Tytuł: Moments
Parring: Mikoto x Reisi
Anime: K project
Narracja: trzecioosobowa
Rodzaj: one-shot
Od autorki: Yo kochani! W trakcie pisania cały tekst usunął mi się 2 razy...stąd drobne opóźnienie. Jestem po prostu wściekła na siebie, na swój sprzęt, na bloggera...Ehh...Jednakże specjalnie dla Was napisałam to opowiadnie po raz 3 i jestem z niego ostatnecznie zadowolona. Dziękuję Wam również za 15 000 wejść na bloga :') Jesteście niesamowici ^^ Ale na to będzie osobna notka. Cóż, zapraszam do czytania i komentowania :)
*
Obaj czekali na cud. Czekali, ponieważ nie mogli być razem. Jednak, gdy w końcu przewrotny los zdecydował się im go podarować - było już za późno. Przynajmniej obaj tak myśleli.
Chłodna, wiosenna noc. Księżyc oświetlał swoim bladym blaskiem dwa nagie ciała, splecione ze sobą. Mikoto jak i Reisi oddychali głęboko i niespokojnie. Jeszcze chwilę temu znajdowali się w stanie, któremu sprzyjał wszelaki kontakt fizyczny i wysiłek.
Suoh miał lekko przymknięte oczy i gładził swojego kochanka po granatowych włosach. Bardzo chciał zapalić, jednak za nic w świecie nie zamierzał teraz wypuścić Munakaty ze swoich objęć. Napięta sytuacja pomiędzy czerwonymi, a berłem 4 sprawiała, że ostatnio prawie w ogóle się nie widywali. Odbiło się to oczywiście na ich życiu łóżkowym. Spragnieni dotyku, czułości i miłości nie ruszali się z niego już od przeszło 4 godzin.
Reisi leżał z głową opartą o pierś Munakaty. Zawsze skrycie zazdrościł mu pięknie wyrzeźbionych mięśni i typowo męskiej postury. On sam był o wiele drobniejszy. Smukła sylwetka, wrażliwa na wszelkie rany i obtarcia skóra, delikatne rysy twarzy...Te cechy nie ułatwiły mu walki. Wiedział, iż jego podwładni zastanawiali się, jakim cudem dostał się on na tak wysokie stanowisko. Choć nikt w Berle 4 nie mówił tego na głos, Munakata dobrze wiedział co mogli sobie myśleć. Ci, którzy śmieli w niego wątpić szybko jednak przekonywali się o jego doskonałych zdolnościach przywódczych i szermierce. I tyle wystarczało.
Gdy zaś Suoh zobaczył po raz pierwszy ciało kochanka w pełnej okazałości, zapragnął go mieć jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Od tamtej pory zaczął utożsamiać Reisiego z czymś wyjątkowo cennym, delikatnym i kruchym. Zapragnął go chronić. Być przy nim, by móc w każdej chwili zasłonić go własnym ciałem.
- Suoh...chcesz zapalić?
Głos Munakaty zabrzmiał tak nagle, że serce Mikoto zabiło szybciej.
- Nie. - skłamał gładko.
- Jasne. - prychnął Reisi. - W takim razie ja to zrobię. Podaj mi okulary.
- Ty nie palisz. - mruknął Mikoto, ale mimo to wypełnił polecenie kochanka. Jeszcze chwilę przyglądał się, jak ten zakłada okulary i siada na łóżku. Wtedy na twarzy Munakaty pojawił się grymas bólu.
- Znowu to zrobiłem..?
Suoh dobrze wiedział, co było powodem cierpienia jego partnera.
- Taa...Ale nie przejmuj się. W końcu sam prosiłem, abyś poszedł na całość.
Reisi zacisnął zęby i wstał, wydając przy tym cichy syk. Następnie obszedł łóżko dookoła i wyszedł na balkon. Dobrze, że pamiętał, aby po seksie założyć bokserki.
Mikoto ziewnął przeciągle. Następnie udał się w ślad za ukochanym, zgarniając przy okazji paczkę papierosów i zapalniczkę ze stołu.
W małym, ciasnym, zastępczym mieszkanku Mikoto, które ochrzcili niedawno mianem ich mieszkania było tego dnia wyjątkowo duszno. Mimo to rześkie, nocne powietrze wynagradzało im teraz wszelkie niedogodności. Suoh zapalił pierwszego papierosa i zaciągnął się nim głęboko.
- Nie chcę cię ranić. - wyrzucił z siebie wraz z papierosowym dymem.
- Ha? Ty ciągle o tym? Nie pierwszy raz już o tym rozmawiamy.
- No tak...Ale jesteś taki...delikatny.
Reisi zacisnął lekko dłonie na zimnej, metalowej barierce. Nie lubił, gdy ktokolwiek mówił na głos o jego słabościach. Nawet, jeśli tym kimś był Suoh. Wystarczyło mu, że sam był ich świadom.
- Za to ty...jesteś zbyt obojętny.
- Sprecyzuj.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi. - Reisi zaśmiał się gorzko. - Wszyscy rozmawiają tylko o jednym. O bezbarwnym królu. Wszyscy się tym przejmują i zastanawiają się, co mogą zrobić w tej sprawie. Jestem pewien, że wy, czerwoni również. Z jednym wyjątkiem...Ty nim jesteś. Nie przejmujesz się tą sytuacją, prawda?
- Może. - westchnął wymijająco Mikoto.
- Wiesz, że jeśli dojdzie do walki...
- Wiem.
To zawsze utrudniało im rozmowę. Mikoto wiedział wszystko, a przynajmniej starał się sprawiać takie wrażenie. To Munakate denerwowało w nim najbardziej, jeśli nie licząc tej obojętności...
- Obiecaj mi chociaż jedno. - W tamtym momencie głos Reisiego drżał. - Będziesz na siebie uważać.
Suoh wymruczał w odpowiedzi coś, co prawdopodobnie miało oznaczać zgodę. W głębi serca wiedział, że będzie to dla niego trudne. Kochał Munakate. Był gotów oddać za niego życie. Jak jednak miał go ochronić, zachować i nie zawieść jednocześnie..?
Reisi zmierzył uważnym spojrzeniem ukochanego. Beznamiętny wyraz twarzy, wpatrzone w dal, nieobecne spojrzenie złotych tęczówek, niedopałek w ręku. Miał dość tego, że Mikoto nie potrafił sam dobrze zadbać o swoje bezpieczeństwo. Zwłaszcza w tych czasach.
Odepchnął się od barierki i wrócił do mieszkania. Na nowo powitała go parność i duchota. Uchylił zatem okno. Następnie usiadł na łóżku, zdjął okulary i ukrył twarz w dłoniach. "Czy ten dureń nie może zrozumieć, że ja bez niego..."
- Płaczesz? - spytał cicho Mikoto, klęcząc przed granatowowłosym. Tamten szybko przetarł oczy.
- Chciałbyś. - mruknął tylko.
Ból, jaki tym razem poczuł Suoh sprawił, że nie był on w stanie się przez chwilę poruszyć. Kiedy w reszcie mu się to udało, zdobył się tylko na pogładzenie mokrego policzka partnera.
- Obiecuję. Będziemy razem już na zawsze.
- 'Zawsze' to pojęcie względne.
Mikoto wiedział, że nie będzie im dane aż tyle czasu. Wiedział to tak dobrze, jak nic innego.
Moment. Tylko moment - prędzej tak określiłby to, co im zostało.
"Może...przy odrobinie szczęścia...tych chwil będzie więcej...?"
- Kocham cię...
- Mówisz, jakby to miało coś zmienić. - Munakata wzruszył ramionami. - Tymczasem dalej będziesz robić, co ci się będzie podobać. Dalej będziesz lekkomyślny i obojętny na tak wiele spraw...Możemy tylko marzyć, że wszystko będzie w porządku. Jednak...Ja też cię kocham. Dlatego tak bardzo mi na tobie zależy...
Reisi zsunął się z łóżka na podłogę, wprost w ramiona Mikoto. Odszukał jego ust i złączył je w pocałunku, nad którym kontrolę szybko przejął Mikoto.
Słowa już dawno przestały im wystarczać. Jednak cisza...Była zła. Bolała. Zwiastowała coś niedobrego. Dlatego też obaj chcieli ją przerwać jak najszybciej.
Przenieśli się z powrotem na łóżko, które skrzypnęło cicho pod naporem ich rozgrzanych ciał. Ich bokserki po raz kolejny tej nocy wylądowały na podłodze.
Mikoto zaczął naznaczać szyję i obojczyki Reisiego malinkami. Robił to bardzo powoli i zmysłowo. Jego prawa dłoń zakradła się na pierś kochanka i zaczęła drażnić jego sutek. Do drugiego zaraz dotarł ustami, by móc ssać go i podgryzać lekko.
Złowrogą ciszę jako pierwszy przerwał głośny jęk Reisiego. Starając się pozostać przy zmysłach, wygiął się lekko i wysapał :
- S-Suoh...daruj to sobie...Przejdź do rzeczy..
Mikoto zdecydował się spełnić jego żądanie. Przeciągłe jęki granatowowłosego zdążyły już go dostatecznie pobudzić. Oderwał się zatem od torsu mężczyzny i wyciągnął z szuflady szafki nocnej jagodowy lubrykant, który był ich ulubionym. Wylał sporą ilość płynu na dłonie i zaczął rozprowadzać ją po bladej skórze kochanka. Zaczynając od podbrzusza i powoli zmierzając ku jego wejściu. Pogładził jeszcze uda i pachwiny, po czym jego dłonie wylądowały na pośladkach Munakaty. Zaczął ugniatać je delikatnie. Ciekawskie palce co chwila wkradały się między dwie jędrne półkule, badając wejście Reisiego. Tym razem zamierzał dobrze go przygotować.
Munakata mimo zmęczenia, znów wił się pod dotykiem kochanka. Znów jęczał z przyjemności. Znów błagał o więcej. Suoh był nieugięty. Cały czas robił to samo - jego palce wbijały się lekko w odbyt Munakaty, by po chwili nacisk ustąpił i pojawił się na zmianę. Jedyną różnicę stanowiło to, iż czerwony król pochylił się nad kochankiem i całował jego wargi.
- Suoh...p-proszę..aah!... - stęknął Reisi, gdy Mikoto oderwał się od jego warg, jednocześnie zagłębiając jednego palca. Po nim poszedł kolejny, a potem i trzeci.
Suoh w końcu wyciągnął palce, by zastąpić je czymś o wiele większym. Wsunął główkę swojego penisa do wnętrza Munakaty, by po chwili zatopić w nim cały trzon, aż po jądra.
Reisi jęknął, czując ból. Był on jednak niewielki w porównaniu do brutalności wcześniejszego stosunku. Tym razem wystarczyła tylko chwila, aby granatowowłosy przyzwyczaił się i wypchnął biodra w stronę kochanka. Tamten potraktował to jako zgodę do kontynuowania. Zaczął powoli poruszać się w Reisim, którego ból przeplatał się z silną przyjemnością. Mikoto nie musiał długo czekać, by usłyszeć kolejne prośby, które z ulgą spełnił.
- Szybciej...a-aaah..! Suoooh!..mmmm!
Munakata nie czuł już żadnego dyskomfortu. Przepełniała go rozkosz, po którą sięgał, wypychając biodra naprzeciw ruchom kochanka. Mikoto na ten gest zaczął cicho pojękiwać i wzdychać, jeszcze bardziej przyśpieszając swoje ruchy. Był już na skraju rozkoszy. Do spełnienia wystarczyły mu gorące, zacieśniające się wokół jego męskości mięśnie Munakaty, który doszedł pierwszy. W spazmach rozkoszy i z głuchym warknięciem na ustach rozlał się w kochanku. Następnie, pozbawiony resztki sił, wyszedł z niego i opadł tuż obok na łóżku.
Znów obaj oddychali ciężko, niespokojnie, głęboko. Znów tkwili w swoich objęciach. Znów zapadła przesycona zapachem seksu, cisza.
- Suoh..Masz mnie nigdy nie opuścić. Rozumiesz? - zapytał szeptem Reisi.
- No jasne. Nie muszę nawet rozumieć. Taki miałem plan od początku. Wiesz...zdradzę ci sekret. Jestem obojętny na wiele rzeczy. Ale nie na ciebie.
Munakata poczuł, jak się rumieni. Więc to tak...Jedyne, czego mógł teraz pragnąć bardziej, to więcej takich momentów.
end.
STRONY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą k project. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą k project. Pokaż wszystkie posty
13.07.2015
24.05.2015
Repeat (FushiYata)
Tytuł: Repeat
Parring: Fushimi x Yata
Anime: K project
Narracja: trzecioosobowa
Od autorki: Tak...To mój ulubiony parring z całego K. Bardzo lubię wyobrażać sobie, jak wyglądały relacje Fushimiego i Yaty jeszcze przed tym, jak Fushi odszedł z Homry...Ale cóż, o tym może innym razem. Nie przedłużając, zapraszam!
Ah, a za opóźnienie przepraszam, ale nie mogłam dokończyć pisania z przyczyn osobistych .-.
*
Ile to już bezsennych nocy spędził Misaki na wpatrywaniu się w księżyc, którego blade światło padało mu na twarz..?
Od pewnego czasu również i Fushimi miewał problemy z zaśnięciem. Paręnaście kilometrów dalej, wpatrywał się w ten sam księżyc, stojąc na balkonie. Kończył dopalać papierosa. Zaciągnął się ostatni raz głęboko, po czym wypuścił dym z płuc. Szary obłoczek poszybował w górę, ku nocnemu niebu.
Saruhiko wzdrygnął się lekko, gdy chłodny wiatr owiał mu twarz. Przymrużył oczy i oparł się o barierki balkonu. Już od paru dni, a właściwie nocy, nie mógł zasnąć. W łóżku kręcił się niespokojnie. Miał wrażenie, że cały czas coś go uwiera, choć tak naprawdę nic mu nie dolegało. Piżama, pościel, poduszka - wszystko to było idealnie ułożone, a mimo to Fushimi wciąż nie mógł zmrużyć oka.
Gdyby to jeszcze była sama bezsenność, mógłby ją jakoś przeboleć. Jednak, podczas tych niezliczonych chwil, jakie miał w nocy do namysłu, zaczęły nękać go myśli związane z osobą, której nie miał najmniejszego zamiaru wspominać. Ani teraz, ani nigdy. Chociaż...
Mimo swojej szczerej niechęci, Fushimi miał przed oczami wciąż jeden i ten sam obraz. Swojego byłego chłopaka.
Złote, bystre oczy, patrzące na niego z wyrzutem, spod kurtyny długich, czarnych rzęs. Tak bardzo uwielbiał w nie patrzeć.
Jasne, wyraźnie zarysowane, pełne usta. Tak bardzo uwielbiał je całować.
Soczyście pomarańczowe włosy, iskrzące się w promieniach słońca. Tak bardzo uwielbiał przeczesywać je palcami.
Nieskazitelna skóra, lekko zarysowane mięśnie, niski wzrost.
To wszystko składało się na chłopaka, którego Fushimi szczerze kochał - na Yate Misakiego. Misakiego, który niegdyś należał tylko do niego...
Gdyby nie widmo prześladującego Saruhiko Yaty, bezsenność nie byłaby dla niego niczym strasznym. Jednak Misaki zdawał się towarzyszyć mu we wszystkim, co tylko wtedy robił. Może to właśnie przez niego nie potrafił zasnąć...?
Fushimi westchnął głośno i rzucił w dół, na ulicę, niedopałek papierosa. Doprawdy, nienawidził palić. Dlaczego więc to robił? Ta drobna czynność sprawiała mu słodką satysfakcję tylko z jednego, jedynego powodu - Misaki nienawidził zapachu papierosów. Saruhiko gdzieś głęboko w sobie miał nadzieję, że gdy następnym razem się spotkają, Yata wyczuje tę woń. I sprawi mu ona ból. Fushimi tak bardzo skupił się na tym, by dopiec swojemu byłemu kochankowi, że był gotów dla tego celu poświęcić swoje własne racje i przekonania. Był w stanie do wszystkiego - byle tylko Misaki cierpiał. W końcu, on też przez niego wiele wycierpiał...
*
Gdy tylko słońce pojawiło się na jaśniejącym niebie, Misaki zerwał się z łóżka. Przez całą noc udało mu się przespać zaledwie dwie godziny. To stanowczo za mało dla kogoś, kto prowadził tak aktywny tryb życia jak Yata.
W łazience odkrył, że jego cienie pod zaczerwienionymi oczami, wyraźnie pogłębiły się.Wszyscy członkowie Homry, a nawet sam Misaki, zaczęli się o niego martwić. Zmęczony, apatyczny, bez życia. Zupełne przeciwieństwo Misakiego z przed paru miesięcy.
*
Yata miał dość ciągłego wypytywania się wszystkich o jego stan. Po drobnej kłótni z Mikoto, Misaki chwycił swoją deskę i wyszedł z baru. Chciał jak najszybciej oddalić się od tego miejsca, od tych ludzi. Kochał Homre całym sercem, dlatego nie chciał sprawiać jej członkom zmartwień. Postanowił zatem nie pokazywać się w ich głównej siedzibie przez jakiś czas. Aż nie skończą się jego problemy z bezsennością.
Misaki zajechał aż na obrzeża miasta. Dawno tu nie był. Z sentymentem zatrzymał się i zlustrował spojrzeniem dół zbocza, gdzie płynęła rzeka oraz stała stara wiśnia, która rosła tu, odkąd tylko pamiętał. Zszedł ze swojej deski i powoli zsunął się po trawie w dół zbocza.
Stanął pod wysokim, rozłożystym drzewem i pogładził ręką korę. Ciekawe, czy to wciąż...
Zostawił deskę na trawie i zaczął wspinać się na sam szczyt wiśni. Jej najwyższa gałąź sięgała około 5 metrów nad ziemią, ale Misaki nie miał problemu, by się tam dostać. Jego ręce zdawały się same odnajdywać odpowiednie gałęzie, jego nogi znały miejsca, gdzie mój się bezpiecznie podeprzeć.
W końcu wdrapał się na górę. Został otoczony przez jasno-różowe kwiaty, których zapach był o tej porze roku nie do opisania. Wiał lekki wiatr, który rozwiewał rudzielcowi jego włosy. Nieco zmęczony, oparł się plecami o gałąź za sobą i uważnie zaczął przypatrywać się korze przed sobą. Tak, jak przypuszczał. To wciąż tu było.
Misaki zaciągnął się zapachem świeżej trawy i kwiatów. Siedząc w objęciach Fushimiego czuł się nadzwyczaj dobrze. Słyszał cichy szum płynącej w dole wody, oddech siedzącego za nim chłopaka owiewał jego kark. Yata przymrużył oczy z przyjemności. Chciał spędzić wieki na tym pięknym, dużym drzewie u boku ukochanego.
- Fushimi..? - szepnął cicho, wykręcając głowę tak, by spojrzeć na czarnowołosego.
- Mmm?
Fushimi miał zamknięte oczy i opierał się głową o gałąź za nim.
- Kochasz mnie?
- Głupie pytanie, Misaki. Oczywiście, że tak. - westchnął Saruhiko i uchylił powieki.
- Coś się stało, że o to pytasz?
- Nie, nic. Tylko...To wszystko jest po prostu zbyt idealne. Siedzimy tutaj, na drzewie, w spokoju. Jesteśmy tutaj razem...Nie chcę, żeby to się kiedykolwiek skończyło.
- Nie skończy.
Fushimi uśmiechnął się lekko i z wewnętrznej kieszeni swojej kurtki wyciągnął scyzoryk. Pochylił się do przodu, tym samym przylegając do pleców swojego chłopaka. Wyciągnął rękę ze scyzorykiem i na gałęzi przed nimi wyrył serce. W środku zapisał ich inicjały.
S+M
Misaki szybko zamrugał oczami, gdy tamten skończył swoją pracę.
- To zbyt romantyczne...- stwierdził cicho. Pewna część niego, ta wrażliwa, drżała w nim ze wzruszenia.
- Może.
Fushimi wzruszył ramionami.
- Zobaczysz. Póki istnieje ten napis, istnieje nasze uczucie. - powiedział z rozmysłem. Delikatnie pociągnął parę rudych kosmyków w tył, dzięki czemu Yata zmuszony był odchylić głowę w tył. Saruhiko złączył ich usta w pocałunku.
Tak miało być już zawsze.
Misaki odszukał wzrokiem wyrytego w korze wiśni, serca. Było tam. Nieco naruszone przez ząb czasu, jednak wciąż dało się odczytać inicjały w środku.
Westchnął. Czemu wspomnienia musiały powrócić teraz i to ze zdwojoną mocą..? Więc nie miało się skończyć na jego niespokojnych, przerywanych snach, w których wciąż widział tylko jedną osobę..?
Mieli być razem.
Już zawsze.
Młodzi, zakochani w sobie do szaleństwa.
Wszystko zmieniło się, odkąd obaj dołączyli do Homry. Fushimi uważał, że Misaki znaczną część swojej uwagi poświęca Mikoto, a jego ignoruje.
Na kłótniach i cichych dniach się nie skończyło.
Pewnego dnia Fushimi po prostu odszedł. Yata poczuł wtedy, że jego świat posypał się na kawałki. Od tamtej pory zmieniło się wszystko.
Aż do teraz. Rudzielec musiał ponownie zmierzyć się z przeszłością. Z resztą, nie tylko on.
*
Yata omal nie spadł z drzewa, kiedy nagle usłyszał z dołu czyjś głos. Głos, który znał tak dobrze...
- Misaki~
Chłopak zerwał się na równe nogi. Spojrzał w dół i znieruchomiał. Pod drzewem stał oparty o nie Fushimi. W dłoniach trzymał jego deskę.
- Draniu! Oddawaj to! - wywarczał Misaki przez zaciśnięte zęby. Saruhiko uśmiechał się złośliwe i wybijał w niego spojrzenie swoich szafirowych oczu.
- Będziesz musiał sam ją sobie wziąć. - odpowiedział, a po chwili...już go nie było.
Misaki zaskoczył z drzewa i rozejrzał się dookoła, wkurzony. Po Fushimim nie było ani śladu. Czy to znaczyło, że musiał pofatygować się do jego domu..?
*
Fushimi mieszkał zaledwie paręnaście kilometrów dalej, niż Misaki. Miał on na własność przestronne mieszkanie, przed którym drzwiami stał właśnie Yata. Miał zaciśnięte dłonie w pięści. Tak dawno go tutaj nie było...
W końcu zdecydował się wejść. Drzwi, tak jak się spodziewał, były otwarte. Jak najciszej potrafił, Misaki wślizgnął się do mieszkania i cicho zamknął je za sobą. Znajdował się na długim korytarzu. Na końcu niego mieściła się łazienka. Po prawej, uchylone drzwi prowadziły do kuchni, lewe do sypialni. Misaki przełknął ślinę i nieśmiało zajrzał do kuchni. Na widok siedzącego przy stole Fushimiego, wpatrzonego w zachodzące za oknem słońce, Yacie serce zabiło szybciej.
- Więc przyszedłeś...? - powiedział cicho Fushimi, nie patrząc na niego. Jego zwyczajne zachowanie uległo całkowitej zmianie. Wyglądał na zamyślonego, a zarazem stroskanego.
- Oczywiście, że tak. - prychnął Yata. - Masz moją deskę.
- Mam. - potwierdził Fushimi. Wydawał się być nieobecny.
- Gdzie ona jest?
- Tam.
Saruhiko wskazał na leżącą pod oknem deskę Misakiego. Tamten podszedł do niej szybko i podniósł ją nieco dążącymi rękoma.
- Ja...ja już chyba będę iść.
Dla Misakiego ta chwila była szczególnie trudna. Wiedział, że jeśli teraz wyjdzie, przepaść między nimi stanie się nie do pokonania.Tak bardzo chciał zostać teraz zatrzymany...
Fushimi zerwał się z krzesła i w oka mgnieniu znalazł się przy zaskoczonym rudzielcu. Przygwoździł go do ściany swoim własnym ciałem i chwycił jego podbrudek w dłoń. Spojrzeniem przeszywał go na wylot. Deska upadła z cichym trzaskiem na podłogę.
- Nie wypuszcze cię tak łatwo, Mi-sa-ki~.
Yata w głębi ducha zastanawiał się, czemu tak bardzo cieszył się z tej chorej sytuacji. Próbował odepchnąć swego oprawcę, jednak Fushimi ani drgnął.
- Śmierdzisz papierosami...- wyszeptał Misaki. Od razu wyczuł tę woń, która ani trochę mi się nie spodobała.
- Możemy to uznać za efekt uboczny naszej kłótni...
- Nadal się nie pogodziliśmy. Jesteś paskudnym zdrajcą, brzydzę się tobą.
Misaki zaczął drżeć, bynajmniej, nie z zimna. Ciepłe, przyciśnięte do niego ciało dostatecznie go grzało. Sam nie był pewien, jak powinien reagować, jak się zachowywać. Czy można kochać kogoś, a jednocześnie nienawidzić?
Nie zważając na protesty rudzielca, Fushimi przyciągnął jego twarz do swojej i zamknął swoje wargi na tych węższych, słodszych. Stęsknił się za tym smakiem. Misaki był dla niego wszystkim.
- Dlaczego mi to robisz...Najpierw odszedłeś z dnia na dzień, a teraz to..? Chcesz się jeszcze bardziej pogrążyć..? - wychrypiał Misaki. W jednej chwili oczy zaczęły go piec, a gula w gardle stała się nie do przełknięcia. Nie miał siły ustać, dlatego też osunął się po ścianie na ziemię. Fushimi ukucnął przed nim. Niemalże czule odgarnął mu włosy z czoła.
- Misaki...
- Nie mów tak do mnie. - burknął szybko Yata. Łzy zaczęły powoli spływać po jego policzkach, pozostawiając za sobą palące smugi.
- Miałem cię dość...Ciebie, bezustannie wpatrującego się w Mikoto. Ale teraz...już jest dobrze. Jestem przy tobie.
Fushimi chciał pocałować Misakiego ponownie, jednak tamten szybko go odtrącił. Zmierzył go nienawistnym spojrzeniem.
- Jeśli przyjdzie co do czego...znowu mnie zostawiasz.
- Nie. Nie tym razem..Wybacz mi. Wiem, że cię zraniłem...Oh Misaki.
Saruhiko oparł się czołem o czoło byłego kochanka. Delikatnie pogładził go po policzku.
- Misaki...
- Nienawidzę cię.
Misaki wyrwał mu się, chwycił swoją deskę i wybiegł z mieszkania. Fushimi usłyszał łoskot zatrzaskujących się drzwi.
Został sam.
Sam, ze swoim poczuciem winy. Już wcześniej nie dawało mu ono spokoju, jednak teraz paliło żywym ogniem. Nie miał nawet ochoty wstać. Zamiast tego, opadł na kolana.
Czuł, że tej nocy również nie zaśnie. Uświadomił też sobie jeszcze jedną, ważną rzecz - potrzeba będzie czasu, by Misaki do niego wrócił. O ile kiedykolwiek się na to zdecyduje.
Fushimi nawet nie poczuł, jak łzy zaczęły niekontrolowanie kapać na podłogę.
Czas...tak, on zdecydowanie był im potrzebny.
end.
Parring: Fushimi x Yata
Anime: K project
Narracja: trzecioosobowa
Od autorki: Tak...To mój ulubiony parring z całego K. Bardzo lubię wyobrażać sobie, jak wyglądały relacje Fushimiego i Yaty jeszcze przed tym, jak Fushi odszedł z Homry...Ale cóż, o tym może innym razem. Nie przedłużając, zapraszam!
Ah, a za opóźnienie przepraszam, ale nie mogłam dokończyć pisania z przyczyn osobistych .-.
*
Ile to już bezsennych nocy spędził Misaki na wpatrywaniu się w księżyc, którego blade światło padało mu na twarz..?
Od pewnego czasu również i Fushimi miewał problemy z zaśnięciem. Paręnaście kilometrów dalej, wpatrywał się w ten sam księżyc, stojąc na balkonie. Kończył dopalać papierosa. Zaciągnął się ostatni raz głęboko, po czym wypuścił dym z płuc. Szary obłoczek poszybował w górę, ku nocnemu niebu.
Saruhiko wzdrygnął się lekko, gdy chłodny wiatr owiał mu twarz. Przymrużył oczy i oparł się o barierki balkonu. Już od paru dni, a właściwie nocy, nie mógł zasnąć. W łóżku kręcił się niespokojnie. Miał wrażenie, że cały czas coś go uwiera, choć tak naprawdę nic mu nie dolegało. Piżama, pościel, poduszka - wszystko to było idealnie ułożone, a mimo to Fushimi wciąż nie mógł zmrużyć oka.
Gdyby to jeszcze była sama bezsenność, mógłby ją jakoś przeboleć. Jednak, podczas tych niezliczonych chwil, jakie miał w nocy do namysłu, zaczęły nękać go myśli związane z osobą, której nie miał najmniejszego zamiaru wspominać. Ani teraz, ani nigdy. Chociaż...
Mimo swojej szczerej niechęci, Fushimi miał przed oczami wciąż jeden i ten sam obraz. Swojego byłego chłopaka.
Złote, bystre oczy, patrzące na niego z wyrzutem, spod kurtyny długich, czarnych rzęs. Tak bardzo uwielbiał w nie patrzeć.
Jasne, wyraźnie zarysowane, pełne usta. Tak bardzo uwielbiał je całować.
Soczyście pomarańczowe włosy, iskrzące się w promieniach słońca. Tak bardzo uwielbiał przeczesywać je palcami.
Nieskazitelna skóra, lekko zarysowane mięśnie, niski wzrost.
To wszystko składało się na chłopaka, którego Fushimi szczerze kochał - na Yate Misakiego. Misakiego, który niegdyś należał tylko do niego...
Gdyby nie widmo prześladującego Saruhiko Yaty, bezsenność nie byłaby dla niego niczym strasznym. Jednak Misaki zdawał się towarzyszyć mu we wszystkim, co tylko wtedy robił. Może to właśnie przez niego nie potrafił zasnąć...?
Fushimi westchnął głośno i rzucił w dół, na ulicę, niedopałek papierosa. Doprawdy, nienawidził palić. Dlaczego więc to robił? Ta drobna czynność sprawiała mu słodką satysfakcję tylko z jednego, jedynego powodu - Misaki nienawidził zapachu papierosów. Saruhiko gdzieś głęboko w sobie miał nadzieję, że gdy następnym razem się spotkają, Yata wyczuje tę woń. I sprawi mu ona ból. Fushimi tak bardzo skupił się na tym, by dopiec swojemu byłemu kochankowi, że był gotów dla tego celu poświęcić swoje własne racje i przekonania. Był w stanie do wszystkiego - byle tylko Misaki cierpiał. W końcu, on też przez niego wiele wycierpiał...
*
Gdy tylko słońce pojawiło się na jaśniejącym niebie, Misaki zerwał się z łóżka. Przez całą noc udało mu się przespać zaledwie dwie godziny. To stanowczo za mało dla kogoś, kto prowadził tak aktywny tryb życia jak Yata.
W łazience odkrył, że jego cienie pod zaczerwienionymi oczami, wyraźnie pogłębiły się.Wszyscy członkowie Homry, a nawet sam Misaki, zaczęli się o niego martwić. Zmęczony, apatyczny, bez życia. Zupełne przeciwieństwo Misakiego z przed paru miesięcy.
*
Yata miał dość ciągłego wypytywania się wszystkich o jego stan. Po drobnej kłótni z Mikoto, Misaki chwycił swoją deskę i wyszedł z baru. Chciał jak najszybciej oddalić się od tego miejsca, od tych ludzi. Kochał Homre całym sercem, dlatego nie chciał sprawiać jej członkom zmartwień. Postanowił zatem nie pokazywać się w ich głównej siedzibie przez jakiś czas. Aż nie skończą się jego problemy z bezsennością.
Misaki zajechał aż na obrzeża miasta. Dawno tu nie był. Z sentymentem zatrzymał się i zlustrował spojrzeniem dół zbocza, gdzie płynęła rzeka oraz stała stara wiśnia, która rosła tu, odkąd tylko pamiętał. Zszedł ze swojej deski i powoli zsunął się po trawie w dół zbocza.
Stanął pod wysokim, rozłożystym drzewem i pogładził ręką korę. Ciekawe, czy to wciąż...
Zostawił deskę na trawie i zaczął wspinać się na sam szczyt wiśni. Jej najwyższa gałąź sięgała około 5 metrów nad ziemią, ale Misaki nie miał problemu, by się tam dostać. Jego ręce zdawały się same odnajdywać odpowiednie gałęzie, jego nogi znały miejsca, gdzie mój się bezpiecznie podeprzeć.
W końcu wdrapał się na górę. Został otoczony przez jasno-różowe kwiaty, których zapach był o tej porze roku nie do opisania. Wiał lekki wiatr, który rozwiewał rudzielcowi jego włosy. Nieco zmęczony, oparł się plecami o gałąź za sobą i uważnie zaczął przypatrywać się korze przed sobą. Tak, jak przypuszczał. To wciąż tu było.
Misaki zaciągnął się zapachem świeżej trawy i kwiatów. Siedząc w objęciach Fushimiego czuł się nadzwyczaj dobrze. Słyszał cichy szum płynącej w dole wody, oddech siedzącego za nim chłopaka owiewał jego kark. Yata przymrużył oczy z przyjemności. Chciał spędzić wieki na tym pięknym, dużym drzewie u boku ukochanego.
- Fushimi..? - szepnął cicho, wykręcając głowę tak, by spojrzeć na czarnowołosego.
- Mmm?
Fushimi miał zamknięte oczy i opierał się głową o gałąź za nim.
- Kochasz mnie?
- Głupie pytanie, Misaki. Oczywiście, że tak. - westchnął Saruhiko i uchylił powieki.
- Coś się stało, że o to pytasz?
- Nie, nic. Tylko...To wszystko jest po prostu zbyt idealne. Siedzimy tutaj, na drzewie, w spokoju. Jesteśmy tutaj razem...Nie chcę, żeby to się kiedykolwiek skończyło.
- Nie skończy.
Fushimi uśmiechnął się lekko i z wewnętrznej kieszeni swojej kurtki wyciągnął scyzoryk. Pochylił się do przodu, tym samym przylegając do pleców swojego chłopaka. Wyciągnął rękę ze scyzorykiem i na gałęzi przed nimi wyrył serce. W środku zapisał ich inicjały.
S+M
Misaki szybko zamrugał oczami, gdy tamten skończył swoją pracę.
- To zbyt romantyczne...- stwierdził cicho. Pewna część niego, ta wrażliwa, drżała w nim ze wzruszenia.
- Może.
Fushimi wzruszył ramionami.
- Zobaczysz. Póki istnieje ten napis, istnieje nasze uczucie. - powiedział z rozmysłem. Delikatnie pociągnął parę rudych kosmyków w tył, dzięki czemu Yata zmuszony był odchylić głowę w tył. Saruhiko złączył ich usta w pocałunku.
Tak miało być już zawsze.
Misaki odszukał wzrokiem wyrytego w korze wiśni, serca. Było tam. Nieco naruszone przez ząb czasu, jednak wciąż dało się odczytać inicjały w środku.
Westchnął. Czemu wspomnienia musiały powrócić teraz i to ze zdwojoną mocą..? Więc nie miało się skończyć na jego niespokojnych, przerywanych snach, w których wciąż widział tylko jedną osobę..?
Mieli być razem.
Już zawsze.
Młodzi, zakochani w sobie do szaleństwa.
Wszystko zmieniło się, odkąd obaj dołączyli do Homry. Fushimi uważał, że Misaki znaczną część swojej uwagi poświęca Mikoto, a jego ignoruje.
Na kłótniach i cichych dniach się nie skończyło.
Pewnego dnia Fushimi po prostu odszedł. Yata poczuł wtedy, że jego świat posypał się na kawałki. Od tamtej pory zmieniło się wszystko.
Aż do teraz. Rudzielec musiał ponownie zmierzyć się z przeszłością. Z resztą, nie tylko on.
*
Yata omal nie spadł z drzewa, kiedy nagle usłyszał z dołu czyjś głos. Głos, który znał tak dobrze...
- Misaki~
Chłopak zerwał się na równe nogi. Spojrzał w dół i znieruchomiał. Pod drzewem stał oparty o nie Fushimi. W dłoniach trzymał jego deskę.
- Draniu! Oddawaj to! - wywarczał Misaki przez zaciśnięte zęby. Saruhiko uśmiechał się złośliwe i wybijał w niego spojrzenie swoich szafirowych oczu.
- Będziesz musiał sam ją sobie wziąć. - odpowiedział, a po chwili...już go nie było.
Misaki zaskoczył z drzewa i rozejrzał się dookoła, wkurzony. Po Fushimim nie było ani śladu. Czy to znaczyło, że musiał pofatygować się do jego domu..?
*
Fushimi mieszkał zaledwie paręnaście kilometrów dalej, niż Misaki. Miał on na własność przestronne mieszkanie, przed którym drzwiami stał właśnie Yata. Miał zaciśnięte dłonie w pięści. Tak dawno go tutaj nie było...
W końcu zdecydował się wejść. Drzwi, tak jak się spodziewał, były otwarte. Jak najciszej potrafił, Misaki wślizgnął się do mieszkania i cicho zamknął je za sobą. Znajdował się na długim korytarzu. Na końcu niego mieściła się łazienka. Po prawej, uchylone drzwi prowadziły do kuchni, lewe do sypialni. Misaki przełknął ślinę i nieśmiało zajrzał do kuchni. Na widok siedzącego przy stole Fushimiego, wpatrzonego w zachodzące za oknem słońce, Yacie serce zabiło szybciej.
- Więc przyszedłeś...? - powiedział cicho Fushimi, nie patrząc na niego. Jego zwyczajne zachowanie uległo całkowitej zmianie. Wyglądał na zamyślonego, a zarazem stroskanego.
- Oczywiście, że tak. - prychnął Yata. - Masz moją deskę.
- Mam. - potwierdził Fushimi. Wydawał się być nieobecny.
- Gdzie ona jest?
- Tam.
Saruhiko wskazał na leżącą pod oknem deskę Misakiego. Tamten podszedł do niej szybko i podniósł ją nieco dążącymi rękoma.
- Ja...ja już chyba będę iść.
Dla Misakiego ta chwila była szczególnie trudna. Wiedział, że jeśli teraz wyjdzie, przepaść między nimi stanie się nie do pokonania.Tak bardzo chciał zostać teraz zatrzymany...
Fushimi zerwał się z krzesła i w oka mgnieniu znalazł się przy zaskoczonym rudzielcu. Przygwoździł go do ściany swoim własnym ciałem i chwycił jego podbrudek w dłoń. Spojrzeniem przeszywał go na wylot. Deska upadła z cichym trzaskiem na podłogę.
- Nie wypuszcze cię tak łatwo, Mi-sa-ki~.
Yata w głębi ducha zastanawiał się, czemu tak bardzo cieszył się z tej chorej sytuacji. Próbował odepchnąć swego oprawcę, jednak Fushimi ani drgnął.
- Śmierdzisz papierosami...- wyszeptał Misaki. Od razu wyczuł tę woń, która ani trochę mi się nie spodobała.
- Możemy to uznać za efekt uboczny naszej kłótni...
- Nadal się nie pogodziliśmy. Jesteś paskudnym zdrajcą, brzydzę się tobą.
Misaki zaczął drżeć, bynajmniej, nie z zimna. Ciepłe, przyciśnięte do niego ciało dostatecznie go grzało. Sam nie był pewien, jak powinien reagować, jak się zachowywać. Czy można kochać kogoś, a jednocześnie nienawidzić?
Nie zważając na protesty rudzielca, Fushimi przyciągnął jego twarz do swojej i zamknął swoje wargi na tych węższych, słodszych. Stęsknił się za tym smakiem. Misaki był dla niego wszystkim.
- Dlaczego mi to robisz...Najpierw odszedłeś z dnia na dzień, a teraz to..? Chcesz się jeszcze bardziej pogrążyć..? - wychrypiał Misaki. W jednej chwili oczy zaczęły go piec, a gula w gardle stała się nie do przełknięcia. Nie miał siły ustać, dlatego też osunął się po ścianie na ziemię. Fushimi ukucnął przed nim. Niemalże czule odgarnął mu włosy z czoła.
- Misaki...
- Nie mów tak do mnie. - burknął szybko Yata. Łzy zaczęły powoli spływać po jego policzkach, pozostawiając za sobą palące smugi.
- Miałem cię dość...Ciebie, bezustannie wpatrującego się w Mikoto. Ale teraz...już jest dobrze. Jestem przy tobie.
Fushimi chciał pocałować Misakiego ponownie, jednak tamten szybko go odtrącił. Zmierzył go nienawistnym spojrzeniem.
- Jeśli przyjdzie co do czego...znowu mnie zostawiasz.
- Nie. Nie tym razem..Wybacz mi. Wiem, że cię zraniłem...Oh Misaki.
Saruhiko oparł się czołem o czoło byłego kochanka. Delikatnie pogładził go po policzku.
- Misaki...
- Nienawidzę cię.
Misaki wyrwał mu się, chwycił swoją deskę i wybiegł z mieszkania. Fushimi usłyszał łoskot zatrzaskujących się drzwi.
Został sam.
Sam, ze swoim poczuciem winy. Już wcześniej nie dawało mu ono spokoju, jednak teraz paliło żywym ogniem. Nie miał nawet ochoty wstać. Zamiast tego, opadł na kolana.
Czuł, że tej nocy również nie zaśnie. Uświadomił też sobie jeszcze jedną, ważną rzecz - potrzeba będzie czasu, by Misaki do niego wrócił. O ile kiedykolwiek się na to zdecyduje.
Fushimi nawet nie poczuł, jak łzy zaczęły niekontrolowanie kapać na podłogę.
Czas...tak, on zdecydowanie był im potrzebny.
end.
8.05.2015
My place (KuroYashi)
Tytuł: My place
Parring: Kuroh x Yashiro
Anime: K project
Narracja: trzecioosobowa
Od autorki: Yo kochani! Nie mam dziś za dużo do napisania, zatem wspomnę tylko o tym, że K obejrzałam już jakiś czas temu i parringi z niego mocno zawróciły mi w głowie. Możecie się spodziewać, że za jakiś czas dodam coś również z tego anime.
Zatem, zapraszam do czytania i wyrażania swoich opinii w komentarzach, a już jutro uraczę Was kolejną długaśną częścią Only love :)
*
Yatogami Kuroh już jakiś czas zastanawiał się, czy dobrze robi. Czy powinien był zostawić przy życiu chłopca o białych włosach, Isane Yashiro. Tych rozmyślań nie ułatwił mu fakt, że coraz częściej przyłapywał się na tym, że ma ochotę dotknąć swojego towarzysza. Tak, był nieco irytujący - w dodatku wciąż podejrzany, ale Kuroh nie potrafił zaprzeć się tej dziwnej, niewidzialnej sile, która już od dawna ciągnęła go do Shiro.
Aż pewnego wieczora nadarzyła się wręcz idealna okazja, by omówić ze swoim towarzyszem pewne tematy.
We trójkę, wraz z Neko przebywali w akademiku Shiro. Kuroh zmywał naczynia po kolacji i nawet nie zauważył, kiedy Isana pojawił się za jego plecami.
- Uhm...Kuro?
Chłopak drgnął i zakręcił wodę. Następnie wytarł mokre ręce o swój fartuszek. Zaraz potem zdjął go i położył na kuchennym blacie. Odwrócił się przodem do białowłosego.
- Coś się stało? - zapytał, zagarniając za ucho parę kosmyków niesfornych, długich, czarnych włosów. Shiro cicho przełknął ślinę. Dłońmi nerwowo skubał skrawek swojej koszuli. W kuchni panował półmrok - przez otwarte drzwi wpadło światło z sąsiedniego pokoju.
- Tak...Chciałem z tobą porozmawiać.
- Słucham więc.
Isana pokręcił głową.
- Mmm to nie takie proste. Poza tym w domu jest Neko...
- W takim razie wyrzuć ją...- westchnął Kuroh, przykładając dłoń do czoła. Widząc spojrzenie Yashiro, szybko się zrehabilitował. - To znaczy...powiedz, żeby poszła na spacer, czy coś...
Isana kiwnął głową i wszedł do skąpanego w świetle pokoju. Na kanapie leżała zwinięta w kłębek Neko. Nie spała, jednak bardzo jej się nudziło. Gdy tylko chłopiec się do niej zbliżył, uniosła się do siadu.
- Shirooo porób coś z Nekoo~
- Teraz nie mogę, ale pomyślałem, że może ty chciałabyś się gdzieś przejść.
- Mmm...Spacer? Z Shiro?
- Nie, ja muszę porozmawiać z Kuro. Ale ty idź. Będę na ciebie tutaj czekać.
Łagodny głos Yashiro sprawił, że kocia dziewczyna nie potrafiła mu się sprzeciwić. Westchnęła cichutko, ale skinęła głową i wybiegła na balkon, skąd zeskoczyła na dół.
Do pokoju, w którym był Shiro, dołączył Kuroh. Usiadł na łóżku obok Isany i rzucił mu pytające spojrzenie.
- Jesteśmy sami. Powiedz, co cię męczy.
- Heh...To nie tak, że męczy. Po prostu trochę się boję zaistniałej sytuacji...
Yashiro siedział sztywno wyprostowany i trzymał się za kolana.
- ...myśl, że jeśli zrobię coś nie tak, że mnie zabijesz...Ja nie mogę tak żyć, Kuro.
Chłopak podniósł spojrzenie swoich wielkich, mokrych oczu na Yatogamiego i czekał, aż ten coś powie. Obawiał się go i krępował. Czy jednak była to tylko kwestia strachu o własne życie..?
- Dlaczego tak jest...ja...nie jestem mordercą...
- Wiem, Shiro. - przerwał mu nagle Kuroh. Czuł, że gdyby tego nie zrobił, chłopak mógłby się rozpłakać. A nie chciał widzieć go smutnego...
- Właśnie, że nie, Kuro. Nie wiesz, jak się czuję...A do tego jeszcze brak wystarczających dowodów...Ja naprawdę...
- Shiro, naprawdę wątpię, żebyś to był ty.
Yatogami westchnął ciężko.
- Istnieje taka opcja, choć od pewnego czasu coraz trudniej jest mi w nią wierzyć. Myślę, że jesteś dobrym człowiekiem, Shiro.
- A-Ale...Przecież ja już nawet nie jestem pewny, kim jestem... - jęknął białowłosy. Po jego policzku spłynęła łza. Kuroh natychmiast ją starł.
- Zgaś światło. Coś ci pokaże.
Shiro kiwnął głową, wstał i zgasił światło. Zapalona została tylko jedna, maleńka lampka na jego stoliczku nocnym.
Yatogami przyciągnął do siebie chłopaka i usadził go sobie na kolanach, tak, że prawie stykali się nosami. Shiro mógł poczuć na policzku oddech czarnowłosego i jego delikatny, świeży, miętowy zapach. Zaczerwienił się lekko. Jeszcze nigdy nie był tak blisko swojego towarzysza.
Kuroh odgarnął Isanie parę kosmyków włosów z czoła, po czym chwycił jego dłonie w swoje.
- Ufam ci. Czy i ty jesteś w stanie mi zaufać? - zapytał. Jego głos jeszcze chwilę odbijał się echem w głowie Shiro. Po krótkiej chwili ciszy, wypełnionej wyczekiwaniem, odpowiedział :
- Kuro...Ja już dawno ci zaufałem. W końcu, ocaliłeś mi życie. Wiem, że możesz mnie zabić...ale czy to wtedu nie byłoby bez sensu..?
- Heh...zacząłeś rozumieć. Myślę, że nie będzie potrzeby, bym ponownie wyjmował swój miecz. Jednak, pozostaje jeszcze jedna sprawa. Czemu miałbyś nie wiedzieć, kim jesteś..?
Kuroh zmarszczył lekko brwi.
- Kukuri wtedy mnie nie poznała. Mój dom nie istnieje. Zamiast niego zaprowadziłem nas na stadion..! Nie mogę tego zrozumieć...A co, jeśli Isana Yashiro...to nie ja..?
Yatogami westchnął. Miał co do tego pewne obawy. Czy rzeczywiście Isana jest Isaną..? Czy jest sobą..? A jeśli nie - w takim razie kim jest..?
Pomysł na to, jak uspokoić drżącego na jego kolanach Shiro, wpadł do jego głowy nagle. Delikatnie zsunął chłopaka na miękki materac. Ogarnął wzrokiem jego lekko zaróżowione policzki, wilgotne usta i zamglone spojrzenie błyszczących oczu, które rzucał w jego stronę spod wachlarza długich rzęs.
Powstrzymywał się całym sobą, by po prostu się na niego nie rzucić. Zamiast tego pochylił się nad tym wątłym, niepewnym siebie ciałem i złączył ich wargi w pocałunku. Shiro jęknął i uchylił usta, umożliwiając Yatogamie pogłębienie przyjemności, poprzez wtargnięcie jego języka do buzi Yashiro.
Kuroh wplótł jedną rękę w śnieżnobiałe włosy Isany. Nogę wsunął między jego uda, by móc kolanem drażnić jego krocze. Zaczął nim poruszać. Wtedy Shiro westchnął mu w usta i przycisnął do siebie jeszcze bardziej, ochoczo wypychając biodra w jego stronę.
- Mmm...Widzisz teraz. Tylko ty jeden, Isana Yashiro, jesteś w moich objęciach. Tylko ty masz w sobie to coś, czym zdołałeś mnie w sobie rozkochać. Rozsądek schodzi na drugi plan, bo to właśnie ty tu jesteś. Widzisz, co ze mną robisz...- wyszeptał Yatogami wprost do ucha Shiro. Praktycznie leżał teraz na nim, wsłuchując się w bicie jego serca. Nie mógł się mylić. Kochał tylko jego.
- Kuro...dziękuje. - również wyszeptał Isana. Przytulił do siebie ciało ukochanego jeszcze mocniej. Kuroh obudził w nim nadzieję. Był mu za to wdzięczny. - Ja też cię kocham...
Ah, słowa Yashiro sprawiły, że Yatogami miał wielką ochotę posunąć się jeszcze dalej. Usiadł mu na biodrach i ściągnął z siebie koszulę. Oczom Shiro ukazał się blady tors z delikatnie zarysowanymi mięśniami. Podniósł ręce i nieśmiało przesunął palcami po jego gładkiej skórze.
- Piękny...- wyszeptał, całkowicie zauroczony. Kuroh odwrócił szybko wzrok na bok, zawstydzony. Jeszcze nikt mu tego nie powiedział...Nikt, z wyjątkiem Yashiro. To był kolejny dowód na to, że ten chłopak miał w sobie coś niezwykłego i potrafił ubrać swoje zafascynowanie w słowa.
Yatogami zaczął dążącymi rękoma rozpinać koszulę ukochanego. Tamten wpatrywał się w niego i z milczeniem przyzwalał na wszystkie jego działania. Naprawdę, miał ochotę już to z nim zrobić. Skrycie marzył o tym już od pewnego czasu. Oczami wyobraźni widział siebie, trzymającego w ramionach Shiro, który jęczał i w ekstazie wołał jego imię...
W końcu skończył szamotać się z koszulą i powoli zsunął ją z ramion Isany. Widok był niesamowity.
Wtem, gdy już zamierzał pocałować go po raz kolejny, przez okno balkonowe wpadła do pokoju...Neko.
- Shiroooo! Juhuuu! Dzisiaj wszyscy śpimy z Shirooo!! - zawołała radośnie i skoczyła na dwójkę oniemałych chłopców. Siłą rozdzieliła ich i ułożyła się między nimi na łóżku. Wierciła się jeszcze chwilę, po czym objęła każdego z nich ramieniem i zasnęła.
Kuroh był kompletnie zaskoczony. Nie miał nawet siły, by się zdenerwować i nakrzyczeć na dziewczynę. Yashiro posłał mu smutny uśmiech. Nie mogli się nawet dotknąć. Yatogami jeszcze chwilę wparował się z niedowierzeniem na smacznie śpiącą postać między nimi, po czym ciężko wypuścił powietrze z płuc.
- Cholerna kobieta... - mruknął, ledwie dosłyszalnie.
- Nie denerwuj się. - szepnął Isana. Swoją dłonią odnalazł dłoń czarnowłosego i ścisnął ją lekko. - Jeszcze kiedyś na pewno dokończymy.
- Mmm...
*
Adolf K.Weismann. Yatogami zdziwił się, gdy prawda wyszła na jaw. Naprawdę, był w szoku. Jednak...czy to wciąż nie był jego Shiro..? Cóż, przynajmniej wciąż kazał zwracać się do siebie Isana Yashiro. A Kuroh wciąż go kochał. Swojego Shiro - srebrnego króla.
Yashiro uczynił go członkiem swojego klanu. Jego oraz Neko, ale nie mógł narzekać. Uklęknął wtedy przed nim i z rozbawieniem obserwował jego zakłopotanie. Tak...to wciąż był on. Kuroh już cieszył się na myśl, że będzie mógł mu służyć. Swojemu kochanemu królowi. Może nawet zacznie go nagrywać, jak mistrza Ichigena..?
Mimo wszystko, pierwszy rozkaz, jaki otrzymał, nie spodobał mu się. Kuroh trzymał w ramionach nieprzytomną Kukuri i wpatrywał w Isane.
- A-Ale...
- Idź. - rozkazał mu tamten. - Od tej pory nie będzie pożytku z nikogo, kto nie jest królem.
Przełknął ślinę. Czyżby...Czyżby to miało być ich pożegnanie...?
- Jestem nieśmiertelnym królem. - dodał jeszcze.
Słońce kończyło swą wędrówkę po niebie, chowają się za horyzontem. Yatogami wstał z kolan, trzymając na rękach dziewczynę. Postąpił jeszcze o krok do przodu i pocałował krótko swojego króla. Ich spojrzenia spotkały się ze sobą i Kuroh pragnął, aby zostali już tak na zawsze. Promienie znikającego powoli słońca oświetlały białe włosy i twarz Yashiro, który uśmiechał się lekko. Najwyraźniej, nie uważał, że już się nie spotkają.
Yatogami pobiegł w przeciwną stronę niż Isana. Tak, by jak najszybciej opuścić wyspę. Dziwnie się czuł i chciał jak najszybciej znów mieć Shiro tylko dla siebie. Dlaczego...dlaczego moje serce boli..?
*
Ogromny wybuch wstrząsnął całą wyspą. Nieposkromiona energia wzbiła się w powietrze i zaznaczyła niebo dookoła. Kuroh zdążył już opuścić wyspę. Znajdował się na opustoszałym moście. Pęd powietrza rozwiał mu włosy, gdy przystanął i zapatrzył w miejsce wybuchu. Kukuri w jego ramionach zaczęła powoli się wybudzać. Drgnęła i otworzyła oczy, rozglądając się dookoła.
- Co...Kuroh, gdzie ja jestem? - zapytała, patrząc na niego niepewnie
- Poznajesz mnie?
Skinęła głową.
- Dzięki bogom, czy nikomu nic się nie stało? Kuroh, kocia dziewczyna i...- urwała w połowie i zamilkła na chwilę. - He? Kuroh, kocia dziewczyna i...i...
Przyłożyła dłoń do czoła i zamknęła oczy.
- To zabawne, dlaczego nie pamiętam?
Po jej policzkach spłynęły łzy. Szybko je wytarła, lecz wciąż napływały kolejne.
- To nic takiego.
Kuroh również przymknął oczy. Kukuri spojrzała uważnie na niego. Wyglądał jej na kogoś, kto bardzo cierpi, jednak sam, w swoim wnętrzu.
- Nie musisz nic mówić, po prostu odpoczywaj.
Jego aksamitny głos przynosił ulgę, ale drżał. Ponownie ruszył w dalszą drogę. Kukuri spojrzała za nich, na wciąż bijące po oczach źródło energii. Za wszelką cenę starała sobie przypomnieć, ale nie mogła.
Jednak...ten ktoś...musiał być bardzo ważny dla Yatogamiego, który ukradkiem przetarł oczy. Był silny. Bardzo silny. Mimo to, nawet ktoś taki miewa chwile słabości...
*
Na wyspie było już bezpiecznie. Słońce zdążyło już zajść i powoli robiło się ciemno. Wiał lekki wiatr. Kuroh wraz z towarzyszącą mu Neko, udał się w miejsce, gdzie jego król stoczył swoją ostatnią walkę. Po walczących nie było tam ani śladu. Jedyną rzeczą, świadczącą o niedawnym wybuchu, stanowił wielki krater w ziemi.
- Shiro! - krzyknęła nagle Neko. Jej głos rozległ się echem po opustoszałej polanie. Pobiegła w stronę jednego kopca, który utworzył się w czasie wybuchu. Kuroh z lekkim wahaniem podążył za nią.
Okazało się, że w mocno ubitej ziemi sterczy parasolka należąca do Yashiro.
- Nie mogę tego wyciągnąć..! - jęczała Neko, ze wszystich sił starając się wyciągnąć przedmiot. W końcu puściła uchwyt parasola i upadła w tył z głuchym łoskotem. Wtedy Yatogami chwycił przedmiot i wyciągnął. Neko natychmiast rzuciła się na parasol.
- Daj mi to!!
Wyrwała mu go z dłoni.
- Zaniosę to Shiro..!
- Neko...- zaczął Kuroh, siląc się na spokój, jednak z każdą chwilą coraz trudniej było mu go zachować. - ..nie możesz mu tego oddać.
- Nie!! Oddam mu to!! Oddam!
Była bliska płaczu. Zresztą, nie tylko ona. Czarnowłosy poczuł, jak coś w nim pęka.
- Posłuchaj mnie! Shiro jest...
- Ale Shiro to król..!
Kręciła głową na prawo i lewo, a jej długie głosy powiewały za jej ruchami. Yatogami przypomniał sobie, co Yashiro mówił o nieśmiertelności. Jestem nieśmiertelnym królem...
Przywołał we wspomnieniach jego ciepły uśmiech i wesołe oczy. Śnieżnobiałe włosy i słodki zapach. Zapragnął jeszcze raz zatopić się w jego spojrzeniu, dotknąć, pocałować..!
"Nie. To nie koniec." - pomyślał i uśmiechnął się. Weismann czy też nie, Shiro nigdy by go nie okłamał. Był w końcu dobrym człowiekiem. Dobrym królem.
Kuroh pochylił się nad Neko, której ramiona drżały od szlochu.
- Masz rację. - powiedział łagodnie. - Shiro jest naszym królem.
Chwycił jej dłoń i pomógł wstać. Oboje popatrzyli w niebo, na którym pojawiły się migoczące punkciki - pierwsze gwiazdy. Czy jesteś jedną z nich, Shiro...?
Yatogami Kuroh odnalazł swoje miejsce na ziemi. A było nim to, przy boku swojego jedynego, ukochanego Isany Yashiro - srebrnego króla.
end.
Parring: Kuroh x Yashiro
Anime: K project
Narracja: trzecioosobowa
Od autorki: Yo kochani! Nie mam dziś za dużo do napisania, zatem wspomnę tylko o tym, że K obejrzałam już jakiś czas temu i parringi z niego mocno zawróciły mi w głowie. Możecie się spodziewać, że za jakiś czas dodam coś również z tego anime.
Zatem, zapraszam do czytania i wyrażania swoich opinii w komentarzach, a już jutro uraczę Was kolejną długaśną częścią Only love :)
*
Yatogami Kuroh już jakiś czas zastanawiał się, czy dobrze robi. Czy powinien był zostawić przy życiu chłopca o białych włosach, Isane Yashiro. Tych rozmyślań nie ułatwił mu fakt, że coraz częściej przyłapywał się na tym, że ma ochotę dotknąć swojego towarzysza. Tak, był nieco irytujący - w dodatku wciąż podejrzany, ale Kuroh nie potrafił zaprzeć się tej dziwnej, niewidzialnej sile, która już od dawna ciągnęła go do Shiro.
Aż pewnego wieczora nadarzyła się wręcz idealna okazja, by omówić ze swoim towarzyszem pewne tematy.
We trójkę, wraz z Neko przebywali w akademiku Shiro. Kuroh zmywał naczynia po kolacji i nawet nie zauważył, kiedy Isana pojawił się za jego plecami.
- Uhm...Kuro?
Chłopak drgnął i zakręcił wodę. Następnie wytarł mokre ręce o swój fartuszek. Zaraz potem zdjął go i położył na kuchennym blacie. Odwrócił się przodem do białowłosego.
- Coś się stało? - zapytał, zagarniając za ucho parę kosmyków niesfornych, długich, czarnych włosów. Shiro cicho przełknął ślinę. Dłońmi nerwowo skubał skrawek swojej koszuli. W kuchni panował półmrok - przez otwarte drzwi wpadło światło z sąsiedniego pokoju.
- Tak...Chciałem z tobą porozmawiać.
- Słucham więc.
Isana pokręcił głową.
- Mmm to nie takie proste. Poza tym w domu jest Neko...
- W takim razie wyrzuć ją...- westchnął Kuroh, przykładając dłoń do czoła. Widząc spojrzenie Yashiro, szybko się zrehabilitował. - To znaczy...powiedz, żeby poszła na spacer, czy coś...
Isana kiwnął głową i wszedł do skąpanego w świetle pokoju. Na kanapie leżała zwinięta w kłębek Neko. Nie spała, jednak bardzo jej się nudziło. Gdy tylko chłopiec się do niej zbliżył, uniosła się do siadu.
- Shirooo porób coś z Nekoo~
- Teraz nie mogę, ale pomyślałem, że może ty chciałabyś się gdzieś przejść.
- Mmm...Spacer? Z Shiro?
- Nie, ja muszę porozmawiać z Kuro. Ale ty idź. Będę na ciebie tutaj czekać.
Łagodny głos Yashiro sprawił, że kocia dziewczyna nie potrafiła mu się sprzeciwić. Westchnęła cichutko, ale skinęła głową i wybiegła na balkon, skąd zeskoczyła na dół.
Do pokoju, w którym był Shiro, dołączył Kuroh. Usiadł na łóżku obok Isany i rzucił mu pytające spojrzenie.
- Jesteśmy sami. Powiedz, co cię męczy.
- Heh...To nie tak, że męczy. Po prostu trochę się boję zaistniałej sytuacji...
Yashiro siedział sztywno wyprostowany i trzymał się za kolana.
- ...myśl, że jeśli zrobię coś nie tak, że mnie zabijesz...Ja nie mogę tak żyć, Kuro.
Chłopak podniósł spojrzenie swoich wielkich, mokrych oczu na Yatogamiego i czekał, aż ten coś powie. Obawiał się go i krępował. Czy jednak była to tylko kwestia strachu o własne życie..?
- Dlaczego tak jest...ja...nie jestem mordercą...
- Wiem, Shiro. - przerwał mu nagle Kuroh. Czuł, że gdyby tego nie zrobił, chłopak mógłby się rozpłakać. A nie chciał widzieć go smutnego...
- Właśnie, że nie, Kuro. Nie wiesz, jak się czuję...A do tego jeszcze brak wystarczających dowodów...Ja naprawdę...
- Shiro, naprawdę wątpię, żebyś to był ty.
Yatogami westchnął ciężko.
- Istnieje taka opcja, choć od pewnego czasu coraz trudniej jest mi w nią wierzyć. Myślę, że jesteś dobrym człowiekiem, Shiro.
- A-Ale...Przecież ja już nawet nie jestem pewny, kim jestem... - jęknął białowłosy. Po jego policzku spłynęła łza. Kuroh natychmiast ją starł.
- Zgaś światło. Coś ci pokaże.
Shiro kiwnął głową, wstał i zgasił światło. Zapalona została tylko jedna, maleńka lampka na jego stoliczku nocnym.
Yatogami przyciągnął do siebie chłopaka i usadził go sobie na kolanach, tak, że prawie stykali się nosami. Shiro mógł poczuć na policzku oddech czarnowłosego i jego delikatny, świeży, miętowy zapach. Zaczerwienił się lekko. Jeszcze nigdy nie był tak blisko swojego towarzysza.
Kuroh odgarnął Isanie parę kosmyków włosów z czoła, po czym chwycił jego dłonie w swoje.
- Ufam ci. Czy i ty jesteś w stanie mi zaufać? - zapytał. Jego głos jeszcze chwilę odbijał się echem w głowie Shiro. Po krótkiej chwili ciszy, wypełnionej wyczekiwaniem, odpowiedział :
- Kuro...Ja już dawno ci zaufałem. W końcu, ocaliłeś mi życie. Wiem, że możesz mnie zabić...ale czy to wtedu nie byłoby bez sensu..?
- Heh...zacząłeś rozumieć. Myślę, że nie będzie potrzeby, bym ponownie wyjmował swój miecz. Jednak, pozostaje jeszcze jedna sprawa. Czemu miałbyś nie wiedzieć, kim jesteś..?
Kuroh zmarszczył lekko brwi.
- Kukuri wtedy mnie nie poznała. Mój dom nie istnieje. Zamiast niego zaprowadziłem nas na stadion..! Nie mogę tego zrozumieć...A co, jeśli Isana Yashiro...to nie ja..?
Yatogami westchnął. Miał co do tego pewne obawy. Czy rzeczywiście Isana jest Isaną..? Czy jest sobą..? A jeśli nie - w takim razie kim jest..?
Pomysł na to, jak uspokoić drżącego na jego kolanach Shiro, wpadł do jego głowy nagle. Delikatnie zsunął chłopaka na miękki materac. Ogarnął wzrokiem jego lekko zaróżowione policzki, wilgotne usta i zamglone spojrzenie błyszczących oczu, które rzucał w jego stronę spod wachlarza długich rzęs.
Powstrzymywał się całym sobą, by po prostu się na niego nie rzucić. Zamiast tego pochylił się nad tym wątłym, niepewnym siebie ciałem i złączył ich wargi w pocałunku. Shiro jęknął i uchylił usta, umożliwiając Yatogamie pogłębienie przyjemności, poprzez wtargnięcie jego języka do buzi Yashiro.
Kuroh wplótł jedną rękę w śnieżnobiałe włosy Isany. Nogę wsunął między jego uda, by móc kolanem drażnić jego krocze. Zaczął nim poruszać. Wtedy Shiro westchnął mu w usta i przycisnął do siebie jeszcze bardziej, ochoczo wypychając biodra w jego stronę.
- Mmm...Widzisz teraz. Tylko ty jeden, Isana Yashiro, jesteś w moich objęciach. Tylko ty masz w sobie to coś, czym zdołałeś mnie w sobie rozkochać. Rozsądek schodzi na drugi plan, bo to właśnie ty tu jesteś. Widzisz, co ze mną robisz...- wyszeptał Yatogami wprost do ucha Shiro. Praktycznie leżał teraz na nim, wsłuchując się w bicie jego serca. Nie mógł się mylić. Kochał tylko jego.
- Kuro...dziękuje. - również wyszeptał Isana. Przytulił do siebie ciało ukochanego jeszcze mocniej. Kuroh obudził w nim nadzieję. Był mu za to wdzięczny. - Ja też cię kocham...
Ah, słowa Yashiro sprawiły, że Yatogami miał wielką ochotę posunąć się jeszcze dalej. Usiadł mu na biodrach i ściągnął z siebie koszulę. Oczom Shiro ukazał się blady tors z delikatnie zarysowanymi mięśniami. Podniósł ręce i nieśmiało przesunął palcami po jego gładkiej skórze.
- Piękny...- wyszeptał, całkowicie zauroczony. Kuroh odwrócił szybko wzrok na bok, zawstydzony. Jeszcze nikt mu tego nie powiedział...Nikt, z wyjątkiem Yashiro. To był kolejny dowód na to, że ten chłopak miał w sobie coś niezwykłego i potrafił ubrać swoje zafascynowanie w słowa.
Yatogami zaczął dążącymi rękoma rozpinać koszulę ukochanego. Tamten wpatrywał się w niego i z milczeniem przyzwalał na wszystkie jego działania. Naprawdę, miał ochotę już to z nim zrobić. Skrycie marzył o tym już od pewnego czasu. Oczami wyobraźni widział siebie, trzymającego w ramionach Shiro, który jęczał i w ekstazie wołał jego imię...
W końcu skończył szamotać się z koszulą i powoli zsunął ją z ramion Isany. Widok był niesamowity.
Wtem, gdy już zamierzał pocałować go po raz kolejny, przez okno balkonowe wpadła do pokoju...Neko.
- Shiroooo! Juhuuu! Dzisiaj wszyscy śpimy z Shirooo!! - zawołała radośnie i skoczyła na dwójkę oniemałych chłopców. Siłą rozdzieliła ich i ułożyła się między nimi na łóżku. Wierciła się jeszcze chwilę, po czym objęła każdego z nich ramieniem i zasnęła.
Kuroh był kompletnie zaskoczony. Nie miał nawet siły, by się zdenerwować i nakrzyczeć na dziewczynę. Yashiro posłał mu smutny uśmiech. Nie mogli się nawet dotknąć. Yatogami jeszcze chwilę wparował się z niedowierzeniem na smacznie śpiącą postać między nimi, po czym ciężko wypuścił powietrze z płuc.
- Cholerna kobieta... - mruknął, ledwie dosłyszalnie.
- Nie denerwuj się. - szepnął Isana. Swoją dłonią odnalazł dłoń czarnowłosego i ścisnął ją lekko. - Jeszcze kiedyś na pewno dokończymy.
- Mmm...
*
Adolf K.Weismann. Yatogami zdziwił się, gdy prawda wyszła na jaw. Naprawdę, był w szoku. Jednak...czy to wciąż nie był jego Shiro..? Cóż, przynajmniej wciąż kazał zwracać się do siebie Isana Yashiro. A Kuroh wciąż go kochał. Swojego Shiro - srebrnego króla.
Yashiro uczynił go członkiem swojego klanu. Jego oraz Neko, ale nie mógł narzekać. Uklęknął wtedy przed nim i z rozbawieniem obserwował jego zakłopotanie. Tak...to wciąż był on. Kuroh już cieszył się na myśl, że będzie mógł mu służyć. Swojemu kochanemu królowi. Może nawet zacznie go nagrywać, jak mistrza Ichigena..?
Mimo wszystko, pierwszy rozkaz, jaki otrzymał, nie spodobał mu się. Kuroh trzymał w ramionach nieprzytomną Kukuri i wpatrywał w Isane.
- A-Ale...
- Idź. - rozkazał mu tamten. - Od tej pory nie będzie pożytku z nikogo, kto nie jest królem.
Przełknął ślinę. Czyżby...Czyżby to miało być ich pożegnanie...?
- Jestem nieśmiertelnym królem. - dodał jeszcze.
Słońce kończyło swą wędrówkę po niebie, chowają się za horyzontem. Yatogami wstał z kolan, trzymając na rękach dziewczynę. Postąpił jeszcze o krok do przodu i pocałował krótko swojego króla. Ich spojrzenia spotkały się ze sobą i Kuroh pragnął, aby zostali już tak na zawsze. Promienie znikającego powoli słońca oświetlały białe włosy i twarz Yashiro, który uśmiechał się lekko. Najwyraźniej, nie uważał, że już się nie spotkają.
Yatogami pobiegł w przeciwną stronę niż Isana. Tak, by jak najszybciej opuścić wyspę. Dziwnie się czuł i chciał jak najszybciej znów mieć Shiro tylko dla siebie. Dlaczego...dlaczego moje serce boli..?
*
Ogromny wybuch wstrząsnął całą wyspą. Nieposkromiona energia wzbiła się w powietrze i zaznaczyła niebo dookoła. Kuroh zdążył już opuścić wyspę. Znajdował się na opustoszałym moście. Pęd powietrza rozwiał mu włosy, gdy przystanął i zapatrzył w miejsce wybuchu. Kukuri w jego ramionach zaczęła powoli się wybudzać. Drgnęła i otworzyła oczy, rozglądając się dookoła.
- Co...Kuroh, gdzie ja jestem? - zapytała, patrząc na niego niepewnie
- Poznajesz mnie?
Skinęła głową.
- Dzięki bogom, czy nikomu nic się nie stało? Kuroh, kocia dziewczyna i...- urwała w połowie i zamilkła na chwilę. - He? Kuroh, kocia dziewczyna i...i...
Przyłożyła dłoń do czoła i zamknęła oczy.
- To zabawne, dlaczego nie pamiętam?
Po jej policzkach spłynęły łzy. Szybko je wytarła, lecz wciąż napływały kolejne.
- To nic takiego.
Kuroh również przymknął oczy. Kukuri spojrzała uważnie na niego. Wyglądał jej na kogoś, kto bardzo cierpi, jednak sam, w swoim wnętrzu.
- Nie musisz nic mówić, po prostu odpoczywaj.
Jego aksamitny głos przynosił ulgę, ale drżał. Ponownie ruszył w dalszą drogę. Kukuri spojrzała za nich, na wciąż bijące po oczach źródło energii. Za wszelką cenę starała sobie przypomnieć, ale nie mogła.
Jednak...ten ktoś...musiał być bardzo ważny dla Yatogamiego, który ukradkiem przetarł oczy. Był silny. Bardzo silny. Mimo to, nawet ktoś taki miewa chwile słabości...
*
Na wyspie było już bezpiecznie. Słońce zdążyło już zajść i powoli robiło się ciemno. Wiał lekki wiatr. Kuroh wraz z towarzyszącą mu Neko, udał się w miejsce, gdzie jego król stoczył swoją ostatnią walkę. Po walczących nie było tam ani śladu. Jedyną rzeczą, świadczącą o niedawnym wybuchu, stanowił wielki krater w ziemi.
- Shiro! - krzyknęła nagle Neko. Jej głos rozległ się echem po opustoszałej polanie. Pobiegła w stronę jednego kopca, który utworzył się w czasie wybuchu. Kuroh z lekkim wahaniem podążył za nią.
Okazało się, że w mocno ubitej ziemi sterczy parasolka należąca do Yashiro.
- Nie mogę tego wyciągnąć..! - jęczała Neko, ze wszystich sił starając się wyciągnąć przedmiot. W końcu puściła uchwyt parasola i upadła w tył z głuchym łoskotem. Wtedy Yatogami chwycił przedmiot i wyciągnął. Neko natychmiast rzuciła się na parasol.
- Daj mi to!!
Wyrwała mu go z dłoni.
- Zaniosę to Shiro..!
- Neko...- zaczął Kuroh, siląc się na spokój, jednak z każdą chwilą coraz trudniej było mu go zachować. - ..nie możesz mu tego oddać.
- Nie!! Oddam mu to!! Oddam!
Była bliska płaczu. Zresztą, nie tylko ona. Czarnowłosy poczuł, jak coś w nim pęka.
- Posłuchaj mnie! Shiro jest...
- Ale Shiro to król..!
Kręciła głową na prawo i lewo, a jej długie głosy powiewały za jej ruchami. Yatogami przypomniał sobie, co Yashiro mówił o nieśmiertelności. Jestem nieśmiertelnym królem...
Przywołał we wspomnieniach jego ciepły uśmiech i wesołe oczy. Śnieżnobiałe włosy i słodki zapach. Zapragnął jeszcze raz zatopić się w jego spojrzeniu, dotknąć, pocałować..!
"Nie. To nie koniec." - pomyślał i uśmiechnął się. Weismann czy też nie, Shiro nigdy by go nie okłamał. Był w końcu dobrym człowiekiem. Dobrym królem.
Kuroh pochylił się nad Neko, której ramiona drżały od szlochu.
- Masz rację. - powiedział łagodnie. - Shiro jest naszym królem.
Chwycił jej dłoń i pomógł wstać. Oboje popatrzyli w niebo, na którym pojawiły się migoczące punkciki - pierwsze gwiazdy. Czy jesteś jedną z nich, Shiro...?
Yatogami Kuroh odnalazł swoje miejsce na ziemi. A było nim to, przy boku swojego jedynego, ukochanego Isany Yashiro - srebrnego króla.
end.

Subskrybuj:
Posty (Atom)