Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KiyoHyuu*. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KiyoHyuu*. Pokaż wszystkie posty

4.05.2015

Only love [part VIII]

Tytuł : Only love
Podtytuł : "Ani teraz, ani nigdy"
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no Basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : VIII
Od autorki : Yo kochani! Dzisiejsza notka nieco luźniejsza i krótsza, na poprawę humoru. Jednak następne będą trzymać długość części VII *cieszę się, że zdołaliście przeczytać ją do końca, bo miałam lekkie obawy ^^' *. Również od następnej części akcja rozkręci się na dobre. Serio. Tak więc...zapraszam do czytania i komentowania! ^^
Muzyka : https://www.youtube.com/watch?v=GkWj_QFgn-s
*
   Ciepły, równomierny oddech Kuroko łaskotał mnie w zagłębienie szyi. Zasnął i miałem nadzieję, że nie prędko się obudzi. Wyglądał nadzwyczaj słodko i bezbronnie. Jego włosy tworzyły niezwykłą kompozycję. Rozciągały się po części na moim ramieniu oraz na poduszce. Na jego delikatnie rozchylonych, jasnych wargach błąkał się uśmiech.
   Miałem ogromną nadzieję, że nie "uszkodziłem" go zbytnio. Przeżyliśmy właśnie nasz pierwszy raz, a już czułem się, jakbym wygrał milion dolarów na loterii. W trakcie starałem się być delikatny, ale nie wiedziałem, jak to do końca wyszło. Jego wnętrze było gorące i ciasne, a uczucie, jakiego wtedy doznałem, było niedopisania. Bardzo trudno było mi się powstrzymywać.
   Prawdą było, że mnie pociągał. Często w jego obecności nie umiałem się hamować, czy po prostu normalnie zachowywać. Zacząłem tracić zmysły i zastanawiałem się, czy nie oszalałem. Jednak to była po prostu miłość.
   Pod kołdrą, z przyczepionym do mnie Kuroko, było mi strasznie ciepło, dlatego lekko się odkryłem. Mój chłopak mruknął coś przez sen, ale się nie obudził. Pogładziłem go po policzku. Jego skóra była gładka, wciąż lekko rozgrzana i zarumieniona od emocji. Zacząłem zastanawiać się nad tym, czy używa jakiś specjalnych kremów, bo jego cera była nieskazitelna.
   Kuroko uwiódł mnie całym sobą. Swoją nikłą aurą, uśmiechem, który uwielbiałem wywoływać, wzrostem (tak, jestem fetyszystą..), przenikliwym spojrzeniem błękitnych oczu, ale przede wszystkim swoim charakterem.
   Był bardzo wytrwały, co doskonale udowadniał poprzez stałe dodatkowe treningi.
   Był waleczny i nigdy się nie poddawał. W czasie meczy był dla drużyny ogromnym wsparciem.
   Był szczery, a to cecha, którą bardzo cenię. "Walił prosto z mostu", co nie raz było krępujące.
   Był zamknięty w sobie, nie chciał sprawiać kłopotu. Dlatego zapragnąłem otworzyć go na świat, na ludzi i udowodnić, że może na mnie polegać w każdej dziedzinie życia.
   I, oczywiście, kochał koszykówkę całym sercem. Ja również. Ale od czasu, kiedy go poznałem, kosz zajmuje tylko połowę mojego serca. Druga należy do niego.
   Uniosłem się lekko na łokciach tak, by go nie obudzić. Wstałem, zgarnąłem z szafki czyste bokserki i poszedłem pod prysznic. Zmyłem z podbrzusza jego nasienie. Wraz z wodą, spłynął ze mnie cały stres. Nasz związek przeszedł na wyższy poziom i zaczęliśmy ze sobą sypiać.
   Przed naszym pierwszym razem nie myślałem za wiele. Kuroko poczuł się zraniony po tym, jak "nakrył" mnie w kawiarni z Yumeko - naszą przewodniczką. Ona zaś już od pierwszego dnia wykazała zainteresowanie moją osobą. Przez dwa kolejne dni, gdy 'przypadkiem' na mnie wpadła, nalegała na spotkanie. Tymczasem po moim wyznaniu miłosnym, Kuroko tworzył dziwną atmosferę. Nie miałem bladego pojęcia, o co mu chodzi. W końcu zaczęło mnie to wszystko przytłaczać. Właśnie dlatego uznałem, że nie będzie złym pomysłem, jeśli wyrwę się gdzieś na miasto.
   A on to źle zrozumiał. Nie zrobiłem nic złego, a mimo to poczułem się okropnie. Jakbym go zdradził, a to nie była prawda. Ani razu nie pomyślałem o Yumeko w taki sposób. Jednak szok, żal i złość w jego oczach wywołały u mnie natychmiastowe wyrzuty sumienia.
   Przeprosiłem moją towarzyszkę, zapłaciłem za swoją kawę i pobiegłem jak głupi, za tym słodkim idiotą.
   W międzyczasie zdążyło się rozpadać, więc do ośrodka dotarłem cały przemoczony. Wpadłem do naszego pokoju, zamknąłem drzwi na klucz i rozejrzałem się dookoła. Kuroko nigdzie nie było, dopiero po chwili dostrzegłem zapalone światło w łazience.
   Krew uderzyła mi do głowy i czułem, że muszę to wszystko wyjaśnić. Nigdy nie chciałem go zranić. Nie chciałem, żeby przeze mnie cierpiał. Więc dlaczego to musiało się zdarzyć...?
   Siłą wyciągnąłem go z łazienki i przewaliłem na swoje łóżko. Nie mam pojęcia dlaczego, ale cały mokry i zapłakany Kuroko był po prostu rozbrajający. Zapragnąłem go mieć jak nigdy wcześniej. Jasne, miałem lekkiego stresa, ale to wszystko nagle odeszło w zapomnienie. Liczyła się tylko jego obecność. Nasze ciała splecione ze sobą, przyspieszone oddechy, namiętność.
  
   Założyłem czyste bokserki i wyszedłem z łazienki. Kuroko wciąż smacznie spał. Nagle wpadłem na genialny pomysł. Zerknąłem na zegarek, który wskazywał 15.40. Nie było jeszcze za późno.
   Z powodu mojej 'niedyspozycji' tamtego dnia nasza drużyna była skazana na obiad przyrządzony przez Riko. Przez wcześniejsze dni ja wziąłem się za gotowanie, ponieważ Kuroko uważał, że miałem predyspozycje na naprawdę dobrego kucharza.
   Przez to, że się kochaliśmy, nie zjedliśmy obiadu. Jednak, kiedy spojrzałem na mojego chłopaka i pomyślałem, że gdy się obudzi może być głodny...Musiałem coś z tym zrobić. Nie wspominając o tym, że i mi zaburczało w brzuchu.
   Ubrałem się szybko w luźne spodnie, biały podkoszulek i opuściłem nasz pokój.
*
   Po pół godzinie zmagania się z niechcącymi rozpalić się palnikami, rozsypanym ryżem na podłodze i rozbitym talerzem, ugotowałem dla nas na obiad curry. W dużej, nowoczesnej kuchni wynajętej dla naszej drużyny, byłem tylko ja. Trochę doskwierała mi samotność, bo może nie wyglądam, ale lubię z kimś przebywać i nieraz miewam potrzebę 'wygadania się'.
   Miałem nadzieję, że Kuroko już się obudził, bo nie byłem pewien, czy będę w stanie wyrwać go ze snu. Dlatego z duszą na ramieniu, położyłem na tacy dwa talerze i ruszyłem do pokoju. Otworzyłem sobie drzwi ramieniem, a gdy wszedłem, o mało nie wypuściłem jej z rąk, z wrażenia.
   Kuroko siedział na moim łóżku, pośród poduszek i rozkopanej kołdry. Co najlepsze, miał na sobie tylko i wyłącznie mój czarny, o wiele na niego za duży, czarny t-shirt.
- Kagami...kun..? - zapytał cicho. Zdałem sobie sprawę, że mam otwarte ze zdziwienia usta. Zamknąłem je szybko. - Gdzie byłeś..? Kiedy się obudziłem, byłem sam...- wyszeptał i zmrużył smutno oczy. Wyglądał tak nieprzyzwoicie seksownie, że musiałem uspokajać się w myślach. "Taiga, spokojnie. Wdech i Wydech. Opanuj się, przecież dopiero co to zrobiliście..." - powtarzałem sobie raz za razem.
- Erm...Kuroko...poszedłem...zrobić o-obiad..! - wydukałem w końcu i postawiłem przed nim tacę z jedzeniem, biorąc z niej swoją porcję. - Itadakimasu! - zawołałem i w ekspresowym tempie zacząłem opróżniać curry z naczynia. Kuroko szło to nieco mozolnie. Gdy ja skończyłem, on był dopiero w połowie.
- Nie smakuje ci..?
   Kuroko otworzył szerzej oczy.
- Nie, jest pyszne. Dziękuje. To takie...miłe.
   Poczułem, jak się czerwienię. Cały on! Zawsze "prosto z mostu"...
- Nie ma sprawy.
- Twoja kuchnia jest naprawdę świetna, Kagami-kun. - wyszeptał, uśmiechając się delikatnie. - Przypomina mi trochę dzieciństwo. To śmieszne, bo twoje jedzenie jest zupełnie inne, niż to przygotowane przez moją mamę.
- Pewnie do pięt jej nie dorastam! - żachnąłem się, nieco rozluźniając.
- Nieprawda.
   Pokręcił głową.
- Po prostu cieszę się, gdy ktoś daje mi coś od serca.
- Rozumiem cię...
   To, co powiedział mój chłopak, sprawiło, że mimo wszystko przypomniałem sobie te czasy, gdy sam byłem dzieckiem.
- Kiedy byłem mały, moja mama zawsze powtarzała : przez żołądek, do serca. To ona nauczyła mnie gotować.
   Po raz pierwszy wspomniałem o swojej rodzinie komuś innemu, niż Tatsuyi - przyjacielowi z dzieciństwa. Symbol naszej braterskiej przyjaźni nosiłem zawsze na szyi, w postaci pierścienia zawieszonego na srebrnym łańcuszku.
   Kuroko zszokowany spojrzał na mnie. Nie chciałem rozwijać tego tematu.
- Jedz. - poleciłem mu. Sam wyjąłem z szafki telefon oraz słuchawki, położyłem się na plecach na jego łóżku, zamknąłem oczy i odpłynąłem do krainy muzyki.
   Po upływie ok.12 minut (4 piosenki!) zmuszony byłem gwałtownie uchylić powieki. Kuroko siedział na moich biodrach, a jego twarz znajdowała się tuż nad moją. Nadal miał na sobie tylko mój t-shirt i bokserki. Powoli i delikatnie zsunął mi z uszu słuchawki.
- Kagami-kun. O co chodzi?
- Hee? - nieco się zdziwiłem.
- Wspomnienia z dzieciństwa powinny być raczej pozytywne. A ty tylko przywołując ich fragment, całkowicie się zmieniasz. Nie musisz mi mówić, co się stało w twoim życiu, ale...jeśli bardzo cię to męczy, zawsze możesz to zrobić.
- Dzięki, Kuroko. - Sam nie wiem czemu, poczułem ulgę. - Może kiedyś ci powiem. W każdym razie, na pewno nie dziś.
   Skinął głową.
- Rozumiem. Kocham cię.
- He? Co ty tak nagle..?
   Moja twarz dopiero co odzyskała normalny kolor, a już znowu zacząłem robić się czerwony!
- Po prostu nigdy nie powiedziałem tego pierwszy. Chcę, żebyś to wiedział.
- Wiem to, głuptasie. - zaśmiałem się cicho i pocałowałem go w czoło. W jednej chwili przylgnął do mnie jeszcze bardziej, mocno ściskając.
- Nie chcę cię stracić.
- Co ty znowu opowiadasz? Curry ci zaszkodziło?
   Jego zachowanie było dziwne. Czemu mówił takie rzeczy?
- Nic mi nie zaszkodziło! - uniósł się. - Po prostu...boję się. Zawsze się bałem...
- Czego znowu..?
- Że po pierwszym razie wszystko będzie gorsze.
- Czemu tak sądzisz? - zapytałem, szczerze zdziwiony.
- Jakoś tak...Niektórzy ludzie zrywają ze sobą po pierwszym stosunku.
   Nie chciałem wierzyć w to co słyszę. Przecież nie dawałem mu żadnej podstawy do tego, by tak myślał! Chociaż swoją drogą...nigdy z nikim nie był. Naoglądał się pewnie głupich seriali i gada od rzeczy.
- Zgłupiałeś do reszty.
   Pokręciłem z niedowierzaniem głową i poczochrałem go po włosach.
- My nie zrywamy. Ani nie teraz, ani nigdy. Po pierwszym razie przychodzą kolejne. Jeśli masz jakieś wątpliwości, możesz przekonać się o tym na własnej skórze...- mruknąłem i pocałowałem go namiętnie. Odwzajemnił pocałunek. Moje dłonie zsunęły się w dół, do jego pośladków. Zacząłem powoli je ugniatać, a Kuroko głośno nabrał powietrza w płuca. Oj tak...po pierwszym razie zdecydowanie przychodzą kolejne..!
*
   W środę rano ktoś zapukał do drzwi naszego pokoju. Mruknąłem sennie i zakryłem głowę poduszką. Leżący obok mnie Kuroko poruszył się nerwowo, po czym usiadł na łóżku.
- Kagami-kun, która godzina? - jęknął sennie i ziewnął.
- Nie mam pojęcia...otworzysz..?
   Zawsze rano czułem się 'wypompowany'. Dopóki się nie rozbudzę, nie ma mowy, żebym wstał z łóżka. Właśnie z tego powodu postanowiłem chytrze posłużyć się Kuroko.
- Mhmm...- mruknął tylko i zwlekł się z łóżka. Odwróciłem twarz ku drzwiom. Kuroko je otworzył i po chwili ukazała się w nich dobrze znana mi sylwetka.
- Kuroko-kun, przepraszam, że cię budzę, ale muszę z tobą natychmiast porozmawiać! - wypalił Kiyoshi. Miał na policzku czerwony ślad, mimo to, tryskał energią. Mój chłopak pokiwał jedynie sennie głową i wyszedł z Kiyoshim na korytarz. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że był w samych bokserkach.
   Miałem ochotę z powrotem zaciągnąć go do pokoju, zważywszy na to, jak skąpo był ubrany. Powstrzymało mnie jedynie to, że a) sam nie miałem na sobie kompletnie nic (szafa była tak daleko..) b) nie chciałem im przeszkadzać. Jednak wkurzyłem się trochę. Byłem pewny, że już nie zasnę.
   Kuroko wrócił po około 10 minutach, które strasznie mi się dłużyły.
- Może przed wyjściem byś się ubrał? - warknąłem, gdy tylko zamknął za sobą drzwi.
- A co, Kagami-kun? Czyżbyś był zazdrosny?
- Żebyś wiedział. - prychnąłem. - Co takiego ważnego miał do powiedzenia senpai, by zakłócać naszą poranną sielankę..?
- Ah, to. Chciał mi powiedzieć, że zeszli się z Hyuugą-senpaiem.
- Tylko tyle??
- ...nie tylko. Mówił, że zrobili to dziś w nocy.
- I tak po prostu rozmawialiście sobie o tym na korytarzu??
- No tak.
- Świetnie.
   Uniosłem się do siadu i przeciągnąłem.
- Podasz mi bokserki..? Są w...
- Teraz nie mogę, Kagami-kun. - przerwał mi Kuroko i usiadł na swoim łóżku.
- Czemu niby?
- Jestem zbyt zajęty myśleniem...
   Walnąłem się lekko dłonią w czoło. W jednej chwili wyskoczyłem z łóżka i znalazłem się przy swojej szufladzie. Czułem na sobie wzrok Kuroko, który prześlizgiwał się po każdym zakątku mojego nagiego ciała. Poczułem jak lekko się czerwienie. Najszybciej, jak tylko potrafiłem, wyciągnąłem na siebie bieliznę, spodnie i czarną bluzkę, której luźne rękawy sięgały mi do łokci.
- Ty bezwstydniku...- rzuciłem w stronę Kuroko, który najwyraźniej udawał, że to nie do niego. Z wyrazu jego twarzy mogłem odczytać lekkie rozbawienie, nic więcej.
- Też byś się w końcu ubrał. - powiedziałem, lustrując go spojrzeniem.
- Mhm...- mruknął tylko.
   Bardzo powoli, nawet jak na niego, dostał się do swojej szafki, wyciągnął ubrania i zmysłowymi ruchami wciągnął na siebie każdą niezbędną część odzienia.
- Kagami-kun...jestem głodny.
   Bez słowa chciałem go za rękę i pociągnąłem aż do samej kuchni.
- Robimy jajecznicę. - zarządziłem.
   Kuroko zajął się przygotowaniem jajek, a ja rozpuściłem masło na patelni. Dzięki współpracy szybko udało nam się przygotować pożywne i smaczne śniadanie. Zjedliśmy je w kuchni.
- Właściwie, wiesz, czemu Kiyoshi-senpai miał na policzku tamtą czerwoną plamę? - przypomniało mi się. Mój chłopak przełknął to, co akurat miał w ustach i odpowiedział :
-  Hyuuga-senpai go uderzył, kiedy po raz pierwszy chciał go pocałować. Podobno odcisk dłoni nie znikał mu przez parę godzin.
   Odetchnąłem w duchu, kiedy przywołałem w myślach zdarzenie z nie tak dawna, gdy wbrew Kuroko, zacząłem się do niego dobierać. Dobrze, że on nie miał tyle krzepy, co nasz kapitan.
   Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, kiedy do kuchni zawitała znaczna część naszej drużyny, wiedziona zapachem jajecznicy. W małym pomieszczeniu znaleźli się Kiyoshi, Hyuuga, Izuki, Mitobe i Furihata. Razem z Kuroko ustąpiliśmy im miejsca i zaczęliśmy przyrządzać kolejną porcję jajecznicy dla naszych kolegów w drużyny.
   W pewnej chwili, gdy już nakładałem potrawę na talerze, do kuchni weszła Riko. Była wyjątkowo niezadowolona i patrzyła na nas ze złością.
- Co wy, do jasnej ciasnej, wyrabiacie w nocy?? - zapytała. Wszystkie rozmowy momentalnie ucichły. - Właśnie zagadnęła mnie jedna pani z obsługi. Narzekała na nocne hałasy na naszym piętrze. Macie mi coś do powiedzenia w związku z tą sprawą??
   Momentalnie zerknąłem na Kuroko. Był cały czerwony. Włosy opadły mu na twarz, a spojrzenie utkwił w podłodze. Podobnie zareagował Kiyoshi.
- Erm...w nocy leciały mistrzostwa krajowe Ameryki w kosza..! - powiedział szybko Hyuuga i zaśmiał się nerwowo. - Kagami i Kuroko też na pewno je oglądali, prawa?
   Spojrzał na mnie znacząco.
- J-Jasne! T-Tak! To te mistrzostwa!
   Riko westchnęła ciężko, pokręciła głową, mrucząc coś pod nosem i usiadła przy stole.
- Ja też poproszę jajecznicę...
    Po śniadaniu mieliśmy chwilę dla siebie i od tamtego momentu kontynuowaliśmy nasz zabójczy trening. Tym razem, jako rozgrzewkę, mieliśmy przebiec wokół jeziora dwa okrążenia. Zajęło nam to pół dnia, a wysiłek był ogromny. Bałem się trochę o Kuroko, bo w połowie 2 okrążenia wyglądał naprawdę kiepsko. Razem z nim postanowiłem wlec się na szarym końcu, by mieć na niego oko.
   A to był dopiero początek.
   Do końca naszego wyjazdu - łącznie 3 dni - nie mieliśmy już żadnych przerw w treningu. Dodatkowo, zaczął udzielać się ojciec trenerki. Sprawdzał, jak wykonujemy nasze opracowane przez niego i jego córkę, zestawy ćwiczeń i podpowiadał nam podczas mini-gier, co możemy zmienić w naszej grze na lepsze. Pewnego dnia, słysząc narzekania jednego chłopaka z rezerwy, powiedział słowa, które wziąłem sobie do serca :
- ...by poprawiły się umiejętności drużyny, najpierw muszą się polepszyć te każdego z Was. Jestem pewny, że macie swoje talenty. Coś, w czym myślicie, że możecie być najlepsi. Zatem, udoskonalcie je i pokażcie przeciwnikom. Wtedy zwycięstwo będzie wasze.
   Od tamtej chwili dawałem z siebie wszystko. Ponieważ ojciec trenerki już wielokrotnie miał możliwość zaobserwowania moich skoków, postanowił pomóc mi trenować rzuty nieregularne. W tym samym czasie Riko nieco zmodyfikowała mój zestaw ćwiczeń tak, by jak najlepiej wzmacniał nogi. Nie chciała, żeby w czasie gry przytrafiła mi się jakakolwiek kontuzja. W podobny sposób dbała o resztę naszej drużyny.
*
   Trzy ostatnie dni naszego obozu treningowego zleciały mi bardzo szybko. Co jeszcze się przez ten czas wydarzyło..?
   Ze względu na Kuroko, przestałem zwracać jakąkolwiek uwagę na Yumeko. Traktowałem ją jak powietrze, z czego nie do końca była zadowolona...
   Czas spędzany z sam-na-sam z moim chłopakiem polegał tylko i wyłącznie na spaniu razem. Po prostu niemal każdą chwilę przebywaliśmy w czyimś towarzystwie, a do tego trening był tak wyczerpujący, że zaraz po wieczornym powrocie do pokoi, kładliśmy się spać. Nie uprawialiśmy więcej seksu, ze względu na wyjątkowo wścibską obsługę. Kuroko jasno dał mi do zrozumienia, że w telewizji nie będą więcej leciały żadne mecze, byśmy mogli mieć wymówkę.
   W piątek po wyjątkowo obfitym obiedzie, który z resztą ja przygotowałem, spakowaliśmy się i mieliśmy jeszcze chwilę, by zacząć zbierać się przed ośrodkiem do wyjazdu. Po upewnieniu się, że żadna z naszych rzeczy nie zapodziała się gdzieś w szafie, stanęliśmy z Kuroko na tarasie, którego wejście znajdowało się w naszym pokoju. Jakoś przez cały czas obozu nie mieliśmy czasu, by na niego wyjść. A widok był naprawdę piękny. Zielony las na zboczu i jezioro.
   Stanąłem za Kuroko i objąłem go od tyłu, wtulając twarz w jego szyję.
- To był wspaniały wyjazd, Kagami-kun.
   Drgnąłem, słysząc jego głos.
- Taa...Ja też tak myślę. - odpowiedziałem i ucałowałem delikatnie jego szyję.
- Po powrocie ogłoszą wyniki egzaminów...Mogę liczyć na jakąś drobną nagrodę, jeśli dobrze mi poszło? - zapytałem cicho.
- Zależy, jaka to nagroda.
   Wzruszył ramionami. Ja zaś chwyciłem go za ręce i obróciłem do siebie przodem.
- Dobrze wiesz. - wyszeptałem, starając się by mój głos brzmiał zmysłowo. Kuroko uśmiechnął się, popatrzył mi w oczy i pogładził mój policzek.
- Jeśli tylko będziesz grzeczny, Kagami-kun...
- Na to nie licz. W przyszłości mam zamiar robić z tobą jeszcze bardziej nieprzyzwoite rzeczy, niż wszystkie, co do tej pory razem wzięte.
   Kuroko w jednej chwili cały spłonął na twarzy. Zaraz potem zakrył ją dłońmi i osunął się na ziemię.
- Nie wierzę, że to powiedziałeś, Kagami-kun...
- O-Oi..!!
   ...i wróciliśmy do domu. Jednak od tamtej pory wszystko miało zacząć powoli się komplikować.

23.04.2015

Only love [part VII]

Tytuł : Only love
Podtytuł : ...a jutro już nie nadejdzie.
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : VII
Od autorki : Yo kochani! Ta część jest wyjątkowo długa, by wynagrodzić wszystkie te krótsze. To chyba dobrze xDD A żeby było jeszcze lepiej, jest ona wyjątkowa. Czemu? O tym musicie przekonać się sami - czytając. Tak więc zapraszam i podzielcie się waszymi odczuciami w komentarzach :) Mam nadzieję, że wyszło...romantycznie ^^
Muzyka1 : https://www.youtube.com/watch?v=l0SQxIC0utQ
*
   Od razu wyczułem zagrożenie. Młoda, zgrabna, blondynka. W dodatku dość hojnie obdarzona przez naturę.
   Nasza przewodniczka przykuwała spojrzenie, odkąd po raz pierwszy przyprowadził ją tata trenerki. Wiedziałem, że nie powinienem być zazdrosny. Kagami nie dawał mi do tego powodów, ale...w pamięci wciąż tkwiły mi jego słowa, które wypowiedział jeszcze przed rozpoczęciem naszego związku.
   Postanowiłem na razie zignorować naszą przewodniczkę. Oprowadziła nas ona po całym ośrodku, po czym pozostawiła samych sobie, z powrotem na holu głównym.
- Dobrze...Dzisiaj macie czas wolny do obiadu. Potem pójdziemy zobaczyć jezioro, a od jutra zaczynamy trening! - poinformowała nas Riko i zaraz potem znikła, wspominając coś o wizycie w sałnie.
   Hyuuga, Kioshi i Izuki poszli do swoich pokoi, a rezerwowi poszli grać w bilarda. Ja nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Ukradkiem spojrzałem na Kagamiego, ale on poszedł do sklepiku. Westchnąłem cicho. Postanowiłem trochę powłóczyć się po ośrodku.
   Skręciłem w pierwszy lepszy korytarz, który prowadził do siłowni. Była pusta. Spojrzałem na telefon. Wyświetlacz wskazywał 12.30.
   Wszedłem do pomieszczenia wypełnionego sztangami, bieżniami, rowerami treningowymi i mnóstwem innych sprzętów, których nazwy nie znałem. Po dłuższym zastanowieniu podszedłem do stoiska z hantlami. Wypatrzyłem te najlżejsze, 5-cio kilogramowe i spróbowałem podnieść. Udało się. Nawet nie było tak ciężko. Zachęcony swoim małym sukcesemy, podniosłem te 8-mio kilogramowe. Z tymi poszło już nieco gorzej, ale utrzymałem je przez 5 sekund. Nie chciałem się poddawać, skoro tak dobrze mi szło.
   10-cio kilogramowe hantle nie wyglądały już tak zachęcająco, jak ich lżejsze odpowiedniki, ale mimo wszystko chwyciłem je w dłonie, napiąłem mięśnie i uniosłem.
   Było to zbyt duże obciążenie. Zachwiałem się, byleby tylko nie puścić hantli. Nagle czyjeś ręce chwyciły moje i pomogły utrzymać ciężar.
- Kagami-kun..?
   Odpowiedział mi cichy, serdeczny śmiech.
- Wybacz, Kuroko. To nie Kagami. - powiedział ciepło Kiyoshi i razem opuściliśmy ciężarki na miejsce. Następnie usiedliśmy obok siebie na najbliższej ławce.
- Kiyoshi-senpai czy coś się stało? - zapytałem nie mogąc znieść przedłużającej się ciszy. Kiyoshi uśmiechnął się i podrapał w tył głowy. Zdawał się być zakłopotany.
- Nie, nic konkretnego. Chciałem tylko o coś zapytać. I przy okazji poprosić o radę.
   Kiwnąłem głową, przenosząc na niego swoje pytające spojrzenie. Odchrząknął cicho i dopiero wtedy zaczął mówić.
- Czy ty...Ty i Kagami...ostatnio się zbliżyliście?
   Wstrząsnął mną dreszcz.
- Czemu tak myślisz, Kiyoshi-senpai?
- Wiesz, w zasadzie już wcześniej byliście blisko, ale teraz coś jakby się zmieniło. Dlatego pytam. Jeśli się mylę, popraw mnie.
   Milczałem, wpatrując się w swoje dłonie, zaciśnięte jedna na drugiej. Nie mogłem potwierdzić. Ale zaprzeczyć tym bardziej. Z drugiej strony wiedziałem, jaki jest Kiyoshi. Miły, opiekuńczy, a gdy trzeba, waleczny. Był dla mnie trochę jak starszy brat - bardzo go lubiłem. Więc...zaryzykować?
   Nieświadomie przygryzłem wargę. Niepewność targała mną jeszcze chwilę.
- Nie martw się, nikomu nic nie powiem. Przepraszam, że się tak narzucam, ale twoja odpowiedź jest dla mnie ważna.
   Ważna? Czemu ważna?
- Tak...masz rację. Jestem z Kagamim-kunem.. - powiedziałem cicho. Jego reakcja nieco mnie zaskoczyła.
- Oh, gratulacje! Pasujecie do siebie.
   Zmarszczyłem lekko brwi. Zdecydowana większość rasy ludzkiej zareagowałaby na tę wiadomość zupełnie inaczej...
- Żartujesz..?
- Nic z tych rzeczy! - odpowiedział szybko, unosząc ręce w geście obronnym. - Naprawdę się cieszę. I to podwójnie, bo mam do ciebie prośbę. Mianowicie, chodzi o...Hyuuge. - zaczerwienił się lekko, gdy to mówił. Zdziwiłem się jeszcze bardziej.
- Znaczy...czy ty...senpai...?
- Erm...tak?
   Po chwili ciszy roześmialiśmy się z ulgą. Więc o to chodziło?
- Chcesz, żebym ci doradził?
- Tak. Kompletnie nie wiem, co mam robić. Jesteśmy przyjaciółmi, znaczy, tak mi się wydaje, bo Hyuuga czasem potrafi być...nieco drażliwy.
   Obaj doskonale to wiedzieliśmy. Do tego, że nie nienawidzi Kiyoshiego Hyuuga przyznał się bardzo późno, jeśli brać pod uwagę ich znajomość. Przypomniałem sobie, gdy po raz pierwszy przybili sobie piątkę. Na twarzy Kiyoshiego malowała się wtedy ulga i szczęście.
- Hmm...A co chciałbyś wiedzieć konkretniej?
- No..Po pierwsze nie wiem, czy dobrze robię. Czy nie zniszczę tym uczuciem doszczętnie naszej przyjaźni...
- Też się martwiłem. Postanowiłem to nawet zlekceważyć. Ale to nie było proste. Koniec końców to Kagami-kun pierwszy mnie pocałował...Można powiedzieć, że nie umiał się wtedy powstrzymać. Jednak wyszło nam to na dobre...
- Rozumiem...W takim razie mam zaryzykować?
- Ja nie chciałem tego robić. Jednak teraz wiem, że było warto i żałowałbym, gdybym odpuścił.
   Nieco się rozmarzyłem. Cudownie jest być zakochanym. A jeszcze lepiej, gdy dana osoba odwzajemnia twoje uczucia.
   Kiyoshi na moje oko nadal był niezdecydowany, więc postanowiłem go nieco wesprzeć.
- Jak dla mnie, wy też do siebie pasujecie. - stwierdziłem zgodnie z prawdą. Kiyoshi uśmiechnął się radośnie. - W pewnym sensie jesteście przeciwieństwami. Ty, senpai, jesteś o wiele bardziej otwarty niż kapitan...Dlatego właśnie ty powinieneś zrobić ten pierwszy krok.
- Dzięki Kuroko. Naprawdę mi pomogłeś. - Kiyoshi dosłownie emanował szczęściem. Miałem nadzieję, że jeśli coś pójdzie nie tak nie będzie mi mieć tego za złe. Jednak powinno się udać.
   Zapomniałem. Nadzieja matką głupich...
   Kiyoshi zmierzwił mi włosy dłonią i zaproponował, żebyśmy dalej poćwiczyli razem. Przystałem na to z ochotą.
   Popołudnie upłynęło nam na wzmożonym wysiłku fizycznym i wspólnych rozmowach. Trochę się pośmialiśmy, a na siłownię przyszli również inni mieszkańcy ośrodka. W pewnej chwili zrobiło się nawet dość ciasno, choć sala była sporych rozmiarów. Właśnie wtedy postanowiliśmy wyjść, przebrać się przed obiadem. Rozdzieliliśmy się przed naszymi pokojami. Swoją drogą, były one naprzeciw siebie.
   Wszedłem i zamknąłem za sobą cicho drzwi. Kagami spał na swoim łóżku. Postanowiłem na razie go nie budzić, dlatego zgarnąłem tylko czyste ubrania i poszedłem pod prysznic.
   Odświeżony po wysiłku na siłowni, z zadowoleniem przyjrzałem się swojemu odbiciu w lustrze. Albo mi się zdawało, albo przybyło mi parę mięśni. Odgarnąłem mokre włosy z czoła i ubrałem się. W tym samym czasie mój telefon, który pozostawiłem na umywalce, zawibrował. Okazało się, że to moja mama odpowiedziała na maila, którego przysłałem jej tuż po przyjeździe do ośrodka. Napisała, że się cieszy i życzy mi udanego wyjazdu. Nie widziałem się z nią rano, ponieważ miała bardzo pilą sprawę do załatwienia. Dlatego zaspałem. Wolę nie myśleć, co by się stało, gdyby Kagami nie zadzwonił.
   Właśnie. Jeśli o Kagamim mowa. Postanowiłem sprawdzić, czy w końcu się obudził. O 14.30 mieliśmy mieć obiad, a do takowej pozostało 10 minut. Wyszedłem z łazienki, z której buchnęły od razu tumany pary. Ehh...Nic z tego. Spał jak zabity, w dziwacznej pozycji. Leżał na plecach, jedną rękę miał pod głową, a drugą wykrzywioną pod dziwnym kątem. Prawa noga bezwładnie zwisała mu z łóżka. Po chwili przypatrywania się mu odkryłem, że podwinął się jego t-shirt i było widać fragment jego skóry. Przełknąłem ślinę i całą siłą woli skupiłem uwagę na jego twarzy. Wyglądał uroczo. Oddychał spokojnie przez nos, a jego włosy były w tak zwanym artystycznym nieładzie. Po dłuższej chwili usiadłem obok niego na krańcu łóżka. Pochyliłem się i delikatnie musnąłem jego czoło wargami.
   Do moich nozdrzy dotarł jego zapach. Tak kuszący, męski...Nie mogłem się powstrzymać i zjechałem ustami w dół, do jego własnych, pełnych warg. Złączyłem je w pocałunku.
   Kilka kropel wody z moich mokrych włosów spłynęło mi po skroni, brodzie i skapnęło na jego policzek. Wtedy otworzył oczy. Omiótł mnie spojrzeniem, w jednej chwili analizując sytuację. Chyba mi się zdawało, ale...w jego rubinowych tęczówkach dostrzegłem błysk. Podobny do tego, gdy znajdował się w stanie 'zone'.
   Kagmi chwycił mnie za ramiona, pociągnął mocno i w jednej chwili nasza pozycja uległa całkowitej zmianie. Teraz to ja leżałem pod nim, a on opierał się ponad mną i zaciekle wpijał w moje wargi. Przymknąłem oczy, czując nieznane uczucie w okolicach podbrzusza. Bardzo przyjemne uczucie.
   Jego język wtargnął do mojego wnętrza, tocząc bitwę z moim. Ostatecznie ją przegrałem, ale nie, żebym narzekał. Moje dłonie zbłądziły na jego łopatki i przycisnęły do mnie jeszcze bardziej.
   - Kagami, Kuroko, obiaaa.....
   W drzwiach stanął Kiyoshi. Obydwaj zamarliśmy, mając szeroko otwarte oczy. Kiyoshi zdziwił się jeszcze bardziej niż my. W jednej chwili zrobił się czerwony, chyba hamował śmiech. Cóż, trudno nie powiedzieć, by ta sytuacja nie była komiczna.
- Ermm...Tsaa...co ja to...Obiad! Tak! Czekamy na dole. - wypalił szybko i zniknął, zatrzaskując za sobą drzwi. Kagami opadł na łóżko obok mnie.
- My to mamy szczęście...
   Roześmiałem się serdecznie na jego stwierdzenie i odwróciłem twarz w jego kierunku. On również się uśmiechał.
- Kagami-kun, chyba powinienem ci powiedzieć...Kiyoshi-senpai o nas wie.
   Kagami usiadł na łóżku.
- Po tym co zobaczył, raczej nie trudno się domyślić.
- Nie... - pokręciłem głową. - Rozmawiałem z nim. - i opowiedziałem mu o wszystkim co zdarzyło się na siłowi.
- Więc...Kiyoshi i Hyuuga? W sumie...już od pewnego czasu zdawało mi się, że mają się ku sobie..
- Nie jesteś zły?
   Brwi Kagamiego poszybowały ku górze.
- Czemu miałbym być?
- No bo...powiedziałem mu, nie pytając ciebie...
- Bakaa. - przerwał mi i podobnie jak Kioshi wcześniej, tak i on poczochrał moje biedne włosy. - Po pierwsze nie musisz mnie o nic pytać. A po drugie...nie umiałbym złościć się na ciebie dłużej niż pięć minut.
   Uśmiechnąłem się szeroko.
   Gdy w końcu zeszliśmy na dół, dostaliśmy ochrzan od trenerki. To znaczy Kagami dostał. Ja po cichu stanąłem za wszystkimi.
   Tak jak większość z nas się obawiała, Riko ugotowała obiad. I prawdę mówiąc...nie był tak zły, jak jej wcześniejsze wyroby. Jednak nie był też najlepszy. Zupa miso pozostawiała w ustach dziwny posmak, ryby były przypalone, a ryż rozgotowany. Zjadłem niewiele, podobnie jak nasi koledzy z drużyny.
   Po mniej lub bardziej udanym obiedzie mieliśmy pół godziny na odpoczynek. Razem z Kagamim poszliśmy do sklepiku i kupiliśmy sobie parę rzeczy, by złagodzić uczucie głodu. Reszta drużyny (nie licząc Riko, która zajęta była rozmową ze swoim tatą) zrobiła tak samo.
   Te pół godziny minęło w oka mgnieniu. Zebraliśmy się i wyszliśmy z ośrodka.
   Był początek kwietnia, a mimo to było bardzo ciepło. Wręcz upalnie. Słońce świeciło mocno, a jego promienie padały na nasze twarze. Musieliśmy mrużyć oczy, aby cokolwiek widzieć.
   Ośrodek znajdował się na sporym wzniesieniu, toteż by dostać się nad jezioro musieliśmy zejść po schodach w dół zbocza. W oddali już mogliśmy zobaczyć iskrzącą się wodę.
 
   Schodów było bardzo dużo. Były wyrzeźbione w kamieniu, a po prawej stronie była wbudowana poręcz. Dookoła rosły drzewa, które zdążyły się już zazielenić. Gdy byliśmy na samym dole, razem z Kagamim pozwoliliśmy reszcie drużyny nas wyprzedzić. Szliśmy zatem na końcu, rozmawiając.
   Przerwał nam głośny plusk. Okazało się, że Koganei wskoczył do wody z pomostu.
- Głupku! Jest dopiero kwiecień! - krzyknęła Riko i razem z Hyuugą starali się go wyciągnąć. Udaremnił im to Izuki, który próbując przejść koło nich, zachwiał się i zepchnął oboje do wody.
   Reszta drużyny, w tym my, staliśmy nieruchomo, hamując śmiech. W końcu ktoś nie wytrzymał i w ślad za nim roześmialiśmy się wszyscy.
   Kiyoshi wszedł na pomost i wciąż chichocząc, wyciągnął Hyuuge, Riko i Koganeia z wody.
   O ile Koganei zachował względny spokój i również się uśmiechnął, o tyle nasza trenerka i kapitan zaczęli tarmosić Izukiego. Skończyło się na tym, że i on wylądował w wodzie.
   Nasz wypad nad jezioro nie zakończył się tak, jak chcieliśmy, ale nie narzekaliśmy na brak rozrywki. Riko poddała się i ponownie dała nam czas wolny, grożąc jutrzejszym treningiem.
Muzyka2 : https://www.youtube.com/watch?v=dx7sLNyIeQk
   Cała drużyna prócz mnie i Kagamiego wróciła do ośrodka. My zostaliśmy na pomoście.
- Kuroko...myślałeś już, co chcesz robić po zakończeniu liceum? - zapytał nagle mój chłopak. Siedzieliśmy na drewnianych deskach i ściągnęliśmy buty, by móc pomoczyć nogi w chłodnej wodzie. Oparłem się o jego bark, wpatrzony w dal.
- Nie. W końcu mamy jeszcze dużo czasu.
- Owszem. Ale...wiesz, już niedługo wakacje. Potem 2 klasa...Szybko to zleci.
- Taa...
   Zamyśliłem się chwilę. Było bardzo cicho. Oprócz nas nie było w pobliżu nikogo.
- Nie wyobrażam sobie drużyny bez Kiyoshiego-senpaia, kapitana, Riko i reszty...a oni przecież też odejdą.
   Kagami tylko pokiwał głową.
- Spokojnie. Znajdziemy nowy cel i będziemy do niego dążyć. Ale...mamy jeszcze czas.
- Tak.
   Chwilę siedzieliśmy w ciszy, napawając się obecnością drugiej osoby. Przez temat, który poruszył Kagami w głowie kłębiło mi się mnóstwo pytań, których nie miałem odwagi zadać. Oboje obserwowaliśmy, jak słońce powoli chyli się ku  zachodowi. Rzucało swoje ostatnie promienie na taflę jeziora, które błyszczało. Złoto i błękit tańczyły na jego powierzchni, łącząc się z zielenią drzew i traw.
   Nagle Kagami coś wyszeptał. Ledwo dosłyszalnie, ale jednak.
- Tetsuya...
   Drgnąłem i spojrzałem na Kagamiego. Z wyrazu jego twarzy nie mogłem nic odczytać.
- Myślisz, że skoro jesteśmy razem...możemy mówić sobie po imieniu, kiedy jesteśmy sami..? - zapytał cicho i również na mnie spojrzał. Poczułem, jak się czerwienię.
- Kagami-kun...to takie...krepujące.. - wyznałem, nie wiedząc co zrobić z rękoma.
- Wiem. A mam zamiar powiedzieć coś jeszcze bardziej krępującego.
   Oparł czoło o moje i patrząc mi w oczy, z lekkim uśmiechem i drżącym głosem wyznał:
- Kocham cię.
   Nie wierzyłem własnym uszom. Czy on właśnie wyznał mi miłość?! Tak na poważnie? Jeny, to było takie romantyczne, a zarazem zawstydzające! Myślałem, że nie będziemy sobie tego mówić. W końcu byliśmy facetami, a ja nie znałem się na związkach, bo jeszcze w żadnym nie byłem. Ponadto, moje serce było w rozsypce po wszelkich wcześniejszych zauroczeniach, sympatiach i odrzuceniach. Te dwa, szczerze wypowiedziane przez mojego chłopaka słowa sprawiły, że zawirowało mi przed oczami. Wyleczyły wszelkie wcześniejsze rany.
   To, co łączyło Kagamiego i mnie było bardzo silne. Nie było zauroczeniem. Nie było zafascynowaniem, oczarowaniem ani omamem. To była miłość. Prawdziwa miłość.
- Ja...ja..też cię kocham... - wyszeptałem cicho, ledwie poruszając ustami. Byłem cały czerwony, onieśmielony.
   Sądząc po uśmiechu Kagamiego, on wyraźnie usłyszał, co powiedziałem. Po chwili przybliżył się jeszcze bardziej i mnie pocałował. Krótko, słodko, czule. Jeszce nigdy nie było mi tak dobrze. W pełni mu ufałem.
   - Wracamy? - zapytał. Zaczęło się ściemniać. - Riko, o ile w ogóle coś zauważyła, pewnie się denerwuje.
- Masz rację.
   Obaj wstaliśmy z pomostu, założyliśmy buty i trzymając się za ręce ruszyliśmy w drogę powrotną do ośrodka.
   Tej nocy obaj spaliśmy w jednym łóżku. Ja to zaproponowałem, a Kagami szybko się zgodził. Byliśmy już wykąpani, a w dodatku zmęczeni. Musieliśmy wypocząć. Czekał nas bardzo ciężki dzień. Morderczy trening Riko, opracowany przez nią i jej tatę.
   Wtuliłem się w Kagamiego i szybko zasnąłem.
*
   Cała niedziela i poniedziałek minęły nam na treningu. Dosłownie. Na wielkiej hali połączonej z ośrodkiem rozegraliśmy łącznie 8 meczy. Każdy z nas otrzymał osobny zestaw ćwiczeń, który musiał wykonać. Po południu mieliśmy przebiec wokół całego jeziora. Furihata zemdlał w połowie, a ja byłem temu bliski. To, co zapowiadało się przyjemnym tygodniem zamieniło się w tydzień o przetrwanie.
   Jedynym plusem było to, że Kagami dorwał się do kuchni. To on nam gotował. Co prawda, jego posiłki były bardziej...amerykańskie, ale 100 razy lepsze niż te w wykonaniu Riko. Nasza trenerka zaś obrzucała mojego chłopaka gniewnym spojrzeniem, ale nic nie mówiła.
   Wieczorami nikt z nas nie miał na nic siły. Wszyscy tylko brali prysznic i padali przemęczeni na łóżka, zasypiając natychmiast.
   Dla mnie ten trening był podwójnie wyczerpujący, ze względu na moją budowę ciała i kondycję. Pomiędzy mną a Kagamim nie doszło do niczego więcej niż to, co stało się w sobotę wieczorem. Jeśli mam być szczery, to myślałem, że coś się zmieni. Nie wiedziałem co, ale było to tylko nikłe przeczucie. Dlatego też w naszym pokoju panowała...dość mętna atmosfera. Pełna wyczekiwania. Kagami chyba się w tym pogubił. Nawet się nie całowaliśmy. Zaczęło mi tego brakować. Czy to wyznanie miało wszystko zepsuć..?
   Wszystko rozstrzygnęło się we wtorek. Riko widząc nasze podkrążone oczy, bóle mięśni, zakwasy i tym podobne dała nam dzień odpoczynku.
   Cały poranek spędziłem wylegując się w swoim łóżku. Tej nocy nie spałem z Kagamim. Ciekaw byłem, co sobie pomyślał, bo prawie w ogóle się do mnie nie odzywał. Wyszedł gdzieś zaraz po śniadaniu i nie miałem pojęcia, co się z nim działo.
   Około 13 ktoś zapukał do pokoju. Nie mógł być to mój chłopak, bo on by przecież nie pukał. Po odkrzyknięciu słowa "proszę" do środka wszedł Kiyoshi. Leżałem akurat z książką w ręce, więc szybko się podniosłem i odłożyłem powieść na szafkę.
   Kiyoshi wyglądał na...lekko podłamanego. Podskórnie czułem, że to nie tylko kwestia treningu.
- Wybacz, że cię nachodzę, ale chciałem pogadać..- zaczął nieśmiało. Wskazałem mu miejsce obok siebie. - Zasugerowałem Hyuudze, że chyba coś do niego czuję.
   Zapanowała cisza. Bałem się ją przerwać, ale to zrobiłem.
- I..I co..?
- No właśnie nie wiem. Był zszokowany. A przynajmniej, tak wyglądał. Powiedział, że musi to przemyśleć i wyszedł.
- Kiedy to było?
- Godzinę temu.
   Odetchnąłem cicho.
- Przecież to jeszcze nic nie znaczy.
   Kiyoshi zaśmiał się smutno.
- A gdyby Kagami tak wyszedł i nie dawał znaku życia przez tyle czasu?
- W sumie...On wyszedł. Rano. I...nie daje znaku życia.
   Kiyoshi zamrugał szybko.
- Coś się stało?
- Tak jakby...Chyba...Chyba się pokłóciliśmy. Ale to nic ważnego.
- Skoro tak mówisz...
- A co do kapitana...Powinieneś poczekać, aż wróci. Nie możesz się martwić, skoro nawet nie wiesz, co on o tym sądzi, senpai.
   Kiyoshi pokiwał głową i wstał.
- Po raz kolejny mi pomagasz, Kuroko. Dzięki.
- Nie ma za co.
- Chcesz się przejść? - zaproponował nagle. Odpowiedziałem bez namysłu, bo potrzebowałem świeżego powietrza :
- Jasne.
   Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Z perspektywy czasu wiem, że nie był to najlepszy pomysł. Ledwo co opuściliśmy budynek, zaczęło kropić. Postanowiliśmy nie iść za daleko, dlatego przeszliśmy się tylko w dół ulicy.
   Przechodziliśmy właśnie obok jednej kawiarni, gdy stanąłem jak wryty.
- Kuroko? Coś nie tak?
   Słowa Kiyoshiego do mnie nie docierały. Na krótką chwilę zapomniałem, jak się oddycha. W kawiarni siedział Kagami z nią. Młodą, piękną blondynką. Naszą cycatą przewodniczką. Rozmawiali i z tego, co mi się wydawało, pili kawę.
   Patrzyłem na nich i nie mogłem uwierzyć. Przecież on mi mówił, że mnie kocha. Wierzyłem mu. Ufałem. Czemu tam jest? Z nią? To koniec?
   Rozpadało się na dobre. Kiyoshi również dostrzegł, co wprawiło mnie w taki stan.
- Kuroko..to jeszcze nic nie znaczy...Pogadaj z nim. - powiedział cicho, próbując mnie uspokoić. Czy gdybym zastał ich razem w łóżku, też by tak powiedział?
   Kagami podniósł wzrok i zamarł.
   Nic do mnie nie docierało. Pobiegłem w stronę ośrodka, zostawiając oniemiałego Kiyoshiego i tamtą dwójkę. Wiatr targał mną na wszystkie strony, a deszcz zacinał. Jego strugi mieszały się z moimi łzami.
   Do ośrodka dotarłem cały przemoczony. Na schodach wpadłem na kapitana, który wyglądał podobnie. Nie zwracając na niego większej uwagi, popędziłem do siebie. Czułem, że Kagami prędzej czy później się tu pojawi, dlatego zamknąłem się w łazience. Było mi słabo i z trudem łapałem powietrze. Połowa czynników zewnętrznych była dla mnie kompletnie niedostrzegalna, a przed oczami miałem obraz Kagamiego i tamtej dziewczyny. Z drugiej strony jakaś część mnie upierała się, że Kiyoshi ma rację. Że to nieporozumienie. Ale bardzo trudno było mi w to uwierzyć. Sądzę, że większość ludzi na moim miejscu byłaby w podobnym stanie (no, przynajmniej autorka xD).
   Osunąłem się po drzwiach łazienki i skuliłem. Poderwałem głowę do góry w momencie, gdy rozległo się walenie do drzwi.
- Kuroko. Otwórz.
   To nie brzmiało jak prośba. Bardziej jak rozkaz. Zadrżałem i z trudem przełknąłem gulę w gardle. Nie odezwałem się jednak słowem.
- Kuroko Tetsuya masz w tej chwili otworzyć, albo chociaż odsunąć się od tych cholernych drzwi.
   Co?? Czy on chciał je wyważyć??
   Nie mogłem pozwolić na dewastację ośrodka, bo wiązało się to ze sporymi kosztami, dlatego bardzo niechętnie przekręciłem zamek.
Muzyka3 : https://www.youtube.com/watch?v=t0imaSCnSuA
   Kagami od razu otworzył drzwi i wyciągnął mnie siłą z łazienki. Pchnął mnie na swoje łóżko i zawisł o parę centymetrów nade mną.
- Wiem, jak to wyglądało i wiem, co teraz myślisz, ale mam prawo do tłumaczeń.
   Podobnie jak ja, był cały mokry. Woda kapała z jego włosów na moją twarz i łóżko. Nie mogłem jednoznacznie stwierdzić, czy jest zły czy zrozpaczony.
   Odwróciłem głowę, ale on natychmiast chwycił mnie za podbródek i przyciągnął do siebie, całując.
   Tak stanowczego Kagamiego chyba jeszcze nie widziałem.
   Jego język wtargnął gwałtownie do moich ust, badając podniebienie oraz dziąsła. Na końcu zagryzł lekko moją dolną wargę.
- Wyszedłem z nią na kawę, bo nalegała już od dwóch dni.
- Nic nie mówiłeś. - burknąłem, starając się chociaż odwrócić wzrok.
- Kuroko, patrz na mnie.
   Spełniłem jego "prośbę". Uchyliłem lekko usta, nabierając powietrza. Mój oddech przyspieszył. Nie wiedziałem, co się dzieje, ale w powietrzu zaczęły unosić się jakieś podejrzane ładunki elektryczne.
- Kocham tylko ciebie, do cholery. Ile razy mam to powiedzieć, żebyś uwierzył i mi zaufał?
- Ufam ci...
- Jasne. Dlatego zwiałeś sprzed kawiarni.
- Kagami-kun...- wyszeptałem zrezygnowany. Wyciągnąłem ręce i przytuliłem się do jego rozgrzanego ciała. Dzieliły nas tylko ubrania.
   Nie wiedziałem dlaczego, ale znowu poczułem to uczucie. Powiększało się ono z każdą chwilą i kumulowało w podbrzuszu. Kagami chyba to wyczuł, bo zaczął schodzić z pocałunkami coraz niżej. Nie opierałem się. Nie miałem wątpliwości. Nawet, jeśli nie do końca rozumiałem, po co w ogóle wyszedł z tą dziewczyną, trzeźwe rozumowanie zamroczyła mi przyjemność płynąca z jego dotyku. Podwinął mój t-shirt i zjechał językiem po całej długości mojej klatki piersiowej. Z trudem hamowałem jęk. Resztką sił odchyliłem się i jednym ruchem zaciągnąłem zasłonę.
- Drzwi... - wyszeptałem między pocałunkami.
- Zamknąłem.
   Kagami ściągnął ze mnie koszulkę. Nie pozostałem mu dłużny, bo zrobiłem to samo. Zamarliśmy na chwilę, wpatrzeni w siebie. Widząc jego piękną, umięśnioną klatkę piersiową na policzkach wykwitły mi rumieńce.
   Wzrok mojego chłopaka zdradzał wszystkie jego intencje. Był pełen pożądania, drapieżny, nieokiełznany i dziki. Oddychałem ciężko, a moja klatka piersiowa unosiła się nierówno. Pochylił się nade mną i zaczął ssać mój sutek. Zdusiłem w sobie krzyk, który przerodził się w przeciągłe westchnienie. Nieświadomie wsunąłem swoją nogę między jego. Bardzo powoli, zmysłowo zaczął się o nią ocierać, dalej zajmując się moim torsem.
   Byłem podniecony. Kiedy zaczął zsuwać ze mnie spodnie zwilżyłem popękane wargi. Pozbyliśmy się zbędnych ciuchów, pozostając jedynie w bokserkach.
   Kagami wtulił głowę w zagłębienie mojej szyi, przez co przeszedł mnie dreszcz.
- Kuroko.. - wymruczał, ruszając biodrami. - Chcesz tego..?
- Kagami...kun... - przerwałem jęcząc, gdy otarł się o to miejsce. - Chcę... - wysapałem cicho, a moje dłonie zawędrowały na jego włosy, ciągnąc je lekko. Kagami syknął cicho i objął mnie. Jego ręce były duże, ciepłe, drżące. Dokładnie to pamiętam. Podniósł się do siadu, ciągnąc mnie za sobą. Ponownie zaczęliśmy się całować, a nasze języki splotły się w tańcu namietności. W tej samej chwili poczułem, jak jego ręka delikatnie odchyla gumkę bokserek. Tym razem nie miałem żadnych oporów. Jego palec znalazł się w moim wnętrzu. Wzdrygnąłem się lekko. Było to nieprzyjemne, ale nie bolało. Po chwili dołączył drugi palec. Skrzywiłem się lekko, gdy Kagami zaczął nimi poruszać. Westchnąłem mu w usta. Wysunął palce i zaczął zdejmować moje bokserki. Popchnął mnie lekko i ponownie znalazłem się pod nim.
- Wszystko okey?
- Tak...
   Katem oka dostrzegłem, że on również zdjął swoje bokserki. Sądząc po jego erekcji, również był na skraju wytrzymałości. Drżącymi rękoma założył prezerwatywę, która tajemniczym sposobem zmaterializowała się znikąd.
   Pochylił się nade mną i nakierował swoją męskość naprzeciw mojego wejścia. Wstrzymałem oddech. Patrzyłem mu w oczy. Znów mnie pocałował i wszedł we mnie.
   Bolało. Miałem wrażenie, że rozerwie mnie od środka. Jęknąłem głucho w jego usta. Wsunął się we mnie do końca i zamarł w bezruchu. Po moim policzku spłynęły dwie samotne łzy. Zlizał je szybko i splótł swoje dłonie z moimi. Czułem się bezpiecznie, mimo bólu. Na szczęście takowy zaczął słabnąć. Kagami przygryzł wargi. Wtedy ja wypchnąłem lekko biodra w jego kierunku.
   Zaczął się poruszać, co jakiś czas łącząc nasze usta. Gwałtownie łapałem powietrze i z całej siły ściskałem jego palce.
   Jęknąłem, gdy wsunął się we mnie ponownie, uderzając w bardzo wrażliwy punkt wewnątrz mnie. Po moim ciele rozeszły się dreszcze. Oplotłem go nogami w okolicach miednicy, tym samym zwiększając intensywność pchnięć.
   Raz po raz wsuwał się i wysuwał, sapiąc. Miał przymknięte oczy, a na czole zalśniły mu krople potu. Ból ustąpił niemal całkowicie, a jego miejsce zastąpiła przyjemność. Wiłem się pod nim z rozkoszy, jęcząc niekontrolowanie.
- Boże...jesteś..taki..słodki...  - wyszeptał Kagami między pchnięciami. To wyznanie sprawiło, że znalazłem się na skraju. Wszystkie moje mięśnie spięły się w jednej chwili i doszedłem.
- Taiga..kun..!
   Moje gardło rozdarł krzyk. Spazmy rozkoszy wstrząsnęły moim ciałem. To wystarczyło, aby i mój chłopak zaczął szczytować. Doszedł we mnie z głuchym jękiem. Oddychał płytko i nierówno. Wyszedł ze mnie i osunął się na łóżko, tuż obok mnie.
- Przepraszam.. - sapnąłem. Spojrzał na mnie zdziwiony, przyciągając do siebie.
- Za co?
- No...pobrudziłem nas...
   Wypowiedzenie tego zdania było chyba dla mnie bardziej krepujące niż sam stosunek. Kagami zaśmiał się, ściągnął prezerwatywę i zawinął ją w jakąś chustkę. Okrył nas kołdrą i ucałował moje czoło.
- Chcę, żeby ten dzień nigdy się nie skończył...
   Oh, ja też tego pragnąłem. Przylgnąłem do jego nagiego ciała jeszcze bardziej. Był tak cudownie ciepły. Jego zapach mnie otumaniał. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w jego równomierne bicie serca. O dziwo, moje biło w tym samym rytmie...