twojego ducha walki. Tego, którego pokazujesz podczas meczów. Kiedy się starasz i za wszelką cenę walczysz, by wygrać. Czemu nie możesz też zwalczyć o mnie?
Zapada cisza. Słowa, które przed chwilą wypowiedziałem, trafiły Aominecchiego prosto w serce. Widzę to po nim. Przygaszone spojrzenie, stroskany wyraz twarzy. Właśnie tak wygląda człowiek, któremu coś zabrano. Wyrwano podstępem, ponieważ dobrze tego nie pilnował. Ale jeszcze nie jest za późno. Wciąż możesz o mnie zawalczyć, Aominecchi.
– Ryota...Wiem, że nie jestem idealny. Jednak… chcę być. Chcę grać przed tobą kogoś, kogo możesz podziwiać. Do kogo zawsze możesz się zwrócić. Ostatnio, nie było dobrze. Musisz mnie też zrozumieć. Obraziłeś się, nie odbierałeś ode mnie telefonów. I jeszcze to spóźnienie. Ehh... Przepraszam cię za wszystko. Wcale nie chcę z tobą zerwać. Chcę się postarać. He? Kise? Co ty masz dzisiaj z tym płakaniem??
Już nie potrafię powstrzymywać łez. Jedna po drugiej spływają po moich policzkach, a następnie wsiąkają w mój t-shirt.
– Aominecchi... Jestem po prostu szczęśliwy. Bardzo szczęśliwy... Kocham cię.
– Ja ciebie też, głuptasie...
Obserwuję, jak Aominecchi delikatnie pochyla się w moją stronę. Chwyta moją twarz w dłonie i przykrywa moje wargi swoimi. Pozwalam, by jego język wkradł się w głąb moich ust i zaczął delikatnie pieścić mój własny. Nieśmiało odpowiadam na tę pieszczotę. Nasze języki splatają się i drażnią nawzajem. Bicie mojego serca przyspiesza, słyszę wyraźnie jak dudni w mojej klatce piersiowej.
Aomine odrywa się od moich lekko spuchniętych warg i zjeżdża z pocałunkami na szyję. Pod jego dotykiem przechodzą mnie dreszcze. Zasysa się lekko, tworząc na mojej jasnej skórze malinki. Jego dłonie wędrują wzdłuż mojego torsu. Czuję narastające podniecenie. Głośny, przyspieszony oddech mojego chłopaka utwierdza mnie w przekonaniu, że on również znajduję się już na skraju wytrzymałości.
Naszą namiętną grę wstępną przerywa głośny dzwonek telefonu. Aomine stara się go zignorować, ale mi nie przychodzi to tak łatwo.
– Aominecchi, odbierz – nakazuję mu cicho, odpychając jego rozgrzane ciało od siebie. Słyszę, jak warczy gniewie pod nosem. Mimo to, odbiera.
– Tak? Tetsu? Co się stało?….. mhmm….. no jasne….. Spokojnie, nic się nie stało! Już jest dobrze….. No. U mnie….. Okey….. Na razie.
Aomine odkłada telefon na szklany stolik i uśmiecha się pod nosem.
– Co chciał Kurokocchi? – pytam zaciekawiony.
– Zamierzał mnie właśnie ochrzanić za tego ostatniego maila.
– Chyba trochę się z tym spóźnił.
– Trochę. Ale mówił, że i jego telefon się gdzieś zapodział. Eh... Same problemy z tym cholerstwem.
– Nie da się nie zgodzić... – mruczę, kiedy tylko przypominam sobie maile, które Aominecchi wysyłał do Kurokocchiego. – Ale wiesz, Aominecchi, telefony czasem się przydają.
– Po to, żeby robić zdjęcia przypadkowo spotykanym, cycatym laskom...?
– Nie, zboczeńcu. Po to, żebyś mógł do mnie dzwonić i mówić, jak bardzo mnie kochasz.
Wyszczerzam zęby w uśmiechu, kiedy na twarzy Aomine pojawia się lekka irytacja.
– Najpierw kup sobie nowy, potem pogadamy o dzwonieniu.
Uśmiech spełza mi z twarzy. Rzeczywiście. Z telefonami są jednak same problemy.

