Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kagami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kagami. Pokaż wszystkie posty

15.07.2015

Only love [part XI]

Tytuł : Only love
Podtytuł : Pytania i odpowiedzi
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no Basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : XI
Muzyka : https://m.youtube.com/watch?v=b-3BI9AspYc

*
     Po powrocie do domu zamknąłem się u siebie w pokoju. Nie wyszedłem stamtąd nawet, kiedy moja mama prosiła mnie na kolację. Czułem się źle z powodu, który trzymałem tylko i wyłącznie dla siebie.
   Haizaki Shougo. To o nim myślałem. Odkąd po raz pierwszy zobaczyłem go w sobotni poranek z okna u Kagamiego, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż od tamtej pory wszystko się zmieni.
   Czwartek nadszedł zdecydowanie szybciej, niż bym sobie tego życzył. Do tego dnia starałem się zachowywać tak, jak zazwyczaj, ale chyba niezbyt mi to wyszło.
   Najbardziej bolał mnie jednak fakt, że swoim postępowaniem sprawiałem ból Kagamiemu. Był moim chłopakiem, a mimo to nie mówiłem mu o wszystkim. Nie chciałem. Nie, żebym nie miał o niego zaufania, ale...Sprawy, o których ostatnio tak intensywnie rozmyślałem były związane z moją przeszłością. Kagami niezbyt wiele o niej wiedział wolałem, aby tak pozostało. Niestety, obiecałem mu szczerą rozmowę właśnie w czwartek. W naszą miesięcznicę.
   Po lekcjach udaliśmy się do jego mieszkania. Po drodze panowała między nami cisza, która strasznie mi się dłużyła. W końcu jednak dotarliśmy na miejsce. Zajęliśmy buty w przedpokoju i przeszliśmy do salonu.
- Chcesz coś do picia? - spytał Kagami. Skinąłem głową.
- Herbatę, jeśli masz.
- Jasne.
   Usiadłem na miękkiej, ciemnej sofie. Pragnąłem, aby jej wnętrze pochłonęło mnie do środka. Tak, bym nie musiał rozgrzebywać dawnych ran.
   Kagami powrócił po chwili ze swojej kuchni, niosąc w rękach 2 kubki z parującą herbatą. Podał mi jeden z nich. Z udawanym zaciekawieniem zacząłem przyglądać się jego zawartości.
- Więc...Jesteśmy ze sobą już miesiąc. - zaczął Kagami. Zrobił to zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałem. Myślałem, że od razu przejdziemy do 'przesłuchania'.
- Cóż...na to wygląda. - odpowiedziałem po chwili, wciąż na niego nie patrząc.
- Hah, nigdy nie miałem nikogo na tak długo.
   Podniosłem wzrok na mojego chłopaka. Siedział naprzeciw mnie. Przestrzeń pomiędzy nami wypełniał szklany, niski stolik. Kagami czerwienił się lekko. Widocznie rozmowa, którą mieliśmy dziś odbyć, będzie krępująca dla nas obu.
- Byłeś wcześniej z kimś w związku? - zdziwiłem się lekko.
- N-Niezupełnie...To znaczy, jesteś moim pierwszym oficjalnym chłopakiem.
   Uśmiechnął się lekko.
- Ehh, to ty miałeś się pierwszy spowiadać. Ale...skoro już zacząłem...Nie sądzę, abym kiedykolwiek wcześniej się zakochał. Jeśli już, przeżyłem tylko zwykłe zauroczenia. Konkretniej, dwa. Pierwsze, w wieku 9 lat. To śmieszne, nie pamiętam nawet jej imienia...W każdym razie była młodsza o rok. Poznaliśmy się, kiedy raz obroniłem ją przed chuliganami w naszej dzielnicy. Od tamtego czasu zaczęliśmy się przyjaźnić. Jednak kiedy zdawało mi się, że zaczynam coś do niej czuć - wyjechaliśmy z rodzicami do Ameryki.
- Och...- westchnąłem cicho. - Ale, Kagami-kun. Skąd możesz wiedzieć, że to nie była prawdziwa miłość..?
- Dała mi swojego maila na dzień przed odlotem. Powiedziała, że mogę zawsze do niej napisać. Nigdy tego nie zrobiłem. Może to brzmieć trochę okrutnie, ale ani razu nie poczułem chęci, by się odezwać.
- Rozumiem...A to drugie zauroczenie?
- To...To...Nawet nie jestem pewien.
   Kagami zaczerwienił się jeszcze bardziej i podrapał w tył głowy w geście zakłopotania. Przełknął ślinę i kontynuował :
- Kojarzysz jeszcze Tatsuye..?
   Skinąłem nerwowo głową. Jak miałbym nie kojarzyć swojego rywala? Tak. W głębi serca przeczuwałem już wcześniej, że Himuro Tatsuya nie był nigdy dla Kagamiego zwyczajnym "bratem". Byłem pewien, że w ich przyszłości znajduje się ta jedna, jedyna chwila - gdyby doprowadzić do jej rozwinięcia, zapewne nigdy nie byłbym z Kagamim.
- Ehrm...Bo widzisz...On od samego początku był dla mnie przyjacielem. Bardzo...bliskim, przyjacielem. W sumie, ja dla niego też. A wszystko zaczęło się od tych pierścieni... - To mówiąc, wyjął spod t-shirtu łańcuszek, na którym wisiał owy pierścień. Widząc go, nasunęła mi się tylko jedna myśl.
- Byliście zaręczeni? - wypaliłem.
- C-Co??
   Kagami wypluł herbatę, którą akurat pił. Zakaszlał parę razy i wytarł mokrą twarz rękawem bluzy.
- Oszalałeś???
- No...przecież zlegalizowali tam małżeństwa homoseksualne...
   Mój chłopak palnął się otwartą dłonią w twarz.
- Te pierścienie to tylko symbol. Przyjaźni. Musiało minąć trochę czasu, żebym uświadomił sobie, co Tatsuya do mnie czuje...i co ja czuję do niego.
   Z niewiadomych dla mnie przyczyn, moje ręce zaczęły drżeć. Czemu Kagami wkładał w swą opowieść tyle emocji..? Ciepła..? Uczucia..? Chwyciłem w dłonie kubek z herbatą i upiłem łyk, starając się uspokoić.
- Wszystko rozwiązało się samo. Byliśmy u niego w domu. Miałem tam nocować. Biorąc pod uwagę okoliczności, chyba nie był to najlepszy pomysł. W każdym razie byliśmy sami. Właśnie wtedy Tatsuya wyznał mi swoje uczucia i...pocałował mnie.
   Miałem wrażenie, iż zaraz to ja wypluję swoją herbatę. Coś mocno ścisnęło mój żołądek.
- I...I co dalej? - spytałem drżącym głosem.
- W sumie to nic. Byłem jeszcze młody i nie wiedziałem, jak powinienem się zachować.Wybiegłem z jego domu. Od tamtej chwili udawaliśmy, że nic się nie stało, ale raczej domyślasz się, że nie było nam łatwo. Coś w naszej relacji pękło. Czułem się przytoczony. Jego uczuciem, swoim...
- Co konkretniej do niego czułeś? Kagami-kun?
- Mówiłem już. To było zauroczenie. Nie miłość.
- Czemu tak sądzisz?
- Kiedy Tatsuya przyjechał do Japonii nie poczułem nic. No, może było mi trochę przykro, bo chciał odrzucić mnie jako brata. To wszystko.
- Mhmm..- mruknąłem tylko. Wciąż nie byłem do końca przekonany. Jednak w porównaniu do tego, co ja miałem zaraz opowiedzieć..!
- A jak było z tobą, Kuroko?
   Kagami spróbował się uśmiechnąć, jednak grymas na jego twarzy za nic nie przypominał uśmiechu. Czyżby jego uczucia do Tatsuyi wygasły zupełnie? A może część z nich wciąż żażyła się na dnie jego serca..?
- Ja...naprawdę doceniam, Kagami-kun, że mi to wszystko mówisz. - powiedziałem cicho. Przerwałem na chwilę, by móc dokończyć herbatę. - Jednak moja przeszłość diametralnie różni się od twojej. Nie mówię, oczywiście, o wszystkim. Chodzi mi bardziej o to, co działo się w gimnazjum...Ale zanim to - wyjawię ci, co takiego stało się w sobotę. Poszedłeś otworzyć drzwi, prawda? Ja w tym czasie odsunąłem zasłony. Chwilę rozglądałem się po okolicy, kiedy nagle zobaczyłem...Haizakiego-kuna.
- Więc to dlatego..?
   Pokręciłem przecząco głową.
- On patrzył wprost na mnie. Tak, jakby wiedział gdzie jestem. Wiedział, że na niego spojrzę już wcześniej. Jakby wiedział...jaka będzie moja reakcja.
- Kuroko...
- To nie wszystko, Kagami-kun. Moja przeszłość...nigdy z nikim się z nią nie dzieliłem. Ty będziesz pierwszy...Kiedy Haizaki-kun był jeszcze w naszej drużynie, miałem wrażenie, że jestem tam dla niego jedyną osobą, z którą może się porozumieć. Dlatego nie odmawiałem mu nigdy pomocy, czy rady. Jednak...pewnego dnia coś się stało. - Mój głos z każdym wypowiadanym słowem trząsł się coraz bardziej. - Pewnego dnia po treningu...Haizaki-kun poprosił mnie o rozmowę...Wyraźnie zaznaczył, że jest to dosyć delikatna sprawa...Poszliśmy do szatni jako ostatni i zostaliśmy w niej sami..I..wtedy on...ugh..
   Pusty kubek, który trzymałem w dłoni upadł na podłogę z brzdękiem. Oczy zaszły mi łzami, aż w końcu jedna z nich spłynęła po moim policzku. Kagami wydawał się kompletnie zaskoczony. Jego mina mówiła za niego. Usta miał otwarte, oczy patrzły na mnie pytającym, a zarazem smutnym spojrzeniem. Gdy upuściłem kubek, poderwał się do góry.
- Zgwałcił cię? - zapytał Kagami. W jego oczach zapłonęła wściekłość. Pokręciłem głową w geście zaprzeczenia. Przetarłem mokre od łez policzki.
- On...Haizaki...kun...Zapytał mnie, co sądzę...o gejach. Powiedziałem, że...to sprawa danej osoby...i nie należy się w to wtrącać...Zapytał też, czy ja nim jestem. Nie...Nie odpowiedziałem. Wtedy Haizaki-kun...powiedział, że ktoś taki jak ja nie ma prawa istnieć. Że...nigdy nie znajdę miłości...Powiedział, że jako "pedał" nadaję się tylko do jednego.
   Głośno pociągnąłem nosem. Kagami zaczął przeszedł stolik dookoła i usiadł tuż przy mnie. Czując jego zapach i bliskość nieco się uspokoiłem. Położył mi dłoń na kolanie. Poczułem, że chce mnie wesprzeć. Mogłem kontynuować.
- Kazał mi...mu...a ja...bałem się odmówić...zmusił mnie do tego...
- Kazał ci mu obciągnąć?
- Tak...zrobiliśmy to jeszcze raz. Dwa dni później. A następnego...Akashi-kun się dowiedział. - wyszeptałem. - Wpadł w szał... Był wściekły. Dlatego...Haizaki-kun został usunięty z drużyny, a Akashi-kun pomógł mi się jakoś pozbierać. Nie wiem, jak się dowiedział, ale byłem mu wdzięczny, że nie powiedział nikomu...
- Boże...Kuroko...
   Żaden z nas nie mówił nic więcej przez chwilę. Kagami wpatrywał mi się w oczy, a ja starałem się nie płakać. W końcu lekko pochylił się nade mną i...mocno przytulił. Dłużej nie mogłem się opierać. Wstrząsnął mną szloch, coś we mnie pękło. Jednak byłem zadowolony, że przemogłem się i powiedziałem o wszystkim Kagamiemu.
   Trwaliśmy w mocnym uścisku jeszcze chwilę. To ja odsunąłem się pierwszy, gdy już przestałem płakać i uspokoiłem się nieco.
- Wiesz, czego on może chcieć? - szepnął Kagami.
- Nie. Nie mam pojęcia. - odparłem szczerze.
- Słowo daję, jeśli jeszcze kiedykolwiek odważy się ciebie tknąć, to..!
- Kagami-kun. - przerwałem mu szybko. - Myślę, że nie powinienem wiedzieć. Mogliby mnie wtedy oskarżyć o współudział w morderstwie.
   Kagami uśmiechnął się słabo i poczochrał moje włosy.
- Dobrze. Możesz...zostać dzisiaj na noc? - zapytał nieśmiało.
- Raczej tak. Napiszę tylko do mamy maila.

   Nie mieliśmy ochoty na seks. Każdy z nas dowiedział się o tym drugim może nieco więcej, niż chciałby wiedzieć. A może nie? Może w związku rzeczywiście nie powinno się mieć żadnych sekretów?
   Położyliśmy się do łóżka dużo wcześniej, niż ja robię to zwykle. Nie narzekałem jednak. Byłem zmęczony, nie miałem siły wykonać nawet ćwiczeń od Riko. Swoją drogą, okazało się, że Kagami zgubił swoją kartkę. Bał się poprosić trenerkę o kolejną, dlatego co wieczór ćwiczył własne, wymyślone ćwiczenia.
   W czasie, gdy mój chłopak zajmował się wykonywaniem swojego autorskiego treningu, ja myślałem o naszej rozmowie. Przebiegła ona o wiele lepiej, niż sobie ja wyobrażałem. Moją najgorszą, wyimaigonowaną reakcją Kagamiego na dowiedzenie się prawdy o Haizakim, było zerwanie ze mną. Na szczęście, nic takiego się nie wydarzyło, a zdarzenia potoczyły się wręcz odwrotnie - zbliżyliśmysię do siebie.
   Gdy leżeliśmy już z Kagamim po ciemku w jego łóżku, on nagle przyciągnął mnie do siebie i przytulił delikatnie, szepcząc do ucha :
- Dziękuję, że powiedziałeś mi o wszystkim. Od teraz będę się chronił, aby nic podobnego nie miało miejsca...Kocham cię.
   Pierwszy, od jakiegoś czasu prawdziwy, uśmiech wykwitł na moich ustach.
- Ja ciebie też, Taiga-kun.
   Zaciągnąwszy się jego cudownym, truskawkowo-męskim zapachem udało mi się zasnąć. W moim śnie panował spokój, dlatego uznałem to za dobry omen na przyszłość.

   Sny nie zawsze się sprawdzają.

11.07.2015

Only love [part X]

Tytuł : Only love
Podtytuł : Niepewność
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no Basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : X
Od autorki : Yo kochani! Doskonale zdaję sobię sprawę, iż notka jest strasznie krótka. Musiałam jednak skończyć ją w tym właśnie momencie z powodu kolejnej cześci, w której znajdziecie odpowiedzi na wiele, wiele pytań :) Ta z kolei będzie miała swoją premierę w najbliższą środę i będzie wynagrodzeniem tej dzisiejszej ^^ O, i jeszcze jedno. W kolejnej części Only Love Kuroko i Kagami będą obchodzić swoją miesięcznicę. Czego życzycie im z tej okazji...? :3
Muzyka : https://m.youtube.com/watch?v=azFIFBUYeeM
*
   Po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Zlekceważyłem go, pragnąc za wszelką cenę pozostać w ciepłym łóżku, u boku mojego chłopaka.
   Niestety, mój jakże wspaniały, wyższej wspomniany chłopak, drgnął lekko i szturchnął mnie w ramię. Niechętnie uchyliłem powieki i zmierzyłem go pytającym spojrzeniem.
- Ktoś dzwoni do drzwi. - oznajmił mi spokojnym głosem.
- Haaaa? Która godzina?
- 10.15.
   Pokręciłem głową zrezygnowany i dźwignąłem się z łóżka. Ziewając, podniosłem z podłogi pierwsze lepsze ciuchy i wciągnąłem je na siebie, nie śpiesząc się. Ten, kto ośmielił się przerwać mój spokojny poranek, miał szybko tego pożałować - przynajmniej tak mi się wydawało.
   Nieco chwiejnym krokiem udałem się do przedpokoju. Otworzyłem drzwi, gotów zrobić niezłą awanturę, kiedy okazało się, że przed nimi nie było nikogo. Zdezorientowany, wychyliłem głowę na korytarz, ale i tam nie dostrzegłem żywej duszy.
   Wkurzony, niewyspany i poirytywany wróciłem szybko do sypialni. Kuroko odsłonił w międzyczasie zasłony i siedział na w miarę ogarniętym łóżku. Już chciałem zacząć narzekać, gdy jedno spojrzenie na twarz mojego chłopaka sprawiło, że stanąłem w bezruchu.
   Zbladł, w jego mętnie-błękitnych oczach z łatwością dostrzegłem dezorientację i głęboko zakorzeniony niepokój. Natychmiast podszedłem do łóżka i usiadłem tuż obok niego. Chwyciłem jego podbórek w dłoń, w razie gdyby chciał odwrócić wzrok, i spytałem, siląc się na spokój :
- Co się stało?
   Jego oczy zdawały się krzyczeć odpowiedź za niego. Wiedziałem, że się waha, aby po chwili udzielić mi nie do końca wiarygodnej odpowiedzi :
- Nic....nic takiego. Po prostu źle się czuję...
- No jasne. - prychnąłem cicho. - Skoro nie chcesz mówić to proszę bardzo. Fajnie, że mi ufasz. - zakpiłem i puściłem go. Zdjąłem ubrania, które jeszcze nie tak dawno włożyłem i z powrotem położyłem się do łóżka. Nakryłem głowę kołdrą, dając wyraźny znak, że jestem obrażony i westchnąłem głęboko.
- Kagami-kun...- usłyszałem zniekształcony przez pościel jęk. - To nie tak, że ci nie ufam. Po prostu nie stało się nic, nad czym trzeba by się rozwodzić. Przepraszam...chyba pójdę już do siebie.
   Po tych słowach poczułem, jak wstaje. Wyszedł z pokoju, a jego ciche kroki jeszcze przez jakiś czas dudniły mi echem w głowie. Trzask drzwi rozwiał wszelkie moje wątpliwości. Stało się coś ważnego. Coś, co sprawi, że nic już nie będzie takie samo.
   W poniedziałek wszystko zdawało się wrócić do normalności. Przyszedłem do szkoły zziajany i tuż po dzwonku. Kuroko siedział w swojej ławce i skinął mi głową na powitanie. Odwzajemniłem ten gest z lekką ulgą. Przez resztę weekendu nie miałem kontaktu z moim chłopakiem, dlatego trochę się bałem, że jesteśmy w stanie kolejnej kłótni. Na szczęście myliłem się.
   Mimo to, cały czas nie przestawałem myśleć o tym, co mogło wprowadzić Kuroko w tamten stan. Byliśmy razem, więc to chyba normalne, że się o niego martwiłem. Prawda?
   Cały dzień w szkole zlecił nam błyskawicznie, a Kuroko wciąż zachowywał się normalnie. Nie dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak. Rozmawialiśmy jak zwykle. W czasie przerwy na 2 śniadanie, gdy siedzieliśmy na dachu szkoły, pocałowaliśmy się. W trakcie po-lekcyjnego treningu naszej drużyny, podawaliśmy do siebie, współgrając. Innymi słowy - nic się nie zmieniło. Po sobotnich wydarzeniach u mnie w domu nie było śladu. "Może to i lepiej?" - myślałem. - "Może Kuroko naprawdę wtedy źle się poczuł..?"
   Po treningu zebraliśmy się wszyscy na korytarzu przebieralni. Riko oznajmiła nam tam, że 12 maja odbędą się zawody. Następnie każdemu z nas rozdała osobną kartkę. Były na niej wszystkie informacje - z kim będziemy grać i o której. Oprócz tego, każdy z nas miał na kartce rozpisaną serię ćwiczeń, które miał wykonywać codziennie, do dnia zawodów. Byłem już trochę zmęczony, dlatego złożyłem kartkę i wepchnąłem ją sobie do tylnej kieszeni spodni. Kuroko postąpił tak samo. Następnie obaj pożegnaliśmy się z drużyną i ruszyliśmy do domu.
   Po drodze rozmowa się nie kleiła. Męczyły mnie wyrzuty sumienia za to, jak zachowałem się w sobotę. Postanowiłem więc dowiedzieć się prawdy. Najdelikatniej, jak umiałem.
- Kuroko...Co do tamtej soboty...Chcę wiedzieć tylko jedno : czy na pewno nic się nie stało? Zależy mi na tobie i chcę wiedzieć. - dodałem szybko, widząc jego zaskoczone spojrzenie.
   Między nami zapadła cisza, przerywana jedynie ćwierkaniem ptaków, których gniazda znajdowały się na pobliskich drzewach. Powoli zapadał zmrok.
- Kagami-kun...Myślę, że to nie jest odpowiednia pora, by o tym rozmawiać. - powiedział cicho Kuroko. Drgnąłem. Niby kiedy miała być lepsza?
- Czyli jednak coś się stało. - Zabrzmiało to bardziej, jak stwierdzenie, aniżeli pytanie. Mój chłopak jakby z namysłem skinął ostrożnie głową. Zaraz potem dodał :
- Nie mam pewności, czy jest w ogóle powód, by się tym przejmować. Wybacz, Kagami-kun. Nie mam teraz czasu ani ochoty, by o tym rozmawiać. Dokończymy ten temat w czwartek, dobrze? Wtedy nie mamy treningu i będziemy mieli siłę spokojnie o tym porozmawiać. O tym, i nie tylko...
- No dobra. Na razie ci to odpuszczam. - westchnąłem ciężko. - Do czwartku.
- Do czwartku. - potwierdził Kuroko i słabo się uśmiechnął. Nawet nie zauważyłem, kiedy znaleźliśmy się pod jego domem. Stanęliśmy przed furtką twarzą w twarz. W reszcie mogłem mu się przyjrzeć. Włosy miał zmierzwione przez wiatr, policzki lekko zaróżowione, oczy podkrążone, spojrzenie lekko stroskane. Mój kochany. Serce ścisnęło mi się lekko na myśl, że coś jednak go trapi.
- Do jutra, Kagami-kun.
   Kuroko szybko odwrócił wzrok. Zamierzał chyba powoli się wycofać, jednak ja szybko przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem. Niemalże od razu uchylił wargi, dzięki czemu mogłem pogłębić pocałunek. Smak, jaki czułem podchodził pod wanilię. Nie mam pojęcia, czemu tak było, w końcu Kuroko nie pił dzisiaj szejka...
   Odsunęliśmy się od siebie chwilę później. Chyba obaj wyczuliśmy ten moment. Całowanie się pod domem mojego chłopaka nie stanowiło najbezpieczniejszego zajęcia. Z tego, co mi mówił, jego rodzice nie wiedzieli, że jest gejem.
- Do jutra. - odpowiedziałem mu na wcześniejszą jego wypowiedź i wolnym krokiem udałem się w kierunku mojego mieszkania.
   Po drodze do domu wstąpiłem jeszcze na chwilę do supermarketu. Zrobiłem małe zakupy, ponieważ moja lodówka świeciła pustkami. Miałem także ukryty powód - w czasie, kiedy szedłem do siebie miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, jednak gdy się obracałem, nie widziałem nikogo. Uznałem więc, że wstąpienie na chwilę do sklepu nie jest głupim pomysłem.
   Po wyjściu z supermarketu skręciłem w prawo. Zrobiłem to jednak zbyt gwałtownie, gdyż na kogoś wpadłem. Nie wiem, kto to był, ponieważ równie szybko jak się pojawił - zniknął. Jedyne, co w tamtej chwili udało mi się zarejestrować to to, iż miał szare włosy. Dość niespotykany kolor, dlatego zapadł mi w pamięć.
   Gdy znalazłem się już u siebie i zająłem przygotowaniem kolacji odkryłem kolejną, intrygującą sprawę. Moja kartka od trenerki dziwnym sposobem wyparowała mi ze spodni...Czyżby tamten szarowłosy chłopak miał z tym coś wspólnego..?
  

10.05.2015

Only love [part IX]

Tytuł : Only love
Podtytuł : Nagroda
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no Basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : IX
Od autorki : Yo kochani! Rozdział dopiero co napisany, tak więc wybaczcie ewentualne błędy. Poddam go korekcie dopiero jutro, bo jestem teraz zmęczona :/ No nic, zapraszam do czytania ^^
Muzyka : https://www.youtube.com/watch?v=t27cykHMFQo
*
   W weekend praktycznie nie wychodziłem z domu. Wyjątkiem były dwa spacery, na które wybrałem się z No#2, by rozprostować trochę kości.
   Cały nasz wyjazd nad jezioro wyjątkowo nadwyrężył wszystkie moje mięśnie. Pomimo tego, był udany i cieszyłem się, że mogłem w nim uczestniczyć.
   W piątek wieczorem, kiedy wróciliśmy do Tokyo, Kagami odprowadził mnie pod sam dom. Nie chciałem, by to robił, bo było późno i coś mogło mu się potem stać, jednak on nie dawał za wygraną. Od tamtego czasu się nie widzieliśmy, ale napisał mi maila, że u niego wszystko ok.
   Moja mama bardzo ucieszyła się z mojego powrotu. Zawsze tak było. Nigdy nie lubiła spędzać sama czasu w mieszkaniu, a teraz, gdy mój tata pracował za granicą, była szczególnie samotna.
   W sobotę rano przy śniadaniu zdałem jej relację z całego wyjazdu. Pewne rzeczy, oczywiście, pominąłem. Resztę wolnego czasu poświęciłem na czytanie książek.
   Moje myśli zaprzątała pewna sprawa, która nie dawała mi spokoju...Mianowicie, Kagami spytał, czy dostanie nagrodę, jeśli dobrze poszły mu egzaminy. Nie miałem jednak pomysłu, co mogło by się stać ową nagrodą. Seks..? Nie...Od czasu wyjazdu nie musiała być to już tylko forma wynagrodzenia.
   W moim życiu zaszła wielka zmiana. Razem z moim chłopakiem wykonaliśmy wielki krok naprzód w naszym związku. Chciałem móc się tym komuś pochwalić, jednak do głowy przychodziły mi tylko pewne 2 osoby, którym nie zamierzałem zawracać teraz głowy.
   Poniedziałek nadszedł zdecydowanie zbyt szybko. Wciąż nieco bolały mnie mięśnie, jednak musiałem iść do szkoły.
   Dzisiaj mieli ogłosić wyniki testów.
*
   W szkole znalazłem się na 15 minut przed dzwonkiem. Na głównym korytarzu, pod ogromna tablicą, na której wywieszony został ranking najlepszych wyników uzyskanych na egzaminach, stało mnóstwo uczniów. Dostrzegłem wśród nich paru kolegów z klasy, jak również Kiyoshiego i Hyuuge, którzy stali bardziej na uboczu. Podszedłem do nich i przywitałem się. Dopiero wtedy zwrócili na mnie uwagę.
- Hej, Kuroko! Widziałeś już, jak ci poszły egzaminy? - zapytał Kiyoshi przyjaźnie. Uśmiechał się lekko. Jego policzek był wciąż delikatnie czerwony.
- Nie, jeszcze nie.
- W takim razie powinieneś. - wtrącił Hyuuga. - Zobaczysz coś, co nieźle zaskoczyło nas wszystkich.
   Skinąłem głową i zacząłem przedzierać się przez tłum. Ponieważ nikt nie zwracał na mnie uwagi, było mi stosunkowo łatwo to zrobić.
   Stanąłem przed tablicą, na której wisiał ranking egzaminu z zakresu historii i wspiąłem się na palce. Mój wzrok instynktownie zawędrował na samą górę, a tam...
- Niemożliwe... - szepnąłem sam do siebie. Jak najszybciej wycofałem się i pobiegłem pod klasę. Po drodze wpadłem na parę osób, jednak te nie wiedziały nawet, co lub kto spowodował, że leżeli na podłodze.
   Wpadłem do klasy równo z dzwonkiem. Tak, jak myślałem, Kagami już siedział w swojej ławce.
- Kagami-kun!
   Stanąłem przed nim i oparłem ręce o blat.
- Widziałeś wyniki z historii?
- Yyy..nie, dopiero przyszedłem. - odpowiedział i zmarszczył nieco brwi. - Co się stało? Twoje włosy wyglądają, jakby w życiu nie widziały szczotki.
   Zaczerwieniłem się lekko i nerwowym ruchem przygładziłem parę kosmyków.
- Po drodze wpadłem na kogoś...
- Aż tak ci się spieszyło..?
- Kagami-kun. - zacząłem poważnie. - Moje gratulacje. Zająłeś pierwsze miejsce w rankingu z historii.
   Kagami oniemiał. Otworzył lekko usta i wpatrywał się we mnie.
- S-Serio...?
- Jak najbardziej.
- Wow...Nie wiem, jakim cudem...
   Wstał nagle, a krzesło za nim upadło z trzaskiem na podłogę.
- Kuroko...
   W tym samym momencie do klasy wszedł nauczyciel.
- Kagami - kun, podnieś krzesło... - powiedziałem cicho i zasiadłem w swojej ławce. Kagami jeszcze przez chwilę stał w miejscu, po czym szybko podniósł krzesło i na nim usiadł. Wyglądał na takiego, co nie wie co ze sobą zrobić. Nie dziwiłem mu się. Nawet ja nigdy nie uzyskałem 100% na żadnym egzaminie.
*
   Na dłuższej, śniadaniowej przerwie wyciągnąłem Kagamiego na dach szkoły. Na poprzedniej lekcji nauczyciel rozdał nam wyniki wszystkich testów. W czasie, gdy Kagami zajadał się swoim niemałym śniadaniem, składającym się głównie z kilku ogromnych kanapek, ja porównywałem nasze karty odpowiedzi.
   Tak, jak myślałem. Wszystko poszło mi lepiej, niż mojemu chłopakowi. Wszystko, z wyjątkiem historii, z której uzyskał 100%. Było to dla mnie niewiarygodne...Nie, żebym w niego wątpił! Po prostu nie uważałem, aby nasze wspólne uczenie się mogło przynieść aż takie osiągnięcia.
   Moje wyniki wahały się między 70-85 %. Natomiast Kagamiego 50-60 %. Naprawdę, nie wiedziałem czemu aż tak dobrze sobie poradził...
- Powiesz wreszcie, po co mnie tu zaciągnąłeś? - mruknął Kagami.
   Pierwszy szok i niesamowite przejęcie, spowodowane najwyższym wynikiem z historii, już minęło. Emocje opadły, a Kagami nie był zbyt zadowolony, że nie dałem mu spokojnie zjeść w klasie. Patrzył na mnie spode łba, żując ostatnią bułkę.
- Chciałem ci jeszcze raz pogratulować. - oznajmiłem poważnym, oficjalnym tonem i skłoniłem się lekko. - Bardzo się cieszę, że tak dobrze ci poszło...
   Kagami przełknął to, co miał w ustach i lekko spąsowiał na twarzy. Powolnym ruchem podrapał się w tył głowy.
- Wiesz...Tak naprawdę to jeszcze sporo sam ćwiczyłem. Grając w kosza, oczywiście! Miałeś rację - najlepiej mi idzie utrwalanie materiału, gdy robię coś pożytecznego w międzyczasie. Chciałem ci udowodnić, że ten czas spędzony wtedy na naukę ze mną nie poszedł na marne...
- Żaden czas spędzony z tobą nie idzie na marne. - powiedziałem szybko. Nagle zrobiło mi się jakoś lekko na sercu.
- To dobrze.
   Na twarzy Kagamiego malowała się ulga.
- Więc...może wpadniesz do mnie w sobotę..? - zapytał nieśmiało.
   Uśmiechnąłem się.
- Mmm.Jasne. W końcu, musisz dostać jeszcze nagrodę, Kagami-kun.
   Nie zważając na jego pytające spojrzenie, odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę schodów. Jedynie dźwięk dzwonka przerwał nasyconą niecierpliwością ciszę.
   W końcu udało mi się wymyślić, co mogło stanowić ową nagrodę.
*
   Kolejne dni tygodnia upłynęły mi bardzo szybko. Codziennie mieliśmy po lekcjach treningi, ponieważ już niedługo czekały nas międzyszkolne zawody okręgowe.
  Ogromnym plusem, jeśli mogę to tak nazwać, okazały się wspólne prysznice po treningach. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, jednak ja, owszem. Na tę jedną, konkretną osobę.
   Ciało Kagamiego było niezwykle piękne. Miałem już okazję przyjrzeć mu się z bliska, ale teraz mogłem robić to bezkarnie. Bez obawy przed tym, że powie coś zawstydzającego lub gorszącego.
   Jego mięśnie rysowały się na lekko opalonej klatce piersiowej i nogach. Ah, jak pragnąłem go wtedy dotknąć..! Zresztą, nie tylko tam.
   Wiem, mogę wyjść na niezłego zboczeńca, jednak moje myśli, gdy wzrok mimowolnie wędrował w nieco niżej położone partie ciała, po prostu krzyczały.
   Wcześniej byłem zbyt skrępowany albo zmęczony. Jednak w tamtej chwili, stojąc obok niczego nieświadomego Kagamiego, zdałem sobie sprawę, jak wielki jest jego członek. Na oko dałbym mu z 17-18 cm w stanie "spoczynku".
   Przyglądając mu się, zastanawiałem się, jak to mogło się we mnie wcisnąć. Mimo ciekawości, postanowiłem zachować swoje pytanie na inną chwilę.
   Liczył się tylko Kagami. Woda leniwie spływająca po jego ujmującym ciele, przymknięte oczy, dłonie błąkające się po jego głowie, w celu spłukania piany z włosów. Tak...widok zupełnie nagiego Kagamiego pod prysznicem był godny zapamiętania. Obiecałem sobie również, przy najbliższej okazji przyjrzeć mu się dokładniej i zachować w pamięci obraz jego nagiej skóry. utworzyć w głowie mapę wklęśnięć i wypukleń mięśni oraz ścięgien, by móc potem w każdej chwili na nowo przeżyć bliskie spotkanie z moim chłopakiem.
*
   W sobotę rano powiadomiłem moją mamę, że udam się do Kagamiego. Zgodziła się, ale prosiła bym przyszedł an kolację.
   Przed wyznaczoną godziną wyszedłem jeszcze na krótki spacer z No#2, po czym wziąłem krótki prysznic, przebrałem się i zszedłem na dół, do przedpokoju.
- Oi, Tetsuya...
   Moja mama stała przy drzwiach, opierając się o framugę. Wyglądała na rozbawioną.
- szykujesz się, jakbyś szedł na randkę. - stwierdziła.
   Momentalnie spaliłem buraka, jak najszybciej umiałem, wciągnąłem buty na nogi i wyszedłem z domu. Moja mama jeszcze chwile wpatrywała się w moje plecy i kręciła głową. Ten instynkt macierzyński...
   Kagami nie mieszkał zbyt daleko ode mnie. Minąłem jedno skrzyżowanie, sklep i parę innych uliczek. Cały czas męczyło mnie dziwne uczucie. Zupełnie, jakby ktoś za mną szedł, jednak gdy się odwracałem, nie było nikogo. Zrzuciłem więc winę na własne zmęczenie i nie ociągając się więcej, wszedłem do bloku Kagamiego.
   Zapukałem, a po chwili otworzył mi mój chłopak.
- Hey. - rzucił krótko i cmoknął mnie w usta. - Pomożesz przy obiedzie.
   To nie była prośba, tylko stwierdzenie. Chwycił mój nadgarstek i wciągnął do swojego mieszkania. Ledwo zdążyłem zdjąć buty, Kagami pociągnął mnie przez korytarz do swojego ogromnego salonu połączonego z kuchnią.
- Więc...Co mam robić? - zapytałem, rozglądając się dookoła i wciągając w płuca smakowity zapach unoszący się dookoła.
- Obierzesz warzywa. - odpowiedział i pokazał mi co i w jakiś ilościach mam przygotować. Jak najlepiej potrafiłem, umyłem warzywa i zacząłem obierać pierwszą marchewkę. Szło mi to trochę opornie, jednak chciałem wykonać moją pracę jak najlepiej.
   - Haa? Jeszcze nie skończyłeś? - zapytał Kagami po jakimś czasie. Szczerze mówiąc, dopiero zacząłem... - Jeśli będziesz tak w tym rzeźbić zmarnujemy cały dzień. - westchnął. - Pokaż.
   Chwycił moje dłonie w swoje i zaczął nakierowywać je tak, że dość sprawnie pozbyliśmy się skórki z kolejnego warzywa. Przez jego bliskość, o której tak intensywnie myślałem przez ten tydzień zaczęła mnie lekko krępować. Poczułem, jak na policzkach wykwita mi rumieniec. Jeny, niech on się już odsunie...
   Kagami jednak ani myślał spełniać mojej niemej prośby. W ciszy i skupieniu dalej mi pomagał. czułem jego ciepły oddech i zapach. Zapach, jaki posiadał tylko on jeden, który byłem w stanie rozpoznać z pośród dziesięciu innych. Odetchnąłem głęboko, zaciągając się nim. Udało mi się trochę uspokoić.
   Mój chłopak dopiero po chwili zdał sobie sprawę, co właściwie się ze mną dzieje. Odsunął się i stanął tuż przede mną.
- Oi..Co ci..? - zapytał, niezbyt rozumiejąc moje rumieńce, przyspieszony oddech i zamglone spojrzenie. - Przecież nic jeszcze nie zrobiłem... - mruknął.
- Wystarczy sama twoja obecność... - wyszeptałem, nie patrząc mu w oczy. Powiedzenie tego przy pełnym kontakcie wzrokowym zbyt wiele by mnie kosztowało.
- Szlag...Jesteś bardzo głodny?
   Pokręciłem głową.
- To świetnie się składa.
   Kagami zakręcił gaz, wrzucił warzywa i nożyk do zlewu, po czym...wziął mnie na ręce.
- Kagami-kun, odstaw mnie na...
- Zaraz. - przerwał mi stanowczym tonem.
   Zaniósł mnie aż do samej sypialni i rzucił na łóżko. Panował w niej półmrok. Jedynym źródłem światła wdzierało się z salonu, przez niedomknięte drzwi. Moje oczy szybko przyzwyczaiły się do ciemności. Widziałem, jak Kagami zdejmuje swój t-shirt i rzuca go za siebie na podłogę. Przełknąłem ślinę. Ten widok był taki podniecający..!
   Kagami doskonale zdawał sobie sprawę, że wlepiam w niego spojrzenie. Podszedł do mnie i usiadł na moich biodrach. Jego duże, ciepłe ręce wsunęły się pod moją koszulę i zaczęły prześlizgiwać się po moim torsie. Stłumiłem jęk, gdy zaczął szczypać moje sutki. Na szczęście ta drobna tortura nie trwała zbyt długo. Kagami wyciągnął ręce spod materiału koszuli i zaczął ją rozpinać. Kiedy góra mojego stroju wylądowała już na podłodze. Pochylił się nade mną i zaczął całować, ocierając się biodrami o moje przyrodzenie. Westchnąłem cicho, przyciskając jego głowę do swojej rozgrzanej szyi. Zassał się na niej parę razy, tworząc małe, blado czerwone punkciki.
   Chwilę później zsunął się niżej. Zaznaczał mój brzuch mokrymi ścieżkami językiem. Jego włosy łaskotały mnie w klatkę piersiową. Drgnąłem, gdy jego mokry, śliski i ruchliwy organ zawitał do moje pępka. Tego było już za wiele. Usiadłem gwałtownie, odpychając Kagamiego. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, zająłem mu usta pocałunkiem. Przekręciliśmy się tak, ze to teraz ja byłem na górze.
- Twoja nagroda, Kagami-kun... - wyszeptałem cicho i delikatnie zsunąłem z niego spodnie, wraz z bokserkami. Serce zabiło mi szybciej, gdy przed oczami pojawił mi się jego nabrzmiały członek.
- Kuroko, czy ty na pewno chcesz...
   Przerwałem mu, chwytając jego stojącą męskość w dłoń. Wysunąłem język i polizałem jej czubek. Kagami jęknął głucho i opadł na poduszki, już bez jakiegokolwiek sprzeciwu.
    Splunąłem i rozprowadziłem ślinę po całej długości jego penisa. Dopiero wtedy wziąłem go w usta. Był ciepły i lekko pulsował. Zacząłem poruszać głową w przód i w tył, chcąc sprawić mojemu chłopakowi jak najwięcej przyjemności.
- K-Kuroko...- wysapał Kagami i ułożył swoją dłoń na mojej głowie, dociskając lekko. Bezustannie pracowałem językiem. Pieściłem wolną ręką jego jądra, a drugą przetrzymywałem członka u jego nasady. Cały czas zastanawiałem się, czy aby na pewno wszystko dobrze robię. Cóż, nie pierwszy raz to robiłem, ale od tamtego czasu wyszedłem już z wprawy.
   Kagami uspokoił mnie swoimi jękami, których nie mógł już hamować. Ukradkiem spojrzałem na niego. Miał przymknięte oczy, ręką kurczowo ściskał pościel i przygryzał wargę. Wyglądał naprawdę słodko...
   W pewnym momencie Kagami zaczął wypychać biodra tak, że końcówkę jego członka miałem w gardle. Niespodziewanie poczułem dziwny, lekko słonawy smak w ustach. Domyśliłem się, co to było, jednak nie zaprzestałem poruszać głową.
- A...Ach....Ku...Kuroko..D-Dochodzę... - wychrypiał Kagami. - Odsuń się...
   Nie posłuchałem go. Zamiast tego jedynie mocniej zassałem się na żołędzi. Kagami spuścił się we mnie z warknięciem, a ja połknąłem jego nasienie. Wytarłem usta wierzchem dłoni i uśmiechnąłem się do niego słabo. Natychmiast przyciągnął mnie do siebie tak, że na nim leżałem. Pocałował mnie, wysuwając język między moje wargi, trącając nim mój własny. Westchnąłem błogo, gdy wsunął kolano między moje uda.
- Dziwny smak..- mruknął cicho, marszcząc śmiesznie swoje brwi. - Nie musiałeś tego robić.
- Wiem - wzruszyłem ramionami. - ale chciałem.
   Kagami uśmiechnął się dziko. Znów wylądowałem pod nim, a on dosłownie zerwał ze mnie spodnie i bieliznę. Poślinił palec i delikatnie wsunął go we mnie. Nie bolało, ale podobnie jak za pierwszym razem poczułem uczucie dyskomfortu. Po chwili dodał kolejny i zaczął mnie rozciągać.
- Muszę kupić jakiś lubrykant. - szepnął po chwili, nieco czerwony na twarzy.
- Po co ci on, Kagami-kun?
   Wiedziałem, co to lubrykant i do czego służy, jednak chciałem jeszcze trochę się z nim podroczyć. Mimo panującej ciemności zauważyłem jego skrępowanie.
- No..yrm...wiesz...jednak ślina nie daje takiego poślizgu...
   Uśmiechnąłem się i skinąłem głową. Kagami dołożył kolejny, trzeci już palec. Czułem je w sobie coraz głębiej, gdy nagle jeden z nich zahaczył o bardzo wrażliwy punkt wewnątrz mnie. Drgnąłem i krzyknąłem z rozkoszy. Kagami ponownie dotknął palcem ten punkt. Rozsunąłem szerzej nogi i wysiliłem się, by coś powiedzieć. A raczej wyjęczeć.
- Kagami...kun...A..aa!~ Mmmm...włóż go już...
   Natychmiast spełnił moją prośbę. Wyjął palce zastępując je czymś znacznie większym. Mimo, iż przed chwilą doszedł, teraz znowu był we wzwodzie.
   Mój chłopak usiadł na piętach, chwycił moje biodra i naciągnął je na swoje uda, wchodząc we mnie powoli. Instynktownie zacisnąłem się na nim, co sprawiło, że jęknął głucho. Chwycił mojego członka i zaczął przesuwać po nim dłonią. To sprawiło, że się rozluźniłem, a on mógł kontynuować.
   Wsunął się we mnie do końca i dał mi chwilę, bym się przyzwyczaił. Przedtem dobrze mnie rozciągnął, dzięki czemu ból był naprawdę znikomy. Poruszyłem zniecierpliwiony biodrami, a on zaczął się we mnie na nowo wsuwać i wysuwać. Jego ręką wciąż pieściła moją męskość, a druga podtrzymywała moje biodra. Czułem go w sobie każdym niemalże mięśniem. Jego ciepło i dreszcze, gdy trącał moją prostatę. Nie panowałem nad swoim głosem, który słychać było teraz w całym pokoju. Próbowałem zagryzać wargę, ale niewiele mi to dawało. Przyjemność była zbyt duża.
- Ka-Kagami..kun..! Sz-szybciej...ah..! - wyjęczałem i zacząłem poruszać biodrami, dopasowując ich ruch do jego coraz szybszych i głębszych pchnięć.
   Na jego czole pojawiły się kropelki potu. Sam zresztą czułem się, jakby moje ciało stanęło w ogniu. Jego nieustanny dotyk palił i nie pozwalał mi myśleć o czymkolwiek innym, niż sprawca całego tego uczucia. Kagami Taiga.
- Kagami-kun...- westchnąłem po raz kolejny. Czułem, że zbliża się mój kres?
- Mmm?
    Zadziwiające, jak mój chłopak potrafił jednocześnie ze mną rozmawiać i do tego robić te rzeczy...
- Kocham cię. - wypaliłem. - Pocałuj mnie.
   Na jego ustach znów zawitał ten dziki, nieokiełznany, szaleńczy uśmiech. Pochylił się nade mną i choć pozycja była trochę niewygodna, zaczął nasze usta w pocałunku. Jego język natychmiast odnalazł mój i pomimo lekkiej brutalności całego stosunku, pocałunek był niezwykle łagodny.
   To mi wystarczyło, aby zaznać spełnienia. Doszedłem, budząc spermą rękę mojego kochanka i swój brzuch. Moje mięśnie nagle zacisnęły się na członku Kagamiego, przez co on również zaczął szczytować. Pchnął mocno jeszcze parę razy, po czym wlał we mnie swoje nasienie i wyjęczał głośno moje imię :
- Tetsuya...!
   Wysunął się ze mnie i opadł zmęczony na łóżko. Oddychał ciężko i nierównomiernie. W końcu, gdy chwilę odsapnął, przekręcił się w moją stronę. Przytuliłem się do jego nagiej, rozgrzanej piersi i splotłem nasze nogi.
- Też cię kocham...- wyszeptał, w odpowiedzi na moje wcześniejsze wyznanie. - W ogóle to sorry...Zapomniałem o prezerwatywie...
- Och, nie przejmuj się, Kagami-kun. Najwyżej zostaniesz tatą.
   Kagami zachłysnął się powietrzem i spojrzał na mnie dziwnie.
- Mężczyzna nie może zajść w ciążę... - powiedział, jakby z lekkim wahaniem.
- Co ty nie powiesz, Kagami-kun...
- Ugh! Ja mówię serio, a ty sobie robisz żarty...No i ten...jeszcze jedno. Ta cała "nagroda"...mógłbyś robić tak częściej...- wyszeptał. Jego serce biło jak szalone.
- Dobrze, że ci się podobało.
   Wypuściłem powietrze z płuc i odszukałem jego warg. Zaczęliśmy się całować. Albo mi się wydawało, albo jego smak zmienił się na słodszy...
*
    W łóżku wylegiwaliśmy się jeszcze kolejną godzinę, pieszcząc się delikatnie. Z zadowoleniem odkryłem, że słaby punkt mojego chłopaka znajduje się na jego szyi. Naznaczyłem go tam paroma malinkami.
- Nie poznaje cię dzisiaj. Wydajesz się być bardziej napalony niż zwykle...
   Może i była to prawda. Jednak to wszystko winą było naszych wspólnych prysznicy..! No, tak to sobie tłumaczyłem. Zacząłem zastanawiać się, czy w czasie ich trwania również i Kiyoshiemu trudno było nad sobą panować..? Była to dla mnie kolejna zagadka, a dopiero co rozwiązałem jedną, dotyczącą wielkości mojego chłopaka. Wystarczyło poświęcić parę minut, by odpowiednio mnie przygotować i penis Kagamiego mógł bez większych przeszkód wejść we mnie cały.
   Było już późne popołudnie, gdy wreszcie zdecydowaliśmy się wstać. Kagami poszedł pod prysznic, a ja korzystając z jego nieobecności, założyłem swoje bokserki i jego t-shirt z jakimś nadrukiem. Był przesiąknięty zapachem mojego chłopaka i lekką nutą perfum. Ta woń bardzo mi odpowiadała.
   By zrobić Kagamiemu niespodziankę, obrałem i pokroiłem wszystkie warzywa na obiad. Gdy kończyłem siekać ostatnią pietruszkę, Kagami wszedł do kuchni. Z jego włosów spływała woda, a wokół bioder miał przewiązany ręcznik.
- Dzięki za pomoc. - powiedział i wrzucił wszystkie składniki do garnka, pod którym znów był zapalony gaz. Nie wiedziałem, co szykował, ale pachniało nieziemsko. Stał do mnie tyłem i dodawał odpowiednie przyprawy.
   W tamtym momencie przypomniała mi się "zabawa", którą uwielbiałem, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Tego czasu byłem dość chorowity, więc rodzice zawieźli mnie do dziadków. Ponieważ nie było tam za wiele do roboty, zacząłem psocić z nudów. Moje ulubione zajęcie polegało na zakradnięciu się do kuchni (co nie było takie trudne...), w której krzątała się moja babcia, rozwiązaniu jej wiązanego na plecach fartuszka i błyskawicznej ucieczce.
   Przełknąłem ślinę i niewiele myśląc, zerwałam z bioder mojego chłopaka ręcznik. Trwało to ułamek sekundy, gdy mogłem podziwiać jego nagie, jędrne pośladki. Nigdy wcześniej jakoś specjalnie ich nie eksponował, a było na co popatrzeć.
   Z ręcznikiem w dłoni rzuciłem się biegiem w bliżej nieokreślonym kierunku, byle tylko uciec jak najdalej. Kagami potrzebował chwili, by rozeznać się w sytuacji, ale gdy już to zrobił, udał się w pogoń za mną, trzymając się za krocze.
   Ponieważ był znacznie szybszy, dopadł mnie jeszcze w salonie. Chwycił mnie jedną ręką w pół, a drugą wyrwał mi ręcznik. Jego mina była ciężka do opisania. Malowało się na niej zdziwienie, ale i lekka złość.
- Zanim coś powiesz, Kagami-kun, wiedz, że twoje pośladki są po prostu piękne.
- Co ty, kurde, nie powiesz?? Oczywiście, że są. Powiedz mi lepiej, dlaczego żeś to zrobił?? - wykrzyknął, śmiesznie marszcząc brwi.
- Erm...dla zabawy..?
   Kagami przyłożył mi dłoń do czoła.
- Dziwne, nie masz temperatury...Kim jesteś i co zrobiłeś z Kuroko..?
   W tym momencie wyrwałem się z jego uścisku.
- O co ci chodzi, Kagami-kun?
- ZRYWASZ ZE MNIE RĘCZNIK, UCIEKASZ, A POTEM SIĘ PYTASZ O CO MI CHODZI????
- Nie znasz się na żartach, Kagami-kun. - powiedziałem, starając się udawać obrażonego.
- Ty nie żartujesz. - stwierdził dobitnie, na nowo zawiązując ręcznik dookoła bioder. - Tsk. Mniejsza z tym. Lepiej zadzwoń do rodziców i powiedz, że wrócisz dopiero jutro. Teraz to ja sobie pożartuje...
   Nie mam pojęcia, czy to miała być groźba, ale jedno wiedziałem na pewno. Długo potem nie będę mógł normalnie chodzić, zwłaszcza, że już teraz zacząłem odczuwać tępy ból w dole kręgosłupa...
***
   W niedzielę rano obudziłem się u boku Kagamiego. Jeszcze spał. Oddychał miarowo przez nos, a na jego twarz padały promienie słoneczne. Odetchnąłem głęboko i przytuliłem się do niego. Był ciepły i pachniał żelem pod prysznic. Mruknął cicho i objął mnie ramieniem, jeszcze bardziej przyciągając mnie do siebie. "Chciałbym móc budzić się przy nim codziennie..." - pomyślałem i zaczerwieniłem się lekko. Przecież...czy to nierównoznaczne było z tym, że w przyszłości chciałbym z nim zamieszkać..? Do tego czasu musielibyśmy być razem. Na razie było dobrze, podejrzanie dobrze, a przecież w każdym związku z czasem pojawiają się jakieś mniejsze czy większe problemy. Czy będziemy w stanie dojść do porozumienia..?
   W mojej głowie kłębiło się od pytań. Na żadne z nich nie znałem odpowiedzi. Kochałem go - tylko tego byłem pewien. A co z resztą..? Co przyniesie przyszłość..?
   Nagle po mieszkaniu rozległ się głuchy odgłos dzwonka do drzwi. Drgnąłem lekko i szturchnąłem Kagamiego, którego w tamtym momencie odgłos wystrzeliwanej rakiety by nie obudził. Uchylił powieki i pytająco na mnie spojrzał.
- Ktoś dzwoni do drzwi. - oznajmiłem.
- Haaaa? Która godzina?
- 10:15.
   Mój chłopak pokręcił głową i bez słowa podniósł się z łóżka. Tym razem nie miałem tej przyjemności widzieć go nagiego w pełnej krasie, ponieważ miał na sobie bokserki w piłki do koszykówki. Lekko się chwiejąc, założył na siebie pierwsze lepsze spodnie i t-shirt. Zaraz potem wyszedł z pokoju.
   Przeciągnąłem się leniwie i również postanowiłem wstać. Wciągnąłem na siebie bokserki, spodnie i swoją lekko pogniecioną koszulę. Wygładziłem kołdrę na łóżku, której podszewka, szczerze mówiąc, nadawała się tylko do prania i podszedłem do okna, by odsłonić zasłony. Zrobiłem to i jeszcze zerknąłem okiem na okolicę.
   Zamarłem, gdy ujrzałem Haizakiego. Stał na chodniku naprzeciw okna, na samym dole. To, co mnie najbardziej przeraziło to to, że wpatrywał się centralnie we mnie. Odległość nas dzieląca była dość spora, ale byłem pewien. Poczułem na karku dreszcz. Haizaki przysunął do twarzy rękę i przesunął opuszkiem palca po języku - tak, jak to miał w zwyczaju. Uśmiechał się kpiąco i odszedł. Zniknął tuż za zakrętem, a ja wciąż ani drgnąłem. Nie miałem zielonego pojęcia, co miałem o tym myśleć...
*rozdział już posiada korektę*

4.05.2015

Only love [part VIII]

Tytuł : Only love
Podtytuł : "Ani teraz, ani nigdy"
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no Basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : VIII
Od autorki : Yo kochani! Dzisiejsza notka nieco luźniejsza i krótsza, na poprawę humoru. Jednak następne będą trzymać długość części VII *cieszę się, że zdołaliście przeczytać ją do końca, bo miałam lekkie obawy ^^' *. Również od następnej części akcja rozkręci się na dobre. Serio. Tak więc...zapraszam do czytania i komentowania! ^^
Muzyka : https://www.youtube.com/watch?v=GkWj_QFgn-s
*
   Ciepły, równomierny oddech Kuroko łaskotał mnie w zagłębienie szyi. Zasnął i miałem nadzieję, że nie prędko się obudzi. Wyglądał nadzwyczaj słodko i bezbronnie. Jego włosy tworzyły niezwykłą kompozycję. Rozciągały się po części na moim ramieniu oraz na poduszce. Na jego delikatnie rozchylonych, jasnych wargach błąkał się uśmiech.
   Miałem ogromną nadzieję, że nie "uszkodziłem" go zbytnio. Przeżyliśmy właśnie nasz pierwszy raz, a już czułem się, jakbym wygrał milion dolarów na loterii. W trakcie starałem się być delikatny, ale nie wiedziałem, jak to do końca wyszło. Jego wnętrze było gorące i ciasne, a uczucie, jakiego wtedy doznałem, było niedopisania. Bardzo trudno było mi się powstrzymywać.
   Prawdą było, że mnie pociągał. Często w jego obecności nie umiałem się hamować, czy po prostu normalnie zachowywać. Zacząłem tracić zmysły i zastanawiałem się, czy nie oszalałem. Jednak to była po prostu miłość.
   Pod kołdrą, z przyczepionym do mnie Kuroko, było mi strasznie ciepło, dlatego lekko się odkryłem. Mój chłopak mruknął coś przez sen, ale się nie obudził. Pogładziłem go po policzku. Jego skóra była gładka, wciąż lekko rozgrzana i zarumieniona od emocji. Zacząłem zastanawiać się nad tym, czy używa jakiś specjalnych kremów, bo jego cera była nieskazitelna.
   Kuroko uwiódł mnie całym sobą. Swoją nikłą aurą, uśmiechem, który uwielbiałem wywoływać, wzrostem (tak, jestem fetyszystą..), przenikliwym spojrzeniem błękitnych oczu, ale przede wszystkim swoim charakterem.
   Był bardzo wytrwały, co doskonale udowadniał poprzez stałe dodatkowe treningi.
   Był waleczny i nigdy się nie poddawał. W czasie meczy był dla drużyny ogromnym wsparciem.
   Był szczery, a to cecha, którą bardzo cenię. "Walił prosto z mostu", co nie raz było krępujące.
   Był zamknięty w sobie, nie chciał sprawiać kłopotu. Dlatego zapragnąłem otworzyć go na świat, na ludzi i udowodnić, że może na mnie polegać w każdej dziedzinie życia.
   I, oczywiście, kochał koszykówkę całym sercem. Ja również. Ale od czasu, kiedy go poznałem, kosz zajmuje tylko połowę mojego serca. Druga należy do niego.
   Uniosłem się lekko na łokciach tak, by go nie obudzić. Wstałem, zgarnąłem z szafki czyste bokserki i poszedłem pod prysznic. Zmyłem z podbrzusza jego nasienie. Wraz z wodą, spłynął ze mnie cały stres. Nasz związek przeszedł na wyższy poziom i zaczęliśmy ze sobą sypiać.
   Przed naszym pierwszym razem nie myślałem za wiele. Kuroko poczuł się zraniony po tym, jak "nakrył" mnie w kawiarni z Yumeko - naszą przewodniczką. Ona zaś już od pierwszego dnia wykazała zainteresowanie moją osobą. Przez dwa kolejne dni, gdy 'przypadkiem' na mnie wpadła, nalegała na spotkanie. Tymczasem po moim wyznaniu miłosnym, Kuroko tworzył dziwną atmosferę. Nie miałem bladego pojęcia, o co mu chodzi. W końcu zaczęło mnie to wszystko przytłaczać. Właśnie dlatego uznałem, że nie będzie złym pomysłem, jeśli wyrwę się gdzieś na miasto.
   A on to źle zrozumiał. Nie zrobiłem nic złego, a mimo to poczułem się okropnie. Jakbym go zdradził, a to nie była prawda. Ani razu nie pomyślałem o Yumeko w taki sposób. Jednak szok, żal i złość w jego oczach wywołały u mnie natychmiastowe wyrzuty sumienia.
   Przeprosiłem moją towarzyszkę, zapłaciłem za swoją kawę i pobiegłem jak głupi, za tym słodkim idiotą.
   W międzyczasie zdążyło się rozpadać, więc do ośrodka dotarłem cały przemoczony. Wpadłem do naszego pokoju, zamknąłem drzwi na klucz i rozejrzałem się dookoła. Kuroko nigdzie nie było, dopiero po chwili dostrzegłem zapalone światło w łazience.
   Krew uderzyła mi do głowy i czułem, że muszę to wszystko wyjaśnić. Nigdy nie chciałem go zranić. Nie chciałem, żeby przeze mnie cierpiał. Więc dlaczego to musiało się zdarzyć...?
   Siłą wyciągnąłem go z łazienki i przewaliłem na swoje łóżko. Nie mam pojęcia dlaczego, ale cały mokry i zapłakany Kuroko był po prostu rozbrajający. Zapragnąłem go mieć jak nigdy wcześniej. Jasne, miałem lekkiego stresa, ale to wszystko nagle odeszło w zapomnienie. Liczyła się tylko jego obecność. Nasze ciała splecione ze sobą, przyspieszone oddechy, namiętność.
  
   Założyłem czyste bokserki i wyszedłem z łazienki. Kuroko wciąż smacznie spał. Nagle wpadłem na genialny pomysł. Zerknąłem na zegarek, który wskazywał 15.40. Nie było jeszcze za późno.
   Z powodu mojej 'niedyspozycji' tamtego dnia nasza drużyna była skazana na obiad przyrządzony przez Riko. Przez wcześniejsze dni ja wziąłem się za gotowanie, ponieważ Kuroko uważał, że miałem predyspozycje na naprawdę dobrego kucharza.
   Przez to, że się kochaliśmy, nie zjedliśmy obiadu. Jednak, kiedy spojrzałem na mojego chłopaka i pomyślałem, że gdy się obudzi może być głodny...Musiałem coś z tym zrobić. Nie wspominając o tym, że i mi zaburczało w brzuchu.
   Ubrałem się szybko w luźne spodnie, biały podkoszulek i opuściłem nasz pokój.
*
   Po pół godzinie zmagania się z niechcącymi rozpalić się palnikami, rozsypanym ryżem na podłodze i rozbitym talerzem, ugotowałem dla nas na obiad curry. W dużej, nowoczesnej kuchni wynajętej dla naszej drużyny, byłem tylko ja. Trochę doskwierała mi samotność, bo może nie wyglądam, ale lubię z kimś przebywać i nieraz miewam potrzebę 'wygadania się'.
   Miałem nadzieję, że Kuroko już się obudził, bo nie byłem pewien, czy będę w stanie wyrwać go ze snu. Dlatego z duszą na ramieniu, położyłem na tacy dwa talerze i ruszyłem do pokoju. Otworzyłem sobie drzwi ramieniem, a gdy wszedłem, o mało nie wypuściłem jej z rąk, z wrażenia.
   Kuroko siedział na moim łóżku, pośród poduszek i rozkopanej kołdry. Co najlepsze, miał na sobie tylko i wyłącznie mój czarny, o wiele na niego za duży, czarny t-shirt.
- Kagami...kun..? - zapytał cicho. Zdałem sobie sprawę, że mam otwarte ze zdziwienia usta. Zamknąłem je szybko. - Gdzie byłeś..? Kiedy się obudziłem, byłem sam...- wyszeptał i zmrużył smutno oczy. Wyglądał tak nieprzyzwoicie seksownie, że musiałem uspokajać się w myślach. "Taiga, spokojnie. Wdech i Wydech. Opanuj się, przecież dopiero co to zrobiliście..." - powtarzałem sobie raz za razem.
- Erm...Kuroko...poszedłem...zrobić o-obiad..! - wydukałem w końcu i postawiłem przed nim tacę z jedzeniem, biorąc z niej swoją porcję. - Itadakimasu! - zawołałem i w ekspresowym tempie zacząłem opróżniać curry z naczynia. Kuroko szło to nieco mozolnie. Gdy ja skończyłem, on był dopiero w połowie.
- Nie smakuje ci..?
   Kuroko otworzył szerzej oczy.
- Nie, jest pyszne. Dziękuje. To takie...miłe.
   Poczułem, jak się czerwienię. Cały on! Zawsze "prosto z mostu"...
- Nie ma sprawy.
- Twoja kuchnia jest naprawdę świetna, Kagami-kun. - wyszeptał, uśmiechając się delikatnie. - Przypomina mi trochę dzieciństwo. To śmieszne, bo twoje jedzenie jest zupełnie inne, niż to przygotowane przez moją mamę.
- Pewnie do pięt jej nie dorastam! - żachnąłem się, nieco rozluźniając.
- Nieprawda.
   Pokręcił głową.
- Po prostu cieszę się, gdy ktoś daje mi coś od serca.
- Rozumiem cię...
   To, co powiedział mój chłopak, sprawiło, że mimo wszystko przypomniałem sobie te czasy, gdy sam byłem dzieckiem.
- Kiedy byłem mały, moja mama zawsze powtarzała : przez żołądek, do serca. To ona nauczyła mnie gotować.
   Po raz pierwszy wspomniałem o swojej rodzinie komuś innemu, niż Tatsuyi - przyjacielowi z dzieciństwa. Symbol naszej braterskiej przyjaźni nosiłem zawsze na szyi, w postaci pierścienia zawieszonego na srebrnym łańcuszku.
   Kuroko zszokowany spojrzał na mnie. Nie chciałem rozwijać tego tematu.
- Jedz. - poleciłem mu. Sam wyjąłem z szafki telefon oraz słuchawki, położyłem się na plecach na jego łóżku, zamknąłem oczy i odpłynąłem do krainy muzyki.
   Po upływie ok.12 minut (4 piosenki!) zmuszony byłem gwałtownie uchylić powieki. Kuroko siedział na moich biodrach, a jego twarz znajdowała się tuż nad moją. Nadal miał na sobie tylko mój t-shirt i bokserki. Powoli i delikatnie zsunął mi z uszu słuchawki.
- Kagami-kun. O co chodzi?
- Hee? - nieco się zdziwiłem.
- Wspomnienia z dzieciństwa powinny być raczej pozytywne. A ty tylko przywołując ich fragment, całkowicie się zmieniasz. Nie musisz mi mówić, co się stało w twoim życiu, ale...jeśli bardzo cię to męczy, zawsze możesz to zrobić.
- Dzięki, Kuroko. - Sam nie wiem czemu, poczułem ulgę. - Może kiedyś ci powiem. W każdym razie, na pewno nie dziś.
   Skinął głową.
- Rozumiem. Kocham cię.
- He? Co ty tak nagle..?
   Moja twarz dopiero co odzyskała normalny kolor, a już znowu zacząłem robić się czerwony!
- Po prostu nigdy nie powiedziałem tego pierwszy. Chcę, żebyś to wiedział.
- Wiem to, głuptasie. - zaśmiałem się cicho i pocałowałem go w czoło. W jednej chwili przylgnął do mnie jeszcze bardziej, mocno ściskając.
- Nie chcę cię stracić.
- Co ty znowu opowiadasz? Curry ci zaszkodziło?
   Jego zachowanie było dziwne. Czemu mówił takie rzeczy?
- Nic mi nie zaszkodziło! - uniósł się. - Po prostu...boję się. Zawsze się bałem...
- Czego znowu..?
- Że po pierwszym razie wszystko będzie gorsze.
- Czemu tak sądzisz? - zapytałem, szczerze zdziwiony.
- Jakoś tak...Niektórzy ludzie zrywają ze sobą po pierwszym stosunku.
   Nie chciałem wierzyć w to co słyszę. Przecież nie dawałem mu żadnej podstawy do tego, by tak myślał! Chociaż swoją drogą...nigdy z nikim nie był. Naoglądał się pewnie głupich seriali i gada od rzeczy.
- Zgłupiałeś do reszty.
   Pokręciłem z niedowierzaniem głową i poczochrałem go po włosach.
- My nie zrywamy. Ani nie teraz, ani nigdy. Po pierwszym razie przychodzą kolejne. Jeśli masz jakieś wątpliwości, możesz przekonać się o tym na własnej skórze...- mruknąłem i pocałowałem go namiętnie. Odwzajemnił pocałunek. Moje dłonie zsunęły się w dół, do jego pośladków. Zacząłem powoli je ugniatać, a Kuroko głośno nabrał powietrza w płuca. Oj tak...po pierwszym razie zdecydowanie przychodzą kolejne..!
*
   W środę rano ktoś zapukał do drzwi naszego pokoju. Mruknąłem sennie i zakryłem głowę poduszką. Leżący obok mnie Kuroko poruszył się nerwowo, po czym usiadł na łóżku.
- Kagami-kun, która godzina? - jęknął sennie i ziewnął.
- Nie mam pojęcia...otworzysz..?
   Zawsze rano czułem się 'wypompowany'. Dopóki się nie rozbudzę, nie ma mowy, żebym wstał z łóżka. Właśnie z tego powodu postanowiłem chytrze posłużyć się Kuroko.
- Mhmm...- mruknął tylko i zwlekł się z łóżka. Odwróciłem twarz ku drzwiom. Kuroko je otworzył i po chwili ukazała się w nich dobrze znana mi sylwetka.
- Kuroko-kun, przepraszam, że cię budzę, ale muszę z tobą natychmiast porozmawiać! - wypalił Kiyoshi. Miał na policzku czerwony ślad, mimo to, tryskał energią. Mój chłopak pokiwał jedynie sennie głową i wyszedł z Kiyoshim na korytarz. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że był w samych bokserkach.
   Miałem ochotę z powrotem zaciągnąć go do pokoju, zważywszy na to, jak skąpo był ubrany. Powstrzymało mnie jedynie to, że a) sam nie miałem na sobie kompletnie nic (szafa była tak daleko..) b) nie chciałem im przeszkadzać. Jednak wkurzyłem się trochę. Byłem pewny, że już nie zasnę.
   Kuroko wrócił po około 10 minutach, które strasznie mi się dłużyły.
- Może przed wyjściem byś się ubrał? - warknąłem, gdy tylko zamknął za sobą drzwi.
- A co, Kagami-kun? Czyżbyś był zazdrosny?
- Żebyś wiedział. - prychnąłem. - Co takiego ważnego miał do powiedzenia senpai, by zakłócać naszą poranną sielankę..?
- Ah, to. Chciał mi powiedzieć, że zeszli się z Hyuugą-senpaiem.
- Tylko tyle??
- ...nie tylko. Mówił, że zrobili to dziś w nocy.
- I tak po prostu rozmawialiście sobie o tym na korytarzu??
- No tak.
- Świetnie.
   Uniosłem się do siadu i przeciągnąłem.
- Podasz mi bokserki..? Są w...
- Teraz nie mogę, Kagami-kun. - przerwał mi Kuroko i usiadł na swoim łóżku.
- Czemu niby?
- Jestem zbyt zajęty myśleniem...
   Walnąłem się lekko dłonią w czoło. W jednej chwili wyskoczyłem z łóżka i znalazłem się przy swojej szufladzie. Czułem na sobie wzrok Kuroko, który prześlizgiwał się po każdym zakątku mojego nagiego ciała. Poczułem jak lekko się czerwienie. Najszybciej, jak tylko potrafiłem, wyciągnąłem na siebie bieliznę, spodnie i czarną bluzkę, której luźne rękawy sięgały mi do łokci.
- Ty bezwstydniku...- rzuciłem w stronę Kuroko, który najwyraźniej udawał, że to nie do niego. Z wyrazu jego twarzy mogłem odczytać lekkie rozbawienie, nic więcej.
- Też byś się w końcu ubrał. - powiedziałem, lustrując go spojrzeniem.
- Mhm...- mruknął tylko.
   Bardzo powoli, nawet jak na niego, dostał się do swojej szafki, wyciągnął ubrania i zmysłowymi ruchami wciągnął na siebie każdą niezbędną część odzienia.
- Kagami-kun...jestem głodny.
   Bez słowa chciałem go za rękę i pociągnąłem aż do samej kuchni.
- Robimy jajecznicę. - zarządziłem.
   Kuroko zajął się przygotowaniem jajek, a ja rozpuściłem masło na patelni. Dzięki współpracy szybko udało nam się przygotować pożywne i smaczne śniadanie. Zjedliśmy je w kuchni.
- Właściwie, wiesz, czemu Kiyoshi-senpai miał na policzku tamtą czerwoną plamę? - przypomniało mi się. Mój chłopak przełknął to, co akurat miał w ustach i odpowiedział :
-  Hyuuga-senpai go uderzył, kiedy po raz pierwszy chciał go pocałować. Podobno odcisk dłoni nie znikał mu przez parę godzin.
   Odetchnąłem w duchu, kiedy przywołałem w myślach zdarzenie z nie tak dawna, gdy wbrew Kuroko, zacząłem się do niego dobierać. Dobrze, że on nie miał tyle krzepy, co nasz kapitan.
   Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, kiedy do kuchni zawitała znaczna część naszej drużyny, wiedziona zapachem jajecznicy. W małym pomieszczeniu znaleźli się Kiyoshi, Hyuuga, Izuki, Mitobe i Furihata. Razem z Kuroko ustąpiliśmy im miejsca i zaczęliśmy przyrządzać kolejną porcję jajecznicy dla naszych kolegów w drużyny.
   W pewnej chwili, gdy już nakładałem potrawę na talerze, do kuchni weszła Riko. Była wyjątkowo niezadowolona i patrzyła na nas ze złością.
- Co wy, do jasnej ciasnej, wyrabiacie w nocy?? - zapytała. Wszystkie rozmowy momentalnie ucichły. - Właśnie zagadnęła mnie jedna pani z obsługi. Narzekała na nocne hałasy na naszym piętrze. Macie mi coś do powiedzenia w związku z tą sprawą??
   Momentalnie zerknąłem na Kuroko. Był cały czerwony. Włosy opadły mu na twarz, a spojrzenie utkwił w podłodze. Podobnie zareagował Kiyoshi.
- Erm...w nocy leciały mistrzostwa krajowe Ameryki w kosza..! - powiedział szybko Hyuuga i zaśmiał się nerwowo. - Kagami i Kuroko też na pewno je oglądali, prawa?
   Spojrzał na mnie znacząco.
- J-Jasne! T-Tak! To te mistrzostwa!
   Riko westchnęła ciężko, pokręciła głową, mrucząc coś pod nosem i usiadła przy stole.
- Ja też poproszę jajecznicę...
    Po śniadaniu mieliśmy chwilę dla siebie i od tamtego momentu kontynuowaliśmy nasz zabójczy trening. Tym razem, jako rozgrzewkę, mieliśmy przebiec wokół jeziora dwa okrążenia. Zajęło nam to pół dnia, a wysiłek był ogromny. Bałem się trochę o Kuroko, bo w połowie 2 okrążenia wyglądał naprawdę kiepsko. Razem z nim postanowiłem wlec się na szarym końcu, by mieć na niego oko.
   A to był dopiero początek.
   Do końca naszego wyjazdu - łącznie 3 dni - nie mieliśmy już żadnych przerw w treningu. Dodatkowo, zaczął udzielać się ojciec trenerki. Sprawdzał, jak wykonujemy nasze opracowane przez niego i jego córkę, zestawy ćwiczeń i podpowiadał nam podczas mini-gier, co możemy zmienić w naszej grze na lepsze. Pewnego dnia, słysząc narzekania jednego chłopaka z rezerwy, powiedział słowa, które wziąłem sobie do serca :
- ...by poprawiły się umiejętności drużyny, najpierw muszą się polepszyć te każdego z Was. Jestem pewny, że macie swoje talenty. Coś, w czym myślicie, że możecie być najlepsi. Zatem, udoskonalcie je i pokażcie przeciwnikom. Wtedy zwycięstwo będzie wasze.
   Od tamtej chwili dawałem z siebie wszystko. Ponieważ ojciec trenerki już wielokrotnie miał możliwość zaobserwowania moich skoków, postanowił pomóc mi trenować rzuty nieregularne. W tym samym czasie Riko nieco zmodyfikowała mój zestaw ćwiczeń tak, by jak najlepiej wzmacniał nogi. Nie chciała, żeby w czasie gry przytrafiła mi się jakakolwiek kontuzja. W podobny sposób dbała o resztę naszej drużyny.
*
   Trzy ostatnie dni naszego obozu treningowego zleciały mi bardzo szybko. Co jeszcze się przez ten czas wydarzyło..?
   Ze względu na Kuroko, przestałem zwracać jakąkolwiek uwagę na Yumeko. Traktowałem ją jak powietrze, z czego nie do końca była zadowolona...
   Czas spędzany z sam-na-sam z moim chłopakiem polegał tylko i wyłącznie na spaniu razem. Po prostu niemal każdą chwilę przebywaliśmy w czyimś towarzystwie, a do tego trening był tak wyczerpujący, że zaraz po wieczornym powrocie do pokoi, kładliśmy się spać. Nie uprawialiśmy więcej seksu, ze względu na wyjątkowo wścibską obsługę. Kuroko jasno dał mi do zrozumienia, że w telewizji nie będą więcej leciały żadne mecze, byśmy mogli mieć wymówkę.
   W piątek po wyjątkowo obfitym obiedzie, który z resztą ja przygotowałem, spakowaliśmy się i mieliśmy jeszcze chwilę, by zacząć zbierać się przed ośrodkiem do wyjazdu. Po upewnieniu się, że żadna z naszych rzeczy nie zapodziała się gdzieś w szafie, stanęliśmy z Kuroko na tarasie, którego wejście znajdowało się w naszym pokoju. Jakoś przez cały czas obozu nie mieliśmy czasu, by na niego wyjść. A widok był naprawdę piękny. Zielony las na zboczu i jezioro.
   Stanąłem za Kuroko i objąłem go od tyłu, wtulając twarz w jego szyję.
- To był wspaniały wyjazd, Kagami-kun.
   Drgnąłem, słysząc jego głos.
- Taa...Ja też tak myślę. - odpowiedziałem i ucałowałem delikatnie jego szyję.
- Po powrocie ogłoszą wyniki egzaminów...Mogę liczyć na jakąś drobną nagrodę, jeśli dobrze mi poszło? - zapytałem cicho.
- Zależy, jaka to nagroda.
   Wzruszył ramionami. Ja zaś chwyciłem go za ręce i obróciłem do siebie przodem.
- Dobrze wiesz. - wyszeptałem, starając się by mój głos brzmiał zmysłowo. Kuroko uśmiechnął się, popatrzył mi w oczy i pogładził mój policzek.
- Jeśli tylko będziesz grzeczny, Kagami-kun...
- Na to nie licz. W przyszłości mam zamiar robić z tobą jeszcze bardziej nieprzyzwoite rzeczy, niż wszystkie, co do tej pory razem wzięte.
   Kuroko w jednej chwili cały spłonął na twarzy. Zaraz potem zakrył ją dłońmi i osunął się na ziemię.
- Nie wierzę, że to powiedziałeś, Kagami-kun...
- O-Oi..!!
   ...i wróciliśmy do domu. Jednak od tamtej pory wszystko miało zacząć powoli się komplikować.

23.04.2015

Only love [part VII]

Tytuł : Only love
Podtytuł : ...a jutro już nie nadejdzie.
Parring : Kagami x Kuroko
Anime : Kuroko no basket
Narracja : pierwszoosobowa
Część : VII
Od autorki : Yo kochani! Ta część jest wyjątkowo długa, by wynagrodzić wszystkie te krótsze. To chyba dobrze xDD A żeby było jeszcze lepiej, jest ona wyjątkowa. Czemu? O tym musicie przekonać się sami - czytając. Tak więc zapraszam i podzielcie się waszymi odczuciami w komentarzach :) Mam nadzieję, że wyszło...romantycznie ^^
Muzyka1 : https://www.youtube.com/watch?v=l0SQxIC0utQ
*
   Od razu wyczułem zagrożenie. Młoda, zgrabna, blondynka. W dodatku dość hojnie obdarzona przez naturę.
   Nasza przewodniczka przykuwała spojrzenie, odkąd po raz pierwszy przyprowadził ją tata trenerki. Wiedziałem, że nie powinienem być zazdrosny. Kagami nie dawał mi do tego powodów, ale...w pamięci wciąż tkwiły mi jego słowa, które wypowiedział jeszcze przed rozpoczęciem naszego związku.
   Postanowiłem na razie zignorować naszą przewodniczkę. Oprowadziła nas ona po całym ośrodku, po czym pozostawiła samych sobie, z powrotem na holu głównym.
- Dobrze...Dzisiaj macie czas wolny do obiadu. Potem pójdziemy zobaczyć jezioro, a od jutra zaczynamy trening! - poinformowała nas Riko i zaraz potem znikła, wspominając coś o wizycie w sałnie.
   Hyuuga, Kioshi i Izuki poszli do swoich pokoi, a rezerwowi poszli grać w bilarda. Ja nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Ukradkiem spojrzałem na Kagamiego, ale on poszedł do sklepiku. Westchnąłem cicho. Postanowiłem trochę powłóczyć się po ośrodku.
   Skręciłem w pierwszy lepszy korytarz, który prowadził do siłowni. Była pusta. Spojrzałem na telefon. Wyświetlacz wskazywał 12.30.
   Wszedłem do pomieszczenia wypełnionego sztangami, bieżniami, rowerami treningowymi i mnóstwem innych sprzętów, których nazwy nie znałem. Po dłuższym zastanowieniu podszedłem do stoiska z hantlami. Wypatrzyłem te najlżejsze, 5-cio kilogramowe i spróbowałem podnieść. Udało się. Nawet nie było tak ciężko. Zachęcony swoim małym sukcesemy, podniosłem te 8-mio kilogramowe. Z tymi poszło już nieco gorzej, ale utrzymałem je przez 5 sekund. Nie chciałem się poddawać, skoro tak dobrze mi szło.
   10-cio kilogramowe hantle nie wyglądały już tak zachęcająco, jak ich lżejsze odpowiedniki, ale mimo wszystko chwyciłem je w dłonie, napiąłem mięśnie i uniosłem.
   Było to zbyt duże obciążenie. Zachwiałem się, byleby tylko nie puścić hantli. Nagle czyjeś ręce chwyciły moje i pomogły utrzymać ciężar.
- Kagami-kun..?
   Odpowiedział mi cichy, serdeczny śmiech.
- Wybacz, Kuroko. To nie Kagami. - powiedział ciepło Kiyoshi i razem opuściliśmy ciężarki na miejsce. Następnie usiedliśmy obok siebie na najbliższej ławce.
- Kiyoshi-senpai czy coś się stało? - zapytałem nie mogąc znieść przedłużającej się ciszy. Kiyoshi uśmiechnął się i podrapał w tył głowy. Zdawał się być zakłopotany.
- Nie, nic konkretnego. Chciałem tylko o coś zapytać. I przy okazji poprosić o radę.
   Kiwnąłem głową, przenosząc na niego swoje pytające spojrzenie. Odchrząknął cicho i dopiero wtedy zaczął mówić.
- Czy ty...Ty i Kagami...ostatnio się zbliżyliście?
   Wstrząsnął mną dreszcz.
- Czemu tak myślisz, Kiyoshi-senpai?
- Wiesz, w zasadzie już wcześniej byliście blisko, ale teraz coś jakby się zmieniło. Dlatego pytam. Jeśli się mylę, popraw mnie.
   Milczałem, wpatrując się w swoje dłonie, zaciśnięte jedna na drugiej. Nie mogłem potwierdzić. Ale zaprzeczyć tym bardziej. Z drugiej strony wiedziałem, jaki jest Kiyoshi. Miły, opiekuńczy, a gdy trzeba, waleczny. Był dla mnie trochę jak starszy brat - bardzo go lubiłem. Więc...zaryzykować?
   Nieświadomie przygryzłem wargę. Niepewność targała mną jeszcze chwilę.
- Nie martw się, nikomu nic nie powiem. Przepraszam, że się tak narzucam, ale twoja odpowiedź jest dla mnie ważna.
   Ważna? Czemu ważna?
- Tak...masz rację. Jestem z Kagamim-kunem.. - powiedziałem cicho. Jego reakcja nieco mnie zaskoczyła.
- Oh, gratulacje! Pasujecie do siebie.
   Zmarszczyłem lekko brwi. Zdecydowana większość rasy ludzkiej zareagowałaby na tę wiadomość zupełnie inaczej...
- Żartujesz..?
- Nic z tych rzeczy! - odpowiedział szybko, unosząc ręce w geście obronnym. - Naprawdę się cieszę. I to podwójnie, bo mam do ciebie prośbę. Mianowicie, chodzi o...Hyuuge. - zaczerwienił się lekko, gdy to mówił. Zdziwiłem się jeszcze bardziej.
- Znaczy...czy ty...senpai...?
- Erm...tak?
   Po chwili ciszy roześmialiśmy się z ulgą. Więc o to chodziło?
- Chcesz, żebym ci doradził?
- Tak. Kompletnie nie wiem, co mam robić. Jesteśmy przyjaciółmi, znaczy, tak mi się wydaje, bo Hyuuga czasem potrafi być...nieco drażliwy.
   Obaj doskonale to wiedzieliśmy. Do tego, że nie nienawidzi Kiyoshiego Hyuuga przyznał się bardzo późno, jeśli brać pod uwagę ich znajomość. Przypomniałem sobie, gdy po raz pierwszy przybili sobie piątkę. Na twarzy Kiyoshiego malowała się wtedy ulga i szczęście.
- Hmm...A co chciałbyś wiedzieć konkretniej?
- No..Po pierwsze nie wiem, czy dobrze robię. Czy nie zniszczę tym uczuciem doszczętnie naszej przyjaźni...
- Też się martwiłem. Postanowiłem to nawet zlekceważyć. Ale to nie było proste. Koniec końców to Kagami-kun pierwszy mnie pocałował...Można powiedzieć, że nie umiał się wtedy powstrzymać. Jednak wyszło nam to na dobre...
- Rozumiem...W takim razie mam zaryzykować?
- Ja nie chciałem tego robić. Jednak teraz wiem, że było warto i żałowałbym, gdybym odpuścił.
   Nieco się rozmarzyłem. Cudownie jest być zakochanym. A jeszcze lepiej, gdy dana osoba odwzajemnia twoje uczucia.
   Kiyoshi na moje oko nadal był niezdecydowany, więc postanowiłem go nieco wesprzeć.
- Jak dla mnie, wy też do siebie pasujecie. - stwierdziłem zgodnie z prawdą. Kiyoshi uśmiechnął się radośnie. - W pewnym sensie jesteście przeciwieństwami. Ty, senpai, jesteś o wiele bardziej otwarty niż kapitan...Dlatego właśnie ty powinieneś zrobić ten pierwszy krok.
- Dzięki Kuroko. Naprawdę mi pomogłeś. - Kiyoshi dosłownie emanował szczęściem. Miałem nadzieję, że jeśli coś pójdzie nie tak nie będzie mi mieć tego za złe. Jednak powinno się udać.
   Zapomniałem. Nadzieja matką głupich...
   Kiyoshi zmierzwił mi włosy dłonią i zaproponował, żebyśmy dalej poćwiczyli razem. Przystałem na to z ochotą.
   Popołudnie upłynęło nam na wzmożonym wysiłku fizycznym i wspólnych rozmowach. Trochę się pośmialiśmy, a na siłownię przyszli również inni mieszkańcy ośrodka. W pewnej chwili zrobiło się nawet dość ciasno, choć sala była sporych rozmiarów. Właśnie wtedy postanowiliśmy wyjść, przebrać się przed obiadem. Rozdzieliliśmy się przed naszymi pokojami. Swoją drogą, były one naprzeciw siebie.
   Wszedłem i zamknąłem za sobą cicho drzwi. Kagami spał na swoim łóżku. Postanowiłem na razie go nie budzić, dlatego zgarnąłem tylko czyste ubrania i poszedłem pod prysznic.
   Odświeżony po wysiłku na siłowni, z zadowoleniem przyjrzałem się swojemu odbiciu w lustrze. Albo mi się zdawało, albo przybyło mi parę mięśni. Odgarnąłem mokre włosy z czoła i ubrałem się. W tym samym czasie mój telefon, który pozostawiłem na umywalce, zawibrował. Okazało się, że to moja mama odpowiedziała na maila, którego przysłałem jej tuż po przyjeździe do ośrodka. Napisała, że się cieszy i życzy mi udanego wyjazdu. Nie widziałem się z nią rano, ponieważ miała bardzo pilą sprawę do załatwienia. Dlatego zaspałem. Wolę nie myśleć, co by się stało, gdyby Kagami nie zadzwonił.
   Właśnie. Jeśli o Kagamim mowa. Postanowiłem sprawdzić, czy w końcu się obudził. O 14.30 mieliśmy mieć obiad, a do takowej pozostało 10 minut. Wyszedłem z łazienki, z której buchnęły od razu tumany pary. Ehh...Nic z tego. Spał jak zabity, w dziwacznej pozycji. Leżał na plecach, jedną rękę miał pod głową, a drugą wykrzywioną pod dziwnym kątem. Prawa noga bezwładnie zwisała mu z łóżka. Po chwili przypatrywania się mu odkryłem, że podwinął się jego t-shirt i było widać fragment jego skóry. Przełknąłem ślinę i całą siłą woli skupiłem uwagę na jego twarzy. Wyglądał uroczo. Oddychał spokojnie przez nos, a jego włosy były w tak zwanym artystycznym nieładzie. Po dłuższej chwili usiadłem obok niego na krańcu łóżka. Pochyliłem się i delikatnie musnąłem jego czoło wargami.
   Do moich nozdrzy dotarł jego zapach. Tak kuszący, męski...Nie mogłem się powstrzymać i zjechałem ustami w dół, do jego własnych, pełnych warg. Złączyłem je w pocałunku.
   Kilka kropel wody z moich mokrych włosów spłynęło mi po skroni, brodzie i skapnęło na jego policzek. Wtedy otworzył oczy. Omiótł mnie spojrzeniem, w jednej chwili analizując sytuację. Chyba mi się zdawało, ale...w jego rubinowych tęczówkach dostrzegłem błysk. Podobny do tego, gdy znajdował się w stanie 'zone'.
   Kagmi chwycił mnie za ramiona, pociągnął mocno i w jednej chwili nasza pozycja uległa całkowitej zmianie. Teraz to ja leżałem pod nim, a on opierał się ponad mną i zaciekle wpijał w moje wargi. Przymknąłem oczy, czując nieznane uczucie w okolicach podbrzusza. Bardzo przyjemne uczucie.
   Jego język wtargnął do mojego wnętrza, tocząc bitwę z moim. Ostatecznie ją przegrałem, ale nie, żebym narzekał. Moje dłonie zbłądziły na jego łopatki i przycisnęły do mnie jeszcze bardziej.
   - Kagami, Kuroko, obiaaa.....
   W drzwiach stanął Kiyoshi. Obydwaj zamarliśmy, mając szeroko otwarte oczy. Kiyoshi zdziwił się jeszcze bardziej niż my. W jednej chwili zrobił się czerwony, chyba hamował śmiech. Cóż, trudno nie powiedzieć, by ta sytuacja nie była komiczna.
- Ermm...Tsaa...co ja to...Obiad! Tak! Czekamy na dole. - wypalił szybko i zniknął, zatrzaskując za sobą drzwi. Kagami opadł na łóżko obok mnie.
- My to mamy szczęście...
   Roześmiałem się serdecznie na jego stwierdzenie i odwróciłem twarz w jego kierunku. On również się uśmiechał.
- Kagami-kun, chyba powinienem ci powiedzieć...Kiyoshi-senpai o nas wie.
   Kagami usiadł na łóżku.
- Po tym co zobaczył, raczej nie trudno się domyślić.
- Nie... - pokręciłem głową. - Rozmawiałem z nim. - i opowiedziałem mu o wszystkim co zdarzyło się na siłowi.
- Więc...Kiyoshi i Hyuuga? W sumie...już od pewnego czasu zdawało mi się, że mają się ku sobie..
- Nie jesteś zły?
   Brwi Kagamiego poszybowały ku górze.
- Czemu miałbym być?
- No bo...powiedziałem mu, nie pytając ciebie...
- Bakaa. - przerwał mi i podobnie jak Kioshi wcześniej, tak i on poczochrał moje biedne włosy. - Po pierwsze nie musisz mnie o nic pytać. A po drugie...nie umiałbym złościć się na ciebie dłużej niż pięć minut.
   Uśmiechnąłem się szeroko.
   Gdy w końcu zeszliśmy na dół, dostaliśmy ochrzan od trenerki. To znaczy Kagami dostał. Ja po cichu stanąłem za wszystkimi.
   Tak jak większość z nas się obawiała, Riko ugotowała obiad. I prawdę mówiąc...nie był tak zły, jak jej wcześniejsze wyroby. Jednak nie był też najlepszy. Zupa miso pozostawiała w ustach dziwny posmak, ryby były przypalone, a ryż rozgotowany. Zjadłem niewiele, podobnie jak nasi koledzy z drużyny.
   Po mniej lub bardziej udanym obiedzie mieliśmy pół godziny na odpoczynek. Razem z Kagamim poszliśmy do sklepiku i kupiliśmy sobie parę rzeczy, by złagodzić uczucie głodu. Reszta drużyny (nie licząc Riko, która zajęta była rozmową ze swoim tatą) zrobiła tak samo.
   Te pół godziny minęło w oka mgnieniu. Zebraliśmy się i wyszliśmy z ośrodka.
   Był początek kwietnia, a mimo to było bardzo ciepło. Wręcz upalnie. Słońce świeciło mocno, a jego promienie padały na nasze twarze. Musieliśmy mrużyć oczy, aby cokolwiek widzieć.
   Ośrodek znajdował się na sporym wzniesieniu, toteż by dostać się nad jezioro musieliśmy zejść po schodach w dół zbocza. W oddali już mogliśmy zobaczyć iskrzącą się wodę.
 
   Schodów było bardzo dużo. Były wyrzeźbione w kamieniu, a po prawej stronie była wbudowana poręcz. Dookoła rosły drzewa, które zdążyły się już zazielenić. Gdy byliśmy na samym dole, razem z Kagamim pozwoliliśmy reszcie drużyny nas wyprzedzić. Szliśmy zatem na końcu, rozmawiając.
   Przerwał nam głośny plusk. Okazało się, że Koganei wskoczył do wody z pomostu.
- Głupku! Jest dopiero kwiecień! - krzyknęła Riko i razem z Hyuugą starali się go wyciągnąć. Udaremnił im to Izuki, który próbując przejść koło nich, zachwiał się i zepchnął oboje do wody.
   Reszta drużyny, w tym my, staliśmy nieruchomo, hamując śmiech. W końcu ktoś nie wytrzymał i w ślad za nim roześmialiśmy się wszyscy.
   Kiyoshi wszedł na pomost i wciąż chichocząc, wyciągnął Hyuuge, Riko i Koganeia z wody.
   O ile Koganei zachował względny spokój i również się uśmiechnął, o tyle nasza trenerka i kapitan zaczęli tarmosić Izukiego. Skończyło się na tym, że i on wylądował w wodzie.
   Nasz wypad nad jezioro nie zakończył się tak, jak chcieliśmy, ale nie narzekaliśmy na brak rozrywki. Riko poddała się i ponownie dała nam czas wolny, grożąc jutrzejszym treningiem.
Muzyka2 : https://www.youtube.com/watch?v=dx7sLNyIeQk
   Cała drużyna prócz mnie i Kagamiego wróciła do ośrodka. My zostaliśmy na pomoście.
- Kuroko...myślałeś już, co chcesz robić po zakończeniu liceum? - zapytał nagle mój chłopak. Siedzieliśmy na drewnianych deskach i ściągnęliśmy buty, by móc pomoczyć nogi w chłodnej wodzie. Oparłem się o jego bark, wpatrzony w dal.
- Nie. W końcu mamy jeszcze dużo czasu.
- Owszem. Ale...wiesz, już niedługo wakacje. Potem 2 klasa...Szybko to zleci.
- Taa...
   Zamyśliłem się chwilę. Było bardzo cicho. Oprócz nas nie było w pobliżu nikogo.
- Nie wyobrażam sobie drużyny bez Kiyoshiego-senpaia, kapitana, Riko i reszty...a oni przecież też odejdą.
   Kagami tylko pokiwał głową.
- Spokojnie. Znajdziemy nowy cel i będziemy do niego dążyć. Ale...mamy jeszcze czas.
- Tak.
   Chwilę siedzieliśmy w ciszy, napawając się obecnością drugiej osoby. Przez temat, który poruszył Kagami w głowie kłębiło mi się mnóstwo pytań, których nie miałem odwagi zadać. Oboje obserwowaliśmy, jak słońce powoli chyli się ku  zachodowi. Rzucało swoje ostatnie promienie na taflę jeziora, które błyszczało. Złoto i błękit tańczyły na jego powierzchni, łącząc się z zielenią drzew i traw.
   Nagle Kagami coś wyszeptał. Ledwo dosłyszalnie, ale jednak.
- Tetsuya...
   Drgnąłem i spojrzałem na Kagamiego. Z wyrazu jego twarzy nie mogłem nic odczytać.
- Myślisz, że skoro jesteśmy razem...możemy mówić sobie po imieniu, kiedy jesteśmy sami..? - zapytał cicho i również na mnie spojrzał. Poczułem, jak się czerwienię.
- Kagami-kun...to takie...krepujące.. - wyznałem, nie wiedząc co zrobić z rękoma.
- Wiem. A mam zamiar powiedzieć coś jeszcze bardziej krępującego.
   Oparł czoło o moje i patrząc mi w oczy, z lekkim uśmiechem i drżącym głosem wyznał:
- Kocham cię.
   Nie wierzyłem własnym uszom. Czy on właśnie wyznał mi miłość?! Tak na poważnie? Jeny, to było takie romantyczne, a zarazem zawstydzające! Myślałem, że nie będziemy sobie tego mówić. W końcu byliśmy facetami, a ja nie znałem się na związkach, bo jeszcze w żadnym nie byłem. Ponadto, moje serce było w rozsypce po wszelkich wcześniejszych zauroczeniach, sympatiach i odrzuceniach. Te dwa, szczerze wypowiedziane przez mojego chłopaka słowa sprawiły, że zawirowało mi przed oczami. Wyleczyły wszelkie wcześniejsze rany.
   To, co łączyło Kagamiego i mnie było bardzo silne. Nie było zauroczeniem. Nie było zafascynowaniem, oczarowaniem ani omamem. To była miłość. Prawdziwa miłość.
- Ja...ja..też cię kocham... - wyszeptałem cicho, ledwie poruszając ustami. Byłem cały czerwony, onieśmielony.
   Sądząc po uśmiechu Kagamiego, on wyraźnie usłyszał, co powiedziałem. Po chwili przybliżył się jeszcze bardziej i mnie pocałował. Krótko, słodko, czule. Jeszce nigdy nie było mi tak dobrze. W pełni mu ufałem.
   - Wracamy? - zapytał. Zaczęło się ściemniać. - Riko, o ile w ogóle coś zauważyła, pewnie się denerwuje.
- Masz rację.
   Obaj wstaliśmy z pomostu, założyliśmy buty i trzymając się za ręce ruszyliśmy w drogę powrotną do ośrodka.
   Tej nocy obaj spaliśmy w jednym łóżku. Ja to zaproponowałem, a Kagami szybko się zgodził. Byliśmy już wykąpani, a w dodatku zmęczeni. Musieliśmy wypocząć. Czekał nas bardzo ciężki dzień. Morderczy trening Riko, opracowany przez nią i jej tatę.
   Wtuliłem się w Kagamiego i szybko zasnąłem.
*
   Cała niedziela i poniedziałek minęły nam na treningu. Dosłownie. Na wielkiej hali połączonej z ośrodkiem rozegraliśmy łącznie 8 meczy. Każdy z nas otrzymał osobny zestaw ćwiczeń, który musiał wykonać. Po południu mieliśmy przebiec wokół całego jeziora. Furihata zemdlał w połowie, a ja byłem temu bliski. To, co zapowiadało się przyjemnym tygodniem zamieniło się w tydzień o przetrwanie.
   Jedynym plusem było to, że Kagami dorwał się do kuchni. To on nam gotował. Co prawda, jego posiłki były bardziej...amerykańskie, ale 100 razy lepsze niż te w wykonaniu Riko. Nasza trenerka zaś obrzucała mojego chłopaka gniewnym spojrzeniem, ale nic nie mówiła.
   Wieczorami nikt z nas nie miał na nic siły. Wszyscy tylko brali prysznic i padali przemęczeni na łóżka, zasypiając natychmiast.
   Dla mnie ten trening był podwójnie wyczerpujący, ze względu na moją budowę ciała i kondycję. Pomiędzy mną a Kagamim nie doszło do niczego więcej niż to, co stało się w sobotę wieczorem. Jeśli mam być szczery, to myślałem, że coś się zmieni. Nie wiedziałem co, ale było to tylko nikłe przeczucie. Dlatego też w naszym pokoju panowała...dość mętna atmosfera. Pełna wyczekiwania. Kagami chyba się w tym pogubił. Nawet się nie całowaliśmy. Zaczęło mi tego brakować. Czy to wyznanie miało wszystko zepsuć..?
   Wszystko rozstrzygnęło się we wtorek. Riko widząc nasze podkrążone oczy, bóle mięśni, zakwasy i tym podobne dała nam dzień odpoczynku.
   Cały poranek spędziłem wylegując się w swoim łóżku. Tej nocy nie spałem z Kagamim. Ciekaw byłem, co sobie pomyślał, bo prawie w ogóle się do mnie nie odzywał. Wyszedł gdzieś zaraz po śniadaniu i nie miałem pojęcia, co się z nim działo.
   Około 13 ktoś zapukał do pokoju. Nie mógł być to mój chłopak, bo on by przecież nie pukał. Po odkrzyknięciu słowa "proszę" do środka wszedł Kiyoshi. Leżałem akurat z książką w ręce, więc szybko się podniosłem i odłożyłem powieść na szafkę.
   Kiyoshi wyglądał na...lekko podłamanego. Podskórnie czułem, że to nie tylko kwestia treningu.
- Wybacz, że cię nachodzę, ale chciałem pogadać..- zaczął nieśmiało. Wskazałem mu miejsce obok siebie. - Zasugerowałem Hyuudze, że chyba coś do niego czuję.
   Zapanowała cisza. Bałem się ją przerwać, ale to zrobiłem.
- I..I co..?
- No właśnie nie wiem. Był zszokowany. A przynajmniej, tak wyglądał. Powiedział, że musi to przemyśleć i wyszedł.
- Kiedy to było?
- Godzinę temu.
   Odetchnąłem cicho.
- Przecież to jeszcze nic nie znaczy.
   Kiyoshi zaśmiał się smutno.
- A gdyby Kagami tak wyszedł i nie dawał znaku życia przez tyle czasu?
- W sumie...On wyszedł. Rano. I...nie daje znaku życia.
   Kiyoshi zamrugał szybko.
- Coś się stało?
- Tak jakby...Chyba...Chyba się pokłóciliśmy. Ale to nic ważnego.
- Skoro tak mówisz...
- A co do kapitana...Powinieneś poczekać, aż wróci. Nie możesz się martwić, skoro nawet nie wiesz, co on o tym sądzi, senpai.
   Kiyoshi pokiwał głową i wstał.
- Po raz kolejny mi pomagasz, Kuroko. Dzięki.
- Nie ma za co.
- Chcesz się przejść? - zaproponował nagle. Odpowiedziałem bez namysłu, bo potrzebowałem świeżego powietrza :
- Jasne.
   Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Z perspektywy czasu wiem, że nie był to najlepszy pomysł. Ledwo co opuściliśmy budynek, zaczęło kropić. Postanowiliśmy nie iść za daleko, dlatego przeszliśmy się tylko w dół ulicy.
   Przechodziliśmy właśnie obok jednej kawiarni, gdy stanąłem jak wryty.
- Kuroko? Coś nie tak?
   Słowa Kiyoshiego do mnie nie docierały. Na krótką chwilę zapomniałem, jak się oddycha. W kawiarni siedział Kagami z nią. Młodą, piękną blondynką. Naszą cycatą przewodniczką. Rozmawiali i z tego, co mi się wydawało, pili kawę.
   Patrzyłem na nich i nie mogłem uwierzyć. Przecież on mi mówił, że mnie kocha. Wierzyłem mu. Ufałem. Czemu tam jest? Z nią? To koniec?
   Rozpadało się na dobre. Kiyoshi również dostrzegł, co wprawiło mnie w taki stan.
- Kuroko..to jeszcze nic nie znaczy...Pogadaj z nim. - powiedział cicho, próbując mnie uspokoić. Czy gdybym zastał ich razem w łóżku, też by tak powiedział?
   Kagami podniósł wzrok i zamarł.
   Nic do mnie nie docierało. Pobiegłem w stronę ośrodka, zostawiając oniemiałego Kiyoshiego i tamtą dwójkę. Wiatr targał mną na wszystkie strony, a deszcz zacinał. Jego strugi mieszały się z moimi łzami.
   Do ośrodka dotarłem cały przemoczony. Na schodach wpadłem na kapitana, który wyglądał podobnie. Nie zwracając na niego większej uwagi, popędziłem do siebie. Czułem, że Kagami prędzej czy później się tu pojawi, dlatego zamknąłem się w łazience. Było mi słabo i z trudem łapałem powietrze. Połowa czynników zewnętrznych była dla mnie kompletnie niedostrzegalna, a przed oczami miałem obraz Kagamiego i tamtej dziewczyny. Z drugiej strony jakaś część mnie upierała się, że Kiyoshi ma rację. Że to nieporozumienie. Ale bardzo trudno było mi w to uwierzyć. Sądzę, że większość ludzi na moim miejscu byłaby w podobnym stanie (no, przynajmniej autorka xD).
   Osunąłem się po drzwiach łazienki i skuliłem. Poderwałem głowę do góry w momencie, gdy rozległo się walenie do drzwi.
- Kuroko. Otwórz.
   To nie brzmiało jak prośba. Bardziej jak rozkaz. Zadrżałem i z trudem przełknąłem gulę w gardle. Nie odezwałem się jednak słowem.
- Kuroko Tetsuya masz w tej chwili otworzyć, albo chociaż odsunąć się od tych cholernych drzwi.
   Co?? Czy on chciał je wyważyć??
   Nie mogłem pozwolić na dewastację ośrodka, bo wiązało się to ze sporymi kosztami, dlatego bardzo niechętnie przekręciłem zamek.
Muzyka3 : https://www.youtube.com/watch?v=t0imaSCnSuA
   Kagami od razu otworzył drzwi i wyciągnął mnie siłą z łazienki. Pchnął mnie na swoje łóżko i zawisł o parę centymetrów nade mną.
- Wiem, jak to wyglądało i wiem, co teraz myślisz, ale mam prawo do tłumaczeń.
   Podobnie jak ja, był cały mokry. Woda kapała z jego włosów na moją twarz i łóżko. Nie mogłem jednoznacznie stwierdzić, czy jest zły czy zrozpaczony.
   Odwróciłem głowę, ale on natychmiast chwycił mnie za podbródek i przyciągnął do siebie, całując.
   Tak stanowczego Kagamiego chyba jeszcze nie widziałem.
   Jego język wtargnął gwałtownie do moich ust, badając podniebienie oraz dziąsła. Na końcu zagryzł lekko moją dolną wargę.
- Wyszedłem z nią na kawę, bo nalegała już od dwóch dni.
- Nic nie mówiłeś. - burknąłem, starając się chociaż odwrócić wzrok.
- Kuroko, patrz na mnie.
   Spełniłem jego "prośbę". Uchyliłem lekko usta, nabierając powietrza. Mój oddech przyspieszył. Nie wiedziałem, co się dzieje, ale w powietrzu zaczęły unosić się jakieś podejrzane ładunki elektryczne.
- Kocham tylko ciebie, do cholery. Ile razy mam to powiedzieć, żebyś uwierzył i mi zaufał?
- Ufam ci...
- Jasne. Dlatego zwiałeś sprzed kawiarni.
- Kagami-kun...- wyszeptałem zrezygnowany. Wyciągnąłem ręce i przytuliłem się do jego rozgrzanego ciała. Dzieliły nas tylko ubrania.
   Nie wiedziałem dlaczego, ale znowu poczułem to uczucie. Powiększało się ono z każdą chwilą i kumulowało w podbrzuszu. Kagami chyba to wyczuł, bo zaczął schodzić z pocałunkami coraz niżej. Nie opierałem się. Nie miałem wątpliwości. Nawet, jeśli nie do końca rozumiałem, po co w ogóle wyszedł z tą dziewczyną, trzeźwe rozumowanie zamroczyła mi przyjemność płynąca z jego dotyku. Podwinął mój t-shirt i zjechał językiem po całej długości mojej klatki piersiowej. Z trudem hamowałem jęk. Resztką sił odchyliłem się i jednym ruchem zaciągnąłem zasłonę.
- Drzwi... - wyszeptałem między pocałunkami.
- Zamknąłem.
   Kagami ściągnął ze mnie koszulkę. Nie pozostałem mu dłużny, bo zrobiłem to samo. Zamarliśmy na chwilę, wpatrzeni w siebie. Widząc jego piękną, umięśnioną klatkę piersiową na policzkach wykwitły mi rumieńce.
   Wzrok mojego chłopaka zdradzał wszystkie jego intencje. Był pełen pożądania, drapieżny, nieokiełznany i dziki. Oddychałem ciężko, a moja klatka piersiowa unosiła się nierówno. Pochylił się nade mną i zaczął ssać mój sutek. Zdusiłem w sobie krzyk, który przerodził się w przeciągłe westchnienie. Nieświadomie wsunąłem swoją nogę między jego. Bardzo powoli, zmysłowo zaczął się o nią ocierać, dalej zajmując się moim torsem.
   Byłem podniecony. Kiedy zaczął zsuwać ze mnie spodnie zwilżyłem popękane wargi. Pozbyliśmy się zbędnych ciuchów, pozostając jedynie w bokserkach.
   Kagami wtulił głowę w zagłębienie mojej szyi, przez co przeszedł mnie dreszcz.
- Kuroko.. - wymruczał, ruszając biodrami. - Chcesz tego..?
- Kagami...kun... - przerwałem jęcząc, gdy otarł się o to miejsce. - Chcę... - wysapałem cicho, a moje dłonie zawędrowały na jego włosy, ciągnąc je lekko. Kagami syknął cicho i objął mnie. Jego ręce były duże, ciepłe, drżące. Dokładnie to pamiętam. Podniósł się do siadu, ciągnąc mnie za sobą. Ponownie zaczęliśmy się całować, a nasze języki splotły się w tańcu namietności. W tej samej chwili poczułem, jak jego ręka delikatnie odchyla gumkę bokserek. Tym razem nie miałem żadnych oporów. Jego palec znalazł się w moim wnętrzu. Wzdrygnąłem się lekko. Było to nieprzyjemne, ale nie bolało. Po chwili dołączył drugi palec. Skrzywiłem się lekko, gdy Kagami zaczął nimi poruszać. Westchnąłem mu w usta. Wysunął palce i zaczął zdejmować moje bokserki. Popchnął mnie lekko i ponownie znalazłem się pod nim.
- Wszystko okey?
- Tak...
   Katem oka dostrzegłem, że on również zdjął swoje bokserki. Sądząc po jego erekcji, również był na skraju wytrzymałości. Drżącymi rękoma założył prezerwatywę, która tajemniczym sposobem zmaterializowała się znikąd.
   Pochylił się nade mną i nakierował swoją męskość naprzeciw mojego wejścia. Wstrzymałem oddech. Patrzyłem mu w oczy. Znów mnie pocałował i wszedł we mnie.
   Bolało. Miałem wrażenie, że rozerwie mnie od środka. Jęknąłem głucho w jego usta. Wsunął się we mnie do końca i zamarł w bezruchu. Po moim policzku spłynęły dwie samotne łzy. Zlizał je szybko i splótł swoje dłonie z moimi. Czułem się bezpiecznie, mimo bólu. Na szczęście takowy zaczął słabnąć. Kagami przygryzł wargi. Wtedy ja wypchnąłem lekko biodra w jego kierunku.
   Zaczął się poruszać, co jakiś czas łącząc nasze usta. Gwałtownie łapałem powietrze i z całej siły ściskałem jego palce.
   Jęknąłem, gdy wsunął się we mnie ponownie, uderzając w bardzo wrażliwy punkt wewnątrz mnie. Po moim ciele rozeszły się dreszcze. Oplotłem go nogami w okolicach miednicy, tym samym zwiększając intensywność pchnięć.
   Raz po raz wsuwał się i wysuwał, sapiąc. Miał przymknięte oczy, a na czole zalśniły mu krople potu. Ból ustąpił niemal całkowicie, a jego miejsce zastąpiła przyjemność. Wiłem się pod nim z rozkoszy, jęcząc niekontrolowanie.
- Boże...jesteś..taki..słodki...  - wyszeptał Kagami między pchnięciami. To wyznanie sprawiło, że znalazłem się na skraju. Wszystkie moje mięśnie spięły się w jednej chwili i doszedłem.
- Taiga..kun..!
   Moje gardło rozdarł krzyk. Spazmy rozkoszy wstrząsnęły moim ciałem. To wystarczyło, aby i mój chłopak zaczął szczytować. Doszedł we mnie z głuchym jękiem. Oddychał płytko i nierówno. Wyszedł ze mnie i osunął się na łóżko, tuż obok mnie.
- Przepraszam.. - sapnąłem. Spojrzał na mnie zdziwiony, przyciągając do siebie.
- Za co?
- No...pobrudziłem nas...
   Wypowiedzenie tego zdania było chyba dla mnie bardziej krepujące niż sam stosunek. Kagami zaśmiał się, ściągnął prezerwatywę i zawinął ją w jakąś chustkę. Okrył nas kołdrą i ucałował moje czoło.
- Chcę, żeby ten dzień nigdy się nie skończył...
   Oh, ja też tego pragnąłem. Przylgnąłem do jego nagiego ciała jeszcze bardziej. Był tak cudownie ciepły. Jego zapach mnie otumaniał. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w jego równomierne bicie serca. O dziwo, moje biło w tym samym rytmie...