Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tokyo Ghoul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tokyo Ghoul. Pokaż wszystkie posty

2.04.2015

the good and the evil SPECJAL (HidKan)

Dedyk: For Daniel ^3^
Tytuł: the good and the evil
Parring: Hide x Kaneki
Anime: Tokyo Ghoul 
Część: special z okazji zakończenia 2 sezonu Tokyo Ghoul'a. Pisane na podstawie 12 odcinka Tokyo Ghoul :re
Od autorki: Wiem, że dziś czwartek. Tak samo wiem, że na wczoraj miała być inna notka. Mimo to...łapcie tę, z małym opóźnieniem. Miałam małe urwanie głowy i problemy...Na szczęście wszystko już jest ok ^^ GilbOz dodam jeszcze w tym tygodniu - o to się nie martwcie :')
Muzyka:https://www.youtube.com/watch?v=6JNEQvBUhBk
*
   Zimno. Jest przeraźliwie zimno. Szczerze mówiąc miałem nadzieję, że zacznie się wiosna...
   Spadające z nieba płatki śniegu rozwiały wszelkie wątpliwości.
   Idę już jakiś czas, a z mojego boku wypływa świeża krew. Całkiem spore jej ilości. Mimo to, prawie nie czuję bólu.
   Boże, to śmieszne! Ledwo żyje. Pancerz żołnierza CCG okazał się marną ochroną przeciwko ghoulowi z klanu Aogiri. Jednak w chwili, gdy jego kagune przebijało na wskroś mój bok, w głowie miałem tylko jedną myśl : zobaczyć się z nim.
   Dlatego teraz brnę przed siebie. Wiem, że go tu znajdę. Nie mógłby pozostać obojętny na stratę taką, jak Anteiku.
   Jest naprawdę zimno. Mało brakuje mi do tego, bym zaczął szczękać zębami. Jakaś część mnie rozpaczliwie woła o schronienie się w ciepłym, bezpiecznym miejscu. Czuję się rozdarty. Jednak opieram się pokusie i idę dalej. Skręcam w jeszcze jedną uliczkę i w końcu jestem na miejscu. Przed wejściem do kawiarni rozciągają się obszerne plamy krwi. Heh...Więc nie jestem tu pierwszy.
   Wspinam się po schodach i z szybko bijącym sercem wchodzę do środka. Uderza mnie miły, delikatny aromat zmielonych ziaren kawy. Chwilę rozkoszuje się zapachem.
   Nagle zamieram.
   Znów to dziwne uczucie.
   Mój żołądek...to takie nie do wytrzymania..To on! Leży na ziemi, w małej kałuży szkarłatnej cieczy.
   Kaneki...Kaneki Ken. Ten, którego znam. Ten, którego tak bardzo kocham.
   Chwieję się na nogach. W ostatniej chwili udaje mi się złapać baru, aby się nie przewrócić. Krew z mojego boku kapie na drewnianą posadzkę. Kręci mi się w głowie...
   "Weź się w garść! Kaneki tu jest!" - skarcam się w myślach i udaje mi się stanąć za ladą.
   To takie miłe uczucie. Parzę kawę dla osoby, która jest mi wyjątkowo droga. Gdyby to jeszcze były inne okoliczności...Przez chwilę zapominam w jakim stanie się znajduję i co tu robię. Gdyby Kaneki nigdy nie był ghoulem...Gdyby ghoule w ogóle nie istniały...Wtedy...Wtedy zrobiłbym wszystko, aby być z Kanekim. Chodzilibyśmy razem do szkoły, nad rzekę, do restauracji czy kawiarni..Jak za dawnych czasów. Moglibyśmy spróbować wszystkich istniejących rodzajów potraw. Kaneki nie miałby problemu z normalnym odżywianiem się. Bylibyśmy razem szczęśliwi. Jestem tego pewien.
   Ehh...Tak samo, jak jestem pewien, że długo już tak nie pociągnę. Na ziemię sprowadza mnie ból rany. Piecze...Zaciskam zęby i udaje, że wszystko gra.
   Kaneki jest ghoulem. A ja...cóż, ja jestem umierający. Nie pójdziemy razem do szkoły. Ani do kawiarni. Już nigdy.
   Serce boli mnie dużo bardziej niż bok. Przełykam gulę w gardle. Zalewam starte ziarna kawy wrzątkiem. Ugh...To nie takie proste! Mam niemiłe wrażenie, że ani mi, ani jemu nie posmakuje ten napój.
   Heh. Silę się na słaby uśmiech. Trudno...
   Obserwuję go. W pewnej chwili jego ciało drga lekko. Podnosi się.
   Zdaje się być zdezorientowany. Nie ruszam się z miejsca. Nie chcę się zdradzić. Nie teraz...
   Wstał i rozgląda się dookoła. Jest taki uroczy. Nie zmienił się za wiele...Nadal jest piękny. Delikatny. Zamknięty w sobie. Bezbronny...- cóż. To ostatnie może nie do końca. Walczył dzielnie w obronie tego, co dla niego ważne i poniósł obrażenia.
   Kiedyś walczył nawet dla mnie. Abym przeżył. Właśnie tamtego dnia zyskałem pewność, że jest ghoulem. Mocno oberwałem od Nishio-senpaia. Udawałem, że straciłem przytomność. Miałem nadzieję, że to w czymś pomoże. Spanikowałem. Przyznaję się. Nie wiedziałem, co z Kanekim. Wiem, jestem tchórzem. Samolubnym tchórzem. Zostawiłem go samego sobie, przeciwko doświadczonemu ghoulowi. Na całe szczęście zdołał zwyciężyć. Nie poznawałem go, a mimo to...cieszyłem się, że przeżył.
   Od tamtego momentu coś się zmieniło. Kaneki stał się jeszcze bardziej małomówny. Nie miał dla mnie czasu. To bolało, jednak cały czas pragnąłem tylko jego szczęścia.
   Teraz to wiem. Nie jest łatwo być szczęśliwym, gdy jest się ghoulem.
   Przez cały ostatni czas zrozumiałem, jak bardzo jest dla mnie ważny.
   Chcę naprawić to, że kiedyś o mały włos nie zginął. Przeze mnie. Nie chcę być dłużej. Ciężarem. Kimś, kogo trzeba bronić. To ja pragnę cię chronić, Kaneki. Nie wiem, czy nie jest za późno. Nie zastało mi za wiele czasu. Jednak chcę go wykorzystać. Powiedzieć ci wszystko. Wiesz, że cie kocham. Powiedziałem ci to ostatnio. To nie są tylko puste słowa...Wlałem w nie całego siebie. Całe moje uczucia. Dlatego...nie chcę umierać. Nie mogę, dopóki nie dowiem się, kim ja jestem dla ciebie. Co do mnie czujesz. Wykrztuś to z siebie...
   Nie zniosę dłużej bólu. Kolejna porcja krwi spływa z cichym pluskiem na podłogę. Usłyszałeś to. Rozglądasz się. Wiesz, że nie jesteś tu sam. Chwytam w dłonie filiżanki kawy. Wychodzę zza baru. Staram się zignorować narastającą słabość.
- Robienie kawy jest zaskakująco trudne. - wyznaję i uśmiecham się, widząc twoją minę. Tym razem szczerze. -Yo, Kaneki..
- Hide...- szepczesz. Chwytasz się za twarz tak, bym nie widział twojego oka. Wstydzisz się tego. Ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, nie byłeś do końca świadom tego, co się działo. To dlatego. Wydaje ci się, że nie wiem, kim jesteś. Że tamto zdarzenie było tylko snem. Sam nie wiem czemu, martwi mnie to. Wzdycham cicho.
- Kaneki..Przecież wiem...Od dawna. - Kładę filiżankę na stole. Ze swojej upijam łyk. Krzywię się nieznacznie. - Paskudna...Za wcześnie zalałem. Przepraszam Kaneki. - Jest naprawdę okropna... - Nic nie przychodzi łatwo, co? - Nie wiem, co mogę jeszcze powiedzieć. Atmosfera jest taka dziwna...Zaczynam się gubić. Niedbale mówię ci o tym, gdy po raz pierwszy zyskałem pewność, kim jesteś. O twoim starciu z Nishio...
   Jesteś zdziwiony. Kończę swój monolog i ponownie się uśmiecham. Jestem szczęśliwy, że ponownie możemy się zobaczyć. Jest ciemno. Od czasu do czasu mrok przecina światło z zewnątrz.
- Kaneki...Dzięki, że wtedy tak bardzo starałeś się mnie uratować. - wyrzucam z siebie to, co męczy mnie od niedawna. Twoje oczy nabiegają łzami. Nee...Nie chcę, abyś płakał...
   W końcu zabierasz z twarzy rękę. Patrzę ci w oczy. Niesamowite...Jedno jest przerażające, a drugie całkiem normalne. To tak, jakby złączyć dwie zupełnie inne osoby w jedno.
   Po raz ęty krew z mojego boku daje o sobie znać. Wydaje charakterystyczny odgłos stykając się z drewnem.
- Kiedy widziałem pracowników Anteiku, zawsze zastanawiałem się, skąd w nich tyle życia. Ty też byłeś częścią tej paczki. Jedynie ja stałem tak z boku...Dlatego zdecydowałem, ze muszę Wam jakoś pomóc. Ale koniec końców i tak niewiele byłem w stanie zrobić. Kaneki...nie bierz wszystkiego na swoje barki. Zawsze to robisz! Odkąd byliśmy mali..!
- Wiem.. - Stęskniłem się za tym głosem...
- Wiesz co? Jesteś prawie jak celebryta. Wszędzie jest o tobie głośno. Jednooki, hę? Robisz to dla lasek? - Śmiejesz się cicho, a ja ci wtóruję. Oboje przecież wiemy, że tak nie jest.
   Nagle robi mi się ciemno przed oczami. Znika twój obraz, znika Anteiku. Zaraz jednak wszystko wraca, a ja chwieję się i ślizgam w kałuży mojej własnej krwi. Moje nogi się trzęsą i niechętnie podporządkowują. W końcu upadam na kolana i ściskam mocno swoją ranę.
- Hide? - w twoim głosie wyczuwam strach. Wybacz...Tym razem nie mogę ci powiedzieć, że wszystko gra.
- Miałem mały problem po drodze.. - Jednak zrobiłbym dosłownie wszystko, aby móc jeszcze raz cię zobaczyć. Moje siły się kończą. Bezwładnie opadam w przód - prosto w twoje ramiona. Ściskasz mnie kurczowo, jakbym miał zaraz wyparować
- Hide.. - szepczesz po raz kolejny.
- Kaneki.. - łapię cię za ramie. - Wracajmy do domu. Wracajmy... - tak bardzo pragnę, abyś mógł spełnić moją prośbę. Tę jedną, ostatnią...Chcę, aby było jak dawniej. Podciągam się i nakrywam twoje wargi swoimi. Jest to krótki, przelotny pocałunek. Na nic więcej nie mam siły. Chcę móc raz jeszcze ci powiedzieć...ale nie mogę...naprawdę...
   Upadam. Kątem oka widzę, że kolejna łza spływa po twoim policzku. Za oknem pada śnieg. Jest tak cicho i spokojnie. Twój zapach mnie odurza...
   Kocham cię...
   Ostatnie, co udaje mi się zapamiętać to to, że teraz to ty delikatnie mnie całujesz. Jestem taki szczęśliwy..! Teraz...Teraz mogę umrzeć...
*
   Płomienie pochłonęły małą kawiarnię, która jeszcze jakiś czas temu była ulubionym miejscem wypoczynku dla wielu. W środku pozostały jeszcze dwie osoby. Jedna z nich - Kaneki Ken, trzyma ciało swojego najlepszego przyjaciela. Wpatruje się w nie martwym wzrokiem. Z oczu płyną mu łzy. Gdzieś obok kilka desek zawala się i natychmiast zajmuje ogniem. Obydwoje nie ruszają się z miejsc.
- Hide...Hide... - wciąż powtarza białowłosy. Tylko tyle jest w stanie zrobić. Wciąż przywołuje jego imię. Tamten zaś sili się na swój ostatni uśmiech. - Wracajmy do domu, Hide. Wracajmy...
   Kolejna szyba pęka, kolejna połka się zwęgla.
- Kocham cię, Hide...Przepraszam, że nie powiedziałem tego wcześniej...Teraz jest już za późno. - Kaneki wstaje. Bierze na ręce jeszcze ciepłe, martwe ciało. Przykrywa białym płótnem. Zgrabnie udaje mu się wyminąć walące się części sufitu. Wychodzi z Anteiku i kieruje się do miejsca, która zna tylko on sam.
  Czy jeszcze kiedykolwiek uda mu się dostrzec jego uśmiech...? Mieli za mało czasu. Stanowczo, za mało czasu...

17.03.2015

You're my obsession (ShiroKuroKan)

Dedyk: Dla Czarnej, kochanej czytelniczki ^^
Tytuł: You're my obsession
Parring: ShiroKaneki x KuroKaneki
Anime: Tokyo Ghoul
*
   Oddycham ciężko, przywiązany do krzesła gdzieś bardzo, bardzo daleko. Lekko zardzewiałe kajdany uwierają boleśnie moje nadgarstki. Lada moment zupełnie odpłynie z nich krew. Mój żołądek dopomina się pożywienia już od paru godzin. Jednak jedzenie, które spożywam, by zabić głód, jest nieco inne niż zwykłe tosty czy tym podobne. Zjadam ludzkie mięso. Tylko to jestem w stanie przełknąć. Każdy kęs sprawia mi niewyobrażalny ból i wysiłek, ale muszę to robić. Kawa to nie wszystko.
   Staram się sobie przypomnieć, czemu i jak się tu znalazłem, ale nie udaje mi się to, mimo wielu prób. Zrezygnowany spuszczam głowę w dół i niczym skazaniec czekam na to, co przyniesie przyszłość.
   Ile to już czasu? Nie wiem, nie liczę. W tych egipskich ciemnościach nie mogę nawet dostrzec czubka własnego nosa.
   To istne tortury. Ale...po to tu jestem?
   Połykam ślinę z nadzieją, że choć trochę zapełnie nią zasysający się boleśnie żołądek. Nic z tego. Wzdycham cicho. Jaki jest w tym wszystkim cel...?
   Mija parę kolejnych minut. A może godzin? Coż, nie mam pojęcia. W każdym razie nagle wyczuwam czyjąś obecność. Moje zmysły nie myliły się. W całej tej 'pustce' zapala się nade mną mdłe, czerwone światło. W ciemności dostrzegam błysk oczu, które intensywnie się we mnie wpatrują. Nieznajoma postać zaczyna się do mnie zbliżać.
   Gdy wchodzi w krąg światła, mogę się jej przyjrzeć. Otwieram szeroko oczy. Czy to możliwe? Jakim cudem? Przede mną stoi mój sobowtór. Skórę ma trupobiałą, podobnie jak i włosy, w których odbija się czerwony blask. Spojrzenie czarno-czerwonych oczu przeszywa mnie na wskroś. Niemal zachipnotyzowany, nie mogę odwrócić wzroku.
   Jest mną? A może ja nim? Poza tymi szczegółami wszysto wydaje się być identycznie. Wzrost, postura, wyraz twarzy. Nie, chwila...Podchodzi jeszcze bliżej. Teraz mogę to dostrzec. Jego paznokcie są czarne i nie oddycha. Ale jak to..? Jego klatka piersiowa nie unosi się ani o milimetr. Prawdopodobnie również i jego serce stoi w miejscu.
   Zdobywam się na odwagę i pytam, choć nie jest to łatwe :
- Gdzie ja jestem..?
- W swojej głowie, Kaneki Ken. - Hę? Skąd zna moje imię? Za dużo tych pytań. Przynajmniej na jedno udzielił mi odpowiedzi..
- Kim jesteś? - jego wargi wykrzywiają się w lekki uśmiech. Zaczyna mnie przerażać. Jego wzrok jest wzrokiem szaleńca.
- To już chyba powinieneś wiedzieć. - odpowiada chrapliwie i jeszcze bardziej zmniejsza odległość między nami.
   Teraz już wyraźnie mogę poczuć jego oddech na swoim policzku. Przechodzi mnie zimny dreszcz i drżę lekko na krześle. Nie mogę odwrócić wzroku od tych czarnych, pustych oczu. Widzę w nich głód. Boję się...boję się, choć trudno mi to przyznać. Moja ,,kopia" powoli się wycofuje. Lecz to tylko pozory.
   Białowłosy obkrąża mnie dwa razy. Za trzecim przystaje z tyłu i pochyla się. Moje serce bije jak oszalałe. Czuję, że zrobiłem się blady.
- To koniec...to koniec...- szepcze, ledwo poruszając ustami. Zaciskam powieki i przygotowuję się na falę bólu.
   Nic takiego jednak się nie dzieje. Co prawda, czuję na karku jego dotyk, ale jest on bardzo delikatny...Niemalże czuły. Chwila...to miejsce, gdzie mnie dotknął...To był pocałunek???
   Otwieram oczy szeroko i próbuje wyszarpać się z łańcucha. Moje próby pełzną na niczym. To zaczyna mnie irytować.
   Moje alter ego wciąż stoi za mną. Wiem to, dlatego rzucam pytanie :
- Możesz mnie uwolnić? - pozostaje rzucone w przestrzeń, bez odpowiedzi. - Hej...Mówię do ciebie..- słyszę ciche westchnienie, a jego długie, chude, trupie ręce obejmują mnie od tyłu. He? Dlaczego? Jaki ma w tym cel? - Oi....
- Zamknij się w końcu..- warczy i przejeżdża językiem po mojej szyi. Lepki, mokry organ prześlizguje się w górę i w dół bardzo powoli. Jestem sparaliżowany. A co, jeśli mnie ugryzie? Tu, prosto w tętnicę? Nie mogę mu się opierać..! Nie mogę...ale...gdybym jednak mógł...
   ...oparłbym się?
   To w sumie nawet przyjemne. Mimo to w dalszym ciągu drżę o swoje życie. Ugh...czemu on nie może mi odpowiedzieć..?
- Nie uwolnie cię. Nie wolno mi tego zrobić. - mówi w końcu i oddala od mojej skóry. Mimowolnie wydaję cichy jęk zawodu. Dziwię się sobie. Jaki znowu "jęk zawodu"???
- To..kto mnie tu przywiązał..?
- Ja. - Ta odpowiedź kompletnie zbiła mnie z tropu.
  Kuca przede mną i wyciąga dłoń ku mojemu gardłu. Kolejna próba morderstwa? Nie. To znów czuły gest. Sięga koniuszkami palców do mojego policzka i przejeżdża nimi po całej jego długości. W tym samym momencie przekrzywia lekko głowę w bok, a przez myśl przebiega mi niebezpieczne określenie jego stanu : słodki...
   Szlag! Moje życie wisi na włosku! Jak mogę w takiej chwili myśleć o czymś takim?
   Nie wiem, co dalej. Czego mam się spodziewać? Gdyby chciał, już dawno by mnie zabił. Moment...Nie zawsze tak jest. Seryjni mordercy lubią "bawić się" swoimi ofiarami, zanim wyprują im flaki.
   Jestem tylko zabawką w jego rękach. Nie mogę się uwolnić, nie mogę uciec. To chore...
   Wstaje i cofa się o krok. Uważnie obserwuję jego poczynania.
- Jesteś ghoulem?
- Tak. - Ten krótki dialog upewnia mnie w przekonaniu, że nie pożyję za długo.
- Zabijesz mnie, prawda? - Mój głos drży. Podobnie jak całe ciało.
- Nie wiem. - Wzrusza ramionami. - Jeśli będę głodny...to możliwe.
- A teraz nie jesteś?
- Nie. - Wyczuwam nagły przypływ odwagi. Nie jest głodny...ale ja tak.
- Ja też jestem ghoulem.
- Błąd. - Otwieram już usta, by wyrazć sprzeciw, ale mi przerywa : - Tutaj, w tym miejscu jesteś tylko człowiekiem. To ja jestem ghoulem. Więc...
- Jaki jest w tym wszystkim cel? Czemu mnie przywiązałeś...- Już dłużej nie wytrzymam...
- My dwaj. Ty i ja. Tworzymy jedność. Jesteśmy Ken Kaneki. Równoważymy się. Nie...to za mocne stwierdzenie. Nigdy nie było między nami harmonii. Raz ty miałeś władzę nad ciałem, a raz ja. Pytasz, jaki jest w tym cel. Moja odpowiedzi brzmi : całkiem prosty. Musimy się zjednoczyć. Inaczej to wszystko nie potrwa zbyt długo.
- Jakie "wszystko"..?
- Po prostu wszystko. - Złagodniał. Wyraźnie to czuję. Nie przeraża mnie już tak, jak na początku.
   Jestem kompletnie zaskoczony, gdy jednym szybkim ruchem jest znów przy mnie i łapczywie wpija się w moje usta. Jęczę cicho. Jego ręce wpełzają pod moją koszulę i rozdzierają ją od środka. Wszystkie ogniwa łańcucha, którym jestem przywiązany, zaczynają się rozpadać. Już nic z nich nie zostało.
   Do moich oczu zakradają się łzy. Jego język przejeżdża po wewnętrznej stronie policzków i łaskocze mój własny. Stróżka śliny cieknie mi po brodzie.
   Zakończył pocałunek równie szybko, co go zaczął. Wpatruje się we mnie w ciszy. Jak daleko to zajdzie...?
   Po chwili już mam odpowiedź. Zdziera ze mnie spodnie i majtki. Przerażony, staram się zasłonić okolice intymne, ale on mnie powstrzymuje. Gwałtownie przekręca mnie na brzuch. Łokcie i klatkę piersiową mam na siedzeniu krzesła.
- Co ty...! - Głos zamiera mi w gardle. Czuję rozdzierający ból, gdy we mnie wchodzi. Krzyczę. Zamienił się w dziką bestię. Dochodzi jeszcze jedno źródło bólu. Moje alter-ego wgryza się w moje lewe ramię. To tak boli...Po policzkach spływają mi świeże łzy. Białowłosy zaczyna się we mnie poruszać. Wszystko widzę w czarnych barwach. Do czasu...
   Nagle uderza w jakiś punkt mnie, tam, od tyłu...Wyprężam całe ciało w łuk. Jęk wyrywa się przez zaciśnięte wargi.
   To cudowne. Po raz kolejny uderza w "ten" punkt. Przechodzi mnie fala przyjemności. Chcę jeszczę...Nie przeszkadza mi już ból w ramieniu.
   "Masochista" - myślę. Wzdrygam się i zaciskam dłonie w pięści. Kolejne pchnięcia już nie są tak dokładne. Mimo to...czerpię z tego przyjemność. Jestem o krok, by błagać o więcej. Nie chcę tego...A jednak...jednak...
   Jego zimna dłoń znajduje się na mojej stojącej męskości. Dostarcza mi kolejną przyjemność. Porusza nią w górę i w dół, synchronizując się z momentem kolejnego pchnięcia.
- Aaaaaaaghhh....- jęczę głośno. Z rany na lewym ramieniu spływa krwista posoka, kapiąc na krzesło. Zamroczyła mnie przyjemność. Jego druga dłoń błądzi po moim torsie, szczypiąc sutki. Jego język zlizuje czerwoną ciecz. Jego oddech owiewa mój kark.
   To takie prawdziwe...Takie nieludzkie...Co raz szybsze ruchy dłonią...Doprowadza mnie to do spełnienia. Krzyczę i wylewam z siebie całe morze nasienia. Wstrzymuję oddech i staram się uspokoić bicie serca. On także doszedł w moim wnętrzu. Z głuchym warknięciem wyszedł ze mnie i położył na zimnej posadzce, ciągnąc mnie za sobą. Bezradnie opadam na jego tors. Czuję w sobie pustkę. Nie słyszę jego bicia serca, ,które powinno otulić mnie do snu. Tępy ból w ramieniu powiększa się z każdą chwilą. Jego soki wypływają ze mnie, na moje nagie pośladki. Chcę tak zostać....zasnąć...
- Jesteśmy...jednością...- szepcze i caluję go w usta.
- Szybko załapałeś. - mówi powoli, przyciągając każdą literę. Chyba się zmęczył...
   Cóż. Nie dziwię się.
   Zaryzykuję stwierdzenie, że moje ramię jest w tragicznym stanie. Czuję jak krew spływa na coraz większą kałużę wokół.
- Boli...- jęczę i zagryzam wargę.
- Heh. Musi boleć. - odpowiada i głaszcze mnie po głowie.
- Co teraz?
- Hmmm..Zgłodniałem.
- He? - Czyżbym się przesłyszał.?
   Nagle rzuca się na mnie. Turlamy się po zakrwawionej, zimnej posadzce. Teraz on jest na górze. Przytrzymuje moje ręce nad głową i zatapia zęby w moim biodrze.
   Dre się na całe gardło. Cholera!!!! Boli, jak nie wiem co....!!! Do oczu cisną mi się łzy. Co to wszystko ma znaczyć?? Nic nie rozumiem!!!! Pomocy....Chyba....Tracę przytomność....
   ....więc...więc to tak czuje się ofiara pożerana żywcem....? Zamykam oczy. Ogarnia mnie ciemność.
*
   Słyszę trzask łamanych kości. Co się dzieje? Unoszę powieki lekko w górę.
   Jestem kompletnie zszokowany. Końcówki moich włosów (o ile nie całe!) są śnieżno-białe. Otwieram oczy szeroko ze zdziwienia. Żadna z ran mnie nie boli. Czuję przypływ siły. Moje kagune, gotowe do użycia, omal nie rozrywa mnie od środka.
   Znów siedzę na krześle, znów jestem związany. Przede mną stoi Jason. Teraz już wiem, co się dzieje.
   Mimo, że prawie wszystko się zmieniło...zniknęło niczym sen...Pozostała pustka. Ta sama, którą odczuwałem leżąc na piersi mojego białowłosego kochanka. W głowie słyszę ciszy szept. Wiem, że tylko mi jest dane go słyszeć. Uśmiecham się lekko.
"Nie daj się zjeść, Kaneki Ken. Głowa do góry. Może kiedyś jeszcze zapełnisz tę pustkę."

28.02.2015

the good and the evil (HidKan) część 2

Dedyk: For Daniel, po raz kolejny ^3^
Tytuł: the good and the evil
Parring: Hide x Kaneki
Anime: Tokyo Ghoul
Część: 2 (ostatnia)
*
     Minęło trochę czasu. A ciebie wciąż nie ma.
   W końcu udało mi się znaleźć pracę! Pełnię funkcję pewnego rodzaju 'łącznika' dla CCG, ale nie będę się teraz za bardzo nad tym rozwodzić. W każdym razie, ta organizacja tropi ghoule. Zabawne, nieprawdaż? Przecież sam nim jesteś. To jednak nie tak, że chcę cię schwytać w swoją pułapkę. Choć to by było kuszące. Gdyby naprawdę tylko na tym mi zależało, już dawno zostałbym śledczym.
   Przede wszystkim dołączyłem do CCG po to, aby być na bieżąco. Miałem parę okazji do tego, aby 'przez przypadek' zerknąć do akt. Nazywają cię tam "jednookim". Niezbyt urokliwa nazwa. Taka zimna i formalna. Zupełnie do ciebie nie pasuje!
   To z pozoru może stawać się nudne. Cały czas myślę tylko o tobie. Widzisz, co żeś narobił?? Ostatni sprawdzian poszedł mi koszmarnie! Ale czy to tylko twoja wina? W większości tak. Do szczęścia wystarczał mi sam twój widok. Więc kiedy nie mogę cię podziwiać na codzień, po prostu mi odbija.
   Naprawdę chciałbym dowiedzieć się o tobie czegoś nowego. Niech to będzie nawet najgorsza rzecz! To i tak podniesie mnie na duchu...
   Ostatnie, co wiem, to to, że dołączyłeś do organizacji ghouli zwanej "Aogiri". Wiele mi to nie mówi, choć szukam informacji na ten temat, gdzie tylko się da! A poza tym to...cisza. Przed burzą?
*
   Chyba się starzeje. Powoli zaczynam tracić nadzieję na twój powrót. Na to, że jeszcze kiedykolwiek cię zobaczę. Wiem. Nie powinienem w ciebie wątpić. Ale to wszystko jest trudne i takie przytłaczające. Dziwie się, że inni ludzie mogą normalnie funkcjonować. Mogą się śmiać, rozmawiać o byle czym, przejmować sprawami typu : "O! Widzisz tego chłopaka? Jest taki przystojny! Przed chwilą na mnie spojrzał!". Ich życia bardzo różnią się od mojego. Staram się rozluźnić, ale mi to nie wychodzi. Codziennie rano wstaję wcześnie, idę na uczelnie, a gdy mam wolną chwilę - pracuję. Do tego niedawno spotkałem się z Touką-chan. Widać nie tylko ja się martwię. Więc czemu czuję nutę zazdrości, kiedy sobie to uświadamiam?
   Na dworze wciąż jest zimno, choć bardzo powoli zaczyna się wiosna. A CCG wciąż nie ma nowych wzmianek na twój temat. Z resztą, oni wszyscy skupili się teraz na Sowie, co trochę mnie denerwuje. W kwestii informacji muszę polegać właśnie na nich.
   Na pewno się zmieniłeś. W ciągu paru ciężkich miesięcy nie trudno o zmiany. Więc...czy jeśli kiedykolwiek do mnie wrócisz, znów powitasz mnie swoim zakłopotanym uśmiechem? Przeprosisz mnie tak, jak dawniej to robiłeś? A kiedy będziemy blisko siebie...zbyt blisko, jak na zwykłych przyjaciół...znów mnie odtrącisz i uciekniesz? A może zabijesz? Hahaha, o czym ja myślę. Nie mógłbyś. Tak? Mam rację? A może znowu się pogubiłem? Może w 'Aogiri' nauczyłeś się precyzyjnie mordować i zdobywać pożywienie?
   Nie chcę, żebyś się tak zmienił...
   Moim jedynym pragnieniem jest być przy tobie i móc chronić. Może się to wydawać dziwne i nienormalne, ale tak jest. Czy ja naprawdę aż tak dużo wymagam...?
   Los zdaje się nie być po mojej stronie. Ciekawe, czy nie sprzyja i tobie. Grunt, że żyjesz. Jestem pewien. Oddychasz, cierpisz i zmagasz się z trudami o których nie mam pojęcia, gdzieś tam, daleko. A ja cię obwiniam za głupi sprawdzian! Heh...zwariuję, czuję, że jestem ku temu bliski..!
*
   Dość czekania. Dość, dość, dość! Jest środek nocy, a ja znów nie śpię! Mam przed oczami twój słodki uśmiech, niewinne spojrzenie krystalicznie czystego oka. Drugie jest skryte za białą opaską, która...cóż, pasuje ci. Ale to mało. Ciągle mi mało. Wstaję z łóżka i zaczynam nerwowo przechadzać się po pokoju. Nie wytrzymuję napięcia, które gromadzi się we mnie od czasu, kiedy po raz ostatni cię widziałem. Ubieram się najszybciej jak potrafię i pod osłoną nocy, wymykam z domu. Księżyc świeci jasnym, perlistym blaskiem, a gwiazdy migoczą, jakby chciały mi coś powiedzieć. Wypuszczam powietrze z ust i obserwuję obłoczek pary. W międzyczasie zapinam kurtkę pod samą szyję. Idę tam, gdzie mnie nogi poniosą, byleby tylko zająć myśli czymś innym.
   Ale nie potrafię.
   Jestem zakochany.
   Tragicznie zakochany.
   A do tego nie pewny, czy w dobrej osobie. Jednak zrobię wszystko, aby się o tym przekonać. Przyspieszam kroku i już po chwili znajduję się w centrum miasta, które zwolniło swój codzienny rytm. Samochodów jest dużo mniej niż w dzień, wystawy oświetlone są bladym światłem lamp. Parę osób przesiaduje w barach, imprezuje. Jest koniec tygodnia i ludzie chcą się zabawić.
   W niedługim czasie docieram pod wiadukt. Wiem, że kiedyś był tam incydent związany z tobą i pewnym śledczym...
   No i jestem. Cisza, ciemność, wilgotne powietrze. Właśnie to mnie otacza. I...chyba jest coś jeszcze...Zapach krwi..?
   Lekka, słaba, słodka woń. Znam to. Tylko..dlaczego czuję to akurat teraz? Dlaczego tutaj?
   Po chwili uświadamiam sobie, że nie jestem tutaj sam. Wzdłuż lini kręgosłupa przechodzi mnie lodowaty dreszcz. Przełykam ślinę i próbuje cicho się wycofać. Bezskutecznie. Moje ciało całkowicie odmawia mi posłuszeństwa i nie mogę nawet drgnąć. Zapach czerwonej cieczy ze zdwojoną mocą dociera do mych nozdrzy. Bardzo powoli spoglądam w dół. Niepotrzebnie. To tylko przyspiesza bicie mojego serca. Mam problem z wzięciem głębszego oddechu i jest mi słabo. Na ziemi, przed moimi nogami ciągnie się kałuża krwi.
   Gdzieś w głębi rozlega się odgłos czyiś kroków. Domyślam się, co za chwilę zobaczę. A będzie to ostatni obraz w moim życiu. Zginę, jak ta osoba przede mną, skonsumowany przez ghoula. Pięknie. Po prostu pięknie. Już dawno bym stąd uciekł, ale nogi chyba mi wrosły w podłoże.
   Moje oczy przyzwyczaiły się już do ciemności i w oddali mogę zobaczyć czyjąś sylwetkę. Jest co raz bliżej. Co raz wyraźniej widzę ciemno-czerwoną poświatę bijącą od kagune tego ghoula. Jest ono jakieś dziwne. Przypomina mi stonogi...ale co ja tam wiem. Chyba jeszcze niewiele w życiu widziałem. A ono zaraz dobiegnie końca.
  Kaneki...
  Czy śmierć boli..?
   Nie. To niemożliwe. To pomyłka. Zdecydowanie. Ale ... Ale przecież nie mógłbym zapomnieć...!
  Tylko jedna osoba na świecie patrzyła na mnie w ten sposób.
   Kaneki Ken. Jednooki. To ty. Stoisz przede mną, w odległości ok.10 metrów. Masz na sobie ubrudzone krwią ubranie i maskę. Świeżobiałe włosy. Jednak to ty. Co do tego nie mam wątpliwości.
   Ty także mnie rozpoznałeś. Dzikość w twoim spojrzeniu przeistacza się w uczucie, które ciężko mi rozgryźć.
- Hide....- domyślam się, że jestem ostatnią osobą, którą chciałbyś, aby cię taką widziała. Mimo to..cieszę się. W reszcie mogę cię zobaczyć. Twoje czarno-czerwone oko odzyskuje normalną barwę. - Hide...- szepczesz po raz kolejny i ruszasz w moją stronę. Ja tymczasem powstrzymuję się od cofnięcia się o krok. Twoja maska również mieni się rubinowym kolorem. Szczególnie w okolicy ust. To takie niepokojące...
   Zatrzymujesz się na 1m przede mną. Patrzysz mi w oczy, a ja w końcu mogę nacieszyć się widokiem. Twoje kagune nadal pozostało na widoku i nie jestem pewien, czy tak powinno być.
- Co..Co tu robisz? - pytasz. Twoje oko zdaje się nabiegać łzami.
- O to samo chciałbym cię zapytać. - mam mocno zachrypnięte gardło, które pali od wymówienia każdego słowa z osobna.
- Ja..nie wiem. - odpowiadasz po chwili namysłu, odwracając wzrok.
- Jesteś cały umorsany krwią i twierdzisz, że nie wiesz, co robisz..?! - podnoszę głos o parę decybeli. Po twoim jasnym, aksamitnym policzku spływa łza.
- Dlaczego to ty musiałeś tu przyjść...Hide, dlaczego jeszcze nie uciekasz...
- Heh! Dobry żart! - odpowiadam cicho i wykrzywiam usta w grymas, który miał być uśmiechem. - Ostatnio kiedy się widzieliśmy, to ty uciekałeś! Ale ja nie mam zamiaru. Naprawdę...naprawdę myślałeś, że o niczym nie wiem? - ostrożnie mierzysz mnie wzrokiem. Widać po tobie lekkie zdumienie.
   Zdobywam się na odwagę i wyciągam w twoim kierunku drżące dłonie. Już po chwili udaje mi się odczepić zabezpieczenie i maska, którą miałeś na twarzy, upada w kałużę krwi między nami.
- Miło cię znowu widzieć. - szepczę. Rumienisz się jak za dawnych czasów. Widać zmieniłeś się tylko z wyglądu. Może i też psychicznie. Ale z jakiegoś powodu zawsze pozostaniesz moim małym, bezbronnym Kanekim.
   Ah...mógłbym w nieskończoność napawać się tą chwilą, lecz ta zostaje brutalnie przerwana. Twoje źrenice gwałtownie się rozszerzają, oczy wychodzą na wierzch. Jesteś czymś wyraźnie przerażony. Cofasz się parę kroków i oddychasz co raz szybciej, płycej.
- To...To nie tak...Ja nie chcę...Nic mu nie zrobię...Odejdź...! - mamroczesz i łapiesz się za głowę. 
   Ciszę nocy przerywa twój długi, przepełniony bólem krzyk. Zaciskasz dłonie na włosach, które szarpiesz z całej siły. Wrzeszczysz i rzucasz się na wszystkie strony. Będzie źle, jeśli się nie uspokoisz.
   Sklepienie nad nami zostało gwałtownie uderzone, przez twoje siejące zniszczenie kagune. Całość zatrzęsła się niebezpiecznie. Ty nie zwracasz na to najmniejszej uwagi. Cały czas szepczesz sam do siebie, zwijając z bólu.
- Hide..uciekaj..nie chcę cię skrzywdzić..- słyszę w pewnym momencie.
- Chyba żartujesz! Nie zostawię cię tu samego choćby nie wiem co!!
- A...AAAAAAAA!!! - krzyczysz jeszcze głośniej, gdy patrzysz w moim kierunku. - Zostaw go!!!! Zostaw go, zostaw!!! Błagam..Cholera!! Nawet nie waż się go tknąć.! - to brzmi naprawdę przerażająco. Odwracam się za siebie, lecz nikogo nie widzę.
   Padasz na kolana z głuchym łomotem. Mam spore obawy, ale waham się tylko chwilę. W następnej już jestem przy tobie i ściskam twoje wychudzone, drobne ciało w mocnym uścisku. Niczym najdroższy skarb. Nie oddam cię nikomu. Ochronię przed złem tego świata. Nie będziesz już cierpieć. Tylko ze mną zostań...
   Dopiero kilka senkund po całym zdarzeniu orientujesz się, co się właściwie stało. Sprawiasz wrażenie wybudzonego z koszmaru. Mimo to, 'stonogi' na twoich plecach znikają, a ty sam odychasz o wiele spokojniej niż przedtem.
- Kaneki, już okey? - pytam z czułością, odsuwając się lekko, aby móc spojrzeć ci w oczy.
- Tak...chyba tak...
- Cokolwiek to było...poszło sobie..?
- To nie takie proste. - prychasz i odpychasz mnie na jeszcze większą odległość. Nie odsuwaj mnie od siebie...chociaż dziś pozwól mi być tak blisko ciebie, jak tylko mogę ...
- Kocham cię.
- He?
- Kocham cię. Nie chcę znów być sam. Nie odchodź więcej..- mówię. Jesteś cały czerwony i zdziwiony.
- A-Ale Hide...C-Co...- nie zamierzam pozwolić ci skończyć. Chwytam cię za rękę i przyciągam do siebie. Chwilę w milczeniu wpatrujemy się w siebie, po czym zmniejszam dzielącą nas odległość do zera. Twoje wargi są zimne i mokre. Zakradam się z językiem do ich wnętrza, a ty pozwalasz mi na to bez cienia sprzeciwu. Coś czuję, że od dawna wiedziałeś co do ciebie czuję. A jak jest z tobą? Miłość? Pożądanie? Pragnienie akceptacji, ochrony, oddania..? Oddajesz pocałunek splatając nasze języki ze sobą. Wzdychasz mi w usta. Żaden z nas nie chce, aby skończyła się ta chwila.
   Zostańmy tak na zawsze.
   Złączeni podniosą, radosną chwilą.
   Chwilą wytchnienia.
   Tak dawno wyczekiwaną...
   Tym razem mnie nie odtrącasz. Staram się jak tylko potrafię, pieścić twoje podniebienie, policzki, dziąsła.
   Zapędzam się coraz dalej i dalej. Moje ręce wędrują pod twoją koszulkę, na rozgrzany tors. Na samą myśl tego, co jeszcze przed nami, podniecam się.
   Nagle z letargu wybudza nas odgłos policyjnych syren. Wiedziałem. Cały świat się na mnie uwziął.
   Rozłączamy nasze usta i patrzymy w stronę, z której dobiega dźwięk. To chyba nie naszego powodu, ale lepiej się wycofać. Chytam twoją dłoń i ciągnę w stronę przeciwną od policji.
   Spod wiaduktu wychodzimy w czasie krótszym niż 2 minuty. Teraz każdy z nas musi iść w swoją stronę. Jeszcze chwilę napawamy się obliczem tego drugiego, a następnie odwracamy do siebie tyłem i biegniemy w dwóch różnych kierunkach. Nie wiem, kiedy znowu cię zobaczę. Wiem tylko...że...że.... Odwracam się na pięcie i krzyczę z całych sił, mając nadzieję, że usłyszysz, choć w rzeczywistości jesteś już kawał drogi stąd.
- Będę czekać!!! Zawsze będę czekać...!! Więc..Więc wracaj! Jak najszybciej!!!
  
   Ja to wiem i ty to wiesz. Złączyło nas przeznaczenie.
   I złączy po raz kolejny.
   Na pewno.


End.
  

22.02.2015

the good and the evil (HidKan)

Dedyk: Specjalnie dla Daniela - wiernego czytelnika :33
Tytuł: the good and the evil
Parring: Hide x Kaneki
Anime: Tokyo Ghoul
*
     Kaneki... Kaneki gdzie jesteś? Czemu odszedłeś? Czy wszystko w porządku..?
   Codziennie, kiedy przychodzę na uczelnie, myślę o tobie. Nie słucham nudnych wykładów, tylko staram się zrozumieć. To takie trudne..
   Dlaczego życie musiało być dla ciebie takie okrutne..? Twoja matka zmarła z przepracowania. Bardzo to przeżyłeś. Nie było ci z tym łatwo. Nawet trochę obwiniałeś się o to. A to nie była twoja wina. Nigdy nie powinieneś brać odpowiedzialności za cudze błędy. Musisz być dla siebie bardziej wyrozumiały.
   Pamiętasz? To właśnie wtedy zamknąłeś się w sobie. Za wszelką cenę starałem się być przy tobie. Myślę, że to przez to nasza przyjaźń się umocniła. Zaczęliśmy ufać sobie na tyle, aby mówić sobie wszystko. Sekrety, plotki, tajemnice...Byłem bardzo szczęśliwy. Mogłem wiedzieć o tobie więcej. Wiem, to trochę samolubne. Mimo to..naprawdę dobrze wspominam ten czas.
   Potem pojawiła się ta dziewczyna. Oszalałeś na jej punkcie. Nigdy wcześniej nie widziałem cię w takim stanie. Ciągle przychodziłeś do tej kawiarni, gdzie ona przesiadywała. Raz nawet mnie tam zaciągnąłeś. Nie powiem, była całkiem-całkiem, ale nie w moim typie.
   Kelnerka, która nas obsługiwała była urocza. W całym życiu spotkałem wiele dziewczyn. Jednak nigdy nie kochałem żadnej. W ogóle nie byłem zakochany. Do czasu...
   Była ghulem, prawda? Oczywiście, że tak. Wiem o wszystkim. Czasem opłaca się mieć pewny sposób na wyszukanie informacji..
   Jednak tamten wieczór był twoim przekleństwem. Zginąłbyś. Zawsze byłeś nieostrożny, ale wtedy przeszedłeś samego siebie. Gdyby nie spadające części rusztowania musiałbyś pożegnać się z życiem. Nie mam pojęcia, czy bym to zniósł. Bez ciebie moje życie straci sens.
   Więc proszę...bądź ostrożny, zgoda?
   Kiedy starałeś się ukryć fakt, iż jesteś pół-człowiekiem od razu wyczułem, że coś jest nie tak. Jednak nie powiedziałeś mi o tym. Hmm..w sumie na twoim miejscu najpewniej też bym nie powiedział. Martwiłbym się czy nasza przyjaźń przetrwa. No właśnie. Czy to była tylko przyjaźń?
   Tamtego dnia było dość chłodno. Spotkaliśmy się na mieście. Miałeś wolne w pracy, co bardzo mnie ucieszyło. Połaziliśmy trochę po centrum, od czasu do czasu oglądając wystawy sklepowe. Już od dawna brakowało mi takiej chwili wytchnienia. Tobie także, bo pomimo zmęczenia ukazującego się w postaci ciemnych smug pod twoimi oczami, uśmiechałeś i śmiałeś z moich żartów. W pobliskim barze zamówiłem i zjadłem hot-doga. Ty tylko mi się przyglądałeś, twierdząc, że 'nie jesteś głodny'.
- Nie patrz się tak, bo pomyśle, że się we mnie zakochałeś! - powiedziałem, widąc jak na dłuższą chwilę zawieszasz na mnie swój nieobecny wzrok. Nic nie odpowiedziałeś, tylko zaczerwieniłeś się. "Słodziak" - pomyślałem wtedy. Naprawdę byłeś uroczy. Wiedziałem, kim jesteś. Poszperałem na temat wypadku i tamtej dziewczyny, której narządy ci przeszczepiono. Cóż, niewiele ludzi na moim miejscu byłoby tak spokojnych jak ja wtedy. No ale co takiego mogło mi się stać? Nie wierzyłem i nadal nie wierzę, że mógłbyś kogoś zabić. Jesteś przecież taki delikatny...
   Postanowiłem cię chronić już dawno. Jak widać, z marnym skutkiem. Ah, gdybym tylko cię lepiej pilnował...Nie musiałbyś cierpieć. Ani wtedy, ani teraz..
   Zaproponowałem, żebyśmy poszli do mnie i pograli w jakieś gry. Mimo, że byłeś zwolennikiem książek, poparłeś mój pomysł. W moim mieszkaniu zanaleźliśmy się po upływie 15 minut. Nikogo nie było w domu. Tylko my. Poczułem, że się krępujesz. Czemu tak było? Czy ktoś inny na twoim miejscu także by tak zareagował? Podejrzewam, że nie.
- Herbaty? - spytałem, starając się rozluźnić atmosferę.
- Wolę kawę. - odparłeś nieśmiało.
- Się robi! - poszedłem do kuchni i wstawiłem czajnik z wodą na gaz. Następnie wybraliśmy razem grę i czekaliśmy w ciszy, aż się załaduje. Zerknąłem na ciebie kątem oka. W tamtym momencie nasze spojrzenia się spotkały.
- Kaneki...
- W-Wcale się nie zakochałem! - krzyknąłeś szybko. Na te słowa roześmiałem się serdecznie. - N-No co??
- Heh..Nic. - wzruszyłem ramionami i nim zdążyłeś odwrócić wzrok, gwałtownie cię pocałowałem. Twoje gorące, słodkie usta były niczym narkotyk. Nie potrafiłem się od nich oderwać, tylko pogłębiałem ten pocałunek, w końcu zakradając się językiem między twoje wargi.
- Mmmm~ ! 
   Byłeś tym tak zaskoczony, że nie reagowałeś. Tymczasem ja czułem, że w tym momencie jestem zdolny do wszystkiego. Z kuchni rozległo się donośne gwizdanie czajnika, a ja nadal kontynuowałem, starając się przelać w ciebie wszystkie te uczucia, o których nigdy ci nie powiedziałem. To było niewiarygodne. Napierałem na ciebie co raz mocniej. Przez swoją zachłanność zachaczyłem wargą o twój ostry ząb, przez co już po chwili poczułem w ustach metaliczny smak.
   Właśnie wtedy się zdradziłeś. Byłeś przerażony. Najpewniej twoje oko pod opaską przybrało czarno-czerwoną barwę. Odepchnąłeś mnie mocno i wybiegłeś z mojego domu. I tyle się widzieliśmy. Zostałem sam, ze smutnym uśmiechem na twarzy, rozciętą wargą i wrzątkiem gotowym do zalania dwóch kubków kawy.
   Teraz cię nie ma. Na pewno jesteś silniejszy. Myślałeś o mnie chociaż raz? Bo ja myślę ciągle. Co by się stało, gdybyś mi się nie oparł? Byłbyś gotów skosztować więcej tej krwi, która nie raz cię jeszcze zbruka? Jeśli na prawdę byłbyś głodny, to proszę bardzo. Możesz mnie wziąć nawet na wynos z kawą w gratisie. Tylko proszę. Wróć do mnie cały. Nie zapomnij, że cię kocham. Kaneki...Jeśli tego nie zrobisz, zeschne niczym jesienny liść. Tęsknota niemal mnie rozrywa. Kiedy zamykam oczy, widzę twój obraz. Za wszelką cenę chcę uciec, ale nie potrafię. Nie przed tobą. Więc i ty nie uciekaj. Pozwolę ci się znów skosztować...Błagam...Bez ciebie szaleję...
  
end.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~
  Yo kochani! Na koniec mała korekta. 4 odcinek Hybrid Child jest już do obejrzenia z polskim tłumaczeniem na animezone :)
   I wiem, wiem że jest krótko, aleeee nic się nie bójcie, w krótce zasypie was nowościami. :3
  A jutro także dodam coś na bloga, więc zajrzyjcie tu ok. 17 ^^